IndeksRejestracjaSzukajFAQZaloguj

Share | 
 

 [HP] [mM] Seria siedmiu barw [HP/SS]

Go down 
AutorWiadomość
Salomanka
Stenograf
Stenograf
avatar

Female Wiek : 27
Skąd : Szczecin
Liczba postów : 68
Rejestracja : 17/01/2015

PisanieTemat: [HP] [mM] Seria siedmiu barw [HP/SS]   Nie Gru 02 2018, 11:35

Autor: Salomanka
Tytuł: Seria siedmiu barw
Beta: brak
Pairing: Harry Potter/Severus Snape
Długość: dziewięć mini-miniaturek – siedem według kolorów i dwie dodatkowe, zamykające całość. Każdy z tekstów można by czytać oddzielnie, ale ułożone są chronologicznie i dopiero odbierane jako całość stają się zgrabne i, mam nadzieję, zabawne.
Ostrzeżenia: niezbyt kanoniczne i bez zaskakującej puenty.
Dopisek autorki: Tekst po długiej przerwie powraca na Imaginarium; wisi także na innym forum.


Seria siedmiu barw
(+ 2 x bonus)


***

Fioletowy



Harry nigdy w swoim życiu nie widział tak dziwnie zachowującej się sowy. Wspaniały popielaty puchacz wylądował na brzegu stołu, przy którym on i Severus spożywali późne śniadanie, i z tej bezpiecznej odległości ostrożnie wyciągnął ku Snape'owi nóżkę, do której przywiązana była ciężka, fioletowa koperta.

To pismo z ministerstwa!, pomyślał zaniepokojony Harry i przeniósł spojrzenie z zatrwożonej sowy na twarz swojego partnera. Ułamek sekundy później gwałtownie podskoczył na krześle, co wywołało małą panikę u biednego puchacza, który zatrzepotał nerwowo skrzydłami i odsunął się jeszcze dalej, chwiejąc się niebezpiecznie przy samej krawędzi stołu. Harry nie zwrócił jednak na to uwagi. Mina Snape'a wyrażała tak bezgraniczną pogardę, kiepsko tłumioną wściekłość i obrzydzenie, że chłopak aż skulił się w sobie, żałując, że nie może skurczyć się jeszcze bardziej. Zasłonił się trzymanym w dłoni tostem i przełknął ciężko ślinę.

Severus dyszał ciężko, wpatrując się nienawistnym spojrzeniem w ministerialną sowę. W końcu opanował nerwy i sięgnął po kopertę. Ptak przetrwał jakoś proces odwiązywania koperty, po czym z ulgą wyfrunął przez szeroko otwarte okno. Harry odprowadził go tęsknym spojrzeniem.

Snape otworzył list i przez kilka minut uważnie studiował pismo, okazjonalnie prychając cicho nad jego treścią. W końcu ostentacyjnie podarł i list, i kopertę, na dwanaście fioletowych kawałeczków.

— Banda purpurowych błaznów proponuje mi stanowisko w Wizengamocie. Cóż za hipokryzja! — rzucił z przekąsem w ramach całego wyjaśnienia i, już pogodnie, sięgnął po niedojedzonego tosta.

Harry stracił jednak apetyt. Odłożył na stół własną kanapkę, z której gęstą fioletową smugą spływał zimny już dżem z aronii. Jeszcze nie do końca rozgryzł humory drugiego mężczyzny i jakoś nie chciał się Severusowi tak... narażać...



Różowy


— Potter? Co to ma być? — zapytał Snape tonem niebezpiecznie zbliżonym do szeptu. Do jego nagich kostek łasiło się małe kociątko, piszcząc radośnie i atakując duży palec jego lewej stopy.
— To prezent od Draco, na naszą drugą rocznicę. Prawda, że jest wspaniały? To dwumiesięczny leśny kot norweski, rasowy! Zatrzymamy go, prawda? Jest taki śliczny! — Harry tarzał się po podłodze w ślad za kotkiem, ewidentnie uwielbiając to małe monstrum.

Snape nie był jednak całkowitym przeciwnikiem futrzanych potworów. W końcu koty są inteligentne, tajemnicze i zdecydowanie wolą chadzać własnymi ścieżkami, co świadczy tylko na ich korzyść. A dodatkowo, skoro to prezent od jego chrześniaka...

— Zgoda, Harry. Możemy go zatrzymać, pod warunkiem, że nie będzie wchodził do naszej sypialni — mówi Severus i schyla się, by pogłaskać kociątko po gęstej, siwej sierści i ujmującym pyszczku.
— Och, dziękuję, Sev! — rozczula się Harry i przesuwa się po podłodze tak, by objąć ramionami chudą łydkę Snape'a. — Draco pisze, że kotka nazywa się Księżniczka. Wysłał nam także dla niej domek, spójrz — macha ręką. — Postawiłem go obok kominka.

Severus spogląda we wskazanym kierunku i już wie, że dał się podejść łatwiej, niż pierwszoroczny puchon. To różowe paskudztwo musi stąd zniknąć! A kotka... Cóż, koniecznie trzeba będzie wspomnieć Draconowi, że postanowił zmienić jej imię na Cyzia.



Niebieski


Harry i Severus spędzają swoje pierwsze w życiu wakacje na najbardziej magicznej ze wszystkich greckich wysepek, w wiosce zamieszkałej niemal wyłącznie przez czarodziejską społeczność. Prażą się w słońcu, popijają drinki i, do czego nakłania Snape, zwiedzają antyczne ruiny i chłoną magię w czystej, niemal pierwotnej formie.

Wszystko tu jest doskonałe i nawet Severus bez skrępowania przyznaje, jak bardzo mu się tu podoba. Jego blada skóra, pierwszy w życiu raz wystawiona na zbawienne działanie promieni słonecznych, nabywa zaskakująco jednolitego, oliwkowego odcienia, ciało przestaje być takie chude i żylaste, a jego twarz powoli przyzwyczaja się do nadawanego jej coraz częściej wyrazu pełnego zadowolenia.

Decyzja podjęta pięć lat wcześniej, postanowienie wypracowania między nimi choć cienkiej nici porozumienia w miejsce głębokiej nienawiści, przyniosła zaskakujący efekt w postaci trwałego, silnego związku, z którego obaj są jednakowo usatysfakcjonowani.

— Mógłbym się do tego łatwo przyzwyczaić, Sev — mruczy Harry, rozciągając się na swoim granatowym leżaku i wyciągając dłoń w kierunku Snape'a. Severus chwyta ją i ściska lekko, porozumiewawczo.
— Wiesz, Harry... Myślę, że ja także — odpowiada mężczyzna wpatrując się w linię horyzontu, gdzie bezkresne, błękitne niebo spotyka się z czystym, lazurowym morzem. Uśmiecha się lekko, kącikiem ust, i wychyla do dna swojego drinka - Blue Lagoon. I naprawdę podoba mu się tu coraz bardziej, właśnie tak, razem.



Czerwony


— Sev, daj spokój! Nie bądź śmieszny, chyba nie sądzisz, że ja i Ginny..! Błagam Cię, zaklinam cię, odpuść już! Powtarzam ostatni raz, między mną a Ginny nic nie było, NIC! Może z twojej perspektywy wyglądało to inaczej, jej włosy przysłoniły ci co działo się naprawdę... A nie działo się kompletnie nic, przysięgam! To był tylko uścisk na pożegnanie, nie całowałem się z nią! — wrzeszczy chaotycznie Harry, ale twarz Snape'a jest pusta, pozbawiona jakiegokolwiek wyrazu.

Wreszcie unosi dłoń i tym prostym gestem ucina słowotok Pottera. Brew marszczy się lekko i sama ta mina wystarczy, by Harry wiedział, iż stoi na przegranej pozycji. Otwiera jeszcze usta, by wydusić z siebie ostatnie błagalne słowa, ale Snape odwraca się i, trzasnąwszy lekko drzwiami, zamyka się w swojej pracowni.

Podchodzi do gablotki zawierającej jego najpilniej strzeżone eliksiry. Rzuca szereg sobie tylko znanych zaklęć, które pozwalają mu zbliżyć się do najwyższej półki i, przesunąwszy wzdłuż jej krawędzi długim palcem, uważnie przygląda się wszystkim fiolkom ustawionym w skrupulatnie rozplanowanej kolejności. Wreszcie wybiera jedną z mikstur. Szepcze ostatnie zaklęcie i już może ująć w dłoń wybraną fiolkę. Przygląda jej się długo, badawczo, podziwiając głębię koloru eliksiru.

Ta będzie idealna dla tej rudej wiedźmy, myśli z ukontentowaniem, i ostrożnie wsuwa do kieszeni szaty fiolkę wypełnioną czerwoną trucizną, najsilniejszą ze wszystkich w jego zbiorze.




Pomarańczowy



Kiedy Harry proponuje Severusowi, by spędzili weekend w Norze, Snape nie protestuje. Nie dlatego oczywiście, by był spragniony towarzystwa tej rudowłosej, rozwrzeszczanej hałastry, która na dodatek może w każdej chwili powiększyć swoje grono o trójkę kolejnych Weasleyątek.

Ostatnio jednak odbył ze swoim partnerem bardzo nieprzyjemną dyskusję, w której to chłopak zarzucał Severusowi, iż zbyt rzadko spotykają się z jego przyjaciółmi, za to podejrzanie często uczestniczą w kolejnych spotkaniach Brytyjskich Warzycieli i Alchemików. Snape niechętnie przyznał wtedy Potterowi rację, tym samym odbierając sobie teraz możliwość zrezygnowania z tej jakże czarującej wizyty. Uznał wówczas, że da sobie jakoś radę – nie takie rzeczy się przetrzymywało.

I rzeczywiście, nie oponował, gdy Molly Weasley uściskała go na powitanie. Nie krzywił się, gdy Artur wciągnął go w pogawędkę na temat spławików i haczyków. Z elegancką ignorancją potraktował beznamiętne wywody Percivala i jego równie nudnej żony Penelopy. Nie komentował zachowania puszczonych samopas najmłodszych rudych bestii, które uparły się, by poodgryzać wszystkie guziki jego ulubionej szaty.
Nie przeklął Charliego nawet wtedy, kiedy ten bezczelnie klepnął Snape'a w ramię i rzucił gromkim głosem „noo, co jak co, ale nasz Severus nie dałby sobie rady z tym smokiem!”, chociaż omal nie odgryzł sobie w tym momencie języka.

Właściwie wszystko szło niespodziewanie dobrze przez cały wieczór. Kiedy jednak Harry zaprowadził go po niezwykle stromych schodkach na najwyższe piętro domu, i otworzył przed nim skrzypiące drzwi, wprowadzając go do małego pomieszczenia, Snape ukrył twarz w dłoniach i zdusił jęk rozpaczy.
— Pani Weasley pościeliła nam w dawnym pokoju Rona... — usprawiedliwił się szybko Harry, co było kompletnie bezsensowne, bowiem Severus nigdy w swoim życiu nie czuł się tak chory, jak w tej chwili.
Nienawidził pomarańczowego!




Żółty


Severus Snape wpatruje się we flakonik wypełniony Płynnym Szczęściem. Za kilka minut, gdy minie północ, zamierza wychylić go do dna, zamieniając najbliższe dwadzieścia cztery godziny w niekończące się pasmo sukcesów.

Planował tę chwilę przez ostatnie miesiące. Dawka eliksiru jest pieczołowicie odmierzona i już tylko sekundy dzielą go od chwili, gdy będzie mógł zaznać nieskażonej niczym euforii.

Ma ku temu niezłą okazję - kończy pięćdziesiąt lat. Nie to jest jednak najważniejsze – właściwie Snape udaje, że kompletnie nie pamięta o czymś tak trywialnym, jak urodziny. Ale, zupełnie przypadkowo, jest to także dzień, w którym mija trzydzieści lat od momentu, gdy został przyjęty w poczet najwybitniejszych Mistrzów Eliksirów, a także dziesięć lat od dnia, gdy Harry przyznał swoim przyjaciołom, i tu zgrabny eufemizm, z kim się spotyka.

Severus ma wielkie plany. Najpierw przyjęcie-niespodzianka, organizowane przez Pottera i jego przyjaciół w wielkiej tajemnicy, więc, oczywiście, Snape już od dawna o nim wie. To znakomity pretekst, by zażyć odrobiny Szczęścia i przejść przez tę katastrofę jak przez najpiękniejszy ze snów.

Później spotkanie z gronem najznamienitszych europejskich Mistrzów Eliksirów. Snape ma cichą nadzieję, że lata jego pracy zostaną docenione i upamiętnione jakimś wyróżnieniem. Nic wielkiego, to nie byłoby w jego stylu, ale gdyby tak zauważono jego trud, jego pasję, jego osiągnięcia... Łyczek eliksiru ma tylko zwiększyć prawdopodobieństwo takiej sytuacji, nic ponadto.

Wieczorem, po uroczystości, Harry chce zabrać go na romantyczną kolację. Potem zamierza zapewne go uwieść swoim niezdarnym zachowaniem, jak co roku w urodzinowy wieczór. Ostatnio był to żałosny taniec erotyczny, zakończony niezbyt efektownym ślizganiem się po podłodze w samych skarpetkach.

Ale tym razem... Tym razem wszystko odbędzie się zgodnie z jego wolą. Spokój i harmonia w najdrobniejszym nawet szczególe, tylko dzięki jego wybitnym umiejętnościom i skrupulatnym, metodycznym działaniom poczynionym w tym kierunku. Jeden porządny łyk i rozpocznie się najpiękniejszy dzień jego życia.

Snape unosi buteleczkę do ust, gdy nagle kątem oka zauważa ruch w korytarzu po lewej stronie. Wiedząc, że to Harry, postanawia go chwilowo zignorować i dopełnić rytuału – wskazówki magicznego zegara wskazują już północ.

Sekundę później trzydziestoletni Harry Potter z impetem wskakuje swojemu starszemu kochankowi na plecy, a fiolka z żółtym eliksirem szczęścia zostaje wytrącona z dłoni Severusa i, zataczając niezwykle zgrabny półokrąg nad podłogą, rozlewa swą cenną zawartość na puszystą fakturę dywanu, by ostatecznie rozbić się widowiskowo o krawędź kominka.

— Wszystkiego najlepszego, Severusie! — oznajmia radośnie Potter, poprawiając zsuwające mu się z nosa okulary. — Wybacz, przeszkodziłem w czymś? — pyta ostrożnie, widząc gwałtownie zmieniający się wyraz twarzy swojego partnera.
— Nasz dywan będzie miał dzisiaj lepszy dzień niż ja, Potter — syczy Snape, mrużąc niebezpiecznie oczy. — To jego możesz obrzucić tymi okazjonalnymi formułkami — wskazuje dłonią na mokry, zielony dywan, zakrywający niemal całą podłogę.
— Ja... Wybacz, Sev, ale chyba nie rozumiem. Ale jeśli chcesz, możemy go trochę... uszczęśliwić — Harry śmieje się cicho i rozchyla poły szlafroka.

Snape unosi jedną brew. Nie to, żeby jedno nagie ramię mogło przywrócić mu spokój, nie. Na pewno nie po tym, jak jego partner, dorosły mężczyzna, znowu okazał się być nieznośnym, zdziecinniałym gryfonem.

Ale gdy Sev daje się ułożyć na względnie wygodnej podłodze i więcej niż chętne dłonie wprawiają go w stan wcale-nie-urodzinowego podniecenia, jest już niemal pogodzony z losem. Ostatecznie, cóż z niego byłby za Mistrz Eliksirów, gdyby mieszkając z kimś tak nieobliczalnym jak Potter, nie przygotował sobie zapasowej buteleczki Felix Felicis..?




Zielony


Gdyby znalazł się ktoś na tyle odważny, by zadać Severusowi pytanie o jego ulubiony kolor, a ten byłby akurat w nastroju do udzielania odpowiedzi na tak infantylne pytania, usłyszałby oczywiście, że Snape najbardziej sobie ceni najgłębszy z odcieni czerni.

Prywatnie jednak, choć nigdy by tego nie przyznał, najbardziej upodobał sobie zieleń. Nie bez znaczenia pozostawał fakt, iż był to kolor oczu jego wieloletniego partnera, Harry'ego, i blask tych oczu był pierwszą rzeczą, która witała go każdego poranka.

Były wszakże także inne rzeczy, które cenił, a które nieprzypadkowo były w tym właśnie kolorze. Godło Slytherinu, najlepszy przykład, ale i okładki najcenniejszych ksiąg w jego prywatnej kolekcji. Ściany w jego przydomowym laboratorium alchemicznym. Atrament w kałamarzu ustawionym w najdogodniejszym miejscu na blacie biurka w jego gabinecie. Bielizna Harry'ego, kiedy ten był w nastroju do bardziej... wyuzdanych zabaw...

— Sev, ile jeszcze tego potrzebujesz? Chciałbym, żebyśmy mogli położyć się już do łóżka. Są walentynki! — marudzi Potter, jęcząc i robiąc błagalne miny.
— Siekaj dalej — odpowiada tylko Snape i z radością odnotowuje, że po tych wszystkich wspólnych latach jego kochanek, nauczony doświadczeniem, bez protestów zabiera się do dalszej pracy, pieczołowicie odmierzając i krojąc oślizgłe ropusze błonki o pięknym, jadowicie zielonym odcieniu.



***


Czerń i biel



Okrywszy się szczelnie kołdrą, Snape próbuje oczyścić umysł przed zaśnięciem. Zamyka oczy, słucha cichego pochrapywania swojego partnera, stara się całkowicie zrelaksować.

Kiedy po kilku kolejnych minutach wciąż czuwa, postanawia spożytkować dany mu czas na przemyślenie kilku spraw, które nie pozwalają mu zaznać należnego mu odpoczynku.

Jutro będzie dzień jak co dzień, powtarza sobie w skupieniu. Byle nie dać się sprowokować. Potraktuj to jak spacer, nic więcej. Bardzo długi, hałaśliwy i mieniący się setką barw spacer.

Jego wzrok błądzi po pogrążonej w ciemności sypialni, szukając czegoś, czego mógłby uczepić się myślą. Widzi tylko mrok i czerń... Severusowi przypomina się, że czerń to tak naprawdę brak koloru i uśmiecha się delikatnie, gdy przepracowany umysł narzuca mu wizję jego samego, pozbawionego otaczającej go czerni. Byłby łysy, nagi i niewidomy. Podoba mu się ta projekcja.

Pozbawiony włosów mógłby budzić nawet większy respekt.
Nie boi się nagości od czasu, kiedy nauczył się otwarcie mówić Harry'emu o swoich emocjach; przy nim zawsze czuje się nagi, całkowicie szczery i naturalny.
Gdyby zaś był ślepy, czyż nie wyostrzyłyby mu się w zamian pozostałe zmysły..? Precyzyjny węch skrupulatnego alchemika, czuły dotyk wyrachowanego kochanka, przenikliwy słuch znienawidzonego profesora, wysublimowany smak ekscentrycznego smakosza...

Snape delektuje się tą wizją. Widział już w swoim życiu tak wiele; gdyby mógł teraz dla odmiany tylko odbierać najprostsze sygnały, czuć, dotykać, wąchać, smakować... Bezwiednie wtula się w przyjemnie rozgrzane ciało kochanka, uszczęśliwiony kolejnymi wizjami serwowanymi mu mocą swojego umysłu.

Narzuca widok swojego ciała pozbawionego włosów i odzieży, na białą plamę, czytelny symbol wszystkich drugich szans, jakie otrzymał w życiu, i pławi się w satysfakcjonującym poczuciu dobrze wykorzystanych kart, jakie podsuwał mu los, gdy czuł się najbardziej zagubiony. To trochę jak gra w szachy – dane są tylko dwa kolory figur, a jednak każdą grę można rozegrać na miliony sposobów. I Snape wie, że w partii swojego życia pozostaje zwycięzcą.

Raz jeszcze przeciąga się na posłaniu, czując ogarniające go znużenie. Zdecydowanie powinien już zasnąć, by nabrać sił przed czekającym go nazajutrz wyzwaniem. Bo, tak jak w szachach, skoro powiedział „szach”, pozostało mu już tylko dodać „mat” i niczym się nie przejmować.

Rzuca ostatnie spojrzenie na małą srebrną przypinkę, leżącą niewinnie na stoliku nocnym, stanowiącą przedmiot jego bezsenności, i ostentacyjnie odwraca się do niej plecami.

Broszka mieni się wszystkimi kolorami tęczy, będącej symbolem jutrzejszej wielkiej parady. Do wzięcia w niej udziału namówił go, a jakże, Harry-Wieczny-Bohater-Potter.




Tęcza


— Dużą caffe latte i kawałek szarlotki proszę — mówi cicho Snape do kelnera, który przygląda mu się przedziwnie rozmarzonym wzrokiem. Severus jest tym zmęczony i chętnie by go przeklął jakimkolwiek zaklęciem, nawet najprostszym Petrificusem, ale rezygnuje. Boi się, że gdyby zaczął przetrząsać kieszenie w poszukiwaniu różdżki, kelner zapiszczałby z emocji. W zamian Snape obdarza go tylko uśmiechem obejmującym sam kącik ust i odprowadza wzrokiem do kontuaru, skąd młodzieniec wciąż śledzi go z rozanielonym wyrazem twarzy.

Severus zdejmuje szalik i rzuca go na wolne miejsce obok siebie, starając się zakryć nim blisko setkę małych karteczek, wizytówek oraz, ku jego absolutnemu zgorszeniu, drobnych części garderoby. Na wszystkich tych „pamiątkach” po świeżo zakończonym spacerze, widnieją adresy, podpisy lub numery osób, które, jak Snape zauważył z przerażeniem, wydawały się być w nim kompletnie zadurzone. Niektóre karteczki, jak mężczyzna zdążył się zorientować, zawierały także gorące wyznania lub inne, niestosowne sformułowania, oscylujące wokół domniemanych atrybutów jego ciała.

Wzbudził dziś prawdziwą sensację, to było pewne, ale za nic nie potrafił zrozumieć, jakim cudem tak ogromna liczba osób, dodajmy młodych i w pełni władz umysłowych, uznała jego, Severusa Snape'a, za seksownego?

— Na koszt firmy — rzuca bez tchu kelner, przynosząc zamówioną kawę i ciastko, i jednym palcem dyskretnie przesuwa po blacie stołu kolejną małą karteczkę, która już za chwilę dołączy do tych schowanych pod szalikiem.
— Dziękuję — Severus mruczy cicho, chwytając kubek kawy i chowając za nim twarz, nim straci kontrolę nad własną mimiką, okazując całą pogardę, jaką żywi dla nieznośnego młodzika w idiotycznej czapeczce szefa zmiany.

Chłopak odchodzi uszczęśliwiony, a Snape mściwie wbija widelec w szarlotkę, by choć trochę ulżyć swoim napiętym nerwom.

Nagle drzwi kawiarni otwierają się i Potter, rozejrzawszy się po jej wnętrzu, zaczyna podążać w jego kierunku. Milcząc zajmuje miejsce naprzeciwko i machnięciem ręki odprawia kelnera, który już się do nich zbliżał, nagle przygaszony i nieszczęśliwy.

Dwaj mężczyźni siedzą w ciszy, patrząc sobie w oczy, mrużąc powieki i zaciskając wargi.

— No, powiedz coś — warczy Snape, nie dlatego, że nie jest w stanie znieść przedłużającego się milczenia; ma jedynie ochotę zakończyć tę farsę i wrócić do domu, zapomnieć o całym tym niesmacznym widowisku.
— Zostałeś okrzyknięty Królem Parady — wzdycha Harry, wyciągając spod płaszcza kolorowy plastikowy diadem i popychając go w stronę Snape'a. — Szkoda, że uciekłeś, chcieli dokonać uroczystej koronacji — dodaje. Widząc minę Severusa, prycha cicho. — Cholera, Sev, nie mam pojęcia, jak to zrobiłeś, ale byłeś dzisiaj... Jestem z ciebie dumny, Severusie. Dziękuję, że byliśmy tu dzisiaj razem.

Snape wpatruje się w swojego partnera kompletnie zszokowany. Nie będzie drwin ani wymówek? Scen zazdrości, kłótni o jego zachowanie, wytykania mu braku taktu i cynicznych komentarzy wobec wszystkich bez wyjątku uczestników parady?

— Chodź, Sev, wracajmy do domu. Mam ochotę uczcić twój sukces. W końcu jesteś najseksowniejszym homo w całej Anglii, chcę wykorzystać fakt, że cały jesteś mój — śmieje się Harry, i Snape wbrew własnej woli także uśmiecha się nerwowo, kącikiem ust.

Wstają od stołu i Potter zmierza już w stronę wyjścia, gdy Severus powstrzymuje go delikatnie i wraca, by sięgnąć po zapomniany szal i diadem. Koronę z pewnym niesmakiem chowa do kieszeni, ale szal zarzuca sobie na ramiona, tak, by widać było cały jego bogaty wzór - każdy z siedmiu wspaniałych kolorów tęczy. Prawdopodobnie nigdy nie uda mu się tego pojąć, ale czuje, że wiążąc się z Harrym podjął najlepszą decyzję w swoim życiu. W tej jednej chwili jest po prostu idiotycznie szczęśliwy i, dzięki latom spędzonym z Potterem, ma odwagę to okazać.

Harry wybucha głośnym śmiechem, gdy Sev podchodzi do niego, ujmuje go pod ramię i prowadzi do drzwi kawiarni. Żaden z nich nie słyszy jęku zawodu młodego kelnera.



***


Ostatnio zmieniony przez Salomanka dnia Nie Gru 02 2018, 13:17, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
DreamsConstellation
Stenograf
Stenograf
avatar

Female Wiek : 25
Skąd : Neptun
Liczba postów : 93
Rejestracja : 01/11/2018

PisanieTemat: Re: [HP] [mM] Seria siedmiu barw [HP/SS]   Nie Gru 02 2018, 12:02

Świetny pomysł; dopasowanie do każdego koloru tęczy krótkich historyjek z życia Harryego i Severusa! Uśmiałam się szczerze w niektorych momentach a w innych zacierałam ręce z uciechy. Muszę przyznać, że kolor czerwony i żołty chyba najbardziej mi się spodobały Twisted Evil
No a ostatnia część zwaliła mnie z nóg. Co ten Sev wyprawiał na paradzie, że tak wszystkich w sobie rozkochał?! Very Happy

___________________________________


Powrót do góry Go down
Myst
Jeździec Apokalipsy
Jeździec Apokalipsy
avatar

Female Wiek : 25
Liczba postów : 321
Rejestracja : 21/12/2014

PisanieTemat: Re: [HP] [mM] Seria siedmiu barw [HP/SS]   Nie Gru 02 2018, 12:32


Kolory idealnie dopasowane do sytuacji czy też sytuacje idealnie dopasowane do kolorów. Mniejsza o to, ważne, że są ciekawe i bardzo często zabawne. Moim faworytem będzie tutaj część różowa, niebieska, żółta i dwie ostatnie.
Różowa, bo uwielbiam koty. Żółta za to, że rozbawiła mnie najbardziej:
Cytat :
— Nasz dywan będzie miał dzisiaj lepszy dzień niż ja, Potter.
Powyższe zdanie pozostanie w mojej pamięci na długo.
Natomiast część niebieska i dwie ostatnie pokazują, jak bardzo Severusa zmienił związek z Harrym. Pokazują, jak bardzo obaj są szczęśliwi (pomimo swoich wad, które znają i akceptują). W ostatniej części podoba mi się, jak Harry zaskakuje Severusa swoim dojrzałym zachowaniem. Nie ma wymówek, docinek czy aktów zazdrości. Jest tylko pewność: jesteś najlepszy i jesteś mój. ♥️ Dokładnie tak, Harry, dokładnie tak!

Pozdrawiam, M.

___________________________________



To grant another chance means to give opportunity to correct past mistakes.

Konstruktywny komentarz jest na wagę złota, ale komentarz ubogi wciąż jest lepszy od jego braku,
więc zamiast pisać epopeję pod jednym tekstem, rozdziel swój słowotok na kilka ff.

~Mądrości internetowe, autor nieznany

Ciężko znaleźć takich ludzi co mają obsesję jak my.
~DC


Brać bannerki do podpisów! Nie po to robię, żeby leżały. Very Happy
Powrót do góry Go down
http://motylebezskrzydel.blogspot.com/
RedRum
Skryba
Skryba
avatar

Female Liczba postów : 24
Rejestracja : 29/11/2018

PisanieTemat: Re: [HP] [mM] Seria siedmiu barw [HP/SS]   Wto Gru 11 2018, 17:17

A mi najbardziej przypadł zielony. To taka mocna sztampa tekstowa, przypisywać Severusowi, że uwielbia czarny i tylko czarny. Lubię, jak ktoś to zmienia i nadaje mu nieco barw. A zielony z wielu powodów tu pasuje, tak jak napisałaś.

Bardzo ładna konstrukcja, przejścia przez kolory z takim pięknym, tęczowym zakończeniem.
Podobało mi się.

___________________________________

Death is Only the Beginning
Powrót do góry Go down
Fantasmagoria.
Admin
Admin
avatar

Female Wiek : 23
Skąd : Poznań
Liczba postów : 580
Rejestracja : 21/12/2014

PisanieTemat: Re: [HP] [mM] Seria siedmiu barw [HP/SS]   Pon Gru 24 2018, 12:59

Klep.~

___________________________________

Jesteśmy tak zajęci własnym strachem przed ciemnością,
że nawet nie mamy czasu się zastanowić, kto wyłączył światło.

Powrót do góry Go down
http://imaginarium.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: [HP] [mM] Seria siedmiu barw [HP/SS]   

Powrót do góry Go down
 
[HP] [mM] Seria siedmiu barw [HP/SS]
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
~.Imaginarium.~ :: FANFICTION :: Literatura & Ekranizacja :: Harry Potter :: Slash :: +12-
Skocz do: