IndeksRejestracjaSzukajFAQZaloguj

Share | 
 

 [Merlin BBC] [T] [NZ] Och, Merlinie [AP/M][6/?]

Go down 
AutorWiadomość
sandwich
Skryba
Skryba
avatar

Female Wiek : 72
Skąd : ze Snarry
Liczba postów : 47
Rejestracja : 23/01/2015

PisanieTemat: [Merlin BBC] [T] [NZ] Och, Merlinie [AP/M][6/?]   Pon Sty 26 2015, 00:41

OPOWIADANIE DLA DWUNASTOLATEK!! SERIO flower 

Fandom: Merlin BBC
Oryginalny tytuł i link: „Oh, Merlin”
Autor: Nija assasian
Tłumacz: sandwich
Beta: Brak
Zgoda: Jest
Paring: Merthur
Gatunek: ?
Ostrzeżenia: słodkie na tyle, że niektórych mogą rozboleć zęby!
N/A: Na polowaniu Artur zostaje zaatakowany przez czarnoksiężnika. Merlin odpycha go, przyjmując zaklęcie na siebie i... znów jest pięcioletnim chłopcem. Czy uda się odwrócić czar, zanim sekret Merlina wyjdzie na jaw?


Uprzedzam, że opowiadanko jest przegadane i jeśli ktoś oczekuje głębokich rozważań, opisów i tym podobnych, to się zawiedzie...
Jest pisane nieco suchym językiem, autorka leci z faktami, niezbyt zagłębiając się w uczucia czy psychikę bohaterów. Starałam się miejscami nieco ocieplić atmosferę, ale nie mogę zbytnio ingerować, bo to już nie byłoby tylko tłumaczenie Smile



Rozdział 1: O cholera!

Gdy tego ranka służący obudził go na czas i jedzenie było faktycznie ciepłe, a nie zimne, Artur pomyślał, że to będzie udany dzień. Będąc w świetnym nastroju, kazał Merlinowi ubrać siebie w myśliwski rynsztunek, naszykować broń i jak najszybciej przygotowywać konie do wyjazdu. Merlin zrobił to wszystko z mniejszym narzekaniem niż zwykle i mniejszą ilością zniewag, których Artur często udawał, że nie słyszy.

Wyruszyli wraz z kilkoma rycerzami i udali się do lasu.
Wjechali zaledwie kilka kroków między drzewa, gdy Merlin upadł, potknąwszy się o korzeń i upuścił na ziemię cały osprzęt do polowania. Wtedy Artur pomyślał, że może zbyt szybko przyjął, iż to będzie udany dzień. Od tej chwili stawał się coraz gorszy.
Jego sługa zawsze jasno wyrażał swoją opinię o polowaniu — nie lubił tego. Twierdził, że to nie ma sensu, ple, ple, ple. Książę nauczył się wyłączać na jego paplanie. Merlin zawsze był hałaśliwy, gdy musiał być cichy i spędzał większość swego czasu rozłożony na poszyciu.
Dzień Artura bardzo szybko spadał z wyżyn.

— Przestań jęczeć, Merlinie. I zamknij się — warknął, gdy chłopak po raz kolejny wylądował na ziemi. Czarodziej spiorunował księcia wzrokiem przez zasłaniającą mu twarz kupkę liści. Młody Pendragon westchnął i podciągnął go na nogi za jego chustkę na szyi. — Wszystko w porządku? — zapytał cicho, żeby rycerze nie usłyszeli. Chłopak spojrzał na niego zdziwiony i Artur, zdając sobie sprawę z tego, co powiedział, zarumienił się lekko.

— Tak — mruknął Merlin, zaskoczony komentarzem i reakcją księcia.

Artur wznowił tropienie i czarodziej szybko ruszył za nim, milknąc i rozmyślając o swoim panu.

Ostatnio zdał sobie sprawę, że czuje coś do Artura. Zajęło mu trochę czasu dojście to tego, ale w końcu nazwał te emocje. Miłość. Zakochał się w swoim księciu. I gdy przyznał się do tego przed sobą, serce opadło mu do żołądka. Nie było żadnego sposobu, by Artur kiedykolwiek odwzajemnił jego uczucie. Odkąd Will zginął, uważał księcia za swojego najlepszego przyjaciela i lubił myśleć, że on także widział w nim kogoś takiego. I to wszystko, na co mógł liczyć ze strony młodego Pendragona. To było bolesne.
Jednakże ostatnia reakcja Artura, znów napełniła serce czarodzieja nadzieją.
— Merlinie! — zawołał książę, wytrącając go z zadumy. Mag podniósł wzrok.
— Tak, panie?
— Wejdź tam i wypłosz jelenia — powiedział Artur z uśmieszkiem.
Merlin przewrócił oczyma, powstrzymując rozdrażniony jęk i udał się do miejsca, które mu wskazano. Brnął noga za nogą przez krzaki, robiąc tak dużo hałasu jak to tylko możliwe, aby spłoszyć wszelką zwierzynę i usiłując zarazem uniknąć uderzeń w twarz przez nisko rosnące gałęzie.

Spędził jakieś pół godziny w gęstwinie, zanim wrócił z mnóstwem zadrapań na twarzy i dłoniach. Artur roześmiał się głośno, a jakiś z rycerzy mu zawtórował. Merlin spiorunował księcia gniewnym wzrokiem. W następnej chwili poczuł mrowienie u podstawy kręgosłupa i zmarszczył brwi. To nie było zwykłe mrowienie, wyczuł magię. Zanim mógł wyrazić głośno swój niepokój, znikąd pojawił się człowiek odziany w grubą, podróżną pelerynę.
— Arturze! — krzyknął Merlin.
Książę błyskawicznie się odwrócił i zobaczył wysoką postać. Dobył miecza i zamachnął się, lecz mężczyzna jedynie się uśmiechnął i zaczął recytować w dziwnym języku, który Artur rozpoznał, walcząc przez lata z magią.
W dłoni czarnoksiężnika urosła kula światła, którą tak szybko posłał w kierunku młodego Pendragona, że ten nie miał czasu na reakcję.
— NIE! — Merlin krzyknął ponownie i rzucił się ku przyjacielowi, spychając go z toru lotu zaklęcia. Artur upadł, a kiedy spojrzał w górę, zobaczył jak uderza ono w Merlina, odrzucając go w krzaki, poza zasięg jego wzroku. Książę wyjął z pochwy sztylet i cisnął nim z wielką siłą i dokładnością w żołądek napastnika. Ten wrzeszczał z bólu, miotając się z wściekłości, a potem padł martwy na ziemię.

Kilku rycerzy ruszyło z pomocą do Artura, a pozostali sprawdzali czy czarnoksiężnik był naprawdę martwy. Książę odrzucił ich pomoc i sam stanął na drżących nieco nogach.
— Gdzie jest Merlin? — zapytał, rozglądając się dookoła. Zauważył, że żaden z rycerzy nie pofatygował się, by sprawdzić, co ze sługą. Warknął i pospieszył do miejsca, gdzie Merlin został odrzucony przez zaklęcie. Wyciął sobie mieczem drogę wśród gęstwiny i zdyszany zatrzymał się raptownie, na widok tego, co mu się ukazało.
Pośrodku małej polany stał chłopczyk, utopiony w czerwonej koszuli, ze spodniami wokół kostek i w o wiele za dużych na niego butach. Artur wpatrywał się w dziecko. Wyglądało na jakieś pięć lat, miało duże, odstające uszy i cudownie niebieskie oczy. Znał skądś te oczy.
— Merlin? — powiedział słabo. Malec spojrzał w górę na księcia.
— Arfur? — zapytał niewiarygodnie słodkim głosem. (Nie, żeby kiedykolwiek miał to przyznać). Chłopczyk popatrzył na niego załzawionymi oczkami.
— Wszystko w porządku? — zapytał malucha.
Merlin chlipnął i potrząsnął głową, unosząc dłoń, którą całkowicie zakrył długi rękaw.
Książę zbliżył się powoli i odsuwając z zadziwiającą łagodnością tkaninę, zobaczył krwawiące rozcięcie. Oddarł pasmo materiału z koszuli i owinął nim ranę. Podniósł wzrok na twarz Merlina i zobaczył oczy pełne łez, przyglądające się jego dłoniom zawiązującym prowizoryczny bandaż. Chłopczyk czknął i wytarł łzy ze złością. Artur westchnął i podniósł go, biorąc w ramiona. Merlin sapnął i przytrzymał się kurczowo koszuli księcia.
Młody Pendragon walczył z krzakami w drodze powrotnej, aż w końcu wyszedł z nich i stanął oko w oko ze swoimi rycerzami. Wszyscy unieśli brwi na widok księcia trzymającego w ramionach kilkuletnie dziecko.
— Zbierzcie wszystko. Wracamy natychmiast do zamku — wydał polecenie.
— Co ze służącym? — zapytał jeden z rycerzy.
— A myślisz, że kogo niosę? — warknął Artur i obrał kierunek prosto na Camelot.
Merlin zerknął ponad ramieniem księcia i zobaczył wpatrujących się w niego rycerzy. Szybko schował buzię w zgięciu szyi młodzieńca.
Artur poczuł drżenie przechodzące przez niego, gdy gorący oddech malca musnął jego szyję, ale szybko odsunął od siebie chodzące mu po głowie myśli. To nie był czas fantazjować o Merlinie, gdy miał ważniejsze kwestie do przemyślenia. [/font]

Chłopiec zasnął w drodze i Artur niósł go przez cały czas. Kiedy w końcu doszli do celu, wydał instrukcje:
— Odłóżcie wszystko na miejsce. Chcę od razu porozmawiać z ojcem i Gajusem.
Rycerze ukłonili się i szybko wykonali jego polecenie.


Książę wniósł chłopca zamkowymi schodami do przedsionka, a potem idąc do sali tronowej, spróbował go wybudzić.
— Merlinie, obudź się — powiedział, delikatnie nim potrząsając. Malec poruszył się i wymamrotał coś, przywierając mocniej do jego koszuli. Artur westchnął i spróbował jeszcze raz.
Merlin zamrugał sennie i rozejrzał się.
— Gdzie jesteśmy? — zapytał, ziewając.
— Wróciliśmy do Camelotu — odpowiedział mu, kontynuując drogę do sali tronowej. — Idziemy porozmawiać z królem i Gajusem. — Chłopczyk otworzył szeroko oczy i zaczął się wić, próbując wydostać z uścisku. Książę był tak zaskoczony, że niemal go upuścił. — Merlinie, przestań. O co chodzi? — zapytał kompletnie zszokowany.
— Nie do Uthera! Nie, nie chcę! — krzyczał i Artur był zaskoczony, widząc, że płacze.
Młodzieniec zatrzymał się i ukląkł, łagodnie opuszczając Merlina na ziemię. Chłopiec próbował uciekać, ale Artur chwycił go za pasek.
— O nie, nie — powiedział, przyciągając go i odwracając twarzą do siebie.
— Nie do Uthera! — krzyknął ponownie.
— Merlinie, uspokój się. Nie pozwolę mu cię skrzywdzić — zapewnił go Artur.
Malec spojrzał na niego zaczerwienionymi oczkami.
— Obiecujesz? — zapytał.
— Obiecuję. — Merlin kiwnął głową i objął Artura. Młody Pendragon nigdy wcześniej nie zajmował się dziećmi i był zakłopotany tym, iż nie ma pojęcia, co zrobić i zaskoczony, że chłopiec się uspokoił. — Jesteś gotowy? — zapytał, łagodnie odciągając go od siebie.
— Dlaczego musimy to robić? — wymamrotał malec.
— Cóż, żeby znaleźć sposób na odwrócenie zaklęcia — odpowiedział mu. Kiedy Merlin ponownie kiwnął głową, książę wstał i ruszył w dalszą drogę. Chłopiec starając się nadążyć za nim, potknął się i Artur zaskoczony poczuł, jak chwyta swoją małą rączką jego dłoń.
Weszli do sali rozpraw i przeszli przez całą jej długość do miejsca, gdzie siedział król z Gajusem i Morganą. Artur zatrzymał się. Merlin wyraźnie zdenerwowany stanął u jego boku, chowając się nieznacznie za nogą księcia.
— Tak szybko wróciłeś? — zdziwił się Uther.
— Zostaliśmy zaatakowani przez czarnoksiężnika. Zabiłem go — oznajmił Artur, składając ojcu lekki ukłon.
— Dobra robota. Ucierpiałeś w walce? — zapytał król, zadowolony, że kolejna osoba praktykująca magię została zabita.
— Nie, ale tylko dlatego, że Merlin wziął zaklęcie na siebie.
— Twój służący? Co masz na myśli, mówiąc "wziął zaklęcie"? — dociekał Uther.
— Czarodziej zamierzał zaatakować mnie, ale Merlin odepchnął mnie z drogi i wziął na siebie cały ciężar zaklęcia — wyjaśnił Artur, sięgając po rączkę chłopczyka i przesuwając go do przodu. Malec stał sztywno, z przerażeniem na twarzy.
— A to, kto? — zapytał Uther, rzucając okiem na malucha.
— To właśnie jest Merlin. Zaklęcie zamieniło go w dziecko.
Wszyscy spojrzeli na drżącego ze strachu kilkulatka.
— Merlin — sapnął Gajus i pośpieszył do przodu. Chłopiec chlipnął i przytulił się do staruszka, gdy ten podszedł do niego.
— On jest zachwycający — zagruchała Morgana, uśmiechając się radośnie.
Uther tylko przyglądał się, jak Gajus próbuje obejrzeć Merlina, lecz chłopczyk tak mocno uchwycił się swojego opiekuna, że ten nie mógł nic zrobić.
— Potrafisz odczynić czar? — zapytał Uther.
Medyk spojrzał na władcę.
— Będę musiał poczynić badania, ale sądzę, że tak, mogę odwrócić zaklęcie — odpowiedział, podnosząc Merlina.
Uther kiwnął głową.
— Czegokolwiek będziesz potrzebował, otrzymasz — rzekł król.
— Dziękuję, panie — ukłonił się.
— Możecie się wszyscy oddalić. — Spotkanie dobiegło końca.
Morgana wstała i wyszła razem z Gajusem, Arturem i Merlinem.
Chłopiec zerknął ponad ramieniem medyka i zobaczył, że książę nadal był przy nim i że dołączyła do nich Morgana, uśmiechając się radośnie do niego. Nieśmiało odwzajemnił jej uśmiech, zanim ponownie schował buźkę.
— Co zamierzasz zrobić, Gajusie? — zapytał Artur.
— Znaleźć metodę na odczynienie zaklęcia i przy odrobinie szczęścia odczarować Merlina.

___________________________________



Ostatnio zmieniony przez sandwich dnia Nie Lut 01 2015, 22:55, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
http://snarry.hekko.pl/index.php
Binia
Skryba
Skryba
avatar

Female Wiek : 25
Skąd : Poznań
Liczba postów : 79
Rejestracja : 22/12/2014

PisanieTemat: Re: [Merlin BBC] [T] [NZ] Och, Merlinie [AP/M][6/?]   Pon Sty 26 2015, 11:25

Już sam początek dnia powinien Arturowi sugerować, że to było zbyt piękne i że coś go czeka, co niekoniecznie może mu sie spodobać XD.

Uwielbiam opowiadania z małym Merlinem <3 to jest coś co tygryski kochają najbardziej.

awwww Artur noszący Merlina, a potem z nim za rączkę idący. Coś prze słodkiego. Uwielbiam taką cukrzycę w tym wydaniu.

Mam nadzieję, że wybaczysz brak merytorycznego komantarza, ale jak sama napisałaś jest to opowiadanie dla dwunastolatek, co nie zmienia faktu, ze mając 10 więcej nadal mi się spodobało XD.

Weny, weny, weny i czasu do dalszego pisania i tłumaczenia.
Binia

___________________________________

lights will guide you home


Ostatnio zmieniony przez Binia dnia Czw Kwi 28 2016, 20:18, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
http://krbinia.tumblr.com
Ruciak
Skryba
Skryba
avatar

Female Liczba postów : 9
Rejestracja : 22/01/2015

PisanieTemat: Re: [Merlin BBC] [T] [NZ] Och, Merlinie [AP/M][6/?]   Pon Sty 26 2015, 12:33

Czytałam całość na fafniction i tu jeszcze raz i bardzo mi się podobało.  Jak dla mnie pomysł jest całkiem niezły, taki mały Merlin... Jest świetny, naprawdę, takie słodkie dziecko, choć mnie takie dzieci raczej nie ruszają. No, ale Merlin... no coś wspaniałego.
Serdecznie pozdrawiam!
Ruciak.
Powrót do góry Go down
http://ruciak.blogspot.com
sandwich
Skryba
Skryba
avatar

Female Wiek : 72
Skąd : ze Snarry
Liczba postów : 47
Rejestracja : 23/01/2015

PisanieTemat: Re: [Merlin BBC] [T] [NZ] Och, Merlinie [AP/M][6/?]   Pon Sty 26 2015, 15:29

Rozdział 2: Sekret wychodzi na jaw

Gajus, Artur i Morgana weszli do komnat medyka i starzec posadził Merlina na łóżku — krótkie nóżki malucha zwisając z jego brzegu, kołysały się nad podłogą, kiedy patrzył na dorosłych. Morgana uśmiechnęła się i usiadła obok niego. Chłopiec odwzajemnił się jej szerokim uśmiechem.
— Gajusie, potrafisz odwrócić zaklęcie? — zapytał Artur, przyglądając się mężczyźnie wyciągającemu księgi z wysokich regałów.
— Powinienem dać radę, ale będę musiał zrobić kilka badań — odpowiedział, chodząc po komnacie z prędkością, z jaką Artur nawet nie pomyślał, że byłby zdolny się poruszać.
— Jeżeli potrzebujesz mojej pomocy w czymkolwiek, proszę, nie wahaj się poprosić.
— To bardzo miłe z twojej strony, panie. — Mężczyzna ukłonił się.
— Merlin mnie uratował. Gdyby nie on, miałbym teraz sześć lat. — Artur westchnął.
— Pięć — obwieścił chłopiec.
— Słucham? — zapytał książę, obracając się.
— Mam pięć lat, nie sześć — powiedział Merlin tonem wskazujący, że to przecież oczywiste.
Artur uśmiechnął się głupawo, a Morgana zachichotała cicho. Gajus popatrzył na nich rozbawiony.
— Naturalnie, że masz pięć. — Artur uśmiechnął się z wyższością. Chłopczyk popatrzył na niego ostrożnie przez zwężone powieki. — Tak jak mówiłem. Chcę podziękować Merlinowi, więc jeśli... Auła! — uciął nagle z głośnym okrzykiem, gdy coś uderzyło go w tył głowy. Obrócił się gwałtownie i spiorunował wzrokiem śmiejącego się głośno malucha, który rzucił w niego książką. Morgana była rozdarta między rozbawieniem a szokiem.
— Merlinie — zrugał go Gajus.
Pięciolatek śmiał się zachwycającym śmiechem, którego Artur mógłby słuchać cały dzień, ale właśnie teraz nie uważał tego za słodkie.
— Merlinie — warknął, robiąc krok naprzód. Zamarł, gdy w oczach chłopca pojawił się błysk jasnego złota i kolejny wolumin poleciał prosto ku jego głowie. Artur miał szybki refleks i złapał księgę, zanim ta mogła go uderzyć.
Morgana sapnęła, a Gajus westchnął ciężko, obserwując wszystko szeroko otwartymi oczami.
— Ale super — westchnął chłopczyk. — Zrób tak jeszcze raz! — Malec był pod wrażeniem refleksu Artura. Jego oczy znów zapłonęły złotem i posłały następny książkowy pocisk. Młody Pendragon ponownie go złapał i chłopiec roześmiał się, klaszcząc w dłonie.
— Wystarczy, Merlinie — powiedział stanowczo Gajus i pięciolatek wydął usteczka.
— Ja tylko chciałem się pobawić.
Morgana i Artur wpatrywali się w dziecko, jakby właśnie wyrosła mu druga głowa.
— Co mówiliśmy o używaniu magii — zapytał medyk.
— Nie chciałem zrobić mu krzywdy — chlipnął Merlin, a łzy znów napłynęły do jego ślicznych oczu.
— Naturalnie, ale przecież wiesz, jak wiele kłopotów może przez to wyniknąć — upomniał go łagodnie starzec. Chłopiec pociągnął nosem.
— Przepraszam — wymamrotał.
— A teraz przeproś Artura — przypomniał mu opiekun.
— Przepraszam, Arfur — powiedział zachwycająco słodkim tonem.
— Przeprosiny przyjęte — odrzekł książę zachrypniętym głosem. Merlin uśmiechnął się, a potem ziewnął szeroko i przymknął ciężkie powieki. Artur obserwował, jak chłopczyk walczy ze zmęczeniem i opadającą głową, ale ostatecznie uległ i zwinąwszy się w kłębek na łóżku, zasnął w sekundę. — Jak długo? — zapytał Artur Gajusa cichym szeptem, zraniony i zszokowany tym, że jego przyjaciel był czarodziejem i że mu o tym nie powiedział.
— Merlin urodził się z magią — westchnął ciężko starzec.
— Urodził się z magią? — Morgana była zdezorientowana. — Myślałam, że trzeba się jej uczyć.
— Merlin jest bardzo rzadkim przypadkiem. Niesłychanie rzadkim — wyjaśnił Gajus z małym uśmiechem dumy.
— Dlaczego mi nie powiedział? — warknął książę.
— Nie mógł tego zrobić. Pragnął i wiele razy prawie ci wyznał, ale nie chciał, żebyś musiał wybierać między nim a swoim ojcem — Artur zamyślił się. — Używał magii tylko, żeby cię chronić — kontynuował medyk. Książę spojrzał na śpiącego chłopczyka. — I wiele razy uratował ci życie.
Artur powrócił myślami w przeszłość i zrobił przegląd wszystkich dziwnych zdarzeń, odkąd pojawił się w jego życiu Merlin i wszystkich tych rzeczy, których on podobno dokonał, będąc nieprzytomnym.
— Och — wymsknęło mu się.
Morgana uśmiechnęła się.
— Arturze, wiem, że musisz się czuć zraniony, ale nie sądzę, żeby Merlin kiedykolwiek miał zamiar cię skrzywdzić.
— Wiem — zgodził się z nią cicho. Usiadł ciężko po drugiej stronie łóżka, obok chłopca, który wciąż leżał zwinięty w kłębek.
— Zajmę się poszukiwaniami dziś wieczorem — oznajmił im Gajus.
— Wrócimy rano — zadecydowała Morgana. Pogłaskała delikatnie włosy Merlina i wstała. Artur patrzył na pięciolatka jeszcze przez chwilę i również się podniósł.
— Dziękuję, panie. — Skinął głową Gajus i książę z Morganą wyszli.



o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o


Wczesnym rankiem, następnego dnia, Artur i Morgana szybko udali się do komnat Gajusa, żeby dowiedzieć się czy coś znalazł i zobaczyć, jak się miewa Merlin. Zapukali i weszli, szybko zamykając za sobą drzwi. Chłopczyk jadł chleb i powitał Artura szerokim uśmiechem z ustami pełnymi jedzenia. Gajus znalazł już dla niego jakieś dziecięce rzeczy.
— ARFUR! — krzyknął, a jedzenie wyleciało mu z ust, gdy spadł z ławy. Książę podśmiewał się, przyglądając, jak podnosi się i biegnie do niego. Mały czarodziej objął Artura za nogi i uśmiechnął się do niego, zadzierając głowę. — Wróciłeś! — krzyknął szczęśliwy.
— Naturalnie — powiedział mu zmieszany. Merlin chcąc już wrócić do swojego śniadania, spróbował wspiąć się z powrotem na ławę, ale był za niski. Artur zrobił krok naprzód i podniósł go. Chłopiec wyszczerzył się do niego w podzięce i kontynuował posiłek. Morgana usiadła obok Merlina, podczas gdy Artur rozmawiał z Gajusem. — Jak on się czuje? — zapytał medyka.
— Fizycznie w porządku. Psychicznie rozumuje na poziomie pięciolatka. Oczywiście wszystko pamięta — wyjaśnił księciu — tylko postępuje jak pięciolatek.
Artur spojrzał na malca, pokazującego Morganie niebieskie świetlne kule, które sam wyczarował. Jego oczy rozszerzyły się. Znał te kule światła. Były z nim w jaskini i poprowadziły go bezpiecznie do wyjścia.
— Są bardzo piękne — pochwaliła Morgana. Chłopczyk uśmiechnął się do niej szeroko.
— Jak potężny jest Merlin? — zapytał Artur cicho.
— Bardzo. — Gajus popatrzył na podopiecznego z odrobiną dumy.
— Nawet w tak młodym wieku?
— Trzeba by zapytać Hunith — odrzekł starzec — ale z tego, co wiem, to tak.
Obaj spojrzeli na Merlina, który dodał teraz do świetlnych kul latające butelki.
— Znalazłeś coś, Gajusie? — zapytała Morgana, podczas gdy chłopiec wrócił do jedzenia śniadania.
— Nie, jeszcze nie — westchnął, przejeżdżając ręką po twarzy. — A rano nie miałem czasu przejrzeć kolejnych ksiąg — odpowiedział, spoglądając na pięciolatka.
— Zajmę się dziś Merlinem — zaproponowała Morgana.
— Nie mógłbym cię o to prosić.
— Nonsens. Zrobimy to z rozkoszą — powiedziała, patrząc dosadnie na Artura.
— Ja nie mogę — zaprzeczył książę. — Muszę trenować rycerzy.
— Chcę się bawić z Arfurem. — Merlin wydął usteczka.
Młody Pendragon zaskoczony jego deklaracją, zmarszczył brwi, a Morgana uśmiechnęła się do niego z wyższością.
— Może po południu — powiedziała dziewczyna słodko. Malec naburmuszył się, ale kiwnął głową.
— Musimy być ostrożni — ostrzegł Gajus. — Nie możemy pozwolić, aby ktoś dowiedział się o magii Merlina.
— Hura, magia! — zakrzyknął chłopczyk i Morgana go uciszyła.
— W porządku. Zajmę się nim po południu — zgodził się książę i nie mógł się oprzeć, by nie odwzajemnić szerokiego uśmiechu pięciolatka.
— Dziękuję, panie — rzekł medyk głęboko wdzięczny, że Artur i Morgana zrobią to dla niego i chłopca.
— Więc ustalone — uśmiechnęła się dziewczyna.
— Merlinie — powiedział Gajus surowo i chłopczyk spojrzał szeroko otwartymi oczami na swojego wujka. — Masz nie używać magii. W ogóle. Zrozumiano?
— Żadnej magii — zgodził się.
— To bardzo ważne, Merlinie, żebyś nie czarował — kontynuował mężczyzna surowo. — Malec przytaknął, patrząc rezolutnie na opiekuna. — Bardzo dobrze — pochwalił go.
Morgana wstała i chłopczyk cały się rozjaśnił w uśmiechu.
— To może być zabawne — mruknął Artur, przyglądając się nieufnie uśmiechowi małego maga.

___________________________________

Powrót do góry Go down
http://snarry.hekko.pl/index.php
Binia
Skryba
Skryba
avatar

Female Wiek : 25
Skąd : Poznań
Liczba postów : 79
Rejestracja : 22/12/2014

PisanieTemat: Re: [Merlin BBC] [T] [NZ] Och, Merlinie [AP/M][6/?]   Sro Sty 28 2015, 20:00

Sam początek i już kwiczę, Merlin jest taki pocieszny XD a już w szczególności jak poprawia Artura co do wieku XD.
Kocham Merlina, rzucił książka w Artura XD co prawda fajniej by było jakby to była inna rzecz zamiast książki, ale i tak jest boski.
I jak każde dziecko nieświadomy, że zakaz używania magii nie powstał by zrobić mu na złość, tylko by go chronić. Tak bardzo zachowuje się jak dziecko, to jest słodkie <3 ale tylko czytając, opieka nad takim już by taka fajna nie była.

Weny, weny, weny i czasu do dalszego pisania i tłumaczenia.
Binia

___________________________________

lights will guide you home


Ostatnio zmieniony przez Binia dnia Czw Kwi 28 2016, 20:18, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
http://krbinia.tumblr.com
sandwich
Skryba
Skryba
avatar

Female Wiek : 72
Skąd : ze Snarry
Liczba postów : 47
Rejestracja : 23/01/2015

PisanieTemat: Re: [Merlin BBC] [T] [NZ] Och, Merlinie [AP/M][6/?]   Czw Sty 29 2015, 10:42

Rozdział 3: Pilnując Merlina

Artur, Morgana i Merlin zbliżając się do komnat Morgany, spotkali w korytarzu Ginewrę.
— Panie — ukłoniła się. — A to kto?
— Merlin — odpowiedział Artur. Chłopczyk uśmiechnął się i pomachał dziewczynie. Gwen zamarła ogłuszona tą nowiną i nie mogąc wydać z siebie głosu, bezdźwięcznie otwierała i zamykała usta. — Muszę już iść na trening. Zobaczymy się później — pożegnał się książę.
— Pa, Arfur — zawołał chłopiec radośnie.
Artur zachichotał i oddalił się.
Merlin odmówił ruszenia się z miejsca, dopóki książę nie zniknął mu z oczu na końcu korytarza. Potem Morgana zaprowadziła go do swoich komnat. Pięciolatek zobaczywszy jej wielkie łoże, podbiegł i wdrapał się na nie.
— On jest uroczy — szepnęła Gwen do Morgany.
— Wiem, jest słodki. — Morgana odszepnęła, patrząc na Merlina.
— Jak to się stało?
— Podczas wczorajszego polowania czarnoksiężnik zaatakował Artura i Merlin, odepchnąwszy go, wziął zaklęcie na siebie — wyjaśniła Morgana.
— Jejku, jaki on dzielny.
— Chcę się bawić! — zawołał Merlin z łóżka.
Morgana i Gwen uśmiechnęły się.
— A w co chcesz się bawić? — zapytała go Morgana.
Malec zamyślił się.
— W berka — odpowiedział, podskakując na łóżku. Gwen i Morgana spojrzały na siebie czujnym wzrokiem. Chłopiec ześliznął się z narzuty i szybko klepnął Morganę w nogę. — Berek! — krzyknął i rzucił się do drzwi, otworzył je czarami i wybiegł.
Gwen patrząc na to szeroko otwartymi oczami, szybko popędziła za nim.
Mały mag był już w dole korytarza i prawie poza zasięgiem wzroku. Dziewczyny biegły tak szybko jak mogły, ale ich suknie utrudniały pościg, plącząc się im wokół kostek. Merlin był bardzo szybki jak na pięciolatka. Nadal mogły go widzieć, ale był już daleko przed nimi i pędził jak strzała do wrót zamku, a potem w dół frontowych schodów. Pognały za nim, ale Merlin biegł już dziedzińcem, klucząc wśród mieszkańców.
— Merlinie, zatrzymaj się! — krzyczała Gwen.
— Wracaj! — wtórowała jej Morgana.
Merlin roześmiał się i przyśpieszył. Minęli bramę i chłopiec pobiegł na plac treningowy.

o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o

Artur rozejrzał się wokół, gdy usłyszał krzyki.
— Broń w dół — wydał rozkaz, kiedy zobaczył pędzącego przez plac Merlina. Rycerze szybko opuścili miecze. Chwilę później ujrzeli jak Gwen i Morgana wyłaniają się zza zakrętu i biegną sprintem za uciekinierem.
Chłopczyk obejrzał się za siebie, żeby zobaczyć czy opiekunki go doganiają, ale potknął się o własne stopy i rozłożył na ziemi z głośnym "oomph". Dziewczęta wstrzymały oddech, widząc buzię malucha zagrzebaną w trawie. Artur był bliżej i szybko podszedł do niego. Pochylił się nad Merlinem i podniósł go, oglądając dokładnie.
Mały czarodziej potrząsnął głową, patrząc lekko oszołomionym spojrzeniem na księcia. Morgana i Gwen w końcu dotarły do nich i przykucnęły.
— Merlinie, jesteś CAŁY? — zapytała Gwen ze zmartwionym wzrokiem.
— Tak — odpowiedział cicho chłopczyk, znów potrząsając głową.
— Coś ty mu zrobiła? — Artur syknął na Morganę, łagodnie odsuwając Merlina.
— Merlin chciał się bawić w berka — powiedziała w obronie.
Artur spojrzał na nią, ale nie skomentował.
— Arfur, pobawisz się ze mną? — zapytał pięciolatek z uśmiechem.
— Nie teraz — odpowiedział i Merlin naburmuszył się. — Po zakończeniu szkolenia — obiecał i chłopiec uśmiechnął się szeroko.
— Poczekamy — krzyknął, wziął obie dziewczyny za ręce i wyciągnął je poza plac.
Artur uśmiechnął się na to, jak słodki był Merlin i szybko wrócił do rycerzy.

o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o

Czekając na Artura, Merlin zagrał z dziewczynami w małego berka i turlał się po trawie. Książę w końcu skończył trening, uznając, że jest głodny i chce coś zjeść. Jego mianowany tymczasowo służący wziął od niego zbroję i miecz, i obserwował ze złością, jak książę podchodzi do Merlina, który na jego widok podskoczył z radości.
We czworo ruszyli w powrotną drogę do zamku na obiad.

Gwen i Morgana zostawiły Artura z Merlinem, obie z irytującymi uśmieszkami na twarzach. Książę popatrzył na nie gniewnie i skupił się na Merlinie paplającym z zawrotną prędkością.
Kiedy młodzieniec dotarł z chłopcem do swoich komnat był już tam Oliwier — jego aktualny sługa — który wyprostował się na jego wejście. Artur zauważył na jego twarzy grymas niezadowolenia, gdy spojrzał na małego czarodzieja, który nie był niczego świadomy.
— Przynieś dla mnie i Merlina obiad — wydał polecenie.
— Tak, panie. — Służący ukłonił się i rzucając okiem po raz ostatni na chłopca, szybko wyszedł.
Z ust pięciolatka wciąż wypływał potok słów.
— Merlinie, czy ty kiedykolwiek zamkniesz się choć na minutę? — jęknął Artur, opadając na krzesło.
— Uch, uhm. — Merlin wyszczerzył się radośnie z zawadiackim uśmiechem i podszedł do przyjaciela. Próbował wspiąć się na krzesło obok niego, ale nie mógł dosięgnąć siedziska. Książę zachichotał i Merlin zmarszczył brwi. Artur podniósł go jednym, szybkim ruchem i usiadł na swoim miejscu, zanim chłopiec zdążył mrugnąć.
— Dzięki. — Merlin znów pokazał ząbki.
Do komnaty wszedł Oliwier, niosąc tacę z posiłkiem. Postawił ją na stole i Merlin natychmiast dopadł do niej, wpychając jedzenie do buzi. Artur popatrzył na to z rozbawieniem, a sługa się skrzywił. Oliwier napełnił kielich księcia wodą i wrócił do polerowania zbroi.
— Zwolnij, Merlinie, albo się udławisz — ostrzegł go Artur, zaniepokojony tym, jak szybko chłopiec jadł.
— Nie udławię się — zaprzeczył Merlin, ale natychmiast zaczął się krztusić.
Książę zerwał się i klepnął go w plecy. Chłopiec wykaszlał trochę kiełbasy i ciężko dyszał, łapiąc oddech.
— Wszystko w porządku? — zapytał Artur przerażony, gdy łzy napłynęły do oczu Merlina.
— Oj — Merlin pociągnął nosem. Artur pomasował jego plecki i dał mu trochę wody. Merlin wdzięczny wziął łyk, podczas gdy książę nadal masował chłopca. Gdy zdał sobie sprawę, z tego, co robi, zarumienił się i szybko zabrał rękę.
— Teraz jedz wolniej — upomniał, obserwując go uważnie. Merlin zaczął powoli przeżuwać i Artur odetchnąwszy z ulgą, zajął się swoim posiłkiem.

o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o

— Arfur, możemy pobawić się w chowanego? — zapytał Merlin, kiedy służący posprzątał po obiedzie.
— Err... może później. Muszę przejrzeć raporty — powiedział. Merlin westchnął i wydął usta. Wtedy Artur wstał, bo coś mu nagle przyszło do głowy. Przyniósł dodatkowy kawałek pergaminu, pióro, atrament i położył to wszystko przed maluchem. — Może narysujesz obrazek? — zasugerował. Merlin uśmiechnął się promiennie, szybko złapał pióro i zacząć rysować.
Artur uśmiechnął się, usiadł przy stole i zaczął czytać raporty.
Służący krzątał się po komnacie, sprzątając ją. Merlin malując, zaczął mamrotać pod nosem coś po dziecinnemu do siebie i Oliwier spiorunował go wzrokiem.
— Panie, czy jest jeszcze coś, co chciałbyś, żebym zrobił? — zapytał.
— Skończyłeś już tutaj? — upewnił się Artur, spoglądając na sługę.
— Tak, panie.
Zmarszczył brwi. Tęsknił za starszym Merlinem, który rzuciłby w niego obelgą i spróbowałby wymigać się od obowiązków, a nie szukał ich więcej.
— Wysprzątaj moją stajnię, a potem wróć — rozkazał. Oliwier ukłonił się i wyszedł zamaszystym krokiem w arogancki sposób.
Książę ponownie zajął się raportami.
Minęło trochę czasu i Artur pomyślał, że zrobiło się jakoś cicho. Odwrócił się i uśmiechnął, gdy zobaczył, że Merlin osunął się na blat stołu; pióro spoczywało luźno w jego małej dłoni, a on sam twardo spał. Wstał i podszedł do chłopca. Spojrzał na obrazek i jego serce przyśpieszyło. Mały czarodziej namalował jego i siebie, trzymających się za ręce.
Artur łagodnie podniósł Merlina, przeniósł do łóżka i, położywszy, otulił kołdrą.

o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o

Oliwier wszedł do komnat i uśmiechnął się zadowolony z siebie, gdy zobaczył, że dzieciaka nie ma już w pokoju. Jednak po chwili zrzedła mu mina, gdy spostrzegł, że książę leżał na łóżku ze śpiącym chłopcem u swojego boku.
— Dobrze, że już jesteś. Zanieś to mojemu ojcu — powiedział Artur, wstając ostrożnie z łóżka i podając słudze kilka zwojów. — Gdyby mnie ktoś potrzebował, będę u Gajusa — dodał. Podniósł śpiącego Merlina i objął ramionami, usadawiając go na swoim biodrze. Niezwłocznie wyszedł z komnat, zostawiając w nich zagniewanego Oliwiera.

___________________________________

Powrót do góry Go down
http://snarry.hekko.pl/index.php
Binia
Skryba
Skryba
avatar

Female Wiek : 25
Skąd : Poznań
Liczba postów : 79
Rejestracja : 22/12/2014

PisanieTemat: Re: [Merlin BBC] [T] [NZ] Och, Merlinie [AP/M][6/?]   Pią Sty 30 2015, 01:02

Dlaczego one stwierdzają takie oczywistości, że Merlin jest uroczy? Jak mógłby nie być?
Szkoda, że postanowił się pobawić w berka a nie szukanego, tyyyyyle możliwości przepadło XD.
A jednak potem chciał, tylko niedobry Artur był zajety. Dziwi mnie, że nie złamał pióra, w końcu dziecko nie ma wyczucia nacisku i zwykle za dużo siły w to wklada, co nie zmienia faktu, ze i tak jest słodki.
Coś mi się wydaje, ze ten Oliwer jest zazdrosny i coś zrobi Merlinowi, a Artur mu tego nie wybaczy i srogo go ukarze.

Weny, weny, weny i czasu do dalszego pisania i tłumaczenia.
Binia

___________________________________

lights will guide you home


Ostatnio zmieniony przez Binia dnia Czw Kwi 28 2016, 20:19, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
http://krbinia.tumblr.com
sandwich
Skryba
Skryba
avatar

Female Wiek : 72
Skąd : ze Snarry
Liczba postów : 47
Rejestracja : 23/01/2015

PisanieTemat: Re: [Merlin BBC] [T] [NZ] Och, Merlinie [AP/M][6/?]   Nie Lut 01 2015, 22:56

Rozdział 4: Ucieczka

Artur zapukał do komnat Gajusa i wszedł. Staruszek zobaczywszy go z Merlinem na ręku, uśmiechnął się i wprowadził ich dalej. Artur łagodnie położył chłopca na łóżku jego opiekuna i podszedł do stanowiska pracy medyka, gdzie otwarte księgi leżały rozsiane po całym blacie.
— Udało ci się coś znaleźć? — zapytał.
— Jak do tej pory, nie. Robiłem dzisiaj obchód po moich pacjentach, ale zdążyłem przejrzeć sporo ksiąg. — Westchnął. — Jednak jeszcze wiele zostało. — Spojrzał na Merlina i uśmiechnął się. — Widzę, że miał wyczerpujący dzień.
— Spędził poranek pełen wrażeń — złośliwy uśmieszek zagościł na twarzy Artura — bawiąc się w berka z Morganą i Gwen.
— To się nie dziwię. — Starzec zachichotał.
Merlin przekręcił się i przeciągnął, głośno ziewając. Obudził się i usiadł, mrugając sennie. Uśmiechnął się do opiekuna i podszedł do niego. Ten przytulił malca i posadził na ławie. Merlin dotknął palcami leżący obok wolumin.
— Ładny — wymruczał, zerkając na Artura z zaczerwienionymi policzkami.
Gajus uśmiechnął się z wyższością i odwrócił wzrok, podczas gdy lekki rumieniec oblał twarz księcia.
— Mam kilka spraw do załatwienia — wymyślił naprędce.
— Oczywiście, panie — powiedział medyk.
— Przyjdę jutro — obiecał, skinął głową do chłopca, który odmachał mu radośnie, i szybko wyszedł.
Gajus potrząsnął głową. Są tacy ślepi, pomyślał i zachichotał pod nosem.

o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o

Merlin obudził się wcześnie, podekscytowany nowym dniem z Arturem. Gajus, wyrwany ze snu przez chłopca, przygotował mu śniadanie. Niedługo później malec ubrany już w swoje dziecięce rzeczy i najedzony, czekał niecierpliwie aż opiekun otworzy mu drzwi.
— Zanim wyjdziesz, pamiętaj, żadnych czarów — ostrzegł.
— Gajusie... — zajęczał maluch i mężczyzna zachichotał. Otworzył drzwi i patrzył jak oddala się korytarzem.

Merlin szedł swoją codzienną drogą do komnat Artura tak szybko, jak tylko jego krótkie nogi mogły go ponieść. Pokonał załom korytarza i nie był przygotowany spotkać kogoś za nim. Nie zdołał wyhamować i wpadł z impetem na drugą osobę. Podciął jej nogi i obaj runęli na kamienną podłogę. Człowiek ten niósł napełnioną jedzeniem tacę, która spadła na posadzkę z głośnym hukiem, a cały posiłek wylądował na nich.
Zapadła dzwoniąca w uszach cisza i przerażony Merlin podniósł wzrok; poczuł strach, otoczony tą głuchą ciszą. Zobaczył, że nowy służący Artura przeszywa go wzrokiem. Gdy Oliwier wstał i podszedł do niego, cofnął się w tył i wtulił plecami w kamienną ścianę. Skulił się, ponieważ sługa górował nad nim groźnie.

— Ty... — warknął Oliwier. Merlin jęknął. — ...ty głupi, żałosny dzieciaku, wszystko rujnujesz.

— Nie głupi — oburzył się pięciolatek, piorunując wzrokiem sługę.

— Wszystko, co robisz, obraca się w kłopoty. Nie okazujesz księciu szacunku, jesteś niezdyscyplinowany i całkowicie nieprzydatny — mówił Oliwier. Łzy napłynęły malcowi do oczu i pociągnął nosem. — Artur cię nie potrzebuje ani nie chce — dodał służący.

Merlin zaszlochał i zrywając się na nogi, pobiegł w dół korytarza. Oliwier uśmiechnął się zadowolony z siebie i zaczął uprzątać jedzenie, które upuścił. Wrócił do kuchni, naszykował nowe śniadanie i podążył do komnat księcia. Oczywiście dostał od niego burę za spóźnienie się i że musiał czekać na posiłek, ale Oliwier się tym nie przejął — było warto zapłacić tę cenę za pozbycie się Merlina.

o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o

Artur zjadł szybko i odesłał Oliwiera z długą listą obowiązków do wykonania.
Doszedł do komnat Gajusa i zapukał. Kiedy medyk otworzył drzwi, wyglądał na zdezorientowanego.
— Panie, wszystko w porządku? — zapytał. — Gdzie jest Merlin?
— To jest to, o co przyszedłem zapytać ciebie. — Artur ściągnął brwi. — Pomyślałem, że zabiorę go ze sobą, abyś mógł się zająć badaniami.
— Ale on już poszedł do ciebie — zdziwił się Gajus.
— Nie było go dzisiaj u mnie — zaprzeczył książę, coraz bardziej zaniepokojony.
— Jeśli nie ma go tutaj i nie ma go z tobą, to gdzie jest? — zmartwił się Gajus.
— Nie trap się, znajdę go — obiecał książę i szybko wyszedł.
Podążył prosto do komnat Morgany; może Merlin poszedł najpierw do niej. Zapukał głośno do drzwi i po chwili ujrzał ją niebywale zaskoczoną.
— Arturze, co się stało? — zapytała, zauważając zmartwienie na jego twarzy.
— Merlin jest z tobą?
— Nie, nie widziałam go od wczoraj — odpowiedziała. — Co się stało?
— Gajus powiedział, że poszedł do moich komnat wczesnym rankiem, ale nie dotarł tam — wyjaśnił. Morgana zagryzła wargę.
— Może chciał cię zaskoczyć i ukrył się pod twoim łóżkiem, albo coś? — zasugerowała.
Kiwnął głową.
— Pójdę sprawdzić — Ruszył pędem do siebie. Morgana pośpieszyła za nim.
Kiedy pchnął gwałtownie drzwi, które otworzyły się z hukiem, Oliwier spojrzał na niego niepewnie.
— Panie? — zapytał.
Artur zignorował go i klęknąwszy na podłodze, zajrzał pod łóżko, podczas gdy Morgana sprawdzała w szafkach. Książę podniósł się z westchnieniem, zawiedziony.
— Nic.
— Sprawdźmy w domu Gwen — podsunęła Morgana i wyszli pośpiesznie, nie zauważając zadowolonego z siebie uśmiechu służącego.
Minęli miasto i podeszli szybko pod dom Gwen. Artur zapukał natarczywie do drzwi i po chwili ujrzeli bardzo zaskoczoną dziewczynę.
— Panie, co mogę dla ciebie zrobić?
— Czy widziałaś Merlina? — zapytała Morgana.
— Nie, nie od wczoraj.
Morgana znów przygryzła wargi.
— Zaginął. Gajus nie widział go od samego rana — wyjaśnił Artur i Gwen sapnęła przerażona.
— Pomogę wam szukać — zdecydowała i zamknąwszy szybko drzwi, podążyła za nimi do zamku. — Mogę sprawdzić kwatery służących i pralnię — zaproponowała służka, gdy weszli do środka gmachu.
— A ja rozejrzę się wokół zamku — dodała Morgana .
— Poszukam poza murami miasta, może poszedł do lasu — snuł domysły Artur. Kiwnęli głowami i szybko rozeszli się w różnych kierunkach.
Morgana sprawdziła zamek, ale nie znalazła śladu małego czarodzieja. Właśnie miała sprawdzić salę tronową, gdy wpadła na Gwen.
— Znalazłaś go? — zapytała służki z pełnymi nadziei oczami.
— Nie — wydyszała Gwen. — A ty?
— Też nie. Właśnie miałam iść do sali tronowej — poinformowała i Gwen dołączyła do niej.

o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o

Artur miał więcej szczęścia. Właśnie skończył sprawdzać miasto i szedł na plac treningowy, gdy znalazł Merlina. Siadał pod kamiennym murem z kolanami pociągniętymi do klatki piersiowej. Książę wydał z siebie westchnienie ulgi i szybko podbiegł do chłopca.
Merlin popatrzył na Artura, gdy ten się zbliżył. Księciu ścisnęło się serce, kiedy zobaczył jego zapłakaną twarz. Malec zaszlochał i Artur przykucnął przed nim.
— Merlinie, bogu dzięki, jesteś. Coś cię boli? — zapytał w pośpiechu. Chłopczyk potrząsnął głową i ponownie załkał. — Merlinie, co się stało? Dlaczego siedzisz tutaj i płaczesz? — dopytywał zadziwiająco łagodnym głosem. I wtedy malec powiedział mu, co się wydarzyło, szybko wyrzucając z siebie słowa i łkając rozpaczliwie, książę jednak nie zrozumiał ani słowa z jego opowieści. — Merlinie, uspokój się i powiedz to jeszcze raz — poprosił.
Maluch wziął głęboki, drżący oddech.
— Zamierzałem cię obudzić i wpadłem na twojego tymczasowego służącego, i wylałem twoje śniadanie — pociągnął noskiem. — I on mi powiedział, że jestem głupi.
Artur warknął.
— I co jeszcze?
— Powiedział, że mnie nie potrzebujesz, ani nie chcesz. — Merlin zaczął głośno płakać. Serce Artura zamarło i zacisnął zęby w gniewie.
— Och, Merlinie — powiedział, przyciągając go do siebie i obejmując mocno. Pięciolatek zmagał się z nim przez chwilę, ale w końcu uległ i uchwycił się jego tuniki. — Wiesz, że to nieprawda — rzekł książę w ucho chłopca.
— Naprawdę? — wymamrotał malec.
— Jesteś moim najlepszym przyjacielem, Merlinie — powiedział cicho.
Chłopiec cofnął się.
— Ty moim też! — wykrzyknął.
Artur uśmiechnął się szczerze uradowany.
— Gajus, nie mówiąc o Morganie i Gwen, bardzo się o ciebie martwi — rzekł cicho.
— Przepraszam — szepnął chłopczyk.
— Już dobrze. Tylko nie uciekaj ponownie. — Merlin kiwnął głową, po czym bardzo szybko pochylił się do przodu i cmoknął Artura w policzek. Kiedy się cofnął, obaj się zarumienili. — Chodź, odprowadzę cię. — Artur zakasłał i ruszyli razem do zamku.
Po drodze wpadli na Morganę i Gwen, która szybko porwała Merlina w objęcia.
— Jesteś cały! — krzyknęły radośnie.
— Zabierzcie go do Gajusa — zarządził Artur.
— A ty gdzie się wybierasz? — zaciekawiła się Morgana.
— Muszę coś wyjaśnić — rzucił w odpowiedzi i szybko odszedł. Znalazł go w swoich komnatach. Oliwier wstał, wyglądając na zdezorientowanego, kiedy książę złapał go za przód tuniki i pchnął na ścianę. — Słuchaj mnie uważnie. Jeśli kiedykolwiek znów zbliżysz się do Merlina, powieszę cię za kciuki w lochach na miesiąc — warknął.
— Panie... — wyjąkał służący.
— Zamknij się. Rozumiesz, co powiedziałem? — Artur znów warknął. Oliwier kiwnął głową. — A teraz zejdź mi z oczu. Zwalniam cię — rzucił i chłopak czmychnął z komnaty.
Artur musiał się uspokoić, zanim poszedł do Gajusa. Ucieszył się widząc, że Merlin się śmieje i sam się uśmiechnął. Oczy malca były wciąż nieco czerwone od płaczu, ale wiedział, że niedługo wrócą do normy. Spuścił wzrok na swoją rękę i podskoczył, gdy zobaczył pojawiające się w dłoniach niebieskie światło. Popatrzył na Merlina, którego oczy przygasały ze złota do niebieskiego, a na twarzy widniał uśmiech od ucha do ucha.

___________________________________

Powrót do góry Go down
http://snarry.hekko.pl/index.php
Binia
Skryba
Skryba
avatar

Female Wiek : 25
Skąd : Poznań
Liczba postów : 79
Rejestracja : 22/12/2014

PisanieTemat: Re: [Merlin BBC] [T] [NZ] Och, Merlinie [AP/M][6/?]   Czw Kwi 28 2016, 20:19

Biedny Merlin, nic tylko ukatrupić tego Oliwera za takie słowa, do jakiegokolwiek dziecka.
Dobrze, że Merlin trzymał się terenów zamkowych a nie poszedł do lasu czy smoka, bo wtedy to by go tak szybko nie znaleźli,a tak wszystko sie dobrze skończyło.

Czekam z niecierpliwością na dalsze części.

Weny, weny, weny i czasu do dalszego pisania i tłumaczenia.
Binia

___________________________________

lights will guide you home
Powrót do góry Go down
http://krbinia.tumblr.com
sandwich
Skryba
Skryba
avatar

Female Wiek : 72
Skąd : ze Snarry
Liczba postów : 47
Rejestracja : 23/01/2015

PisanieTemat: Re: [Merlin BBC] [T] [NZ] Och, Merlinie [AP/M][6/?]   Pon Maj 02 2016, 23:28

Rozdział 5: Nocne obawy

Merlin już od trzech dni był pięciolatkiem, a teraz zbliżała się czwarta doba. Gajus nie znalazł niczego w swoich książkach, co mogłoby odczarować jego podopiecznego. Popatrzył zmartwiony na chłopca siedzącego przy ich stole i jedzącego kolację, którą mu ugotował. Usiadł naprzeciw malca i przyglądał mu się uważnie.
Mały mag właśnie używał czarów. Mężczyzna nie był pewien, czy chłopiec zdawał sobie sprawę, z tego, co robi.
— Merlinie? — zapytał.
— Tak? — Malec spojrzał na niego.
— Czy robisz to celowo? — Gajus wskazał na pęcherzyki, jakie chłopiec robił w pucharze. Merlin spojrzał na kielich i zmarszczył brwi.
— Nie — odpowiedział. — Jestem w tarapatach?
— Oczywiście, że nie. — Mężczyzna uśmiechnął się i Merlin spojrzał na niego z ulgą.
Starzec położył chłopca do łóżka — przykrywając go, całując w głowę i ukrywając przed nim westchnienie. Merlin nie może tu zostać. Potrzebował informacji od Hunith, która wie, jak potężny był jej syn w tym wieku. Muszą się udać do Ealdor.
Gajus ubrał koszulę nocną i położył się spać. Rankiem porozmawia z królem.

o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o

Medyka obudził Merlin, który wspiął się na jego łóżko z szerokim uśmiechem.
— Dobry — powiedział radośnie chłopiec. Gajus uśmiechnął się do niego i wstał. Zrobił śniadanie dla siebie i malucha, i usiedli przy stole.
— Merlinie. Co ty na to, byśmy wybrali się na wycieczkę?
— A gdzie? — zapytał, przekrzywiając głowę na jedną strony.
— Do Ealdor — odpowiedział mężczyzna. Twarz Merlina rozjaśniła się.
— Jadę zobaczyć się z mamą?
— Tak — Gajus uśmiechnął się. Merlin pisnął, podskoczył i uściskał opiekuna.
— To kiedy wyruszamy? — zapytał z oczami pełnymi radosnego podniecenia.
— Przy odrobinie szczęścia, dziś — oznajmił medyk. Merlin popędził do swojego pokoju, a Gajus chichocząc, stanął w progu jego komnaty i obserwował, jak chłopiec zbierał rzeczy porozrzucane po podłodze. Westchnął. Nagle usłyszał pukanie i podszedł do drzwi, by je otworzyć. Uśmiechnął się, gdy zobaczył wychowankę króla.
— Dzień dobry, Gajusie — przywitała się radośnie.
— Morgano, jak się dziś miewasz? — zapytał uprzejmie.
— Bardzo dobrze. Zamierzałam zaproponować ci opiekę nad Merlinem — oznajmiła.
— To bardzo dobrze się składa — zaczął mężczyzna. — Ponieważ muszę porozmawiać z Utherem o podróży.
— Podróży? — Morgana była zdezorientowana.
— Tutaj nie jest bezpieczne dla Merlina. Czarował i nawet nie zdawał sobie z tego sprawy — westchnął medyk. — Muszę porozmawiać z Hunith, jego matką.
— Oczywiście — zgodziła się dziewczyna.
— Morgana! — krzyknął chłopczyk, wybiegając ze swojego pokoju.
— Merlinie, Morgana popilnuje cię przez chwilę, podczas gdy ja udam się porozmawiać z Utherem — oznajmił Gajus. Mały mag wyraźnie zadrżał przy imieniu króla, ale skinął głową w akceptacji.

o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o

Starzec przebył całą długość sali tronowej i zatrzymał się przed Utherem i Arturem.
— Gajusie, znalazłeś sposób, aby odwrócić rzucone zaklęcie? — zapytał król, a książę spojrzał na niego czujnie.
— Jeszcze nie, panie. Jednak mam przyjaciela w pobliskiej wsi, który może być w stanie mi pomóc. Mam zamiar wyjechać dzisiaj jak najszybciej — skłamał medyk.
— Naturalnie — powiedział Uther. — Dam ci kilku rycerzy do pomocy.
— Mógłbym towarzyszyć Gajusowi — rzucił mimochodem Artur. Uther spojrzał na syna. — To dałoby mi sposobność patrolu okolicznych wsi w naszym królestwie. Zamierzałem sprawdzić je parę dni później, ale mogę jechać teraz — dodał.
Uther milczał chwilę.
— Bardzo dobrze. Artur ci pomoże, Gajusie — zadecydował król.
Medyk skłonił się i obaj mężczyźni wyszli.
— Spotkamy się przy stajniach, kiedy będziesz już gotowy — powiedział książę i odszedł przyszykować się do drogi.
Gajus wrócił do swoich komnat i zaczął pakować zarówno siebie jak i Merlina. Wziął dość rzeczy na kilka dni. Morgana była cudowna — zabawiała Merlina, podczas gdy on szykował ich do wyjazdu. Kiedy skończył, dziewczyna zeszła z nimi na dół do stajni, gdzie cierpliwie czekał Artur. Książę pomógł medykowi załadowywać pakunki na konie.
— Merlinie, będziesz jechał ze mną — powiedział, otrzymując szeroki uśmiech chłopca.
— Do zobaczenia, Merlinie. Bezpiecznej podróży — powiedziała Morgana, przytulając go. Malec uściskał ją uśmiechając się do niej. Po pożegnaniu Artur wsadził chłopca na siodło, a potem sam usadowił się za nim. Gajus wsiadł na swojego konia i ruszyli w drogę. Książę upewnił się jeszcze, czy mały mag dobrze się trzyma lejców i otoczył go ramieniem w pasie, żeby nie spadł.

o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o

Jechali w milczeniu do czasu aż Merlin się znudził i zaczął nucić. Potem zaczął też czarować, zmieniając kolor apaszki co rusz na inne barwy, a Artur obserwował go zafascynowany. Jechali dalej, zatrzymując się od czasu do czasu za potrzebą i kontynuowali podróż aż do zachodu słońca. Zorganizowali postój na polanie, gdzie przywiązali konie do drzew i przynieśli im wodę. Merlin podążył za Arturem, gdy ten poszedł zebrać drewno na opał i Gajus obserwował z uśmiechem, jak wracają razem — książę niosący duży stos drewien, a Merlin jakieś małe patyczki.
Artur próbował bezskutecznie rozpalić ogień. Chłopiec widząc to, uśmiechnął się, a jego oczy zalśniły złotem i płomienie strzeliły do góry.
— Dziękuję — rzekł Artur i Merlin wyszczerzył się do niego w odpowiedzi. Książę zaczynał czuć się coraz bardziej komfortowo z czarami małego maga. Gajus ugotował kolację i zjedli ją łapczywie, a po skończeniu posiłku, rozłożyli zwinięte posłania i położyli się. — Będę czuwał — zadecydował Artur, chwytając za miecz.
— Dziękuję, panie — powiedział Gajus.
Książę kiwnął głową i obserwował Merlina jak zwija się w kłębek pod kocem. Obaj, Gajus i Merlin, szybko zasnęli. Artur dorzucił do ognia i usiadł blisko niego, aby utrzymać ciepło. Po kilku minutach usłyszał trzask suchej gałązki i podniósł wzrok. Odwrócił się i zobaczył podchodzącego do niego bardzo zaspanego Merlina.
— Dlaczego nie śpisz? — zapytał chłopca, kiedy ten usiadł obok niego na tym samym polanie.
— Usłyszałem hałas — Merlin powiedział cicho. Artur po wewnętrznej debacie, w końcu otoczył ramieniem wątłe plecy malca i przyciągnął go bliżej siebie. — Boję się — przyznał chłopiec cicho.
— Będąc ze mną nie masz się czym martwić.— Artur uśmiechnął się. — Przecież jestem księciem Camelotu.
— Jesteś dureń — Malec ziewnął. Artur zaśmiał się. Ucieszył się, że niektóre rzeczy w Merlinie się nie zmieniły.
— Idź spać, Merlinie — powiedział cicho. Chłopiec ziewnął i wtulił się mocno w przyjaciela, szukając ciepła.
Niezauważony przez obu Gajus patrzył na nich z uśmiechem na twarzy.

o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o o

Wyruszyli z samego rana, chcąc jak najszybciej dotrzeć do Ealdor. Przybyli na miejsce około południa. Merlin znów jechał z Arturem i ciągle poganiał konia do szybszego kroku. Zaczął się wiercić w radosnym podnieceniu, kiedy ich oczom ukazało się Ealdor. Śmiał się i klaskał rączkami, że w rezultacie niemal spadł z konia. Szczęściem Artur miał szybki refleks i złapał go za pasek, zanim mógł się zsunąć.

Pogalopowali do wsi, zwracając tym uwagę mieszkańców. Gdy dotarli do domu Hunith, Merlin tak niecierpliwie zepchnął Artura z konia, że temu ledwo udało się ustać na nogach. Ściągał właśnie chłopca na ziemię, gdy Hunith otworzyła drzwi. Jej oczy rozszerzyły się z zaskoczenia, kiedy ich zobaczyła i podbiegła do nich.
— Gajus! — krzyknęła i przyciągnęła go do uścisku.
— Hunith, minęło tyle lat. — Gajus uśmiechnął się i przytulił ją mocno.
— W rzeczy samej. — Spojrzała na Artura i skłoniła się przed nim. — Panie.
— Hunith — ukłonił się. — Miło cię znów widzieć — uśmiechnął się.
— Co cię tu sprowadza? Z Merlinem wszystko w porządku? — kobieta zapytała pośpiesznie.
— Cóż... — Artur zaczął odpowiadać, ale Merlin mu przerwał.
— MAMO! — krzyknął i pobiegł do niej. Hunith sapnęła, a chłopiec rzucił się w jej ramiona.
— Merlin! — zaskoczona przytuliła go mocno. — Co się stało? — wysapała.
— Merlin uratował mi życie, ochraniając mnie przed czarnoksiężnikiem — wyjaśnił Artur.
— Och, mój chłopiec. — Kobieta westchnęła łagodnie i przytuliła synka mocniej.
— Hunith, potrzebujemy twojej pomocy — wtrącił Gajus i przyjaciółka spojrzała na niego.
— W czym?
— W odczarowaniu Merlina — książę udzielił odpowiedzi.
Kobieta kiwnęła głową.
— Wejdźcie do środka — poprosiła i zaprowadziła ich do domu.


Rozdział 6: Moc Merlina

— Nie bardzo wiem, w czym mogę wam pomóc — westchnęła Hunith, kiedy już podała wszystkim coś do picia. Merlin wypił swój napój za jednym zamachem, czym rozśmieszył mamę. — Powiedzcie mi, co się dokładnie stało — poprosiła i usłyszała historię o tym, jak wybrali się na polowanie i niespodziewanie pojawił się czarnoksiężnik z zamiarem zaatakowania Artura, ale Merlin dzielnie go odepchnął i wziął zaklęcie na siebie.
— Jednak nie rozumiem, dlaczego chciał zamienić mnie w dziecko — powiedział książę, patrząc na Gajusa.
— Byłbyś o wiele bardziej bezbronny — wyjaśnił starzec. — I byłoby o wiele łatwiej cię pokonać, bo byłbyś za mały, żeby się obronić.
— To ma sens — zgodził się Artur, obserwując chłopca bawiącego się konikiem wyrzeźbionym z drewna.
— A czego oczekujecie ode mnie? — zapytała kobieta. — Nie sądzę, żebym potrafiła pomóc.
— Mam kilka pytań o Merlina — zaczął Gajus. Chłopczyk podniósł wzrok, słysząc swoje imię. Hunith przechyliła głowę na bok, uważnie słuchając. — Jak właściwie potężny jest Merlin? — zapytał medyk.
— Nie jestem pewna — odpowiedziała powoli. — Przesuwał przedmioty, zanim nauczył się mówić.
— Jakiego rodzaju magii używał? — dociekał Gajus. Artur słuchał z przejęciem, chętny dowiedzieć się jak najwięcej o przeszłości przyjaciela.
— Cóż, raz sprawił, że zakwitły kwiaty — odrzekła Hunith, sięgając pamięcią wstecz. — Zagotowywał wodę, sprzątał swój pokój czarami, a nie ręcznie. — Spojrzała na synka. — A raz mnie wyleczył — przypomniało się jej.
— Wyleczył cię? Ile miał wtedy lat? — Gajus był zaskoczony.
— Sądzę, że jakieś dwa latka — odpowiedziała.
— Czy to dobrze? — zapytał Artur.
— To jest niezwykłe. Leczenie ran wymaga znacznej ilości magii — powiedział medyk z podziwem. Merlin uśmiechnął się do nich.
— Może mu to jakoś pomóc? — zapytała Hunith.
— Na metamorfozę ciała potrzeba było sporo magii. Zaklęcie mogło zadziałać dużo gorzej, ale dzięki potędze Merlina tak się nie stało.
— Jak to gorzej? — zdziwił się Artur.
— Mógł stracić wszystkie wspomnienia i zatrzymać jedynie te, które miał przed ukończeniem pięciu lat.
— To rzeczywiście źle — zgodził się książę.
— A ty nie wiesz, jak go odczarować? — zapytała z niepokojem Hunith, patrząc na swojego przyjaciela.
— Niczego nie mogłem znaleźć. Jednak sądzę, że na powrót do dawnej postaci będzie potrzebował dużej ilości mocy.
Wszyscy siedzieli w milczeniu. Kobieta spojrzała zmartwiona na synka, Artur zacisnął dłonie w gniewie, a Gajus wyglądał starzej niż zazwyczaj.
— Dlaczego by nie zapytać smoka? — zaproponował Merlin, podnosząc na nich wzrok znad drewnianej zabawki. Odwrócili się i wpatrzyli w chłopca.
— Słucham? — zapytała Hunith.
— Smoka, który jest pod zamkiem — wyjaśnił mały mag.
— Oczywiście — westchnął Gajus.
— Chcecie poprosić smoka o pomoc? — zapytał słabym głosem Artur.
— Smok jest bardzo potężny magicznie i jego korzenie są w starej religii — poinformował ich medyk, spoglądając na uśmiechającego się do niego Merlina.
— A nie zasugerowałeś tego w Camelocie, ponieważ? — wycedził Artur, którego myśli nadal krążyły wokół smoka i proszenia go o pomoc.
— Nie pytałeś. — Maluch wzruszył ramionami i poszerzył uśmiech.
Artur przewrócił oczami, a Hunith uśmiechnęła się do obu chłopców.
— Musielibyśmy się wśliznąć do podziemi, by z nim porozmawiać. Uther nigdy na to nie pozwoli — rzekł Gajus.
— Poza tym wejścia strzegą wartownicy — dodał Artur, przypominając sobie.
— Nie jest tak trudno ich ominąć — zachichotał brzdąc, nadal bawiąc się konikiem.
— Merlinie! Chyba nie przemykałeś się obok strażników? — sapnęła Hunith.
— Nieee — skłamał malec.
— Mógłbyś wpaść w nie lada kłopoty, jeśli by cię złapali.
— Przepraszam, mamo — powiedział cicho, na co kobieta westchnęła i pokręciła głową.
— Schodziłeś do podziemi, żeby zobaczyć się ze smokiem? — dopytywał Artur zszokowany.
— Tak, on jest tym, który mi powiedział o naszym przeznaczeniu — odpowiedział mu z uśmiechem.
— Naszym przeznaczeniu? — zapytał książę podejrzliwie.
— Tak. O tym, jak staniesz się najwspanialszym królem, który stworzy Albion, a ja ci w tym pomogę, chroniąc cię cały czas — wyjaśnił Merlin z szerokim uśmiechem.
Artur siedział oszołomiony. Jego przeznaczenie. Zapewne Merlin by to robił. Wpatrywał się w młodego czarodzieja. Hunith i Gajus popatrzyli na księcia zmartwionym wzrokiem, myśląc, że może Merlin powiedział zbyt dużo, informując go o tych rzeczach.
— Najwspanialszy Król... — wymamrotał Artur słabo. — W porządku, ale to DOBRZE, że mi w tym pomożesz.
Merlin uśmiechnął się i wstał, żeby uściskać przyjaciela.
— I bez tego wszyscy wiemy, że będziesz dobrym królem.
— Merlin ma rację. Będziesz wspaniałym, miłym, troskliwym królem — powiedziała Hunith.
Artur zarumienił się lekko.
— Widzimy to już teraz — dodał Gajus ciepło.
— Dziękuję — powiedział książę szczerze.
Hunith i Gajus uśmiechnęli się do niego, a Merlin wyszczerzył szeroko.
— Przepraszam Was, ale już czas zacząć przygotowywać kolację — oznajmiła Hunith.
— Pozwól, że ci pomogę — zaoferował Artur ,wstając.
— Nie trzeba, panie. Mieliście długą podróż, odpocznij — rzekła kobieta. Merlin podskoczył i podążył za mamą dookoła izby. Użył magii do rozpalenia ognia na palenisku i zagotowania wody, jednak kobieta odsunęła synka od tych gorących rzeczy i chłopiec z zapałem zaczął pokazywać Arturowi więcej swoich czarów.
Książę zauważył, że Merlin zdawał się zachowywać coraz bardziej jak pięciolatek. Ściszonym głosem zapytał o to Gajusa, podczas gdy chłopczyk usiłował wyczyścić jego buty. Medyk odpowiedział mu, że im dłużej Merlin był pięciolatkiem tym bardziej się w niego zmieniał. To bardzo zmartwiło Artura — chciał, by jego przyjaciel wrócił do starszego siebie.

Hunith podała na kolację kurczaka. Artur jadał lepszego, ale przecież jej tego nie powie, tym bardziej, że kobieta zrobiła go specjalnie dla niego. Merlin usiadł ochoczo obok niego i książę zachichotał, ponieważ malec ledwie mógł usiedzieć spokojnie i ciągle szukał pretekstu, aby go dotknąć. Hunith uśmiechała się z miłością do synka i rzucała Arturowi ukradkowe spojrzenia. Żenowały go one, bo był pewny, że coś sugerowała, jednak nie mógł rozgryźć, co.
Potem chłopiec umył naczynia czarami, a jego oczy jaśniały złotem.
— Ty i Merlin możecie nocować w jego pokoju — powiedziała kobieta, prowadząc Artura do pomieszczenia w którym już wcześniej raz się zatrzymał.
— Dziękuję, Hunith — powiedział książę serdecznie.
— To ja dziękuję, Arturze. Za wszystko. Za opiekę nad Merlinem i za zaakceptowanie go — rzekła, ściskając czule jego ramię.
Książe uśmiechnął się, speszony.
— Merlin potrafi być urwisem — zachichotał. Hunith zawtórowała mu głośno.
— Był gorszy, gdy miał dwa latka — zaśmiała się, wspominając. — Dobranoc.
— Dobranoc — odpowiedział jej książę.
— Branoc, Merlinie — dodała jeszcze, całując synka. Merlin uśmiechnął się i przytulił mamę mocno.
— Branoc! Kocham cię.
Hunith uśmiechnęła się czule i zniknęła za drzwiami.
Artur poczuł małe ukłucie zazdrości. On nigdy mógł powiedzieć matce, że ją kocha i poczuć jej pocałunku. Położył się na ziemi, owijając kocem.
Merlin spojrzał na łóżko i zmarszczył brwi. Podniósł szybko swój siennik i pociągnął go, potykając się, do Artura, aby mogli być obok siebie. Książę patrzył na to z rozbawieniem. Merlin rozłożył materac, przyniósł koc i położył się blisko Artura. Uśmiechnął się do niego szeroko i szybko niczym błyskawica uniósł się i pocałował go w policzek. Po czym rumieniąc się jak dojrzałe jabłuszko, przytulił się do przyjaciela.
Artur również się zaczerwienił i przesunął tak, aby Merlina mógł się wygodnie ułożyć przy jego boku.
— Branoc, Arfur — mruknął mały mag sennie.
— Branoc, Merlinie — odpowiedział mu cicho i słuchał, jak oddech chłopca staje się coraz głębszy. Obserwował przez chwilę pogrążonego we śnie malucha. Choć jego sługa był teraz pięciolatkiem, wciąż patrzył na niego tak samo. I Artur uświadomił sobie, jakim był szczęśliwcem mając takiego zdumiewającego przyjaciela, który dla niego narażał własne życie. Książę poczuł, że opadają mu powieki i zapadł w głęboki sen.

Przed udaniem się na spoczynek Hunith zajrzała do pokoju chłopców i uśmiechnęła się, widząc ich przytulonych do siebie. Oni naprawdę byli dwiema stronami medalu.

___________________________________

Powrót do góry Go down
http://snarry.hekko.pl/index.php
Sponsored content




PisanieTemat: Re: [Merlin BBC] [T] [NZ] Och, Merlinie [AP/M][6/?]   

Powrót do góry Go down
 
[Merlin BBC] [T] [NZ] Och, Merlinie [AP/M][6/?]
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
~.Imaginarium.~ :: FANFICTION :: Serial & Film & Adaptacje :: Slash :: +12-
Skocz do: