IndeksRejestracjaSzukajFAQZaloguj

Share | 
 

 [Sherlock BBC][T][Z] Obietnica życia 21/21 [MH/JW]

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Wirka.
Admin
Admin
avatar

Female Wiek : 28
Liczba postów : 914
Rejestracja : 21/12/2014

PisanieTemat: Re: [Sherlock BBC][T][Z] Obietnica życia 21/21 [MH/JW]   Pią Mar 25 2016, 21:56

9
Cytat :
składanego, metalowego krzesła grubymi linami. Nie miał pojęcie(a), jak udało mu się obrazić Mycrofta do tego stopnia, że zamknął go w piwnicy.


Cytat :
— Pracowałem z nim. Był moim partnerem. W każdym tego słowa znaczeniu. — Musnął lewą dłonią szeroką, złotą obrączkę. — Byliśmy razem przez pięć lat.
- WOW. To znaczy znam teorię fanowską, ale w sumie jakoś się jeszcze nie spotkałam z bezpośrednim przedstawieniem ich historii w ten sposób. Ciekawe Very Happy

10.
Szaleństwo Morana i jego podejście wydaje się nieco przesadzone. Ale potem przypominam sobie, kim był Moriarty. I nagle wszystko jest na miejscu. Zakładam, ze Mycroft raczej nie zginie, bo nie wybierasz aż tak kopiących tekstów... niemniej przeczytanie o Johnie, który zmienia się pod wpływem szaleńczego pościgu w kogoś równie niebezpiecznego, jak Moriarty, byłoby czystą przyjemnością Very Happy

11
Cytat :
kiedy zastrzelił obłąkanego taksówkarz(a), gdy Sherlock, jak twierdził, tylko kupował sobie czas.


Cytat :
Kiedy uniósł brew, John odpowiedział:
— Zapamiętuję cię.
      - rozpłynęłam się.


Cytat :
Jako lekarz, John zawsze był doskonały w pocieszaniu umierających. Jego współczucie było legendarne (,) gdziekolwiek pracował(,) i żołnierze oraz cywile często prosili o jego obecność podczas ich ostatnich chwil oprócz, a czasem nawet zamiast, duchownego.
tam chyba powinno być to wtrącenie?

Cytat :
— Patrz na mnie. — Było wszystkim, co był w stanie (zdołał, by uniknąć powtórzenia?) powiedzieć.

Cytat :
mężczyzna zasługiwał na to, by nie być niepokojonym (by nie niepokoić go? )podobnym zachowaniem aż do końca.

Cytat :
— Jestem przekonany, że tak właśnie będzie. Sebastian Moran jest cynowym żołnierzykiem. Ty natomiast jesteś prawdziwym żołnierzem, John.
- środkowe jest do usunięcia, bo powtórzenie.
Cytat :
Skrzywił się, poruszając lewą ręką, ale szybko zapewni(Ł)

No powiem tyle, że szlag by mnie trafił za przerywanie w takim momencie, gdyby nie to, że mam kontynuację, więc idę dalej Very Happy Pewnie mam myśleć, że John dostał kulkę, a ktoś zastrzelił Morana. Ktooo?

12
Lestrade.  - no jasne <3

Cytat :
- Oczywiście, że ty. Może będziesz miał jakieś pomysły. Wiesz przecież, że Sherlock nie był odpowiedzialny za wszystko, co robiłeś w waszym zespole.
 awww tak lubię Grega teraz Very Happy Scena w aucie bardzo taka... ujmująca w prosty sposób skojarzeń

13.

Cytat :
— Można by pomyśleć, że to premier został postrzelony! — wykrzyknął Lestrade, mrugając pod wpływem jasnych świateł i biegających wszędzie postaci.
— Właściwie nie jest to zbyt dalekie od prawdy — odparł John.  
- <3

Cytat :
— Kurwa, to boli.

John nigdy wcześniej nie słyszał, by ten przeklinał;
    Ja również!



Cytat :
ale jakikolwiek postęp był lepszy niż depresja, za której pomocą był bliski zabicia się.
a może, po której wpływem był bliski?

Cytat :
Po upewnieniu się, że Mycorft
- ktooo Wink

Cytat :
— Chcesz po prostu kogoś, kto zajmie się tą częścią pracy, która wymaga chodzenia — droczył się z nim John.
- cudny cytat z oryginału, co nie? Very Happy

14.

Cytat :
Upiór mógł powiedzieć coś więcej, ale John już tego nie usłyszał. Nogi się pod nim ugięły, a podłoga nienaturalnie zbliżyła, gdy stracił przytomność.
- też tak myślę, że taka zasadniczo powinna być jego reakcja.

Cytat :
— Nie wróciłeś. Nigdy tak naprawdę nie odszedłeś. Cały ten czas, kiedy o tobie śniłem, słyszałem dwój głos w nocy, bądź zapach twojej wody kolońskiej rano… to byłeś ty, czyż nie? Obserwowałeś mnie.
- *twój


Cytat :
— Kurwa, żyjesz, kurwa, Sherlocku…  
- nie wiem, cz Sherlock odmienia się w ten sposób w języku polskim? Nie powinie powinien mówić do niego Sherlock, po prostu?

Obstawiałam, że Sherlock jednak nie żyje. Podpisuję się pod poczuciem podwójnej zdrady i John zdecydowanie nie powinien im tego szybko odpuszczać.

___________________________________





Ostatnio zmieniony przez Wirka. dnia Sro Mar 30 2016, 17:36, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Disharmony
Jeździec Apokalipsy
Jeździec Apokalipsy
avatar

Female Wiek : 21
Liczba postów : 351
Rejestracja : 20/01/2015

PisanieTemat: Re: [Sherlock BBC][T][Z] Obietnica życia 21/21 [MH/JW]   Sob Mar 26 2016, 13:44

Dziękuję <3


15. Kara


— Nie! — krzyknął John, podczas gdy Mycroft próbował go powstrzymać przed ucieczką. — Pozwól mi odejść!

— John — powiedział wyższy mężczyzna, wyjątkowo opanowanym głosem, charakterystycznym dla kogoś, kto zmaga się z emocjami. — To nie jest czas na nieprzemyślane zachowanie. Proszę, uspokój się i nas wysłuchaj. 

— Nie. Muszę się stąd wydostać! Do cholery, to zbyt wiele!

Mycroft pociągnął Johna w kierunku kanapy, gdzie Sherlock wciąż leżał tak jak upadł, z otwartymi ustami i dłonią przyciśniętą do uderzonego policzka. 

— Sherlock, poproszę kajdanki — odchrząknął mężczyzna. — John, przykro mi, ale naprawdę musisz tu zostać i wysłuchać…

Reszta zdania została zagłuszona przez odgłos rozdzierania. John, szamocząc się, złapał Mycrofta za kołnierz koszuli i pociągnął tak mocno, że tkanina rozdarła się. Kolejne szarpnięcie rozerwało koszulę, sprawiając, że guziki posypały się po podłodze, a na widoku znalazła się poznaczona bliznami klatka piersiowa Mycrofta. Rany się zagoiły, jednak blizny pozostały. Ciemniejsze, grubsze przecinały drobną plątaninę jasnych blizn na tle delikatnego, zaróżowionego ciała. 

Kiedy Mycroft zawahał się, Johnowi udało się wyswobodzić z uścisku mężczyzny. Popchnął go w kierunku młodszego brata. Sherlock otworzył usta nawet jeszcze mocniej, a w zazwyczaj śmiertelnie poważnych oczach pojawiło się zaskoczenie. 

— Mycroft, co to jest?

John, korzystając z zamieszania, wyszedł z mieszkania. 

Nie miał pojęcia, gdzie teraz pójść. Musiał po prostu się stąd wydostać, znaleźć miejsce, gdzie będzie mógł jakoś to sobie wszystko poukładać i zdecydować, co robić. Może do Sarah. Albo Mike’a Stamforda. Musiał się zastanowić. 

Kiedy wypadł przez frontowe drzwi na nocne powietrze, momentalnie został przechwycony. Dwa kolejne gubernatorskie samochody zaparkowały za tym należącym do Mycrofta przy krawężniku; przyjechali w nich czterej mężczyźni, którzy teraz trzymali go za ramiona i ręce, wpychając z powrotem do budynku. 

Kurwa, Mycroft wiedział, że tak zareaguję. To po nich zadzwonił, kiedy wszedł do pokoju Sherlocka.

Lewą pięścią uderzył jednego z mężczyzn w szczękę, redukując siły na trzech do jednego. Jendak już chwilę później, równocześnie jego nogi zostały uniesione i ściśnięte mocno razem, podczas gdy ktoś inny złapał go za nadgarstki, a trzeci objął za klatkę piersiową, przechylając do tyłu. Kątem oka, John mógł zauważyć stojącego w otwartych drzwiach Mycrofta, który, by ukryć zniszczoną koszulę, zarzucił na siebie płaszcz. 

— Powoli, panowie — mruknął Mycroft, wyglądając na zmartwionego. — John, proszę cię, odpuść. 

— SAM odpuść! Powiedz im, żeby mnie odstawili!

— Hej! Co do diabła się tu dzieje?!

Lestrade biegł Baker Streer, wyciągając broń, a poły wiosennego płaszcza trzepotały za nim. John przestał się szarpać, zamiast tego z mieszaniną lęku i ulgi obserwował pojawienie się Inspektora. 

Co on tutaj robi? Nowa sprawa? Chryste, jeśli zobaczy Sherlocka…

Mycroft, wychodząc na zewnątrz, zaklął pod nosem, . 

— Zabierzcie Johna do środka — przekazał swoim ludziom, po czym szybko wyszedł naprzeciw Lestrade’owi, a parasol tym razem nie kołysał się leniwie u jego boku. John zaczął głośno protestować, kiedy ci wnosili go po schodach do mieszkania 221b niczym jakiś mebel, po czym rzucili go z powrotem na kanapę. Ludzie Mycrofta zabezpieczyli Johna na swój własny sposób: krępując mu kostki i nadgarstki plastikowymi trytkami*, które przynajmniej nie wżynały mu się w skórę. Kiedy skończyli i odsunęli się, Sherlock powiedział:

— John, przysięgam, że nie zrobiłem tego, by cię skrzywdzić. Nigdy nie zdawałem sobie sprawy...

— Racja, nigdy! Jesteś zbyt wielkim egocentrykiem, by dotarło do ciebie, jak mogła na mnie wpłynąć utrata najlepszego przyjaciela. 

John przesunął się na poduszkach na tyle, by mógł usiąść. Wystarczyło, że spojrzał na tę bladą twarz i nagle tyle jednocześnie emocji nim zawładnęło, że nie mógł zdecydować się, co chciałby zrobić jako pierwsze: szlochać czy śmiać się, przytulić go czy jeszcze raz uderzyć, a może po prostu uciec — każdą z nich zdążył zrobić w ciągu ostatnich piętnastu minut. Mimo tego, że Sherlock wrócił i żyje, wspomnienia tych wszystkich straszliwych miesięcy zalewały go kolejnymi falami, niczym sącząca się z uporem krew, przez fachowo zabandażowaną ranę. 

A wraz z nimi ból. 

Mycroft pełnił rolę takiego bandaża i John był mu naprawdę za to wdzięczny. I mimo tego, że starał się, nie mógł przywołać żadnej silniejszej emocji, niż po prostu rozczarowania z roli, jaką w tym oszustwie pełnił starszy Holmes. W momencie, kiedy odsłonił blizny mężczyzny, stał się cichym świadkiem dowodu na to, że mężczyzna był w stanie odczuwać emocje, których Sherlock nie, i prawdopodobnie nigdy się to nie zmieni, rozumiał. Mycroft szczerze żałował tego, że był zmuszony trzymać Johna w niewiedzy: ten dobrze o tym wiedział, nie musząc nawet pytać. 

Będzie w stanie wybaczyć Mycroftowi. Co do Sherlocka, nie był pewien. Mimo wszystko John musiał przyznać, że jego złość na Sherlocka była porównywalna do krzyczenia na dziecko za to, że złamał jedną z zasad obowiązujących w świecie dorosłych. Rozumiał karę, ale nie jej przyczynę. 

Sherlock ponownie się do niego zbliżył. John już miał się odsunąć, jednak powstrzymał go widok łez pod tymi grubymi rzęsami. 

Kilkukrotnie już widział fałszywe łzy w wykonaniu Sherlocka, jednak tym razem był przekonany, że były prawdziwe. Nigdy wcześniej nie widział, by jego dawny przyjaciel wyglądał na tak zagubionego, niezdolnego kontrolować sytuację. 

— Naprawdę nie rozumiem, co Mycroft sobie robił — powiedział półszeptem. — Mówiłem mu już, że mu wybaczyłem. — Chwilę później, uświadomiwszy sobie, że pracownicy Mycrofta wciąż są w pokoju, zapytał: — John, dlaczego wybiegłeś? 

— Bo musiałem się stąd wydostać, Sherlocku. Wciąż muszę. Potrzebuję pomyśleć o tym wszystkim. — Uniósł swoje skrępowane nadgarstki. — A przetrzymywanie mnie tego nie zmieni, a już z całą pewnością nie sprawi, że spojrzę przychylniej na twój punkt widzenia. Przypuszczam jednak, że nie ma dla ciebie większej różnicy fakt, czy jestem tu dobrowolnie, czy nie. 

— Poczułbyś się lepiej, gdybym, zamiast tylko o tym mówić, pokazał ci, jak bardzo żałuję, że cię zraniłem? 

— Co masz na myśli? 

Sherlock spojrzał na ludzi Mycrofta. 

— Istnieje jakiś powód, dla którego wciąż tu jesteście i słuchacie tego wszystkiego? 

Jeden z nich odpowiedział:

— Pan Holmes rozkazał…

— Cóż, młodszy pan Holmes żąda, byście zeszli na półpiętro Moje nadchodzące upokorzenie nie potrzebuje widowni. 

Trzech mężczyzn spojrzało po sobie i było jasne, że zastanawiają się, czy opuszczenie mieszkania byłoby sprzeczne z rozkazem szefa. Ostatecznie jeden z nich wzruszył ramionami i wyszedł, a pozostała dwójka ruszyła jego śladem i już po chwili dało się słyszeć kroki i ciche głosy. 

Sherlock poruszał się z nietypową gracją dla kogoś, kogo dłonie drżały tak bardzo. Przeszedł przez salon, po czym podniósł leżący na stole, stary, wojskowy nóż Johna i przeciął plastikowe paski. 

— Dzięki — powiedział John, rozmasowując nadgarstki. — Ale to nie znaczy…

Kontynuowałby, ale Sherlock powiedział chrapliwie:

— Może Mycroft miał rację, John. Ukaranie siebie jest najbardziej wiarygodnym obrazem żalu. 

— O czym ty mówisz? 

Sherlock nie odpowiedział. Zamiast tego cofnął się kilka kroków i wyciągnął rękę tak mocno, że aż podsunął mu się rękaw, eksponując szczupły, blady nadgarstek. Następnie, nie spuszczając wzroku z twarzy Johna, wbił czubek noża w ciało i ciął. 



*  Piękny przykład ów trytki

___________________________________

Zamierzam rozpalić ogień w twoich zimnych oczach ~






~ Wielbię cię ~

Powrót do góry Go down
http://devon-syberyjczyk.pl
Myst
Jeździec Apokalipsy
Jeździec Apokalipsy
avatar

Female Wiek : 25
Liczba postów : 268
Rejestracja : 21/12/2014

PisanieTemat: Re: [Sherlock BBC][T][Z] Obietnica życia 21/21 [MH/JW]   Sob Mar 26 2016, 14:45

Szczerze współczuję Johnowi. Jakbym miała takich dwóch kretynów na liście osób, na których mi zależy, chyba bym zwariowała. Najpierw jeden się okalecza, potem drugi, a ten drugi to nawet na oczach samego Johna. Sherlock tak bardzo to wszystko zrozumiał opacznie. Niestety John ma rację, emocje Sherlocka nie działają w typowy dla człowieka sposób - nikt przy zdrowych zmysłach nie okaleczałby się, aby udowodnić, jak bardzo mu przykro, zwłaszcza przed Johnem. Przecież ten chyba znów zdzieli Sherlocka po głowie za ten głupi występ. Sherlock może i jest geniuszem, ale w przypadku Johna momentami tak bardzo chybia...

Uch,czekam na kolejną część. <3

___________________________________



To grant another chance means to give opportunity to correct past mistakes.

Konstruktywny komentarz jest na wagę złota, ale komentarz ubogi wciąż jest lepszy od jego braku,
więc zamiast pisać epopeję pod jednym tekstem, rozdziel swój słowotok na kilka ff.

Mądrości internetowe, autor nieznany


Brać bannerki do podpisów! Nie po to robię, żeby leżały. Very Happy
Powrót do góry Go down
http://motylebezskrzydel.blogspot.com/
Disharmony
Jeździec Apokalipsy
Jeździec Apokalipsy
avatar

Female Wiek : 21
Liczba postów : 351
Rejestracja : 20/01/2015

PisanieTemat: Re: [Sherlock BBC][T][Z] Obietnica życia 21/21 [MH/JW]   Sob Mar 26 2016, 18:03

Dziękuję bardzo! 

16. Żadnych więcej spraw?


John w jednej chwili znalazł się przy kanapie. Wyciągnął ostrze z dłoni Sherlocka, posyłając je z brzękiem na podłogę. Następnie chwycił jego nadgarstek tuż nad raną, uciskając miejsce, by zminimalizować krwotok, po czym zsunął się razem z nim na ziemię. 

— Ty pieprzony idioto! — Serce waliło mu z przerażenia. 

Sherlock szarpał się zbyt mocno, by mógł dobrze ocenić, jak poważna była rana, więc kiedy ludzie Mycrofta wbiegli z powrotem do mieszkania, wrzasnął: 

— Przytrzymajcie go, do cholery!

Zrobili to. Praktycznie mógł wyczuć smród strachu toczący się z ich porów: kiedy Mycroft wróci i znajdzie swojego młodszego brata z rozciętym nadgarstkiem, całkiem prawdopodobne, że rozpęta się Armagedon. 

Rana była brzydka, ale nie tak poważna, jak sugerowała ilość utraconej krwi. Jakimś cudem nie przeciął sobie żadnej żyły. 

— Moja torba lekarka leży koło łóżka w moim pokoju — powiedział ostro, brzmiąc jakby wydawał polecenie żołnierzom. — Niech ktoś ją przyniesie. 

Jeden z mężczyzn zniknął. Sherlock przestał walczyć, wciąż przytrzymując się dłońmi jego ciała, a udręka była doskonale widoczna na jego twarzy. 

— Teraz mi wierzysz, John? — zapytał bolesnymi sapnięciami. 

— Wierzę w co? Że jesteś durnym dzieckiem? Jasne, właśnie mnie w tym upewniłeś. 

Mycroft i Lestrade pojawili się w drzwiach. Inspektor już wyglądał na wstrząśniętego i kiedy dostrzegł zranienie Sherlocka, tylko bardziej pobladł. 

— Kurwa! Co się stało?

— Zasłużyłem na to — powiedział Sherlock swoim normalnym, głębokim głosem, tak cicho, że ledwo było słychać jego szept. 

— Och, Sherlock — jęknął Mycroft. Rzucił swój parasol na kanapę i uklęknął przy bracie. — Ostrzegałem cię, że może do tego dojść. 

Oddech Sherlock był płytki, kiedy westchnął; wydawał się oszołomiony i wyczerpany po tym niespodziewanym wybuchu. John, obawiając się, że mężczyzna może hiperwentylować, powiedział łagodnie:

— Sherlock. Muszę prosić cię, byś się uspokoił, abym mógł opatrzyć twój nadgarstek. 

Sherlock potrząsnął głową. 

—  Nie chcę, byś to robił. Chcę, by bolało, skoro nie potrafię sprawić, aby było mi tak przykro, jak tego ode mnie oczekujesz. 

John poczuł, jak odradza się w nim stara frustracja i tak, czułość, którą często czuł jeszcze za czasów, gdy mieszkali razem. Sherlock był wspaniały na wiele sposobów, czasami wręcz miał wrażenie, że jest jakimś komputerowym procesorem zbudowanym z krwi i kości. Jego niesamowite zdolności dedukcji i przewidywania motywów na podstawie analizy dowodów i jednoczesny brak wrodzonych zdolności rozumienia emocji i uczuć. Nie był całkowicie robotem: troszczył się o Johna. Równocześnie jednak nie był w stanie zrozumieć, dlaczego ten wciąż czuł się zraniony, nawet jeśli wrócił. 

Karanie go było sprawiedliwe? 

Nie. Z drugiej strony, czy pozwolenie Johnowi przez te wszystkie cholerne miesiące na to, by myślał, że Sherlock jest martwy, że został ofiarą cholernego samobójstwa, było?

Mycroft obserwował go, doskonale wiedząc, o czym myśli. 

— Mieliśmy powód, John — powiedział ostrożnie. — Wiesz przecież, że nie był to po prostu kaprys poszukiwania przygód. 

Nie odpowiedział. Wziął tylko swoją torbę lekarską, kiedy ochroniarz w końcu się z nią pojawił i powiedział:

— Dosyć tego, Sherlocku. Skończyła mi się cierpliwość, także nie ruszaj się i licz na szczęście, byś nie potrzebował szwów.

Sherlock ucichł, a jego jasne oczy błyszczały od powstrzymywanych łez. John złapał go za nadgarstek tak samo, jak tamtego okropnego dnia, by sprawdzić puls i owinął wokół niego biały bandaż. Tym razem puls był dużo bardziej wyczuwalny. Jego palce drżały w rytmie delikatnego pulsowania. Ciepło bijące od ciała mężczyzny niemal nim zawładnęło, rozkoszował się nim.

Lestrade wypuścił wstrzymywane powietrze. 

— Cholera, Sherlock. Nie sądzę, bym chciał wiedzieć. 

— Dobrze. Ponieważ nie mam zamiaru z tobą o tym rozmawiać. 

Odpowiedź była tak typowa dla Sherlocka, że wszyscy nieznacznie się uśmiechnęli mimo powagi sytuacji. Lestrade oczyścił gardło, by kontynuować:

— Zarzuty przeciwko tobie nie są już dłużej…

— Wiem. Mycroft mi powiedział. — Zamilkł, gdy zdał sobie sprawę ze swojej zgryźliwości. — Dobrze cię znowu widzieć, Lestrade. 

— Ciebie też, kolego. — Inspektor pochylił się, by dotknąć jego ramienia. Następnie spojrzał na Johna. 

— Będzie z nim dobrze?

— Fizycznie, tak. Co do strony emocjonalnej; podejrzewam, że nie odbiega od dzisiejszego stanu żadnego z nas: mocno popieprzenie. — John zabezpieczył bandaż klipsem, po czym usiadł na piętach. Wykonywanie procedury medycznej, której tysiące razy podejmował się w swojej karierze, miało niezwykle uspokajający efekt. — Sherlocku, wstań teraz powoli i usiądź na kanapie. Podłoga jest zbyt brudna. 

Mycroft wziął brata za ramię, pomagając mu się podnieść i prowadząc na kanapę. Sherlock usiadł ciężko, krzywiąc się, gdy nagły ruch posłał ból przez jego nadgarstek. John i Mycroft usiedli po jego obu stronach, podczas gdy Lestrade zajął fotel Johna. 

— Cóż — powiedział Inspektor, mówiąc głośno o tym, o czym wszyscy myśleli. — Co teraz? 

— No właśnie. — Sherlock zwrócił się do Johna, kończąc myśl cichą prośbą: — Proszę… wybaczysz mi? 

— Dobrze wiesz, że tak — odpowiedział. — Musisz jednak zrozumieć, że potrzebuję czasu. 

— Naprawdę? Ale przecież już i tak przez rok żyliśmy z dala od siebie. I pozwoliłem ci się uderzyć. 

— Zaufaj mi w tym jednym. W porządku? I żeby mi się nie powtórzyło to, co dzisiaj zrobiłeś. Proszę… to i tak nic nie pomoże. 

Młodszy mężczyzna przytaknął, ale w jego oczach wciąż widać było dezorientację i obawę. John doceniał wielkość jego niepokoju: Sherlock bez problemu mógł stwierdzić, co chce na śniadanie i obiad, a także powtórzyć wszystko, co powiedział do Harry w ciągu ostatnich sześciu miesięcy, ale w żaden sposób przewidzieć, kiedy ich relacja wróci do stanu z wcześniej. 

Jeśli kiedykolwiek wróci.

— Pozwoliłem sobie zadzwonić z rana do Lanesborought, prosząc o apartament, który zazwyczaj dla mnie rezerwują — powiedział Mycroft, wyjmując kieszonkowy zegarek i patrząc na niego. — Myślę, że na ten moment najlepszym pomysłem będzie przeniesienie się w bardziej neutralne miejsce i odpoczęcie. Ta noc jest próbą dla nas wszystkich. Panie Lestrade, znajdują się tam trzy sypialnie: Sherlock może zająć moją, a ty jesteś równie mile widziany i możesz użytkować trzecią z nich. To całe zajście było męczące również da ciebie. 

Inspektor zamrugał. 

— Dziękuję, panie Holmes. Lanesborough? Nieźle. 

John był wdzięczny. W tej chwili na Baker Street nie było dla niego miejsca, by mógł zmierzyć się ze swoimi uczuciami, nawet pomimo tego, że mieszkanie zdradzało podobieństwo do swojego dawnego, chaotycznego stanu. 

Chciał również, nie, to sprawiało, że potrzebował, kojącej obecności Mycrofta. John już dawno zaczął myśleć o Mycrofcie jak o swojej kotwicy, schronieniu na czas burzy. 

— Jestem za — powiedział. Po czym, uśmiechając się krzywo, dodał: — Mam jutro wolne? 

Mycroft wstał, wskazując Sherlockowi, by za nim podążył. 

— Nie mam nic przeciwko, o ile później to nadrobisz — powiedział z błyskiem w oku, który go zdradzał.

Sherlock zmarszczył brwi. 

— Musisz pracować dla niego tak ciężko? Ty… — Uspokoił się, widząc uśmieszek Johna. — Ach. Żartujecie ze sobą. 

— Tak, Sherlocku — odparł łagodnie Mycroft. 

— Dobrze. Jako, że John wróci teraz do pracy ze mną nad sprawami, nie będzie miał dłużej czasu na załatwianie twoich zleceń. To nic osobistego. 

Lestrade przygryzł wargę. 

— Właściwie, Sherlocku, musimy o tym porozmawiać — zawahał się, nim dokończył: — Obawiam się, że Scotland Yard nie będzie dłużej angażował cię już w żadne dochodzenia.

___________________________________

Zamierzam rozpalić ogień w twoich zimnych oczach ~






~ Wielbię cię ~

Powrót do góry Go down
http://devon-syberyjczyk.pl
Myst
Jeździec Apokalipsy
Jeździec Apokalipsy
avatar

Female Wiek : 25
Liczba postów : 268
Rejestracja : 21/12/2014

PisanieTemat: Re: [Sherlock BBC][T][Z] Obietnica życia 21/21 [MH/JW]   Sob Mar 26 2016, 19:19

Wiedziałam, że John przeszkodzi w Sherlockowi w tym 'przestawieniu'. Niestety Sherlock naprawdę nie rozumie i w tym momencie wygląda jak ukarany szczeniak, który nie wie, dlaczego jest karany, chociaż jest winny. To trochę przerażające i rozczulające jednocześnie, więc nie dziwię się, że na widok takiego Sherlocka i serducho Johna zmiękło. I ta obawa o to, jak to między nimi będzie - Sherlock potrafi być naprawdę słodki.

Moment, kiedy Sherlock nie załapał żartu pomiędzy Johnem i Mycroftem bezbłędnie pokazuje, jak bardzo młodszy Holmes jest emocjonalnie ułomny i jak bardzo różni się od Mycrofta.

Zastanawiam się jak Sherlock przeżyje odsunięcie od spraw, zapewne wzbudzi w nim to wiele emocji.

Sherlock od razu założył, że John będzie znów uganiał się z nim po Londynie, jakby mógł za Johna decydować. W obecnym rozłożeniu sił, nie zdziwiłoby mnie gdyby John chciał przez jakiś czas pracować wciąż dla Mycrofta (o ile nie zostać tam w cale). Nie wiem dlaczego, ale ta pewność siebie Sherlocka zirytowała mnie.

___________________________________



To grant another chance means to give opportunity to correct past mistakes.

Konstruktywny komentarz jest na wagę złota, ale komentarz ubogi wciąż jest lepszy od jego braku,
więc zamiast pisać epopeję pod jednym tekstem, rozdziel swój słowotok na kilka ff.

Mądrości internetowe, autor nieznany


Brać bannerki do podpisów! Nie po to robię, żeby leżały. Very Happy
Powrót do góry Go down
http://motylebezskrzydel.blogspot.com/
Disharmony
Jeździec Apokalipsy
Jeździec Apokalipsy
avatar

Female Wiek : 21
Liczba postów : 351
Rejestracja : 20/01/2015

PisanieTemat: Re: [Sherlock BBC][T][Z] Obietnica życia 21/21 [MH/JW]   Sob Mar 26 2016, 19:43

No tak, taka chyba jego rola w tym opowiadaniu. Dziękuję ^^ I ostrzegam, że powoli będzie się, niestety, robiło słodko-mdląco. Osobiście nie przepadam za 'końcówką' tego teksty. 

17. Nie potrzebuję twojej pomocy


Na tę wieść Sherlock zareagował lekceważącym machnięciem zdrowej ręki. 

— Oczywiście, że nie. Poza tobą, nikt w Yardzie nie wie, że żyję. 

— Sherlock — zaczął cierpliwie. — To nie ma nic do rzeczy. Twoje imię zostało oczyszczone po śmierci… mam na myśli… kiedy cię tu nie było. Dzieci ambasadora będą pamiętały, co naprawdę się wydarzyło, ale cała ta sytuacja skutkowała rozporządzeniem wydanym bezpośrednio przez komisarza: nigdy więcej angażowania cywili. Nie mogę zatrudnić cię przy kolejnych sprawach. — Miał zbolałą minę. — Przykro mi. Nie będę w stanie zapoznać cię z przyszłymi dochodzeniami bez mieszania w to oficera. 

— Niech nie będzie. — Sherlock spojrzał na brata. — Jestem pewien, że można coś z tym zrobić.

Mycroft odwrócił się do swoich ochroniarzy. 

— Proszę, poczekajcie na mnie na zewnątrz. — Kiedy wyszli z mieszkania, powiedział: — Mogę wpływać na instytucje, ale nie na społeczeństwo. Prawdą jest, że przekonanie komisarza do ponownego rozpatrzenia tej kwestii, byłoby proste, jednak brukowce i ich czytelnicy pojawialiby się na miejscu każdego dochodzenia, nad którym byś pracował, Sherlocku. Nieustannie byłbyś w cieniu, a dowody mogłyby zostać uszkodzone, a nawet ukryte przez nieuczciwego dziennikarza. W rezultacie, czyjeś życia mogłyby zostać zagrożone. 

— Ma rację — powiedział pochmurnym głosem. — Fleet Street dla rozrywki tylko dążyłoby do tego, by zdemaskować albo chociaż ośmieszyć Yard. Wcale nie zdziwiłbym się, gdyby Kitty Reilly i ludzie jej pokroju również w to ingerowali ze względu na tak gorący temat. 

John obserwował swojego byłego współlokatora z niepokojem. 

— Ale przecież sam podrzucałeś mi sprawy, bym się im przyjrzał, Greg. A Mycroft jeszcze mi z nimi pomagał. 

Sherlock uniósł brew, patrząc na brata. Wyglądał przy tym na niezadowolonego. 

— Owszem. A góra nie miała jak się o tym dowiedzieć, ponieważ tylko wyrażałeś swoją opinię odnośnie zebranego materiału dowodowego. Ani razu nie udałeś się na miejsce zbrodni, ani nie uczestniczyłeś aktywnie w śledztwie. 

Sherlock wstał z kanapy, przyciskając do piersi swój zabandażowany nadgarstek. Zaczął krążyć przed kominkiem, a jego ruchy były nerwowe i szybkie. 

— Musi istnieć jakieś rozwiązanie — mruknął. — Nie ma problemów bez wyjścia. 

— Przecież wcześniej braliśmy zlecenia od osób prywatnych.

Parsknięcie. 

— Z czego na każdą interesującą sprawę przypadały dziesiątki próśb o sprawdzenie podejrzanych o zdradę małżonków oraz odnalezienie zaginionych zwierząt. Siedzenie i czytanie opowieści o ich nieszczęściach wzmagały we mnie potrzebę nikotyny. Albo czegoś mocniejszego. 

Bez problemu dostrzegli idące za tym zagrożenie. John, Mycroft i Lestrade wymienili spojrzenia. Nuda była przekleństwem Sherlocka. Skłaniała go do sięgania po kokainę, bawienia się pistoletem i innych niebezpiecznych zajęć. 

— Zawsze mógłbyś zostać śledczym rządu — powiedział Mycroft. 

Sherlock zmrużył oczy.

— Nie, uwierz mi, Mycrofcie, że doceniam wszystko, co zrobiłeś dla mnie i Johna. Nigdy jednak nie będę pracował dla kogokolwiek poza mną samym. 

— I nie powinieneś. — Starszy Holmes również wstał. — Proponuję, byś przyjął propozycję mojego biura. Robiłeś to już wcześniej, na przykład przy planach Bruce’a Partingtona. 

John się wtrącił:

— Jaki rodzaj kontraktu? Masz na myśli pracę z rodzaju tej, którą dla ciebie wykonuję? 

— Nie, ma na myśli PRAWDZIWE sprawy — odparł Sherlock. — Bez obrazy, John, ale byłeś tylko kolejnym z jego dobrze płatnych chłopców na posyłki.  

Mycroft momentalnie zareagował. 

— John był i jest dla mnie znacznie ważniejszy, niż sugerujesz. Nie waż się przez swoje dziecinne urazy, w ten sposób umniejszać jego wartości. 

— Jedynym, który mu umniejsza jest…

Lestrade potrząsnął głową i westchnął. John uniósł obie ręce. 

— W porządku, proszę, przestańcie. Obaj. Kłócicie się jak… jak dawniej. 

— Cały czas się kłóciliśmy — poprawił go Sherlock. — Po prostu tego nie słyszałeś. 

— I teraz również nie chcę. — Odwrócił głowę. Tej nocy jego nerwy i wytrzymałość zostały wystawione na próbę już przez rumuńskich bandytów, a spotkanie żywego Sherlocka i cała towarzysząca temu histeria sprawiły, że był niebezpiecznie bliski załamania się. — Spójrzcie, może porozmawiamy o tym z rana? 

— Myślę, że byłoby mądrze. — Mycroft sprawdził zegarek. — Potrzebujesz spakować podręczną torbę, John? 

— Tak. — Potarł zaczerwienione oczy. — Daj mi tylko wziąć jakieś ubrania na zmianę. 

Wchodząc do pokoju, usłyszał jeszcze, jak Sherlock mamrocze. 

Nie pracuję dla ciebie, Mycroft. Nie trać tlenu, by mnie do tego namówić. 

Poczekał, dopóki nie został sam z zamkniętymi drzwiami, nim osunął się na podłogę i uległ fali emocji: szokowi i radości spowodowanych powrotem Sherlocka, opóźnionemu przerażeniu na wskutek rozcięcia nadgarstka oraz strachowi o przyszłość jego starego przyjaciela. Starał się nie panikować: Sherlock odmówił ofercie Mycrofta, ale pogorszy mu się bez kolejnych spraw. Zakładał, że bez dochodzeń na skalę Scotland Yardu, Sherlock zostanie zmuszony zinstytucjonalizować się jeszcze przed końcem roku. W celu ochrony zarówno społeczeństwa jak i samego siebie przed wywołanym nudą szaleństwem. Nawet myśl o tym była nie do zniesienia. 

Jego rozmyślania przerwał dotyk obcej dłoni na ramieniu. 

— John?

Mycroft.

Uniósł powieki. 

— Przepraszam — wymamrotał. — Potrzebowałem tylko chwili oddechu. To po prostu strasznie dużo. 

— Tak, jestem pewien, że ten wieczór był wystarczająco traumatyczny dla kogoś kto… — Mycroft zawahał się. — Kogoś, kto nie jest mną albo Sherlockiem. 

— Martwię się. Naprawdę. Wiesz, co się stanie, jeśli nie będzie miał spraw, którymi mógłby się zająć. — Uświadomił sobie coś. — Właściwie, jak przez te miesiące udało ci się utrzymać go przed samodestrukcją? 

— Był zbyt skupiony na obserwowaniu cię. 

John nie wiedział, co na to odpowiedzieć. Mycroft delikatnie złapał go za łokieć i pomógł mu wstać. 

— Chodź. Powiedziałem im, że idę sprawdzić, co cię zatrzymało, ale jeśli się nie pospieszymy, Sherlock przeprowadzi dochodzenie. 

— Tak, jasne. — John wyciągnął z szafy swoją sportową torbę i jakieś ciuchy na zmianę oraz kilka przyborów toaletowych. Mycroft usiadł na brzegu łóżka, gdy John się pakował. 

— I tak chciałem porozmawiać z tobą sam na sam, John — powiedział. — Sherlock zaakceptuje moją propozycję, wiesz to. 

John na moment przerwał pakowanie. 

— Jak możesz być pewny? 

— Ponieważ ty to zrobisz. A gdzie ty pójdziesz, on podąży za tobą. Na pewno to zauważyłeś. 

Nim John mógłby odpowiedzieć, na zewnątrz rozbrzmiały kroki. Chwilę później Sherlock otworzył drzwi. 

— John? — Jego oczy zlustrowały pomieszczenie, po czym zaczął przenosić spojrzenie między dwójką mężczyzn. — Co to za opóźnienie? 

— Mycroft przyszedł mnie szukać. — Zapiął torbę. — Przepraszam, Jestem aktualnie nieco przytłoczony tym wszystkim. 

— Mogę sobie wyobrazić. — Sherlock zacisnął usta. — John, za to też przepraszam. — Uniósł nadgarstek. — Nie zasłużyłeś na to. 

— Dzięki. — Wiedział, że naprawdę tak myśli i chciał dodać mu jakoś otuchy, wybaczyć mu, jednak zmęczenie sprawiło, że ostatecznie nic nie powiedział. — Chodźmy. Porozmawiamy rano, czy kiedy tam wstaniemy. 

Sherlock wziął go pod ramię, kiedy opuścili mieszkanie, a chociaż gest był niepewny, to zarazem była w nim pewna czułość. 

— Będzie dobrze — wymamrotał ze znużeniem John, kiedy wyszli na chłodną noc. Potknął się i spadłby ze schodów, gdyby silna ręka nie chwyciła go za drugie ramię i nie przytrzymała w pozycji pionowej. 

To był Mycroft. Po raz kolejny uniemożliwiając mu zranienie się. 

Utrzymujący go bezpiecznym. 

Podczas gdy jeden z ochroniarzy zawiózł Lestrade’a do jego mieszkania, by zabrał kilka potrzebnych rzeczy, John jechał w Audi Mycroft’a, odpoczywając na ramieniu Sherlocka. Podróżując przez Londyn samochodem, siedząc na tylnym siedzeniu obok Sherlocka, wspominał z sentymentem ich osiemnastomiesięczną karierę rozwiązywanych dochodzeń. Chciał zasnąć, ale powróciło do niego zmartwienie, że Sherlock może zrobić coś lekkomyślnego, jeśli nie będzie bezustannie obserwowany. Ta myśl skutecznie utrzymywała go w stanie ciągłej czujności. 

Mycroft siedział na przednim siedzeniu, rozmawiając z kierowcą przyciszonym głosem. John patrzył na niego spod na wpółprzymkniętych powiek a napięcie, które czuł, nieco ustąpiło. Kiedy starszy Holmes był w pobliżu, nie musiał być taki czujny. Ulga, którą to za sobą niosło, była ogromna. 

Naprawdę musieli jutro porozmawiać, ponieważ ze swojej perspektywy, John nie miał pojęcia, co przyniesie przyszłość.

___________________________________

Zamierzam rozpalić ogień w twoich zimnych oczach ~






~ Wielbię cię ~

Powrót do góry Go down
http://devon-syberyjczyk.pl
Disharmony
Jeździec Apokalipsy
Jeździec Apokalipsy
avatar

Female Wiek : 21
Liczba postów : 351
Rejestracja : 20/01/2015

PisanieTemat: Re: [Sherlock BBC][T][Z] Obietnica życia 21/21 [MH/JW]   Sob Mar 26 2016, 19:44

Uznałam, że nie ma co zbędnie przedłużać, zwłaszcza że w poprzedniej części szczególnie wiele się nie wydarzyło ^^


18. Rozwiązanie problemu Sherlocka


Lanesborough był najlepszym spośród londyńskich hoteli, jednak Mycroft traktował go jak zastępczy dom, kiedy był w okolicy, z dala od dworu Holmesów, a personel stawał na głowie, by mu dogodzić. Pomimo wyczerpania, John poderwał się, gdy zdał sobie sprawę, że starszy Holmes zarezerwował królewski apartament, który normalnie był przeznaczony wyłącznie dla odwiedzających miasto dostojników i celebrytów.  

Ogromny apartament miał ciągnące się od podłogi do sufitu okna z widokiem na Pałac Buckingham i Wellington Arch. Trzy sypialnie, salon i biuro były bogato urządzone w klasycznym stylu a kuchnia oraz jadalnia były eleganckie z wyglądającymi na samoobsługowe, udogodnieniami. Kosz pełen dojrzałych jabłek został umiejscowiony na małym stoliku w przedpokoju, a ich intensywny zapach osładzał powietrze. 

Mycroft wyglądał na zadowolonego. 

- Zawsze pamiętają, że z rana jem Adanaci. 

- Cały koszyk? - zapytał sucho Sherlock. - A ja przez ten cały czas myślałem, że to przez ciastka utyłeś. 

Tym razem John nie zaśmiał się z żartu dotyczącego wagi Mycrofta. Zamiast tego zmarszczył brwi, jednak Sherlock nie zwrócił na to uwagi. Mycroft westchnął. 

- W końcu przestałem jeść zbyt dużo. Ty jednak wciąż jesteś głupiutkim dzieckiem. 

Lestrade rozglądał się dookoła z rozchylonymi w zdumieniu ustami. 

- Niewiarygodne. Wiele słyszałem o tym apartamencie, jednak nigdy nie podejrzewałem, że zobaczę wnętrze, o ile kogoś tu nie zamordują. Czuję się, jakbym coś kradł - powiedział. Niecałkiem żartował. 

- śmiało - Mycroft ziewnął. Zdjął płaszcz i odwiesił w zamykanej szafie stojącej w korytarzu, jednak parasol wciąż trzymał u boku. John pamiętał widok eleganckiego sztyletu, który był ukryty wewnątrz i jak dzięki niemu Mycroft był w każdej chwili gotowy, by walczyć o życie. 

Sherlock jak zwykle nie był śpiący. Jego jasne oczy utkwione były w Johnie, przez co ten poruszył się niespokojnie. Kiedy Mycroft wyszeptał coś do niego i skinął na korytarz, młodszy mężczyzna zawahał się. 

- W porządku, przypuszczam, że powinniśmy - powiedział w końcu. - John, proszę, bądź tutaj rano, dobrze? 

Więc o to chodziło. Bał się, że coś zmieni się podczas nocy i John odejdzie. John przypomniał sobie przypadek Backerville, kiedy strach niemal zawładnął normalnie opanowanym detektywem, więc pośpiesznie go uspokoił:

- Tak, Sherlocku. Będę. Obiecuję. 

Po odejściu braci, John odwrócił się do Lestrade’a i powiedział:

- Nawet nie wiem co powiedzieć, Greg. Ta noc… - Poruszył rękoma po czym opuścił je w geście bezradności. 

- Wiem - odparł mężczyzna. 

- Może to wszystko nabierze sensu z rana. 

- Nie liczyłbym na to, John. Ale przynajmniej będziemy mieli wystarczająco siły, by się z tym poprawnie zmierzyć. 

Łóżko Johna było idealne, jak gdyby stworzone tak, by dostosowywało się do specjalnych wymagań użytkownika. 

Jednak kiedy obudził się po kilku niespokojnych godzinach snu, nie mógł z powrotem zasnąć. śnił o Sherlocku i Mycrofcie oraz wątpliwościami dotyczącymi ich obojga.  

W końcu wstał, zarzucając na siebie miękki szlafrok i podszedł do okna. Na widok spieszących na stację metra i postoje autobusowe wczesnym porankiem mieszkańców, pomyślał jak nieprzewidywalne i chaotyczne był jego własne życie, w porównaniu do ich poukładanych istnień. Kiedy pracował nad dochodzeniami z Sherlockiem czy nad misjami dla Mycrofta, nigdy nie wiedział  o poranku, gdzie będzie o zmroku i co zdąży zrobić, a czego nie. I w pewien sposób to kochał. 

Ostatnia noc była przytłaczająca nawet dla kogoś, kto rozkwitał będąc poddanym niepewności. Teraz, kiedy szok spowodowany odnalezieniem żywego Sherlocka zelżał, jego miejsce zastąpiła ogarniająca go radość. Uśmiechnął się i przetarł oczy. Miał ochotę poszukać pokoju należącego do Holmesów i zajrzeć przez dziurkę od klucza - zakładając, że taka w ogóle by była, w celu upewnienia się, że to nie był tylko sen.

Coś się jednak również zmieniło. Rok temu, Sherlock zostawił go bez żadnego ostrzeżenia i dobrej drodze do samozagłady. Rozumiał, ,że chciał jedynie go chronić. Ale strach przed tym, że mogłoby się to powtórzyć,  sprawiał, że wahał się powrócić do stanu ich przyjaźni z wcześniej. 

Już nigdy więcej nie chciał tak cierpieć.

Czuł także coś do Mycrofta, z czym powrót Sherlocka zmusił go, by się skonfrontował. 

Było dość pewne, że nie miało to związku z żadnymi seksualnymi elementami. Piękne kobiety wciąż zawracały mu w głowie, a przy tym nie fantazjował o mężczyznach. Jednakże, ilekroć spotykał Mycrofta na obiedzie czy gdy przekazywał mu informacje odnośnie nowej misji, jego tętno wzrastało, im bliżej było do spotkania. 

Lubił - nie, kochał - towarzystwo mężczyzny. Marszcząc brwi, skrzyżował ramiona, robiąc kilka porównań. Z Sherlockiem poddawany zostawał ciągłym emocjom i niebezpieczeństwu, które wyleczyło jego psychosomatyczne utykanie i nadało jego życiu potrzebnych mu wrażeń. Kochał młodszego mężczyznę, ale również czuł się jakby był kimś na pograniczu niańki i ochroniarza. Akceptował to, że pod względem emocjonalnym nigdy nie będą sobie równi, że Sherlock nie rozumie połowy uczuć, które motywują Johna i, jeśli już o to chodzi, całą resztę ludzkości. Mycroft rozumiał, ponieważ był zdolny do ich odczuwania, nawet jeśli bywały momenty, że można było poddać to wątpliwości. 

Westchnął, przywołując misję z ostatniego miesiąca, kiedy to agent rządowy był przetrzymywany jako zakładnik przez terrorystów z Czarnej Komórki. Zespół Johna uwolnił zakładnika, ale podczas operacji, przy wymianie ognia, przypadkowo została zabita nastoletnia córka jednego z liderów grupy przestępczej. To Mycroft trzymał go w objęciach, kiedy później opłakiwał tę bezsensowną śmierć. Nawet, jeśli nigdy nie podzielił smutku Johna, rozumiał go. Sherlock nawet okazjonalnie nie mógł zaoferować mu wsparcia. Oczywiście, potrafił odgrywać odpowiednie gesty świadczące o jego uczuciach względem Johna, ale nie było w nich autentyczności. Poza tym faktem było, że Sherlock go opuścił, a Mycroft został. To zawsze było więcej. Czy Sherlock zaakceptuje jego bliskość z Mycroftem? A jeśli nie, to co się stanie? Myśl, że mógłby zostać zmuszony do wybierania, ostudziła go. 

Gdy odwrócił się od okna, poczuł zapach czegoś palonego. Po chwili dotarło do niego, co to - dym papierosowy. Ktoś już wstał. 

John otworzył drzwi i zobaczył światło wylewające się z salonu na korytarzu. Poczuł również woń świeżo zaparzonej kawy. Zaintrygowany, po cichu opuścił pokój, by to zbadać. Podejrzewał, że zobaczy Sherlocka umilającego sobie rozmyślania papierosem, ale ku jego zaskoczeniu, to Mycroft siedział wygodnie w jednym z masywnych foteli i, patrząc przez okno, z roztargnieniem strzepał popiół do kryształowej popielniczki. 

- Witaj, John - powiedział, nawet się nie odwracając. - Słyszałem cię w twoim pokoju. Cieszę się, że to mnie dołączasz. 

John rozejrzał się wokół, ale byli sami. 

- Gdzie Sherlock? 

- śpi. 

- Naprawdę? - John usiadł na błyszczącej kanapie. - Jak to zrobiłeś? Rohypnol? Uderzenie w głowę? 

Mycroft parsknął. 

- Dosypałem proszków do jego herbaty. Potrzebowałem przerwy. 

Teraz to John się rozaśmiał. Czuł, że opuszcza go napięcie. 

- Dobrze czuję, że to kawa? 

- Tak. obsługa hotelowa nastawiła automatyczny ekspres na piątą trzydzieści. Nigdy po niej nie zasypiam. - Mycroft zgasił papierosa, po czym zacieśnił pasek szlafroka i wstał. - Przyniosę ci jedną.

John zaczął protestować, mówiąc, że sam sobie poradzi, ale Mycroft kazał mu zostać, podczas gdy sam zniknął w kuchni. Wrócił już po chwili z dwoma parującymi kubkami. Jeden z nich podał Johnowi. 

- Cieszę się, że wstałeś - powiedział, wracając na swoje miejsce. - Mamy ważne rzeczy do przedyskutowania. 

- Zgadzam się. - John wziął łyk. Kawa była idealna: Mycroft pamiętał, jaką lubił. 

- Zastanawiałem się nad naszym głównym problemem, a mianowicie: jak zapewnić mojemu bratu wystarczające zajęcie, by pozostał przy zdrowych zmysłach, i wierzę, że znalazłem rozwiązanie. 

- No to zamieniam się w słuch. 

- Zdecydowałem się na zakup firmy i chciałbym, byś się nią zajął.

Nie spodziewał się tego. 

- Firmę? 

- Tak - odparł zamyślony. - Detektywistyczną agencję. - Przed końcem tygodnia otrzymasz licencję prywatnego detektywa. 

- A Sherlock? 

- Również. Może przynajmniej dzięki temu nie będzie już dłużej podkradał mojego identyfikatora czy odznaki pana Lestrade’a. Chyba, że zacznie się nudzić. 

- Mówisz poważnie. 

- Całkowicie. - Mycroft popił kawę. - Kiedy będę potrzebował przeprowadzenia dochodzenia - a będę często - zwrócę się bezpośrednio do ciebie. Po tym, jak przyjmiesz sprawę, Sherlock dołączy po tym jak się trochę poobraża Będzie mu się podobało prowadzenie śledztw na temat niektórych scenariuszy, które mi przedstawiono. Po prostu nie przyjmie ich od mojej osoby. 

- Jestem pod wrażeniem - John potrząsnął głową. - To naprawdę genialne i pozwoli, by był zajęty i miał ciągle nowe wyzwania. 

- Dokładnie. To jak, zgadzasz się? 

- O Boże, tak. - John na chwilę zamilkł. - Nigdy wcześniej tego nie powiedziałem, ale dziękuję za wszystko, co dla mnie zrobiłeś. Za uratowanie mnie. I utrzymanie Sherlocka żywego przez wszystkie te miesiące. Jestem ci strasznie wdzięczny. Chciałbym tylko wiedzieć, czy to nie jest koniec naszej bliskiej...współpracy. - Spojrzał mu błagalnie w oczy.

Mycroft uśmiechnął się. 

- Wręcz przeciwnie. Będziemy spotykać się jeszcze częściej niż dotychczas. Będę chronił moich śledczych, zobaczysz. 

Ulga zalała Johna. 

- Och, naturalnie. 

Trzeci głos włączył się do dyskusji. 

- Znajdzie się miejsce dla trzeciego śledczego?

Lestrade pojawił się w wejściu do salonu, a jego ciemne oczy przenosiły się od Mycrofta do Johna i z powrotem. 

Stłumił ziewnięcie, wchodząc do pokoju, po czym usiadł. 

- Co masz na myśli? - zapytał John. - Znasz kogoś?

 - Tak. Mnie. 

Nawet Mycroft wyglądał na zaskoczonego. 

- Twoja pozycja w Scotland Yardziej uniemożliwia prywatne dochodzenia, panie Lestrade. 

- Więc opuszczę Yard. Łapię się już na emeryturę, a mam dość papierkowej roboty, którą zarzucają mnie przełożeni. Wstąpiłem do policji, chcąc rozwiązywać dochodzenia, a nie przejmować się przełamaniem rutyny. - Skrzywił się. - Panowie, chciałem powiedzieć, że chętnie do was dołączę. 

Mycroft skinął ze zrozumieniem. 

- Dobrze byłoby mieć cię w załodze. John?

Och, Chryste, będzie fantastycznie. - chciał wykrzyknąć z radością. Wszystko układało się lepiej, niż śmiał mieć nadzieję. Nim mógłby jednak coś powiedzieć, otworzyły się drzwi na korytarzu. 

- Jest i Sherlock - wyszeptał Mycroft. - Powinieneś mu powiedzieć John, chyba, że chcesz zobaczyć braterską sprzeczkę z samego rana? 
Właśnie miał powiedzieć, że to zrobi, kiedy Sherlock wpadł do pokoju, patrząc na Mycrofta, a jego oczy ciskały błyskawice. 

- Nie piszę się na to - warknął.

___________________________________

Zamierzam rozpalić ogień w twoich zimnych oczach ~






~ Wielbię cię ~

Powrót do góry Go down
http://devon-syberyjczyk.pl
Olgie.
Stenograf
Stenograf


Female Liczba postów : 388
Rejestracja : 03/01/2016

PisanieTemat: Re: [Sherlock BBC][T][Z] Obietnica życia 21/21 [MH/JW]   Nie Mar 27 2016, 15:07

O Merlinie. Nie było mnie raptem 3 dni, a z dziewięciu notek zrobiło się 18 Very Happy
Myślę, że ta agencja detektywistyczna to świetny pomysł - Sherlock zgodzi się, bo coś przecież robić musi. I widać, że nadal pragnie przyjaźnić się z Johnem, choć nie rozumie, jak bardzo go skrzywdził.

Nie mogę doczekać się rozwinięcia sytuacji między Johnem a Mycroftem. I mam nadzieję, że Sherlock to zrozumie i nie będzie robił fochów.

Życzę weny oraz Wesołych Świąt i pozdrawiam Smile
Powrót do góry Go down
Wirka.
Admin
Admin
avatar

Female Wiek : 28
Liczba postów : 914
Rejestracja : 21/12/2014

PisanieTemat: Re: [Sherlock BBC][T][Z] Obietnica życia 21/21 [MH/JW]   Nie Mar 27 2016, 18:51

15 – 18


Cytat :
trytkami,
a nie trytytkami?  m Co do Sherlocka, nie był pewien. Mimo wszystko John musiał przyznać, że jego złość na Sherlocka była porównywalna do krzyczenia na dziecko za to, że złamał jedną z zasad obowiązujących w świecie dorosłych. Rozumiał karę, ale nie jej przyczynę. [/quote] -  genialne podsumowanie. W sumie to genialne usprawiedliwienie połowy rzeczy, które Sherlock zjebał xd

Cytat :
Następnie, nie spuszczając wzroku z twarzy Johna, wbił czubek noża w ciało i ciął. -
Sherlock i jego zero-jedynkowy sposób myślenia. Ech, aż mną zatrzęsło, jak można tak rozumować, w ten wyjątkowy, ale jak niezrozumiały dla zwykłych ludzi sposób.


Cytat :
— Moja torba lekar(s)ka leży koło łóżka w moim pokoju — powiedział ostro, brzmiąc jakby wydawał polecenie żołnierzom.


Cytat :
Oddech Sherlock(a) był płytki, kiedy westchnął; wydawał się oszołomiony i wyczerpany po tym niespodziewanym wybuchu.


Cytat :
— No właśnie. — Sherlock zwrócił się do Johna, kończąc myśl cichą prośbą: — Proszę… wybaczysz mi? 

— Dobrze wiesz, że tak — odpowiedział. — Musisz jednak zrozumieć, że potrzebuję czasu. -
ten kawałek dialogu wypada wyjątkowo słabo, jak na ten tekst. Mam wrażenie, że autorka zupełnie nie umie prowadzić Sherlocka, mimo że Mycroft całkiem jej wyszedł. Może dwóch Holmesów naraz, to zbyt wiele Wink


Cytat :
— Nie, uwierz mi, Mycrofcie, że doceniam wszystko, co zrobiłeś dla mnie i Johna.
- Sherlock  by tego nie powiedział. On nie rozmawia z Mycroftem w ten sposób no -.-  I boli mnie, że on się tak troszczy o Johna jednak, że przywiązał się do niego obsesyjnie, a Johna ciągnie do Mycrofta. Ech. No ale sama to sobie zrobiłam czytając ten parring.

Cytat :
- śmiało - Mycroft ziewnął. Zdjął płaszcz i odwiesił w zamykanej szafie stojącej w korytarzu, jednak parasol wciąż trzymał u boku.
- z wielkiej

Cytat :
dobrej drodze do samozagłady. Rozumiał, ,że chciał jedynie go chronić.  
- podwójny przecinek

Cytat :
- Więc opuszczę Yard. Łapię się już na emeryturę, a mam dość papierkowej roboty, którą zarzucają mnie przełożeni. Wstąpiłem do policji, chcąc rozwiązywać dochodzenia, a nie przejmować się przełamaniem rutyny.   -
 <3  Cała MAFIA razem

___________________________________





Ostatnio zmieniony przez Wirka. dnia Sro Mar 30 2016, 19:47, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Disharmony
Jeździec Apokalipsy
Jeździec Apokalipsy
avatar

Female Wiek : 21
Liczba postów : 351
Rejestracja : 20/01/2015

PisanieTemat: Re: [Sherlock BBC][T][Z] Obietnica życia 21/21 [MH/JW]   Pon Mar 28 2016, 00:05

Dziękuję bardzo za komentarz, Olgie. I Tobie Wirko, już tak z góry ^^

19. Musimy porozmawiać



Przez chwilę John myślał, że Sherlock zamierza rzucić się na brata. Jego oczy błyskały srebrnym ogniem, a pięści były zaciśnięte. Rozczochrane po nocy włosy i pognieciona piżama tylko dodawały ogólnej dzikości do jego wyglądu.


— Dlaczego zawsze musisz się wtrącać? — prychnął. — Razem z Johnem świetnie sobie poradzimy bez twojej, tak zwanej, pomocy.


Lestrade był oburzony.


— Mylisz się, Sherlocku.


— Nie. Zresztą, zajmij się swoimi sprawami. To dotyczy tylko mnie i mojego brata.


Mycroft skrzyżował ramiona.


— Twierdzisz, że chcesz by nikt się nie wtrącał, ale naskakujesz na mnie niczym rozwścieczony kundel w obecności Johna i Gregory’ego. Wiesz, to nie jest najbardziej logiczne zachowanie.


Sherlock zamrugał.


— Johna i kogo?


— Mnie — prychnął Lestrade. — Gregory to moje imię.


— Sherlock… — zaprotestował John. — Myślę, że to świetny pomysł. Skoro ludzie mają świadomość, że wróciłeś, a twoje imię zostało oczyszczone, będziemy mogli przebierać w sprawach. I nie gadaj bzdur, że zlecenia od zwykłych obywateli są nudne - przypadek Baskerville taki nie był. Jeśli chodzi o przyjmowanie zleceń od Mycrofta - robiliśmy to wcześniej.


— John, to okropny pomysł. Nieważne, pośrednio czy bezpośrednio, wciąż będziemy pod jego kontrolą. Jak mogłeś… — Zamilkł, a chwilę później nachmurzył się. — Co do diabła mu zrobiłeś, Mycroft? Potakuje twoim pomysłom niczym jeden z twoich lokajów.


— Dość! — John wstał. — To niesprawiedliwe wobec twojego brata ORAZ mnie.


Sherlock dotknął jego ramienia.


— Nie obwiniam cię. Byłeś w złym stanie zarówno mentalnym jak i emocjonalnym. Prosiłem go, by ci pomógł przez to przejść, ale posunął się za daleko i wyciągnął z tego korzyści. Jest dość dobry w manipulowaniu słabszymi umysłami.


John wiele razy w przeszłości słyszał, jak Sherlock tak mówił i niechętnie podciągnął to pod gorszą stronę przyjaźni z nieprzystosowanym społecznie geniuszem. Doszło nawet do tego, że przepraszał innych za złe maniery swojego najlepszego przyjaciela. Ale tym razem był wściekły. Czyżby tak długie odosobnienie obniżyło jego tolerancję? Podniosło jego standardy?


Mycroft wstał z fotela, a kiedy mówił, pomimo widocznej frustracji, doskonale kontrolował swój głos.


— Zawsze musisz myśleć o mnie jak najgorzej, Sherlocku?


— Zawsze musisz tak postępować? — odbił piłeczkę. — Czy wszystko, co istnieje, musi zostać wykorzystane na twój użytek, włączając w to teraz Johna?


— Sherlocku… — wysyczał John.


— W porządku — zapewnił go Mycroft, nie spuszczając wzroku z brata. — Mimo tego, co plecie, jest wdzięczny za wszystko, co dla ciebie zrobiłem. I niego. Jednak czuje się ogromnie zagrożony przez to, że natura naszej relacji uległa zmianie, John. Pracujesz dla mnie od miesięcy i dociera do niego, że lubisz moje towarzystwo. Teraz natomiast słyszy, że chętnie przyjąłeś moją propozycję, która utrzyma nas w bliskiej współpracy i zastanawia się, co będzie następne. Czy odejdziesz z Baker Street i przeniesiesz się do mojego mieszkania na Knightsbridge? Zdecydujesz, że nieważne, jak bardzo ci na nim zależy, nie chcesz już dłużej prowadzić bloga i być jego niańką?


Lestrade’owi opadła szczęka. Sherlock wybuchł.


— Zawsze musisz mi odbierać to, co należy do mnie, prawda? — wrzasnął. — Zawsze!


— Sherlocku, gdybyś przypadkiem zapomniał, nie masz już czterech a ja jedenastu lat, a John nie jest zabawką, o którą można się spierać.


John usłyszał wystarczająco. Wszedł między nich, unosząc ręce i powiedział:


— Zamknijcie się, do cholery! Obaj.


Lestrade parsknął i wyszedł do kuchni po kawę. Sherlock zmarszczył brwi. Mycroft wyglądał na będącego pod wrażeniem.


— Wystarczy już. Gdy tak się zachowujecie, sprawiacie, że czuję się jakbym zwariował. Jeszcze chwila i rzucę to wszystko w cholerę, a następnie wyjdę. — Kolejne słowa skierował do Mycrofta. — A jeśli powiadomisz kogoś, żeby zaciągnął mnie z ulicy i odstawił z powrotem, przysięgam, że…


Starszy Holmes uniósł obie ręce do góry.


— Nie będzie takiej potrzeby. Ostatniej nocy byłeś w szoku. Teraz jesteś w pełni zdolny do podjęcia decyzji, czy chcesz zostać, czy odejść.


Nieco spokojniejszy, kontynuował:


— Sherlocku, to prawda, że jesteśmy teraz sobie z Mycroftem bliźsi. To jednak nie wpływa na naszą przyjaźń. Powiedziałem ci ostatniej nocy, że potrzebuję czasu, by sobie wszystko poukładać, ale to nie znaczy, że przez ten czas mam zamiar trzymać cię na odległość. Przeciwnie, potrzebuję cię blisko siebie, bo części mnie ciężko uwierzyć, że naprawdę tu jesteś. Żywy.


Momentalnie w jego umyśle pojawiły się upiorne wspomnienia o Sherlocku leżącym na chodniku przed budynkiem patologii, krwawiącym i ewidentnie połamanym. Skrzywił się, odsuwając je na bok i zastanowił się, czy kiedykolwiek stracą moc, z jaką na niego działają. Sherlock zacisnął usta.


— Mówiłem ci wcześniej, John. Mam tylko jednego przyjaciela. Ja… lubię  Molly, panią Hudson i Lestrade’a, ale jesteś dla mnie bardzo ważny. Nawet, kiedy musiałem się ukrywać, nie potrafiłem być z dala od ciebie.


To było tak bliskie wyznania “ kocham cię “, jak było stać na to Sherlocka. John ścisnął jego ramię.


— Ty też jesteś dla mnie ważny. Przez chwilę nawet nie chciałem żyć bez ciebie, ale twój brat powstrzymał mnie przed zrobieniem czegoś naprawdę głupiego. — Spojrzał na Mycrofta z wdzięcznością. — A teraz słuchaj. Zamierzam przyjąć ofertę Mycrofta. Tak jak i Greg. Nie zmuszę cię do tego samego, ale naprawdę byłbym szczęśliwy, gdybyś do nas dołączył.


Lestrade wrócił, dmuchając na parujący kubek.


— Przypuszczam, że również będę zadowolony. W końcu nikt nie potrafi tak sprytnie mnie obrazić, jak ty, Sherlocku.


Sherlock zawahał się, wyraźnie starając przekonać się, że odda przysługę Johnowi i Lestrade’owi, a nie podda się Mycroftowi.


Zatarł ręce, po czym zaczął krążyć. Przez chwilę nic  nie mówił, po czym nagle zatrzymał się, zwracając do brata.


— Zamierzasz wynająć biuro?


— Planuję.


— Gdzie?


— Nie zdecydowałem.


— Musi być blisko Barta. Chcę również je obejrzeć, nim je wynajmiesz.


John starał się nie uśmiechnąć. Sherlock nie dbał nawet o standardy własnego życia, więc dlaczego miałby się przejmować szczegółami dotyczącymi biura? Prawdopodobnie wcale go nie interesowały, ale nie chciał niczego ułatwiać.


Mycroft przytaknął.


— Świetnie. Możesz razem ze mną przejrzeć oferty.


— Nuda. Po prostu pokaż mi coś, co wiesz, że mi się spodoba. — Wznowił chodzenie. — I nie chcę żadnych nudnych spraw tylko dlatego, że za cholerę nie będzie ci się chciało samemu ich przejrzeć. Wyłącznie interesujące przypadki.


— Sherlocku, naprawdę. Nigdy nie oczekiwałbym, że przyjmiesz cokolwiek, co ci przyniosę. Próba podsunięcia ci czegokolwiek byłaby zwykłą stratą energii.


— Dobrze. — Przytaknął gwałtownie. — W takim razie w porządku. Zgadzam się. Właściwie, to mogłoby być całkiem zabawne.


— Niewiarygodne — powiedział Lestrade, przewracając oczami. — Nie chodzi o to, że nienawidzisz tego pomysłu, tylko chciałeś, by tak było, bo propozycja wyszła od twojego brata.


— Niby czemu miałbym tak postąpić? — Sherlock skrzywił się. Odpowiedział mu John:


— Bo jesteś idiotą.


Sherlock spojrzał na niego i po chwili lekko się uśmiechnął.


— A ty. — John odwrócił się do Mycrofta. — Jesteś tak samo zarozumiały co on, a do tego przeżarty do szpiku kości żądzą władzy i knuciem intryg.


— Doprawdy, John — zaśmiał się. — Komplementujesz mnie.


— Przypuszczam, że tak jest. — Przeniósł spojrzenie od jednego do drugiego, wiedząc, że bracia Holmes zawsze wtrącają się albo kontrolują jego życie. Ale również zapewniają mu emocji, są mu przyjaciółmi, i, co jest najważniejsze dla byłego żołnierza, nadają jego życiu cel.


Lestrade zwrócił się do niego:


— Nie da się z nimi żyć, ale bez nich jeszcze gorzej, co?


John westchnął. życie bez nich nigdy nie wchodziło w grę. Ruszył w kierunku kuchni po dolewkę kawy. Mycroft zatrzymał go i podał swój własny, pusty kubek.


— Mógłbyś?


— Jasne. — Wyciągnął po niego rękę, a kiedy Mycroft mu go przekazywał, poczuł ciepłe palce, które celowo przesunęły się po jego dłoni, nim mężczyzna się wycofał. Nie śmiał spojrzeć na starszego Holmesa, nie z Sherlockiem i Lestrade’em w pokoju, ale jego puls podskoczył, a serce zaczęło łomotać i po całym jego ciele rozlało się ciepło, posyłając rumieńce na jego policzki i dreszcze przez jego ciało.


Śpiesząc do kuchni, wiedział, że przy najbliższej okazji będą musieli z Mycroftem porozmawiać.


Sami.

___________________________________

Zamierzam rozpalić ogień w twoich zimnych oczach ~






~ Wielbię cię ~

Powrót do góry Go down
http://devon-syberyjczyk.pl
Myst
Jeździec Apokalipsy
Jeździec Apokalipsy
avatar

Female Wiek : 25
Liczba postów : 268
Rejestracja : 21/12/2014

PisanieTemat: Re: [Sherlock BBC][T][Z] Obietnica życia 21/21 [MH/JW]   Pon Mar 28 2016, 15:02

Cieszę się, że udało im się znaleźć sposób na zapełnienie czasu Sherlocka. Myślę, że ten pomysł z firmą jest naprawdę genialny. Sherlock oczywiście musiał się pofochać, bo inaczej to nie byłby on.
Mimo wszystko najbardziej podoba mi się moment, w którym Mycroft 'dedukuje' Sherlocka. Uwielbiam, kiedy tych sztuczek używają przeciwko sobie, bo tylko wówczas można się tak naprawdę dowiedzieć, co czują/myślą. Jednak to, co powiedział Mycroft wtedy o Sherlocku, sprawiło, że zmiękło mi serducho. Naprawdę, Sherlockowi bardzo zależy na Johnie i to nowe uczucie sprawia, że właściwie nie potrafi się odnaleźć w tej sytuacji.
Niemniej i tak majstersztyk był na końcu, kiedy jeden gest Mycrofta ujawnił wszystko, co przez ostatnie miesiące rodziło się w Johnie. <3

Czekam na kolejną część, M.

___________________________________



To grant another chance means to give opportunity to correct past mistakes.

Konstruktywny komentarz jest na wagę złota, ale komentarz ubogi wciąż jest lepszy od jego braku,
więc zamiast pisać epopeję pod jednym tekstem, rozdziel swój słowotok na kilka ff.

Mądrości internetowe, autor nieznany


Brać bannerki do podpisów! Nie po to robię, żeby leżały. Very Happy
Powrót do góry Go down
http://motylebezskrzydel.blogspot.com/
Disharmony
Jeździec Apokalipsy
Jeździec Apokalipsy
avatar

Female Wiek : 21
Liczba postów : 351
Rejestracja : 20/01/2015

PisanieTemat: Re: [Sherlock BBC][T][Z] Obietnica życia 21/21 [MH/JW]   Pon Mar 28 2016, 19:55

Dziękuję, Myst, za komentarz! I już prawie koniec ^^


20. W samym centrum serca Johna 


John nie dostał takiej szansy przez ponad dwa tygodnie. 

Mycroft i Lestrade opuścili Lanesborough po śniadaniu, mówiąc, że muszą wrócić do obowiązków. Sherlock i John zostali zmuszeni do przeczekania początkowego szału, który ogarnął media na wskutek informacji o powrocie detektywa, w apartamencie. Sherlock rzadko pozostawiał Johna samego: jednego poranka wszedł nawet do łazienki, kiedy John brał prysznic, po czym oparł się o umywalkę, opowiadając Johnowi o biurze, które z Mycroftem zdecydowali się wynająć dla agencji. 

-  Jest zaraz przy stacji Barbican, blisko Barta. Może nawet będę mógł prowadzić tam jakieś doświadczenia. Jest wystarczająco blisko szpitala, bym mógł przenosić jakieś lżejsze części ciała i...

-  Sherlock… - Dźwięk wydawany przez natrysk wody tylko się wzmógł, gdy John otworzył drzwi kabiny. - Nie będziesz przeprowadzał żadnych eksperymentów w biurze, zwłaszcza, że chcemy, by ludzie wierzyli, iż rozwiązujemy zagadkowe zbrodnie, a nie je popełniamy!

Sherlock skinął głową i wydął wargi, ale błysk, który pojawił się w jego oczach, zasygnalizował Johnowi, by co jakiś czas jednak sprawdzać lodówkę. 

Rozmawiali o tym, co Sherlock robił podczas swojej nieobecności. Zazwyczaj jednak podobne dyskusje zostawały przerwane wybuchami Johna, jednak w miarę upływu czasu ich dawna zażyłość bierze górę. 

Po początkowej fazie niezręczności, Sherlock w końcu zaczął powracać do rozkazywania Johnowi, na co ten wyjątkowo nie narzekał, kryjąc swoje zadowolenie. Kiedy odkrył, że z nowego zestawu chemicznego (który otrzymał dzięki uprzejmości Molly), zostawionego na marmurowym blacie pośród jedzenia, wycieka kwas i przez kolejne dziesięć minut prawił mu kazanie, zrozumiał, że powoli wracają do ich dawnej dynamiki. 

Po starannie przygotowanemu przez Mycrofta oświadczeniu odnoście powrotu Sherlocka, pismakom niemal zabrakło atramentu. Dziennikarze wraz z całym ekwipunkiem czekali, by tylko zdobyć jakiekolwiek ujęcie pod błędnie podanym adresem. Przyjaciele tacy jak Angelo czy Mike Stamford, powiadomieni o rzeczywistej lokalizacji, tłumnie odwiedzali ich w apartamencie. Kiedy pani Hudson po rozpłakaniu się i objęciu Sherlocka niczym ośmiornica, poprosiła o możliwość zajęcia trzeciej sypialni i doglądania ich podczas całego pobytu, nie potrafili jej odmówić. 

Przez to wszystko, John nieustannie myślał o Mycrofcie. Starszy Holmes przychodził dość często, ale Sherlock i pani Hudson zawsze kręcili się w pobliżu, musieli więc ograniczyć się do błahych rozmów na temat medialnego cyrku czy ich aplikacji na licencję prywatnego detektywa. John powoli czuł się doprowadzany do szaleństwa, a Mycroft  zdawał się nie radzić sobie ani trochę lepiej. Chociaż z zewnątrz wciąż był opanowany, to jednak John widział, jak ten niespokojnie wiercił się w fotelu, czego nigdy wcześniej u niego nie zauważył.  

Coś się między nimi zmieniło, nagle tłumiąc całą burzę emocjonalną, którą John przeszedł pod wpływem powrotu Sherlocka. Mycroft zorientował się pierwszy, wykorzystując dyskretny kontakt, by sprawdzić, jak głęboko to sięgało, co odkryło przed nim, iż zarówno fizyczne jak i psychiczne odpowiedzi Johna nie były jedynie czysto platoniczne. 

Czy był zakochany? Tak się czuł. Kiedy starszy Holmes przychodził, był bardziej skupiony, jego zmysły się wyostrzały i czuł się pobudzony. Nigdy wcześniej jednak nie czuł pociągu do mężczyzn, więc jak to było możliwe? I dlaczego teraz, po tych wszystkich miesiącach bliskiej przyjaźni? 

Może niektóre rzeczy rozjaśniłyby mu się, gdyby w końcu udało im się porozmawiać. 

John miał świadomość iż, w razie potrzeby, zawsze mogli wymienić się po prostu wiadomościami, jednak uznał, iż rozmowa, którą musieli przeprowadzić, nie mogła mieć miejsca za pośrednictwem telefonu. MH i JW nie zastąpiłyby rozmowy przeprowadzonej prosto w oczy. Istniała zresztą możliwość, że Sherlock, co było całkiem prawdopodobne, w którymś momencie przejrzałby jego wiadomości, gdyby zaczął się nudzić. Boże, jeśli Mycroft przyznałby się do odwzajemniania uczuć Johna, co zrobiłby Sherlock? Czy to ponownie załamałoby ich przyjaźń? 

Dlaczego życie musiało być tak cholernie skomplikowane? 

Impas ostatecznie został przerwany, kiedy razem z Sherlockiem wymknęli się w przebraniach z hotelu, w towarzystwie Lestrade’a do biura nadinspektora,  gdzie Lestrade mógł złożyć swoje wypowiedzenie. Mężczyzna, który był zaangażowany w publiczny skandal przed zniknięciem Sherlocka, prychnął na list, podnosząc go z biurka. 

-  Żadna strata - oznajmił. 

Lestrade spojrzał na niego. 

-  Mam podobne uczucia, sir. 

Sherlock zmierzył mężczyznę spojrzeniem, po czym zapytał: 

-  Od dawna używasz kulek analnych? 

Nadinspektor zaczerwienił się. 

- Zamknij się, ty obłąkany draniu!

John zrobił krok w jego kierunku. 

-  Pieprz się. 

Policjant momentalnie się podniósł i jasne było, że zamierza zawołać odpowiednie służby, by się ich pozbyć, ale ten moment akurat wybrał Mycroft, na pojawienie się w drzwiach, wyglądając zimno i przerażająco w swoim stalowoszarym garniturze. Mężczyzna opanował się i przywitał ostrożnie. 

-  Panie Holmes. 

-  Dobry wieczór, nadinspektorze Thomas - Mycoft ogarnął pomieszczenie wzrokiem i znajdujące się w nim osoby. - Obawiam się, iż nie zapowiedziałem się uprzednio. 

-  To prawda, ale nie ma żadnych przeszkód, byś został i popatrzył, jak zostajemy wywaleni na bruk - odparł Sherlock. 

-  Och, nie sądzę, by to się stało. - Starszy Holmes położył parasol na pustym krześle, po czym zdjął swoje skórzane rękawiczki. - Ma ktoś coś przeciwko, bym zamknął drzwi? 

Nadinspektor wyglądał na zaniepokojonego. 

-  Co się dzieje? 

-  Nazwał pan mojego młodszego brata obłąkańcem, panie Thomas. Ta rozmowa nie jest przeznaczona dla uszu postronnych. 

John, który stał najbliżej drzwi, zamknął je. 

-  Chciałem przyjść szybciej, ale lunch z pańskim Komisarzem nieco się przedłużył - Mycroft ostrożnie zbliżył się do biurka Thomasa. - Ale nie musi pan o tym wiedzieć, prawda? 

Mężczyzna patrzył na nich

-  Wiem, że Komisarz jest z panem zaprzyjaźniony, panie Holmes. Jeśli jednak ma pan zamiar ze mną rozmawiać, będę szczęśliwy, mogąc porozmawiać z panem na osobności.

-  Jednak nie oferuję takiej możliwości. Tych trzech panów zostaje. Teraz, panie Thomas, na podłogę. Dłonie i kolana. 

Wszyscy, włączając w to Sherlocka, zdumieli się. Kiedy nadinspektor nie zareagował w żaden sposób, starszy Holmes pochylił się nad biurkiem, dopóki ich twarze nie znalazły się naprawdę blisko siebie, po czym powiedział cichym, mrocznym tonem: 

-  Jeśli nie chcesz zostać zdegradowany do stanowiska woźnego, radziłbym ci robić to, co mówię. Teraz. 

John stał jak sparaliżowany. Mycorft równie dobrze mógłby być cholernym dowódcą wojskowym. Nie musiałby wykrzykiwać swoich rozkazów, jak robili to niżsi rangą. Swoim jedwabiście gładkim głosem przerażałby podwładnych. Cichą groźbą przed przysłowiową burzą, sprowadziłby ich do parteru. Lestrade wykrzywił usta w zaskoczeni, kiedy jego pogardzany przełożony wyszedł zza biurka i upadł ciężko na kolana. Jego oczy były skupione na podłodze, a pot wystąpił na jego przeraźliwie bladą twarz. 

-  Bardzo dobrze - pochwalił go. - A teraz szczekaj. 

Thomas spojrzał na niego z niedowierzaniem. 

-  Przepraszam? 

-  Kiedy się odzywasz, jesteś raczej niegrzeczny i protekcjonalny. Tak jak w przypadku mojego brata jeszcze chwilę temu. Chciałbym więc usłyszeć, jak szczekasz, może w ten sposób będzie brzmiało to lepiej. - Mycroft mówił do niego w sposób, jakim zwykła przemawiać Irene Andler, z tym wyjątkiem, że nie robił tego, by odgrywać scenę. Chciał po prostu sprowadzić aroganta do parteru, bez zbędnego przedłużania. Kiedyś Sherlock opisał go jako najbardziej niebezpiecznego człowieka, jakiego kiedykolwiek spotkałeś i John nigdy jakoś nawet nie był bliski uwierzenia w to, ale patrząc jak obchodził się z wysoko postawionym policjantem, sprowadzając go na czworaka przy świadkach, by ukarać go za obrażenie brata, w rażący sposób pokazywała zakres swojej władzy. Nadinspektor wydał z siebie dźwięk, który brzmiał bardziej jak słabe kaszlnięcie niż szczeknięcie. Sherlock przewrócił oczami, a Mycroft nakazał: - Żałosne, doprawdy, żałosne. Jeszcze raz, tym razem lepiej. 

Dźwięk, który z siebie wydobył, przypominał szczeknięcie. Lestrade uśmiechnął się szeroko, Sherlock wykrzywił szyderczo wargi, a John przypomniał sobie, że powinien oddychać. 

-  Dobrze. Teraz wstań, nim zniszczysz sobie garnitur. A jeśli jeszcze kiedykolwiek w podobny sposób odezwiesz się do mojego brata, albo kogokolwiek innego, kto jest mi drogi… - Spojrzał na Johna - Jedynym, co będziesz robił, będzie noszenie kawy. 

Thomas, trzęsąc się, powoli wstał, wygładzając swój garnitur. 

- Mogę jeszcze jakoś pomóc, panie Holmes? 

-  Miło, że pytasz. Upewnij się, że Inspektor Lestrade zostanie hojnie pożegnany. Mógłby mu pan zaproponować wysoką emeryturę, może kilka zaległych premii?

 - Zobaczę, co będę w stanie zrobić. 

- Znakomicie. Miłego dnia - Mycroft objął Johna ramieniem, kiwając w stronę drzwi. - Idziemy? 

Starszy Holmes dotykał go już wcześniej, ale muśnięcie jego palców w salonie nie mogło równać się z tym, co czuł teraz. Poczuł wzbierające w nim nerwy i zadrżał pod jego dotykiem. To wszystko tylko potwierdzało jego przypuszczenie względem natury swoich uczuć, jednak Mycroftowi brakowało ważnego atutu, który normalnie przyciągał jego uwagę, a mianowicie gorącego, kobiecego ciała. Poza tym miał wszystko; był życzliwym słuchaczem, lojalny względem tych, o których się troszczył, a do tego posiadał niezwykłą osobowość, którą ujawniał, kiedy John z nim przebywał. Poza tym zbyt bardzo lubił naginać wolę ludzi do własnych potrzeb, nie wyłączając Johna, ale nikt nie był idealny…

John był zdezorientowany, podekscytowany, a alarm dzwoniący w jego głowie znacznie się wzmógł. 

Gdy dotarli do windy, Lestrade wykrzyknął:

-  To był najlepszy prezent, jaki mogłem dostać na odchodne. Szkoda, że nikt tego nie nagrywał. 

Mycroft posłał mu krokodyli uśmiech. 

-  Kto wie. 

Podczas jazdy w dół, Lestrade nie mógł powstrzymywać śmiechu i nawet Sherlock od czasu do czasu tracił panowanie nad kamiennym wyrazem twarzy. Jedynie John i Mycroft pozostawali spokojni. Kiedy winda się zatrzymała, Mycroft powiedział: 

-  Muszę porozmawiać z Johnem. Sam. Gregory, byłbyś tak miły i odprowadził mojego brata z powrotem do hotelu, po lunchu? Zrobiłem dla was rezerwację w Dorchester. 

Przewidując wybuch ze strony Sherlocka, John zebrał się w sobie. Ku jemu zaskoczeniu, mężczyzna spojrzał na niego z cichą rezygnacją. 

-  Wiem co się dzieje, John - powiedział. - Nie mam pojęcia, co takiego widzisz w Mycrofcie, ale pamiętaj, że czymkolwiek by to nie było, nie możesz nie uwzględniać mnie w swoich przyszłych planach.

-  Nigdy cię nie zostawię - odparł ochryple John. 

Sherlock szybko skinął. 

-  Wróć przed szóstą. Będę potrzebował twojej pomocy przy pewnym eksperymencie. A jeśli Mycroft będzie cię za bardzo irytował, a z całą pewnością będzie, potraktuj go czymś orzechowym, jest uczulony. 

Mycroft westchnął i potrząsnął głową. 

-  Nic się nie zmieniłeś, Sherlocku. 

John wciąż nie mógł uwierzyć w nietypową uległość przyjaciela. Czy Mycroft dosypał coś do jego herbaty? Albo Sherlock naprawdę rozumiał, co się działo? 

-  Wkrótce spotkamy się z wami w Lanesborough - powiedział Sherlockowi i otumanionemu Lestrade’owi. - Miłego popołudnia. 

Popychał dyskretnie John wykafelkowanym korytarzem, przeprowadził przez szklane drzwi na wiosenne popołudnie. Podczas gdy szli do czarnego samochodu zaparkowanego przy krawężniku, żaden z nich się nie odzywał, ale powietrze między nimi było gęste od doskonale wyczuwalnego napięcia. 

Widząc ich nadejście, Anthea wysiadła z samochodu i otworzyła tylne drzwi od strony pasażera. Mrugnęła do Johna i skinęła  z szacunkiem szefowi. John wślizgnął się do ciemnego wnętrza, gdzie zapach wypolerowanej skóry szybko został zastąpiony przez woń, którą już zawsze będzie kojarzył tylko z Mycroftem: świeży czyszczony na sucho, wełniany garnitur, droga woda kolońska i ciepło ciała wzmacniane przez nieustannie pracujący umysł Johna. Kiedy siedzenie ugięło się pod ciężarem Mycrofta, John zadrżał. 

-  John - zaczął delikatnie Mycroft. 

Ten melodyjny głos sprawił, że ponownie zadrżał. John spojrzał przez przednie siedzenie i przypomniał sobie, że ciemne, kuloodporne szyby oddzielały ich dwóch od świata, dając im poczucie prywatności. 

- Nie wiem co robię - wyrzucił z siebie w końcu. - Ja tylko wiem, że coś do ciebie czuję. Nie rozumiem dlaczego to wszystko teraz na mnie spadło…

-  Naprawdę dopiero teraz? Nie wydaje mi się. 

Mycroft nie musiał rozwijać swojej myśli. John wiedział, jak emocjonalny stał się względem starszego Holmesa, podczas miesięcy poprzedzających powrót Sherlocka. Ale ta paląca potrzeba była inna. Czuł to wcześniej, ale nigdy względem mężczyzn. 

-  Proszę - wyszeptał John - pokaż mi, co robić. 

W odpowiedzi, Mycroft pochylił się w jego kierunku, kładąc mu uspokajająco dłoń na kolano. 

-  Oczywiście. 

Pozostał nieruchomy pod spojrzeniem błyszczących, niebieskich oczu, które patrzyły się na niego, dopóki jego oddech się nie wyrównał. Wówczas Mycroft złapał go za brodę i uwięził jego usta w ciepłym pocałunku. John westchnął, kiedy silne udo przesunęło się na jego własne, uniemożliwiając mu jakikolwiek ruch. John poddał mu się całkowicie, wsuwając palce w jego włosy. Mycroft wydał pomruk prosto z gardła, oplatając Johna ramionami, by przyciągnąć go jeszcze bliżej. 

Pocałunek był inny, niż ten dzielony z Sarah, Jeanette i innymi dziewczynami. Ale w tej chwili zwyczajnie przestał negować naturę swoich uczuć. 

-  To szaleństwo - mruknął. - Nigdy czegoś takiego nie czułem. Nie jestem gejem…

Mycroft położył mu palec na ustach. 

-  Przestań próbować przylepić sobie jakąkolwiek etykietkę. Są bezużyteczne, wręcz samobójcze. Wystarczy, że poddasz się temu, co czujesz. 

I John to zrobił. Wyplątał palce z włosów Mycrofta i zsunął dłoń w dół, kładąc ją na jego piersi. Pod lnianą koszulą i wełnianą kamizelką wyczuł drżenie. 

- Drżysz - powiedział z zastanowieniem. 

-  Dla mnie to też jest nowe, John. Wiesz, że nie jestem co prawda Człowiekiem z Lodu, byłem wcześniej z mężczyznami, ale miało to miejsce podczas służby dla MI6. - Oblizał wargi. - Nigdy nie byłem z kimś, o kogo się troszczyłem. 

Wznowił pocałunek, powoli, ostrożnie. Mycroft pochylił się nad nim, przyciskając Johna do tylnego siedzenia. Po słowach mężczyzny poczuł się dziwnie pocieszony. 

Kiedy ich usta się rozdzieliły, powiedział ochrypłym głosem: 

- Co zrobiłeś, że Sherlock odpuścił bez walki? 

- Och, takowa miała miejsce. Ale ostatecznie zaakceptował nową rzeczywistość. 

-  Jaką? 

- Zawsze będzie stanowił centrum twojego życia, John, ale nie serca. 

Przez resztę podróży tylko rozmawiali, dopóki samochód nie zatrzymał się, a Anthea poinformowała, że dotarli na miejsce. Wyplątali się ze swoich objęć. 

- Pójdę z tobą, więc zacznij się pakować - powiedział Mycroft, wygładzając garnitur i krawat. - Opuścimy Londyn, jak tylko Sherlock i Gregory wrócą i się przygotują. 

-  O czym mówisz? - Palce Johna zamarły zaciśnięte na poprawianej koszulce. - Gdzie się wybieramy? 

-  Do Exeter. 

- W Devon? Dlaczego?

-  Nasza agencja otrzymała pierwszą sprawę. - Podniósł walizkę i parasol. - Chodź, wytłumaczę ci w apartamencie.

___________________________________

Zamierzam rozpalić ogień w twoich zimnych oczach ~






~ Wielbię cię ~



Ostatnio zmieniony przez Disharmony dnia Pon Mar 28 2016, 21:51, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
http://devon-syberyjczyk.pl
Olgie.
Stenograf
Stenograf


Female Liczba postów : 388
Rejestracja : 03/01/2016

PisanieTemat: Re: [Sherlock BBC][T][Z] Obietnica życia 21/21 [MH/JW]   Pon Mar 28 2016, 21:25

Nareszcie! Nie mogłam się doczekać. Notka świetna, tak jak poprzednie. To nic, że w pierwszym zdaniu Mycroft opuszcza mieszkanie z jakimś Lestrangiem. Może ma jakiś pakt z Bellatrix? Very Happy

Z niecierpliwością czekam na koniec. Życzę weny i pozdrawiam.
Powrót do góry Go down
Disharmony
Jeździec Apokalipsy
Jeździec Apokalipsy
avatar

Female Wiek : 21
Liczba postów : 351
Rejestracja : 20/01/2015

PisanieTemat: Re: [Sherlock BBC][T][Z] Obietnica życia 21/21 [MH/JW]   Pon Mar 28 2016, 21:56

Haha, o matko, nie wiem jak mogłam tego nie zauważyć! Dziękuję za znaka ^^ No to proszę, ostatni rozdział, wiwaty, potok słodyczy się leje i te sprawy!
Jeszcze raz dziękuję wszystkim śledzącym to tłumaczenie!

I z takich tam, w oryginale tekst ma sequel, który jest skończony i część trzecią, która, gdy patrzyłam ostatnio, była zawieszona. Kolejna część nie zostanie przeze mnie przetłumaczona z całą pewnością, jedyne co mogę powiedzieć, to że wolałabym jej nie czytać. 


21. Gra wkrótce się zacznie


Ochroniarze postawieni przy wejściu do Lanesborough odprowadzili ich wzrokiem całą drogę do windy, przed którą obaj się zatrzymali. John złapał ich odbicie w narożnym lustrze i spostrzegł, że razem z Mycroftem promienieli, zupełnie jakby zaszło między nimi w samochodzie coś więcej. Nie potrafił oderwać wzroku od odbicia, gdy nagle poczuł palce Mycrofta splatające się z jego własnymi.

— Wykorzystajmy tę chwilę czasu, John — wyszeptał. 

John oddał uścisk, wdzięczny za zrozumienie ze strony drugiego mężczyzny. Mimo wszystko czuł się wyjątkowo niepewnie w tej relacji, nie mając pojęcia, jak właściwie powinien się zachować. Kiedy spodobała mu się jakaś dziewczyna, zabierał ją na kolację, przynosił kwiaty, a do tego traktował jak księżniczkę. Przecież nie mógł zachowywać się tak względem Mycrofta. Jakby to wyglądało, gdyby traktował go niczym księcia, zwłaszcza że ten już był bardziej wpływowy niż Królewska Rodzina. 

Mycroft jak zawsze zdawał się doskonale wiedzieć, o czym myślał. 

— Po prostu bądź sobą, John. Nie pragnę niczego innego. 

Apartament był pusty. Lestrade i Sherlock wciąż byli na lunchu (nawet jeśli tylko jeden z nich prawdopodobnie jadł), a Mycroft wytłumaczył mu z mrugnięciem:

— Pani Hudson tak ciężko pracowała, że moja asystentka zarezerwowała jej popołudnie w mieszczącym się na niższym piętrze spa. 

Weszli do salonu i usiedli obok siebie na kanapie. Kiedy kolano Mycrofta otarło się o udo Johna, obaj znieruchomieli. Po głębokim wdechu, starszy Holmes otworzył teczkę i wyjął z niej plik dokumentów.

— Zdaje się, że diabeł powrócił do Devon — powiedział. 

John otworzył dokumentację, starając się skoncentrować. 

Podczas lektury zmarszczył czoło. Rankiem 8 lutego 1855 roku, w całym hrabstwie Devon pojawiło się na świeżo spadłym śniegu coś przypominającego ślady końskich kopyt. Zgłoszono również kilka przypadków zarejestrowania ich w leżącym nieopodal Dorset. Jednak fakt, iż ślady końskich kopyt położone były w jednej linii, wykluczał to, iż rzeczywiście pochodziły od tych stworzeń. Kolejnym, co przemawiało za tajemniczością całego zdarzenia było to, iż, kiedy napotykały przeszkodę pod postacią domu czy stogu siana, zatrzymywały się, a następnie pojawiały po drugiej stronie. Niektórzy mieszkańcy twierdzili, iż w okolicy widzieli złowieszczą postać, ale masowe polowania spełzły na niczym. 

— Wygląda jak jedna z miejskich legend, czyż nie? — wtrącił Mycroft. — Ale przewrócić stronę. 

Zrobił to i znalazł złożony przez rząd raport z wczorajszą datą, do którego załączono kolorowe zdjęcia. W ubiegłym tygodniu ślady podobne do tych zarejestrowanych w 1855 pojawiły się we wsi Woolsery w północnym Devon. Tym razem zamiast na śniegu, ślady pojawiły się w błocie a nawet świeżo wylanym cemencie w centrum wsi. John spojrzał z bliższej odległości na zdjęcie, dostrzegając jak małe one były - trzy cale szerokości na cztery długości - i wydawały się niewielkimi odciskami kopyt. Odciśnięte zostały również w równej linii, której nie mogło wykonać czworonożna stworzenie. Pewna młoda kobieta upierała się, iż widziała przypominającą diabła kreaturę z wrzecionowatymi nogami w pobliżu miejsca, gdzie później odnaleziono ślady. 

— Kilka brukowców rozpisywało się o tym wydarzeniu — powiedział Mycroft. — Miasteczko przyciągnęło nawet kilka grup badających paranormalne zjawiska, którzy teraz badają pozostawione w cemencie ślady, jednak większość miejscowych uznaje to zdarzenie za zwykły żart. 

— A ja się z nimi zgadzam. — John odłożył plik na stolik kawowy. — Więc co sprawia, iż ma byc to nasza pierwsza sprawa?

Mycroft oparł się wygodnie o poduszki, splatając palce. 

— Od dawna moje biuro uważa, że te tereny stały się kryjówką dla Czarnej Komórki. Niestety ciężko jest zdobyć jakikolwiek dowód nagrany na taśmach. Na tydzień przed pojawieniem się ów śladów, otrzymaliśmy informację, iż mężczyźni zaobserwowali rozładunek małej łodzi w odizolowanej części brzegowej blisko Plymoth. Poinformowano lokalną policję, iż ładunek wyglądał na broń maszynową, jednak policja, oczywiście, niczego nie odkryła. 

— Oczywiście — przytaknął John. 

— To nie byłby pierwszy raz, kiedy legenda służy za przykrywkę dla czegoś większego. 

— Wiem — przytaknął John. — Baskerville. 

— Chociażby. 

Minęła chwila, nim John zapytał:

 — Czyli naprawdę uważasz, że to może być coś więcej niż żart? 

— Wkrótce się o tym przekonamy. Ruszamy jak tylko Sherlock z Gregorym wrócą i będą gotowi. 

John ponownie przytaknął. Wytarł dłonie o spodnie, po czym odwrócił się twarzą do Mycrofta. Jego serce zabiło szybciej, gdy zapytał:

— Ile czasu powinniśmy mieć przed ich powrotem? 

Mycroft spojrzał na niego, dostrzegając wszystkie sygnały: powiększone źrenice świadczące o podnieceniu, pragnieniu i strachu Johna, na wskutek czego ten na zmianę rumienił się i bladł. Przesunął wzrok niżej, z zadowoleniem dostrzegając kolejny sygnał, mówiący mu, że John nie będzie w stanie już długo się kontrolować. Chwycił go za rękę i wstał. 

— Mamy jeszcze chwilę — powiedział łagodnie. — Chodź. 

******

Swego czasu poprzysiągł sobie, że nie zaufa mężczyźnie, który sprzedał własnego brata arcyprzestępcy. Teraz jednak, po tym, gdy dowiedział się wszystkiego i tym, jak mu wybaczył, ufał Mycroftowi do tego stopnia, by położyć się na łóżku mężczyzny po powolnym i ostrożnym rozebraniu się i przygotowani, oddać mu swoje ciało. 

Kiedy poczuł powolne i nieustające palenie, które towarzyszyło pieszczotliwym oddechom w jego szyję, westchnął i owinął ręce wokół tych szerokich i spoconych ramion. Mycroft nieco zmienił pozycję, a kolejne ruchy posłały wzdłuż ciała Johna drżenie na wskutek nagłej przyjemności. Kiedy mężczyzna jęknął, Mycroft zrobił to ponownie i jeszcze raz, dopóki aż w końu obaj drżeli i dyszeli w jednym rytmie. 

Kiedy już wyczerpanie opuściło ich ciała, Mycroft wyszeptał w spocone włosy Johna:

—  Dziękuję. 

Ten odwrócił swoją twarz na poduszce i odgarnął niesforne włosy z policzka mężczyzny. 

— Nie, to ja dziękuję. Za ocalenie mnie. Za wszystko. 

 — Życie potrafi nas zaskakiwać, John. Kto podejrzewałby, że dojdzie do tego, tamtego dnia, gdy w magazynie pytałem cię, jakie masz intencje względem mojego brata? — Mycroft machnął ręką na ich dwójkę. — Z całą pewnością nie ja, zwłaszcza, że normalnie nie pozwalam sobie na uczucia względem innych ludzi. Miałem i wciąż zresztą mam, zobowiązania, które utrudniają taki kontakt. 

John rozumiał. 

 — Wiem, że nigdy nie będziemy żyli pod jednym dachem. Ani się ze sobą nie zwiążemy. I naprawdę nie mam nic przeciwko. Też mam pewne zobowiązania, które nazywają się Sherlock. Nigdy nie mógłbym go zostawić. 

— A ja tego bym nie chciał. Razem z Sherlockiem się uzupełniacie. Kiedy mu to uświadomiłem, nieco się uspokoił, ale wciąż nie wydawał się zadowolony. Udowodnił to w siedzibie Scotland Yardu. — Mycroft westchnął. — Ale kiedy zobaczy, że nie mam zamiaru zabrać cię do mojego domu ani sprawić, byś opuścił Baker Street, przejdzie mu.. 

John zawahał się. 

— Myślisz, że postrzega to jak zdradę? 

— Wie, że nigdy byś go nie zdradził. Ale z całą pewnością życie z nim przez jakiś czas będzie nieco trudniejsze a on zrobi się bardziej wymagający, przynajmniej dopóki nie upewni się, że nic między wami się nie zmieniło. 

Ta rozmowa nie miała skończyć się w tym miejscu, jednak nagle drzwi do apartamentu otworzyły się. Po chwili wahania usłyszeli, jak Sherlock woła go ostro. 

— John, chodź tutaj. Natychmiast. Mówiłem ci, że potrzebuję twojej pomocy przy eksperymencie. Mycroft, możesz tam zostać. Nawet i przez resztę swojego życia.. 

— Jesteś wprost uroczy, Sherlocku — prychnął Lestrade. 

— Będzie to robił przez jakiś czas — mruknął Mycroft po czym usiadł i sięgnął po spodnie. — Po prostu ugryź się w język i to przetrwaj. 

— W jego obecności nie robię nic poza gryzieniem się w język. Jestem zaskoczony, że wciąż go mam. 

— Pozwól mi sprawdzić. — Mężczyzna uśmiechnął się szeroko, biorąc jego twarz w dłonie i całując go. — Tak, z całą pewnością dobrze się trzyma. 

— John! — wrzasnął Sherlock, tym razem lekko zaniepokojonym głosem. 

— Boże wszechmogący. — John wytoczył się z łóżka, po czym wciągnął spodnie. — Uspokój się, idę!

Mycroft zaśmiał się. 

— Rozmów się z tym diabelstwem za drzwiami, byśmy mogli ruszyć do Devon. Nie mamy czasu do stracenia. Jak to lubi powtarzać mój kochany brat, gra wkrótce się zacznie.

___________________________________

Zamierzam rozpalić ogień w twoich zimnych oczach ~






~ Wielbię cię ~

Powrót do góry Go down
http://devon-syberyjczyk.pl
Olgie.
Stenograf
Stenograf


Female Liczba postów : 388
Rejestracja : 03/01/2016

PisanieTemat: Re: [Sherlock BBC][T][Z] Obietnica życia 21/21 [MH/JW]   Pon Mar 28 2016, 22:17

Koniec. Słodko, słodko. Czyli tak jak lubię Very Happy
Co ja mogę napisać o tłumaczeniu? Nic nie mogę, bo jest świetne, nie czuć, że to przekład.
Zastanawiam się tylko czemu nie chcesz przetłumaczyć kolejnej części, choć z tego co napisałaś na początku tej notki, wnioskuje, że jest po prostu kiepska. Może to i lepiej, taki koniec w pełni mnie satysfakcjonuje.

Życzę weny i pozdrawiam Very Happy
Powrót do góry Go down
Wirka.
Admin
Admin
avatar

Female Wiek : 28
Liczba postów : 914
Rejestracja : 21/12/2014

PisanieTemat: Re: [Sherlock BBC][T][Z] Obietnica życia 21/21 [MH/JW]   Sro Mar 30 2016, 20:51

Tu już nie mam za dużo do wtrącenia:


Cytat :
— Zawsze musisz mi odbierać to, co należy do mnie, prawda? — wrzasnął. — Zawsze!
- szkoda, że autorka nie pokusiła się o rozwinięcie tej kłótni i wygarnięcie przeszłości, bo w tym stwierdzeniu jest mega potencjał. Ale zmarnowany.


Cytat :
Kiedy pani Hudson po rozpłakaniu się i objęciu Sherlocka niczym ośmiornica, poprosiła o możliwość zajęcia trzeciej sypialni i doglądania ich podczas całego pobytu, [tu  bym rozbiła na dwa zdania] nie potrafili jej odmówić. 


Cytat :
Jeśli nie chcesz zostać zdegradowany do stanowiska woźnego, radziłbym ci robić to, co mówię. Teraz. 
- wow! chyba nawet lubię takie Mycrofta, nawet jeśli rozdział leci na łeb na szyję,a bohaterowie są, no... ociosani jakby


Cytat :
dopóki aż w końu obaj drżeli i dyszeli w jednym rytmie.
  - to lub to Wink

Niom. I to by było tyle. Dziękuję serdecznie za całe tłumaczenie, ostateczne spory kawałek tekstu. Nie mogę ukryć, że początek był najlepszy, potem, niestety, poziom spada i to wcale nie ze względu na samą treść, a na wykonanie, rozpisanie postaci ect. Niemniej technicznie do Twojej pracy, jak wiesz, zastrzeżeń większych nie ma Very Happy

Dzięki, wenuj się!
W.

___________________________________



Powrót do góry Go down
Myst
Jeździec Apokalipsy
Jeździec Apokalipsy
avatar

Female Wiek : 25
Liczba postów : 268
Rejestracja : 21/12/2014

PisanieTemat: Re: [Sherlock BBC][T][Z] Obietnica życia 21/21 [MH/JW]   Czw Mar 31 2016, 12:13

W trakcie czytania dwudziestej części na mojej twarzy wykwitł 'zonk', bo chyba nie ma nie slangowego słowa, które najlepiej by mogło opisać moją reakcję na fragment, w którym Mycroft każe szczekać komisarzowi policji i ten to robi. Zapomnijmy o tym, przejdźmy do naszych głównych bohaterów.

Ta ich niepewna rozmowa w samochodzie była urocza. I ten John, 'chcę, ale nie wiem, co mam zrobić, powiesz mi?' - ten moment stał się mimo wszystko najsłodszym w całym opowiadaniu. Jednak Sherlock ustępuje mu tylko na krok:
Cytat :
— John! — wrzasnął Sherlock, tym razem lekko zaniepokojonym głosem.
On naprawdę aż tak się obawia, że John go zostawi? To jest porażające.

Biorąc pod uwagę jak ten ff się zaczynał, strasznie się cieszę, że na jego końcu mamy żywego Sherlocka, całego Mycrofta i szczęśliwego Johna. Po przeczytaniu informacji od ciebie, że tekst ma sequel, postanowiłam znaleźć go w necie i przeczytać, pomimo mojego słabego angielskiego. No i znalazłam, przeczytałam streszczenie sequela i stwierdziłam, że chyba sobie jednak odpuszczę. Ta część kończy się w bardzo ładnym momencie, pozwalającym mi wierzyć, że dalej już była sielanka i samo szczęście, i niech tak zostanie.

Dziękuję ci, że przetłumaczyłaś to opowiadanie. Było naprawdę warto!

___________________________________



To grant another chance means to give opportunity to correct past mistakes.

Konstruktywny komentarz jest na wagę złota, ale komentarz ubogi wciąż jest lepszy od jego braku,
więc zamiast pisać epopeję pod jednym tekstem, rozdziel swój słowotok na kilka ff.

Mądrości internetowe, autor nieznany


Brać bannerki do podpisów! Nie po to robię, żeby leżały. Very Happy
Powrót do góry Go down
http://motylebezskrzydel.blogspot.com/
Adelcia
Analfabeta
Analfabeta
avatar

Female Wiek : 22
Liczba postów : 7
Rejestracja : 21/04/2016

PisanieTemat: Re: [Sherlock BBC][T][Z] Obietnica życia 21/21 [MH/JW]   Czw Kwi 21 2016, 15:27

Idealnie się zaczyna i kończy. Słodka ale bez przesady.. tak po prostu idealnie i cieszy mnie nawet, że nie było większych scen graficznych, bo po prostu zepsuło, by to całą opowieść.
Mycroft- idealny manipulant, dający Johnowi poczucie bezpieczeństwa (co jest słodko - paradoksalne)
Sherlock - w pewnym sensie, genialny idiota i oczywiście John. Myślę, że gdyby nie Mary, w serialu John mógłby się podobnie zachowywać (choć może nie AŻ tak skrajnie).
Podoba mi się tu najbardziej realność i po części też, kanoniczność postaci Smile
Dziękuje za tak cudowne opowiadanie!
Powrót do góry Go down
blu22
Analfabeta
Analfabeta


Female Liczba postów : 9
Rejestracja : 25/04/2016

PisanieTemat: Re: [Sherlock BBC][T][Z] Obietnica życia 21/21 [MH/JW]   Czw Kwi 28 2016, 15:33

Jestem totalnie zauroczona:) naprawdę nie spodziewałam się że John skończy w związku z Mycroft, kilka pierwszych rozdziałów myślałam że jednak Sherlock żyję i jak wróci to będą z Johnem razem... kto by pomyślał że jednak to będzie Mycroft:) urzekająca historia wciągają do ostatnie rozdziału, z wrażeniem że nie chciałabym żeby się skończyła Smile
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: [Sherlock BBC][T][Z] Obietnica życia 21/21 [MH/JW]   

Powrót do góry Go down
 
[Sherlock BBC][T][Z] Obietnica życia 21/21 [MH/JW]
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Fontanna Życia
» Offtop w Offtopie
» Drzewo życia.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
~.Imaginarium.~ :: FANFICTION :: Serial & Film & Adaptacje :: Slash :: +12-
Skocz do: