IndeksRejestracjaSzukajFAQZaloguj

Share | 
 

 [HP][M] Skrzypce

Go down 
AutorWiadomość
Wirka.
Admin
Admin
avatar

Female Wiek : 27
Liczba postów : 898
Rejestracja : 21/12/2014

PisanieTemat: [HP][M] Skrzypce   Pon Lut 23 2015, 00:09

Fandom Harry Potter
Autor Wirka
Beta Nevermind
Pairing: brak
Gatunek: angst/drama
Ostrzeżenia: Nekanoniczne ukazanie postaci; jeden z pierwszych moich tekstów, pisany w 2008 roku
N/A*: Zainspirowane filmem Jane Campion - „Fortepian”.



Skrzypce



Początkowo nikt nie zauważał tej zmiany. Znajomi Harry’ego nie odnaleźli go w pociągu, a podczas uczty ich przyjaciel usiadł na drugim końcu stołu, rzucając im jedynie powitalny uśmiech. Kiedy wieczorem Harry uciekł przed Hermioną i Ronem, bardzo wcześnie kładąc się spać, pomyśleli, że miał po prostu zły dzień.
Następnego dnia nie pojawił się na śniadaniu. Na pierwszych lekcjach nawet na nich nie patrzył, jedynie notował niemal każde wypowiadane przez nauczyciela słowo. Hermiona załamywała ręce, a Ron zastanawiał się, czy Harry przypadkiem nie obraził się na nich dwoje. Szybko jednak zauważyli, że ich przyjaciel w taki sam sposób traktuje wszystkich wokół siebie. Sprawiał wrażenie, jakby spacerował po dnie morza, wsłuchując się w zupełny brak dźwięków głęboko pod wodą.

Gdy Harry zupełnie ignorował pytania nauczycieli, zaczął zarabiać pierwsze szlabany, na które stawiał się punktualnie, idealnie wykonując wszystkie polecenia. Żaden z profesorów nie mógł zrozumieć, co się dzieje z tym młodym człowiekiem. Jego zachowanie zaczęło być obiektem plotek i niemiłych uwag, przyczyną prowokacji ze strony Ślizgonów i niespokojnych spojrzeń pozostałych uczniów.
Najbardziej poirytowany był Severus Snape, który nie mógł znieść ignorancji i, jak sądził, bezczelności ucznia. Pierwszy raz obdarował Harry’ego szlabanem i karnymi punktami. Za drugim razem, gdy chłopak nie odpowiedział na żadne z jego pytań, co więcej, nawet nie raczył na niego spojrzeć, wyrzucił go z klasy i zaprowadził do dyrektora. Ten jednak zupełnie nic nie wskórał, bowiem Potter nie reagował na jego zmartwione pytania.

Po długiej naradzie nauczycielskiej, w większej części wypełnionej zażartą kłótnią Minerwy z Severusem, Dumbledore postanowił dać Harry’emu trochę czasu. Kiedy jednak minęły kolejne dwa tygodnie, a chłopak, mimo iż znacznie poprawił się w nauce i wypełniał powierzone mu obowiązki, nie odezwał się ani słowem, zmuszono go do przejścia standardowych badań w szpitalu św. Munga.

Medycy potwierdzili brak substancji odurzających w organizmie Harry’ego i pełną sprawność umysłową. Jego organizm nie był też w żaden sposób wyniszczony. Poddano go wszelkim możliwym badaniom i nie wykryto najmniejszych nieprawidłowości. Chłopak mógł mówić, a mimo to nie wydawał z siebie żadnego dźwięku. Nie pomagały prośby, rozkazy, złość. Harry patrzył gdzieś daleko, poza otaczający go świat i nie porozumiewał się z nikim. Medycy podejrzewali, że zamknął się w głębinach swojego umysłu, być może świadomie, może na skutek szoku wywołanego wydarzeniami ostatnich miesięcy i tym, co chłopak wówczas zobaczył.

Po miesiącu zrezygnowano z prób nakłonienia Harry’ego do mówienia. Chłopak zaskakująco szybko uczył się magii niewerbalnej, w krótkim czasie wyprzedzając w wynikach wszystkich rówieśników, poza Hermioną.
To właśnie ona była pierwszą i, jak się wkrótce okazało, jedyną osobą, której udało się wywołać u Harry’ego reakcję. Gdy pewnego wieczoru usiadła obok niego na łóżku i zupełnie się rozkleiła, chłopak chwycił jej dłoń i pogłaskał ją uspokajająco. Nadal jednak nie odpowiadał na zadawane mu pytania.

Milczenie Harry’ego wkrótce stało się normalnym, w pełni akceptowanym zjawiskiem. Na polecenie dyrektora wszyscy nauczyciele przestali wyrywać Harry’ego do odpowiedzi, w zamian za co chłopak miał otrzymywać dodatkowe wypracowanie do napisania raz w miesiącu. Nawet Snape nie mógł już odejmować mu punktów za milczenie, choć nie omieszkał karać go za najmniejszy błąd i nie powstrzymywał się od złośliwych komentarzy, tym zjadliwszych, im bardziej do niego docierało, że jego słowa rozbijają się o Harry’ego jak fala o skały.

Większość osób traktowała Pottera tak jak on wszystko dookoła - niczym powietrze. Właściwie tylko Hermiona pozostała przy nim, otrzymując w zamian przypadkowe, krótkie spojrzenia lub niemal niezauważalne gesty. Dziewczyna często siadała obok niego na błoniach i po prostu mówiła: o tym co się dzieje wokół niej, o swych problemach i tym, co przynosi jej radość. Po pewnym czasie zauważyła, że Harry uważnie jej słucha. Z czasem nauczyła się odczytywać z jego oczu, jaki ma nastrój, a nawet niekiedy co myśli w danej chwili.

Mimo upływającego czasu, Harry niewiele się zmienił. Tylko kilka osób zauważyło pewne nieznaczne różnice w jego zachowaniu. Nie był już zupełnie nieczuły. Uważnie obserwował, słuchał i rejestrował wszystko co działo się wokół niego. Wkrótce zaczął
porozumiewać się z Hermioną za pomocą skrawków pergaminu, odpowiadając na jej pytania, choć bardzo lakonicznie. Nigdy jednak nie napisał ani słowa na temat swojej niemowy, aż w końcu dziewczyna przestała o to pytać.

Dawni przyjaciele Harry’ego po prostu go unikali. Młodsi uczniowie omijali go szerokim łukiem, nastraszeni historiami wymyślonymi przez ich starszych kolegów. Chłopak raz po raz wpadał do Hagrida, słuchał jego opowieści o zwierzętach i pocieszał go uśmiechem. Poza tymi spotkaniami, oraz słuchaniem i niekiedy odpowiadaniem Hermionie chłopak poświęcał większość wolnego czasu nauce, choć często nie w ścisłym tego słowa znaczeniu.

Przemierzając korytarze Hogwartu dość późną porą można się było czasem natknąć na Harry’ego w różnych częściach zamku, który stał przy jednym z okien, zupełnie się nie ruszając. Złośliwi twierdzili, że się zawiesza, inni, że medytuje. Pewne było jedynie to, że gdy tak stał wpatrzony w zachodzące słońce, nawet Hermiona nie mogła zmusić go do choćby poruszenia się. Trwał w miejscu, jakby nieobecny. Jego mięśnie były napięte, a oczy - martwe.
Innym miejscem, gdzie chłopak spędzał wiele czasu, była biblioteka. Harry rzucił się w wir książek, poświęcając im więcej uwagi niż żywym stworzeniom, przywiązując się do nich z czasem jak do przyjaciół. Dość częstym widokiem było dwoje Gryfonów pochylonych nad opasłymi tomami w milczeniu przez wiele godzin.

Gdy zaczęły się pierwsze treningi, Harry przekazał Hermionie, że nie będzie więcej grał. Prośby drużyny na nic się nie zdały, w tej sprawie chłopak pozostał niewzruszony i bardzo szybko niemal wszyscy Gryfoni odwrócili się od niego, uznając za zdrajcę.

Wraz z następnymi miesiącami zapomniano o dawnym Harrym - wesołym, pakującym się w kłopoty chłopaku. Potter umarł w ich pamięci, a tego, który zasiadał w tych samych salach i mijał ich na korytarzach, po prostu już nie zauważali. Był jak cień chodzący własnymi drogami, omijany i nie dotykany przez ludzi.

W grudniu Hermionie udało się nakłonić Harry’ego, by wybrał się z nią do Londynu. Chłopak towarzyszył jej w zakupach, choć przez większość czasu był zupełnie nieobecny. Gdy już wracali, kierując się w stronę metra, Harry nagle przystanął lekko przechylając głowę w lewą stronę. Jego oczy rozbłysły, wyciągnął dłoń i pociągnął Hermionę w jedną z bocznych uliczek. Szedł szybko, niemal biegł, aż zatrzymał się przed małym sklepem z instrumentami muzycznymi.
Otworzył drzwi, a gdzieś w dali zabrzmiał dzwoneczek. Hermiona weszła za nim do środka, wpuszczając do pomieszczenia kilka płatków śniegu. Harry był dziwnie niespokojny. Rozglądał się gorączkowo, jakby czegoś szukając. Podszedł do półek i szedł wolno wzdłuż nich, przesuwając dłoń po powierzchni zakurzonych instrumentów. Gdy dziewczyna spojrzała na jego twarz, zobaczyła, że ma zamknięte oczy. Palce Harry’ego drżały lekko, gdy po kolei poznawał metaliczne struktury, dotykając ich, badając każdą z nierówności. Dziewczyna patrzyła zszokowana, nie mogąc wyksztusić ani słowa. Z zaplecza wyszła starsza kobieta, uśmiechając się ciepło, a gdy dojrzała Harry’ego, jej oczy roziskrzyły się dziwnie, a ona sama chwyciła się za pierś na wysokości serca. Z wstrzymanym oddechem obserwowała chłopaka, który nagle zatrzymał się, pozostawiając palce na twardym drewnianym pudełku obitym czarnym materiałem. Jego dłonie niecierpliwie otwarły wieko, a palce delikatnie musnęły znajdujący się w środku instrument.

Dreszcz przerażenia przeszedł po plecach młodej dziewczyny, kiedy Harry wydobył z futerału skrzypce, otworzył oczy i uważnie się im przyjrzał. Były rzeczywiście wyjątkowe, idealnie wymierzone, czarne, ze srebrnymi zdobieniami. Chłopak bez słowa podał je stojącej w rogu staruszce, a ta niezwłocznie schowała je z powrotem do futerału, zapakowała w kartonowe pudełko i podała Harry’emu cenę. Ten zapłacił i wyszedł ze sklepu, pozostawiając oniemiałą Hermionę samą. Gdy dziewczyna wreszcie się ocknęła i wybiegła na ulicę, Harry już skręcał w stronę metra. Dogoniła go, po czym wrócili do Hogwartu, ale od tamtego dnia w jej sercu kiełkowało ziarenko niepokoju, choć jeszcze nie wiedziała, czego ono dotyczy.

Już po kilku tygodniach Harry zaczął coraz częściej znikać. Hermiona szukała go po całym zamku, ale on najwyraźniej chciał być sam, bo nie odpowiadał na pytania dziewczyny. Mogła się jedynie domyślać, że być może uczy się gry na skrzypcach, co początkowo stało się dla niej źródłem nowej nadziei. Wydawało jej się, że może to być przełom dla jej przyjaciela, być może nawet pozwoli mu to wrócić do normalnego życia. Z czasem zaczęło ją niepokoić, że Harry znika na coraz dłużej. Próbowała go o to zagadywać, ale on ucinał dyskusję jednym spojrzeniem, gdy tylko podejmowała temat skrzypiec.

Mijały dni i zbliżała się wiosna. Wraz z rozkwitającymi kwiatami i wyglądającym zza chmur słońcem Hermiona zaczęła spędzać czas na dworze. Harry nadal się do niej przyłączał, lecz coraz rzadziej. W końcu dziewczyna odkryła, że zaczyna jej brakować obecności przyjaciela. Czuła też wyrzuty sumienia. Miała wrażenie, że wykorzystuje Harry’ego, który tyle razy był przy niej, a sam najwyraźniej w ogóle jej nie potrzebował.
Z dnia na dzień dziewczyna widziała coraz wyraźniej, że pragnie nie przyjaciela, a po prostu samego Harry’ego - jego spojrzeń, dotyku, ciepła. Chciała być bliżej niego, a on nie potrafił, nie chciał dać jej tego, czego potrzebowała. Zaczęła się więc od niego odsuwać i ku swemu przerażeniu odkryła, że chłopak prawie tego nie zauważa. Wręcz sprzeciwienie, całą swoją uwagę skupił na skrzypcach, które nagle zaczął nosić przy sobie. Szybko okazało się, że Hermiona miała rację domyślając się celu ucieczek Harry’ego. Chłopak nauczył się grać, a dokonał tego w tak krótkim czasie i nabrał takich umiejętności, że można go było posądzać o lata, a nie tygodnie ćwiczeń.
Gdy spacerujący uczniowie w jedną z pierwszych niedziel kwietnia mijali jezioro, usłyszeli wysokie tony instrumentu. Kilkoro z nich przystanęło zadziwionych kołyszącą się lekko w takt granej muzyki postacią, stojącą twarzą do tafli wody, w pełni pochłoniętą muzyką. Od tamtego czasu codziennie przybywało nowych słuchaczy. Początkowo ukrywali się miedzy drzewami, obserwując z daleka, udając, że znaleźli się tam przypadkiem. Po kilku tygodniach już otwarcie siadali na trawie blisko brzegu, a było ich coraz więcej.

Harry pojawiał się codziennie zawsze o tej samej godzinie. Wyciągał ostrożnie instrument z pokrowca, sprawdzał gałki, wygładzał smyczek i lekko przesuwał go po strunach. Potem przyjmował odpowiednią pozycję, pochylał się lekko i zaczynał grać, a gdy tylko pierwsze nuty zabrzmiały wśród drzew, wszyscy siedzący wokół ludzie skupiali się na muzyce, która przejmowała ich do głębi. Były to niesamowite melodie, które trzymały ich w miejscu, niemal hipnotyzowały, a choć docierały do ich serc, gdy tylko Harry kończył grać, nikt nie potrafił powtórzyć ani jednej z melodii.

Kiedy Hermiona pierwszy raz zobaczyła grającego Harry’ego i zebranych wokół niego ludzi, poczuła kłującą ją do głębi zazdrość, która zagłuszyła muzykę próbującą ją owładnąć. Nie przychodziła nad jezioro i omijała Harry’ego, czując się zraniona i zdradzona.

Występy Harry’ego stawały się coraz bardziej popularne. W końcu dowiedzieli się o nich i nauczyciele, ale jakimś dziwnym trafem, powstrzymywani niewytłumaczalną magią, nie mogli dotrzeć do jeziora, kiedy chłopak grał. Severus kilkakrotnie próbował się tam dostać, lecz błądził w lesie, aż w końcu widział tylko tłumy uczniów, opuszczających brzeg jeziora w zupełnej ciszy.

Coraz więcej ludzi podchodziło do Harry’ego, prosząc, by zagrał tylko dla nich, lecz on nie reagował, omijając wszystkich, bardziej zimny i nieobecny. Hermiona obserwowała z boku, jak chłopak ponownie się zamyka, nawet jego oczy nagle zrobiły się jakby zamglone. Czuła niewytłumaczalną złość na samą siebie, że zaciągnęła go do Londynu, gdzie kupił te przeklęte skrzypce. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego Harry zrezygnował z ich przyjaźni, dlaczego wolał od niej jakiś drewniany instrument, który był przecież tylko przedmiotem pozbawionym duszy. Dzień po dniu, serce Hermiony coraz bardziej wypełniało się nienawiścią i zazdrością, jej oczy stawały się mroźne i podkrążone, a z jej twarzy znikły wszelkie ślady uśmiechu. Szalę goryczy przeważyły wydarzenia z ostatniego dnia maja.

Tamtego wieczoru, w trakcie kolacji, uwagę uczniów stopniowo przykuwała samotna postać stojąca pomiędzy stołem nauczycielskim, a stołami poszczególnych domów. Salę wypełniły szepty, gdy rozpoznano Harry’ego, stojącego nieruchomo, wpatrzonego daleko w przestrzeń. Wszystkie głosy umilkły, gdy chłopak uniósł skrzypce, oparł je o ramię i przytknął do nich smyczek.

Popłynęły pierwsze, najpierw wolne i ciche dźwięki. Melodia z sekundy na sekundę nabierała tempa i siły a wraz z nią Harry przechylał się w różne strony, jakby miotany wiatrem. Cała sala zamarła, wsłuchana w niesamowitą melodię, wydobywaną przez Harry’ego z tego drobnego instrumentu. Wydawało się, jakby ręce artysty tchnęły w drewno życie i skrzypce same dla nich grały, opowiadając swoją historię. Były w niej tony niższe i wyższe, pokonujące się nawzajem, walczące nieustannie, tak że wszyscy znajdujący się w sali mieli wrażenie, jakby brali udział w jakiejś przedziwnej bitwie, która nie może mieć końca.

Żaden z tonów nie zdobywał przewagi, unosząc się i opadając nieznacznie, przepychając, przeplatając, przenikając nawzajem. Ruchy ramion Harry’ego stały się bardziej gwałtowne, a dźwięki muzyki coraz bardziej intensywne i stanowcze. Dziwny strach wkradł się w serca słuchających. Ich oczy wypełnił niepokój, niektórzy chcieli nawet osłonić uszy, ale nie mogli - siedzieli jak sparaliżowani, nie potrafiąc się poruszyć, zupełnie zdominowani przez otaczające ich dźwięki. Muzyka zdawała się być niemalże materialna, owiewała ich ze wszystkich stron, wnikała w piersi zastygłych ludzi, krążyła w żyłach wraz z krwią i porażała ich neurony. Wszystkie twarze zwrócone były w stronę muzyka, wszystkie dłonie mocno zaciśnięte, a serca drżące i poruszone. Nawet najbardziej zatwardziali nie potrafili wydobyć z siebie dźwięku. Gdyby ktokolwiek zdołał się w tamtej chwili rozejrzeć, ujrzałby wiele zmrożonych i zszokowanych twarzy, wśród których część była wilgotna od łez.

Muzyka jeszcze przyspieszyła, zmieniając się w szalony taniec rytmów. Harry grał, a wszyscy nagle zrozumieli, że on sam toczy jakąś wewnętrzną walkę, walkę w której nie ma zwycięzcy. To była odwieczna wojna dobra ze złem, a obie te siły były równe w jego muzyce. Melodia osiągnęła krytyczne tony. Z oczu muzyka popłynęły łzy. Jego dłonie szalały w niewyobrażalnym tempie wirując wokół skrzypiec, by nagle urwać melodię w pół nuty.

Cisza jaka nastała, gdy Harry jakby zrezygnowany i przegrany opuścił głowę, była chyba najdziwniejszą ciszą, jaka kiedykolwiek zaistniała w Hogwarcie. Zachwycone, ale i przerażone serca słuchaczy biły mocniej, wszyscy byli naładowani jakąś dziwną energią, ale nadal przykuci do swoich miejsc. Nikt nie bił braw. Setki kamiennych twarzy, z pomieszaniem zrozumienia, szoku i zachwytu, patrzyły na Harry’ego, który schował skrzypce i szybkim krokiem wyszedł, zatrzaskując za sobą ciężkie skrzydła drzwi.

Po kilki minutach salę wypełniły ciche dźwięki odsuwanych ław. Wszyscy wychodzili z Wielkiej Sali, nie zamieniając ani słowa z mijanymi osobami. Każdy pogrążony był w rozmyślaniach, analizując najgłębiej skryte pragnienia i myśli. Poruszeni do granic, nie potrafili w myślach nazwać swych uczuć. Tej nocy, każdy we własnym umyśle, rozliczał się ze swego życia i choć wielu z nich kilka dni później zapomniało o wpływie magicznej muzyki Harry’ego, na dnie serca każdego, kto tamtego wieczoru był w Wielkiej Sali, pozostała maleńka drzazga, cząstka muzyki skrzypiec.

Hermiona również słyszała muzykę Harry’ego, ale była ona dla niej obelgą rzuconą prosto w twarz. Siedząc na ławce przy stole Gryfonów, patrząc na jego twarz, niesamowicie skupioną, czuła jakby każda z nut była policzkiem, a każda zmiana tonu - uderzeniem. Jedyne, co do niej docierało, to podniecenie graniczące z ekstazą, malujące się w obliczu grającego chłopaka i nie mogła się pozbyć pragnienia, by podbiec i wytrącić mu instrument z rąk. Przedmiot, który odebrał jej Harry’ego. Rzecz, która wywołała u niego uczucia, jakich jej nigdy by nie okazał. Skrzypce.

W jej myślach panował mrok i zupełny mętlik. Oczy Hermiony wypełniła chęć zemsty za dotykające ją cierpienie, za zdradę, ból. Obijając się o ściany i potrącając ludzi wolnym krokiem zmierzała do wieży. Gdy znalazła się w męskiej sypialni, jej koledzy już spali. Bez namysłu zbliżyła się do łóżka Harry’ego i chwyciła leżący na szafce nocnej futerał. Otworzyła go, wyjęła skrzypce i spojrzała na drewniany instrument. Miała wrażenie, że mówi do niej, szydząc z jej naiwności i głupiej nadziei, wyśmiewając jej uczucia do Harry’ego, przekonując, że on należy tylko do nich, do skrzypiec. Przeciągnęła dłonią po ich powierzchni, a na jej usta wkradł się szaleńczy uśmiech.

Chwilę później Harry zerwał się z łóżka, słysząc głuchy trzask. Obok niego stała Hermiona Granger, ściskając w dłoni to co pozostało z jego skrzypiec. Kilka drewnianych kawałków leżało na kamiennej podłodze. Chłopak spojrzał w oczy dziewczyny, szukając wyjaśnienia, ale dojrzał w nich jedynie obłęd. Wstał i sięgnął po część instrumentu. Jego dłonie drżąc przesuwały się po ranach drewna, a ostre drzazgi wbijały się w opuszki palców chłopaka, lecz on nie zwracał na to uwagi, dotykając tych samych miejsc po wielokroć. Wyglądał jak człowiek, który właśnie stracił ukochaną osobę, pogrążony w szoku silniejszym nawet niż rozpacz.

Nagle podszedł szybko do Hermiony, wyszarpnął z jej dłoni przełamany w połowie smyczek i przyparł ją do ściany, dusząc jedną z rak jej szyję. Ron, który jak dotąd nie mógł się nawet poruszyć, pisnął cicho i podbiegł do nich, usiłując rozdzielić, ale Harry stał jak posąg patrząc prosto w oczy dziewczyny, zmuszając ją, by odwzajemniła spojrzenie. Uniósł kawałek smyczka i przyłożył ostrą krawędź do swojego policzka przyciskając go z całej siły, tworząc cienką, długą szramę. Na twarzy chłopaka pojawiła się najprawdziwsza krwawa łza, która spłynęła powoli, pozostawiając czerwony ślad.

Po chwili chłopak puścił Hermionę, sam zaś zebrał odłamki i wśród zdziwionych spojrzeń rozbudzonych hałasem kolegów, zszedł na dół, a każdy, kogo mijał, opuszczał głowę, unikając spojrzenia przerażających, pustych oczu. Harry wrzucił resztki skrzypiec w ogień płonący w kominku. Potem usiadł na dywanie i patrzył jak płomienie pożerają kawałki ciemnego drewna.

Znajdujący się wtedy w pobliżu Gryfoni, jeszcze wiele lat później zarzekali się, że niemal czuli, jakby coś w ich sercu wypalało się razem ze skrzypcami Harry’ego. Każdy kto tam był, mówił to samo, choć trochę innymi słowami, twierdząc, że ogarnął ich niewytłumaczalny smutek, żal i wielu miało ochotę płakać. Żadne z nich nie mogło również oderwać wzroku od palących się szczątków instrumentu, dopóki ostatni nie zmienił się w popiół. Dopiero gdy ogień na kominku niemal wygasł, rozeszli się do sypialni, ale zawsze potem powtarzali, że wspomnienie tamtej nocy wiele razy prześladowało ich w snach.

Niektórzy dorzucali też, że to ta wariatka Hermiona zniszczyła skrzypce, choć nie rozumieli dlaczego. Wiedzieli tylko, że następnego dnia zabrano ją do szpitala, a potem nikt już jej nie widział. Spytani o Harry’ego wyznawali wreszcie, iż chłopak od tamtego zdarzenia nigdy już nie wziął skrzypiec do rąk, choć przecież były osoby, które podtykały mu instrumenty pod nos. On sam, niemy i nieszczęśliwy do końca swych dni, resztę życia poświęcił pracy.

Oczy chłopaka pozostały zimne i puste niczym studnie bez dna, bowiem głos duszy Harry’ego spłonął tamtej nocy, w szkolnym kominku, wraz z kawałkami ciemnego drewna, które zamilkły na wieki.
-.-

___________________________________



Ostatnio zmieniony przez Wirka. dnia Sob Kwi 30 2016, 13:42, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
M.
Moderator
Moderator
avatar

Female Wiek : 22
Skąd : Poznań/Zielona Góra
Liczba postów : 127
Rejestracja : 18/08/2015

PisanieTemat: Re: [HP][M] Skrzypce   Czw Wrz 17 2015, 23:29

To chyba było za mądre dla mnie.
Mój mózg nadal poszukuje odpowiedzi: dlaczego?
Kreacja Harry'ego odcinającego się od ludzi zaciekawiła mnie, ale zgrzytnęła mi w momencie koncertu w Wielkiej Sali. Po prostu coś mi w tej scenie nie pasuje, choć czuję ją bardzo wyraźnie w swojej wyobraźni.
Relacja Hermiona-Harry bardzo mnie poruszyła, szczególnie w momencie gdy zaczęła się psuć. Też pomyślałam, że jednak coś miedzy nimi będzie, ale chyba dobrze, że nie było.
Brakuje mi wyjaśnienia dlaczego. Co się stało? Ale jak wspominałam, to chyba było dla mnie zbyt mądre i głębokie. Mimo to bardzo mi się podobało Smile

Ten komentarz jest zupełnie bez sensu...
Tweety

___________________________________

I'm P A N D A
Powrót do góry Go down
Lilka
Skryba
Skryba
avatar

Female Wiek : 52
Skąd : 9 krąg piekielny
Liczba postów : 100
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: Re: [HP][M] Skrzypce   Nie Gru 03 2017, 19:52

Idealne opowiadanie na taką aurę. Angst może to to nie jest, choć mocno nim zajeżdża i wywołuje w człowieku łzy żalu i złości. Fantastycznie nakreślono Hermionę jako słabą i taką ludzką jednostkę. Liczyła na coś więcej niż gesty. A zamiast tego została całkowicie sprowadzona na bocznicę życia. Czy kobieta? Czy człowiek lubi być odstawiany? Nie. Tylko skala jego siły wewnętrznej pokaże, czy będzie się próbowało ponownie, da się odejść temu obiektowi, odpuści na maksa czy...pójdzie się drogą destrukcji. Hermiona nie podołała i wybrała ostatnią ścieżkę. Ścieżkę niszczenia a szkoda bo człowiek spodziewał się, że chociaż przeczeka. A tak... zabiła dostatecznie to, co zaczęło się odradzać w Potterze.
Intrygujące było zachowanie Pottera. Czemu milczał i czy naprawdę miał powód by zamknąć się w sobie?Zważywszy na jego życie... to w sumie tak. Tyle ile on przeżył.

Jeszcze tylko o muzyce. Większość z dzieł naszych kompozytorów była tworzona w różnych okresach życia. My sami w zależności od stanu emocjonalnego wolimy muzykę albo bardziej radosną (discopolo) albo coś w stylu gotyk/horror music theme. I to pokazuje, że muzyka to magia. Można dzięki niej wpłynąć na miliony osób. Pytanie, czy grajek będzie w miarę poczytalny. I czy tańczący w rytm muzyki  skończą jak szczury z bajki o Fleciście z Hameln... Czy może jednak nie?

Fantastycznie piszesz. Emocjonalnie i przejmująco - naprawdę oddziałujesz na czytelnika. Ale to już wiemy od dawna.
Weny.

___________________________________

Wracam po długiej przerwie od komciania
Proszę o wyrozumiałość!!!
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: [HP][M] Skrzypce   

Powrót do góry Go down
 
[HP][M] Skrzypce
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
~.Imaginarium.~ :: FANFICTION :: Literatura & Ekranizacja :: Harry Potter :: Ogólne :: +12-
Skocz do: