IndeksRejestracjaSzukajFAQZaloguj

Share | 
 

 [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Lampira7
Bard
Bard
Lampira7

Female Liczba postów : 391
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]   Nie Sie 30 2015, 16:21

Tytuł: Plan generalny
Oryginalny tytuł: The Master Plan
Autor: StarryGazer
Zgoda na tłumaczenie: Czekam i się chyba nie doczekam
Długość: 36 rozdziałów
Pairing: Severus Snape/Harry Potter
Rating: 12+
Ostrzeżenia: Non-canon, humor
Tłumaczenie: Lampira7
Beta:
Link: http://www.fanfiction.net/s/1812613/1/The_Master_Plan

Rozdział 1: Kiedy mistrzowie eliksirów atakują

Zamek zadrżał, a w lochach rozbrzmiał imponujący huk. Po chwili Harry, Ron i Hermiona wyszli niepewnym krokiem z sali eliksirów w chmurze gryzącego, żółtego dymu. Z oprawek okularów Harry'ego wypadła soczewka, a na czole Rona widniała smuga sadzy. Chwiejąc się, dali radę przejść szerokość korytarza i oprzeć się o ścianę. Czekali cicho i z bladymi twarzami na moment, kiedy podłoga przestanie drżeć. W tym czasie uczniowie, szukający źródła wstrząsu, wypełnili cały korytarz.

W końcu Hermiona potrząsnęła głową, próbując oczyścić umysł.

— Może to jednak nie był taki dobry pomysł... — Przygryzła wargę, co wcale nie nadawało jej wyglądu niewiniątka.

— No co ty! — żarliwie zaprzeczył Ron. — Wciąż mi dzwoni w uszach. Hermiona, to było genialne! Ale kurczę, skoro tak wygląda osłabione zaklęcie Resonatus Detonum, to jaki efekt daje pełna moc, co?

Hermiona zarumieniła się delikatnie, odrobinę udobruchana, ale wciąż targana licznymi wątpliwościami.

— Myślę, że nieco za dużo siły w nie włożyłam – przyznała.

— Wcale nie — zapewnił ją Harry — to było imponujące.

Trójka przyjaciół uśmiechnęła się do siebie konspiracyjnie. W tym momencie głęboki, intensywny, a przede wszystkim bardzo wściekły głos zaczął być słyszalny ponad podekscytowanym zgiełkiem tłumu, zebranego na korytarzu. Ich uśmiechy zbledły, gdy dostrzegli profesora Snape'a, przedzierającego się w ich stronę przez grupę pierwszoroczniaków.

Harry przypomniał sobie, że wszystko idzie zgodnie z planem.

Plan, pomyślał, może mieć pewne wady.

Nie brali pod uwagę tak ważnych aspektów, jak patologicznie rozchwiany stan emocjonalny Snape'a albo tego, jak przerażający był nauczyciel, kiedy wkraczał na wojenną ścieżkę. Harry odrobinę zbyt głośno przełknął ślinę.

Nie przygotowali planu „B”. Co było nie tak z tą Hermioną, że nie opracowała planu „B”?! Snape był bardziej zły, niż Harry to przewidywał. Plan nie wypalił. Co za durny plan! Co oni teraz zrobią?!

— Może trzeba zareagować tak, jak na rozjuszone zwierzę, jak na niedźwiedzia albo coś? Myślicie, że powinniśmy udawać trupy?

— Nie sądzę, że trzeba będzie się w to bawić — odpowiedziała grobowo Hermiona.

Snape przybliżał z dzikim wyrazem twarzy, taksując otoczenie spod zmrużonych powiek.

— Szybko! — wysyczał Harry. — Usprawiedliwienia! Alibi!

— Eee, nie zrobiliśmy tego i jest nam bardzo przykro, że to zrobiliśmy? — zasugerowała nieśmiało dziewczyna.

— Właściwie, wcale nas tu nie było — powiedział natychmiast Ron — podglądaliśmy dziewczyny w szatniach quidditcha.

— Ron! — zawarczała.

— Przecież tam byliśmy, — ciągnął w panice — wciąż tam jesteśmy! Całą resztą sobie wyobraziłaś!

Kiedy Snape zbliżył się do nich, mogli zobaczyć, jak jego twarz wykrzywia wściekły grymas.

— Co zrobiliście z moimi lochami?! — domagał się odpowiedzi.

— Nie chcieliśmy tego! — Ron struchlał. – Wszystko naprawimy! Proszę, weź Hermionę! — popchnął ją, by stanęła przed mężczyzną. — Eee... Ofiara z dziewicy — syknął w odpowiedzi na jej oburzone sapnięcie.

Jednakże Snape zignorował ich całkowicie.

— Ty! — zagrzmiał, wbijając smukły palec w klatkę piersiową Harry'ego.

— Ja? — pisnął ten, wskazując na siebie. – Co niby ja?
Jego zielone oczy spoglądały dookoła z przerażeniem.

— Ty — powtórzył niskim, przesiąkniętym jadem głosem — jesteś prowodyrem. Wiem to. To całkowicie twoja wina. To zawsze jest twoja wina.

Jego haczykowaty nos znajdował się zaledwie kilka cali od twarzy Pottera. Harry zaczął nerwowo zezować, starając się skupić na nim wzrok.

— Nie! — usłyszał swój głos, który brzmiał nienaturalnie wysoko. — Nie, nie! To... zawsze ... ja — jąkał się histerycznie. — Upadek Rzymu! Nie mam z tym nic wspólnego! Przysięgam! Nawet tam nie byłem! I te zadrapania, skaleczenia i potłuczenia to też nie ja!

Severus Snape stał z obnażonymi zębami, wściekle dysząc, kiedy dotarła do nich profesor McGonagall.

— Co się tutaj dzieje?! — krzyknęła, wpatrując się w uczniów.

Harry pomyślał, że jeśli uda mu się świętować następne urodziny w jednym kawałku, to będzie wyłącznie zasługa McGonagall. Mistrz Eliksirów chyba nie powyrywa mu kończyn na jej oczach?

Nierozłączne trio patrzyło na Snape'a ze strachem, czekając na odpowiedź. Napotkał ich spojrzenia i jego twarz skrzywił okropny grymas. Zamknął oczy. Po prostu stał i trząsł się ze wściekłości przez dłuższą chwilę. Włosy miał rozczochrane, a dłonie zaciśnięte. W końcu otworzył oczy. Błyszczały od tłumionej wściekłości.

— Trzysta punktów od Gryffindoru! — wysyczał. — Wszyscy mają szlaban do końca roku! Z Filchem! — dodał. — Nie ty — wskazał na Harry'ego. — To by było zbyt proste. Nie uciekniesz tym razem! O tak, również masz szlaban, ale nie z Filchem. Tym razem jesteś mój!

Harry spojrzał na niego.

— Eee...

___________________________________

2019 rok
Opublikowałam 7 rozdziałów
Opublikowałam 2 miniaturki
Rozpoczęłam 0 opowiadań
Zakończyłam 1 opowiadanie


Ostatnio zmieniony przez Lampira7 dnia Pon Wrz 17 2018, 17:59, w całości zmieniany 22 razy
Powrót do góry Go down
Lampira7
Bard
Bard
Lampira7

Female Liczba postów : 391
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: Re: [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]   Sob Wrz 05 2015, 10:08

Rozdział 2: Sarkastyczny rodzaj Piekła

— Naprawdę wysadziłeś pracownię eliksirów? — zapytał Seamus.

Był wyraźnie zaniepokojony, jednak w jego oczach można było dostrzec rozbawienie.

— Oczywiście, że nie — odpowiedział stanowczo Ron. — Nie ma szans, żebyśmy się do tego przyznali.

— Tylko to, co dało się zniszczyć: rzeczy łatwopalne albo łamliwe — wtrącił Harry. — To znaczy: to jest loch. Kamienne ściany, podłogi. Jak wielkie szkody mogliśmy tak naprawdę wyrządzić? Właściwie, pracownia wciąż stoi.

Ginny Weasley spiorunowała Harry'ego wzrokiem.

— Dlaczego musiałeś pójść i zrobić coś tak głupiego? — zapytała. — Mieliśmy razem sprawdzić, jak działa zaklęcie Reflacto! To, które zawsze schrzanię! Za każdym razem, zamiast odbić, nasilam efekty wymierzonych we mnie klątw! Przysięgałeś na wszystkie świętości, że dziś wieczorem mi pomożesz!

Wzruszył bezradnie ramionami.

— Byłem przekonany, że już śpisz i nie kontaktujesz — odpowiedział, przez co otrzymał bolesne uderzenie w żebra spiczastym łokciem Weasleya.

Chociaż Ron strzegł swojej młodszej siostry bardzo zazdrośnie, wywrócił tylko oczami. Musiał wiedzieć, że Harry tak naprawdę jeszcze nie spał z Ginny.

Dean Thomas pokręcił głową z niedowierzaniem.

— Żadnych eliksirów przez co najmniej dwa miesiące — powiedział z zachwytem. — To tak jakbym umarł i poszedł do nieba. Jak ty to zrobiłeś? I dlaczego, do cholery, to zrobiłeś? To nie tak, że jestem niewdzięczny — dodał pośpiesznie — ale jeśli się nad tym poważnie zastanowić, to dwa miesiące bez eliksirów nie są warte szlabanu do końca roku.

Harry ponownie wzruszył ramionami, patrząc w dal zdegustowany.

— To był tylko żart. Wiesz, nigdy wcześniej nie zrobiliśmy czegoś tak sobie, tylko po to, by o nas mówili.

— Nie jestem co do tego przekonany — odpowiedział zamyślony. — Wydaje mi się, że robisz wiele szalonych rzeczy, po prostu zazwyczaj robisz je ze… szlachetnych pobudek, czy coś w tym stylu. Myślę, że tak naprawdę nigdy nie zrobiłeś niczego takiego bez konkretnego powodu. — Harry wolałby, żeby Dean nie skupiał się tak na analizowaniu jego postępowania.

— Nie mogę uwierzyć, że nie jesteście na nas źli za utratę tych wszystkich punktów — powiedziała pośpiesznie Hermiona. — Chodzi mi o to, że iż przez to jesteśmy ostatni w rankingu o Puchar Domu. Mamy szczęście, że nie zostaliśmy zawieszeni.

— Cóż… — westchnął Seamus — większość Gryfonów jest na was wściekła, na przykład Parvati i Lavender.

— Mi to mówisz? — wtrącił Ron. — Słyszałeś, co Parvati mi wczoraj powiedziała?
I to w dodatku przy McGonagall!

— I ktoś dziś rano wrzucił mi do owsianki śpiewającą sardynkę — dodała ponuro Granger. Starała się przyjąć całą sytuację honorowo i śmiać się z chłopakami, jednak łatwo można było zauważyć, że w duchu żałuje tego wybryku.

— W każdym razie nadal nie rozumiem, dlaczego wy dwaj się na nas nie gniewacie.

Dean i Seamus uśmiechając się, zerknęli na siebie. Kiedy ten pierwszy wzruszył ramionami, drugi spróbował wyjaśnić.

— Wyraz jego twarzy… — powiedział. — Widzieliśmy akurat jego minę i reakcję na dym, wydobywający z jego klasy… Merlin jeden wie, ile punktów stracił Gryffindor na eliksirach tylko dlatego, że Snape miał taki kaprys. Ten jeden raz przynajmniej wiemy, za co nas ukarał.

— No — dodał Dean, wzrok miał nieobecny, ale wciąż się uśmiechał. — I zawsze przecież okropnie traktował Harry'ego, odejmował mu punkty bez żadnej przyczyny i tym podobne. Myślę, że Gryffindor wreszcie zrobił COŚ – coś wielkiego, czym odwdzięczyliśmy się za te wszystkie lata.

— Dean chce powiedzieć — wtrącił Seamus — że to jest doskonałe, najbardziej satysfakcjonujące „odwal się”, jakie Gryffindor mógł dać temu tłustowłosemu dupkowi. A on całkowicie na to sobie zasłużył.

OoO

Gdzieś po godzinie ich pierwszego szlabanu z Filchem, Hermiona nie potrafiła ukryć swego rozgoryczenia. Woźny oznajmił im, iż wypuści ich dopiero wtedy, gdy przywrócą całą klasę do poprzedniego stanu (kawałki szkła zostały usunięte za pomocą magii, ale wszystko inne trzeba było wysprzątać ręcznie). W końcu głośno westchnęła, dając upust buzującym w niej emocjom.

— Nie mam pojęcia, co sobie myślałam — jęknęła, kręcąc głową. Wycisnęła wodę z gąbki do wiadra. — Trzysta punktów! Szlaban przez cały rok! Dlaczego dałam się na to namówić? — nieszczęśliwa, wróciła do szorowania sadzy na posadzce.

— To nie moja wina — Ron skrzywił się. — Pamiętasz, że to był pomysł Harry'ego, nie mój? Poza tym myślałem, że z nim rozmawiałaś. Miałaś być tą rozsądną! Dlaczego nas nie uprzedziłaś, co się stanie?!

— Zrobiłam to — odpowiedziała uszczypliwe, odsuwając włosy z twarzy namydloną ręką. — Ty idioto, mówiłam ci o tym! A właściwie, dlaczego to zawsze ja mam być tą rozsądną? Może chociaż raz też chciałabym się dobrze bawić? A może uważasz, że mnie już nie wolno?! I, w ogóle, dlaczego siedzisz, zamiast mi pomóc z tą podłogą?! Doskonale wiesz, że Filch może wrócić w każdej chwili i kiedy zobaczy, że siedzisz i nic nie robisz… — dramatycznie zawiesiła głos i powróciła do szorowania posadzki.

— Oczywiście, że nie wolno ci się bawić — odpowiedział, powstrzymując się od śmiechu. — Jesteś głosem rozsądku. Inaczej byśmy się z tobą nie przyjaźnili.

— Więc to tak? — wykrztusił, gdy namydlona gąbka uderzyła go w twarz. — Następnym razem gdy wpakujesz nas w jakiś bałagan, będziesz sobie radzić sama!

Hermiona potrząsnęła głową, rozdarta między rozbawieniem a złością. To był właśnie cały Ron. Ostatnio wciąż ją drażnił swoim lekkim podejściem do życia.

— Zaskoczyłaś mnie — dodał cicho. Jego głos zabrzmiał wyjątkowo poważnie, dlatego Hermiona spojrzała na niego pytająco. — Myślałem, że mogę się zgodzić bez żadnych konsekwencji, bo potem ty ustawisz go do pionu, że porozmawiasz z nim jeszcze raz i wyjaśnisz mu wszystko jak krowie na rowie. A ty tak po prostu pozwoliłaś nam na to.


— Przecież to nie tylko moja wina — odpowiedziała, marszcząc czoło. Rzuciła gąbkę i usiadła obok niego, opierając plecy o ścianę. Przygryzła wargę, próbując zebrać myśli.
— Ja po prostu… nie wiem. Wyglądał na takiego zadowolonego, gdy o tym mówił. Bałam się, że ponownie popadnie w marazm, jeśli go powstrzymamy.

— Tak, chyba wiem co masz na myśli. — Wzruszył ramionami.

Po tym, co się stało w wakacje, Harry zachowywał się dziwnie. W jednej chwili wybuchał, a w następnej kompletnie zamykał się w sobie. Wtedy też zaczęły się te dziwne pomysły. Chciał znaleźć sposób na przywrócenie Syriusza do życia albo chociaż na kontakt z nim. Ron i Hermiona nie pozwolili mu na to. Uważali, że nie jest to najlepsze rozwiązanie, a na pewno nie pomogłoby Harry'emu powrócić do równowagi emocjonalnej. Ostatnim razem, kiedy mu odmówili… wycofał się całkowicie. Nie odzywał się przez miesiące. Prawie nie spał, jadł niewiele. Odpowiadał tylko na pytania dorosłych. Powstrzymywał się od rozmów. Jedynie Mistrz Eliksirów przez większą część czasu powodował u niego pewne emocje. A kiedy w końcu Harry przełamał swoje milczenie, poruszył temat wysadzenia w powietrze klasy Snape'a. Ron chętnie na to się zgodził. Nie dbał o konsekwencje, wszystko było lepsze od tej uciążliwej ciszy.

— Tak. Zaczął się ponownie odzywać — zwrócił na to uwagę.

To była prawda — kiedy ich dwójka zaakceptowała ten plan, Harry znów wydawał się być sobą. Z entuzjazmem uknuł intrygę, by zaleźć za skórę Snape'owi.

— Tak, zdaje się, że jest z nim lepiej — przyznała.

Ron objął ją, uśmiechając się szeroko.

— W takim razie było warto — powiedział stanowczo.

Hermiona spoglądała na niego przez dłuższy moment.

— Może dla nas. Harry w tym momencie ma szlaban ze Snapem. Zastanawiam się, czy zgodziłby się z tobą... — uśmiechnęła się cierpko.

Weasley, słysząc to, skrzywił się.

— Nie mam pojęcia. Skazany na Snape'a przez większą część nocy. To istny koszmar. Profesor potrafi być naprawdę paskudny. Mam nadzieję, że nie zrobi mu nic okropnego.

OoO
Harry stał sam przed tablicą w sali transmutacji - pracownia eliksirów chwilowo została wyłączona z użytkowania - i przepisywał jedno zdanie. Snape nie był zainteresowany pilnowaniem chłopaka i ten pomyślał nawet, że gdyby oszukiwał i skopiował tekst zaklęciem, nauczyciel by nie zauważył.

Spojrzał na pięćdziesiąt linijek, które napisał do tej pory. Zostało mu jeszcze kilkaset. "Przestanę być skończonym imbecylem", w koło Macieju. Zmarszczył brwi. Plan legł w gruzach. Snape miał być na niego zły, wręcz tak wściekły, że miał zrobić coś… coś nieprzemyślanego. Co prawda, Harry nie miał pojęcia, co mogłoby to być, ale na pewno coś spektakularnego. Zamiast tego… ustawił go po prostu przed tablicą i kazał przepisywać w kółko to samo zdanie. Dupek, tlustowłosy drań, łajdak, ostatnia świnia… Każdy inny by dawno stracił nad sobą panowanie, a ten nic! Bezczelny – przeklinał w myślach, wpatrując się bezproduktywnie w tablicę.

Odwrócił się szybko, gdy otworzyły się drzwi. Profesor wszedł, taksując podejrzliwie pomieszczenie.

— Zamierzasz gapić się na mnie jak ciele na malowane wrota, czy wrócisz do pracy? — spytał melodyjnym i jednocześnie aroganckim głosem. — Jestem pewny, że mogę wymyślić o wiele zabawniejszą karę. Będzie to dla mnie prawdziwą przyjemnością.

Następnie wyminął chłopaka i usiadł za biurkiem McGonagall. W najlepsze wyciągnął jakąś książkę i zaczął czytać, kompletnie ignorując Pottera.

Harry zmrużył oczy. Nie lubił być ignorowanym. Zamiast kontynuować pisanie, usiadł w ławce, nonszalancko oparł nogi na blacie drugiej i próbował udawać, że nie patrzy na profesora. Grzywka nieposłusznie opadła mu na oczy, więc niedbale dmuchnął na nią i potrząsnął głową.

Snape powoli podniósł wzrok. Harry uciekł wzrokiem i serce mu załomotało, kiedy profesor zmarszczył złowrogo brew. Ale mimo wszystko udawał, że nie zauważa spojrzenia nauczyciela. Właściwie, właśnie przestało go interesować, jakie klątwy rzuca Mistrz Eliksirów, kiedy jest wściekły.

— Co pan właściwie robi, panie Potter? - Snape wysyczał przez zaciśnięte zęby.

Harry wzruszył ramionami.

— Wydaje mi się, że nie jest już pan na mnie wściekły. Najwyraźniej uspokoił się pan od rana. Uznałem więc, że mogę się trochę poobijać, bo i tak mi się to upiecze — podzielił się swoimi refleksjami, nawet nie patrząc na profesora.

Pozwolił sobie na leniwy uśmiech, gdy zobaczył lekkie zaskoczenie, malujące się twarzy Snape'a. Może to był najlepszy sposób – profesor, kiedy był wściekły, zawsze go przerażał i Harry tracił nad sobą kontrolę, wychodząc na kompletnego idiotę. Natomiast umiarkowanie zirytowany Mistrz Eliksirów mógł być nawet zabawny. Harry kątem oka obserwował jego mocno zaciśnięte dłonie i zmarszczone brwi, tak jakby mężczyzna głowił się nad szczególnie trudną zagadką.

— Myślę, że ostatnio nie unikasz odpowiedzialności za większość swoich wybryków — powiedział cicho Snape, patrząc na Harry'ego niemal oskarżycielsko.

— W takim razie był pan cały roztrzęsiony, ponieważ poszedłem i zniszczyłem pana cenne laboratorium, a teraz jest pan wściekły, bo tego nie zrobiłem? Bardzo dojrzale. — Posłał mu wredny uśmieszek.

Ćwiczył w lustrze tę minę tysiące razy w trakcie wakacji. Wiedział, że nie uśmiecha się tak jak, nie przymierzając, Malfoy, ale teraz był naprawdę wściekły, a grymas wychodził mu lepiej, kiedy towarzyszyły mu prawdziwe emocje.

Usta Snape'a ułożyły się w wąską linię, a oczy zmrużyły się jeszcze bardziej.

— W co ty pogrywasz, Potter — pretensjonalnie przeciągnął sylaby.

— Wie pan, o czym mówię — odpowiedział Harry.

Udało mu się nawet brzmieć na znudzonego.

To było fantastyczne! Faktycznie miał przewagę. To było takie ekscytujące! Na Merlina, miał nadzieję, że nie przesadzi.

— Nie wysadziłem pańskiej durnej klasy. Jestem pewien, że doskonale pan o tym wie. Do tej pory na pewno znalazł pan wszystkie eliksiry. Musiałby pan być kompletnym kretynem, jeśli nie wiedziałby pan, jakie konsekwencje dla zamku niósłby za sobą wybuch, te wszystkie reakcje chemiczne.. już nie wspominam, że żadne z nas nie znajdowałoby się w tak dobrej kondycji — uśmiechnął się do niego złośliwie.

O tak, był cholernie dobry.

— A jaki — Snape wstał i podszedł do ławki Harry'ego, patrząc na niego z góry z założonymi rękami — dokładnie był sens udawania, że wysadzacie salę eliksirów? No, panie Potter? Wiem, że jest pan szkolnym rekordzistą w robieniu niewiarygodnie głupich, niebezpiecznych, a zarazem bezsensownych rzeczy. Czyżbyś po prostu nie chciał przerywać dobrej passy? — Jego głos był zimny i opanowany, a Harry pomyślał, że chyba zaraz straci nad sobą kontrolę.

— Przecież pan wie, o co chodzi — rzucił. — Nawet mi pan to powiedział. Właściwie, wrzeszczał pan jak opętany. Mam świadków, którzy mogą to potwierdzić.

Snape uśmiechnął się szyderczo.

— Cały ten wysiłek tylko po to, by zwrócić na siebie moją uwagę? Pochlebiasz mi. Ale proszę cię, to żałosne — wypluł. — Jaki był cel tego niewyobrażalnie nieinteligentnego aktu, co tak naprawdę tobą kierowało?

— Właśnie dlatego to zrobiłem! — krzyknął. — Najpierw przerywa pan nasze lekcje oklumencji, obraża mnie i rzuca złośliwymi komentarzami, a przez resztę czasu mnie pan ignoruje. Wyrzucił mnie pan, gdy czekałem po zajęciach, by zadać panu pytanie. Trzy razy! To było bardzo ważne pytanie!

— Biedny, rozpuszczony Harry jest nieprzyzwyczajony do tego, że nie wszyscy w magicznym społeczeństwie mu się podlizują i go rozpieszczają. Rozumiem. — Kąciki jego ust uniosły się w nieprzyjemnym uśmiechu. — Dobrze zakładałem, że to może być jakiś absurdalny, egoistyczny motyw. Naprawdę, Potter, twoja oligofrenia jest tylko trochę mniejsza od twojego przytłaczającego zadufania. Ale różnica między nimi jest naprawdę ledwie zauważalna.

Harry poczuł jak jego twarz staje się czerwona. Nie pomógł mu wcale fakt, że nie miał mglistego pojęcia, co może oznaczać „oligofrenia”. A przecież ostatnio z nudów czytał słownik, kiedy został zamknięty w starym pokoju Dudleya.

— Z pewnością nie jestem… ee… z pewnością tak nie jest… — wydukał, świadomy, że właśnie zaczyna tracić przewagę.

Wargi Snape'a drgnęły na to stwierdzenie.

— Masz na myśli, że twoja oligofrenia znacznie przewyższa zadufanie? — spytał cierpko.

Chłopak, chociaż wydawało się to niemożliwe, poczerwieniał jeszcze bardziej.

— Mam na myśli, że chciałem z panem porozmawiać, a pan tak po prostu... no, nieważne. I wie pan co, ma pan rację! Jeśli chce mnie pan ignorować, to proszę bardzo. Ja wychodzę.
Ze spuszczoną głową skierował się w stronę drzwi.

— To byłoby wysoce niewskazane, biorąc pod uwagę, że nadal jesteś w trakcie szlabanu za swoje niedawne ekscesy.

Kiedy Harry usłyszał te słowa, wzdrygnął się gwałtownie i zatrzymał. Niski, aksamitny głos, którym operował nauczyciel, przywodził mu na myśl gorzką czekoladę.

— Dobrze pan wie, że tak właściwie nic nie zrobiliśmy. Zmusiłem Rona i Hermionę, żeby w ogóle zgodzili się mi pomóc w realizacji tego głupiego pomysłu, a i tak w efekcie rzuciliśmy tylko drobne zaklęcie. Potem był wielki huk, mnóstwo popiołu, sadzy i trochę zatrzęśliśmy posadzką. Czar zadziałał jakoś inaczej. Hermiona chyba nazwała to falą uderzeniową, czy jakoś tak. Przedtem starannie oznakowaliśmy wszystkie pańskie eliksiry i inne mikstury i zabezpieczyliśmy je, żeby nie stałaby się im żadna krzywda. Właściwie, dlaczego w ogóle zostaliśmy ukarani?

— Właściwie, dlaczego nie dasz mi szczerej odpowiedzi co do twojej motywacji? — odpowiedział pytaniem na pytanie Snape. — „Potrzebowałem uwagi" jest, nawet jak na ciebie, zbyt infantylne, by było wiarygodnym, Potter.

— Dałem panu szczerą odpowiedź — odpowiedział Harry, a jego głos był kompletnie pozbawiony emocji. — Nie dbam o to, czy mi pan wierzy. Chciałem tylko zadać jedno pieprzone pytanie. Może pan mówić czy robić cokolwiek pan zechce, proszę mnie ukarać, jak pan tylko sobie życzy. Ja już panu dziękuję. — Obrócił się ponownie i wyszedł flegmatycznym krokiem.

Przysiągłby, że usłyszał, jak pozostawiony samemu sobie Snape westchnął ciężko. Ale mimo wszystko nie mógł uwierzyć, kiedy usłyszał głos nauczyciela:

— Potter, wracaj tutaj. Jeśli musisz zadać to nieszczęsne pytanie, zrób to teraz. Bądź świadomy, że nie dam ci drugiej szansy.

Harry nawet się nie spostrzegł, kiedy stał z powrotem na progu klasy.

___________________________________

2019 rok
Opublikowałam 7 rozdziałów
Opublikowałam 2 miniaturki
Rozpoczęłam 0 opowiadań
Zakończyłam 1 opowiadanie
Powrót do góry Go down
Lampira7
Bard
Bard
Lampira7

Female Liczba postów : 391
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: Re: [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]   Wto Wrz 08 2015, 20:25

Rozdział 3: To spowiedź, czy po prostu cieszysz się na mój widok?

Harry wziął głęboki wdech przed ponownym wejściem do sali. Kiedy przekroczył próg, posłał profesorowi wyzywające spojrzenie.

Wyglądało na to, że nie zrobiło ono na mężczyźnie żadnego wrażenia.

— Zatem? — zaczął Snape stonowanym, ale pewnym głosem. — Powiedziałeś, że masz pytanie. Najlepiej zadaj je szybko, zanim pomyślę, że kłamałeś i chciałeś wyłącznie mojej uwagi. Jeśli tak jest, mam nadzieję, że będzie ci bardzo przykro.

Harry zamrugał parokrotnie. Ostatnia szansa.

Czy istnieje jakakolwiek możliwość
, zastanawiał się, że tym razem nie zawalę sprawy?

Nabrał powietrza, po czym wydusił:

— Jestpantutajjedynymnauczycielem… — gwałtownie odetchnął, po czym kontynuował — dlategoty… Zgadza się pan? — zakończył nagle.

Zabrakło mu tchu i niemal zemdlał. Z pewnością to sknocił. Tak, na pewno to spartaczył i to na całej linii. Na sto procent.

Severus wpatrywał się w niego przez dłuższą chwilę.

— To była wężomowa, walijski, dialekt młodych Gryfonów czy po prostu jakiś bełkot? — zapytał uprzejmie, a jedna z jego brwi uniosła się elegancko.

Harry czuł, że na policzki ponownie wypływa mu rumieniec. Odchrząknął nerwowo.

— Jest pan tutaj jedynym nauczycielem, który pracował z… z Sam-Wiesz-Kim — wyjąkał, pamiętając o awersji Mistrza Eliksirów do imienia czarnoksiężnika. — I… ogólnie wiadomo, że chciałby pan nauczać Obrony Przed Czarną Magią. A samodzielnie niewiele mogę zrobić... — kontynuował. Zwracał uwagę na tempo swoich słów, żeby nie powtórzyć mało inteligentnego wybuchu.

— Ja… naprawdę chcę, żebyś mi pan pomógł, po… ponieważ mam dość tych wszystkich podejrzliwych spojrzeń i nie chcę, by ktoś jeszcze zginął z powodu mojej głupoty — wycedził ostatnie słowa przez zaciśnięte zęby, czekając na nieuniknione zniewagi z ust profesora.

Kiedy spojrzał na nauczyciela, mężczyzna milczał, wpatrując się w niego intensywnie i w skupieniu. Jego czarne oczy błyszczały. Harry bezskutecznie próbował wyczytać z nich najmniejszą wskazówkę.

— Wysadziłeś moje laboratorium, ponieważ chciałeś… mojej pomocy? Ty naprawdę myślisz, że w to uwierzę?!

Harry wzruszył ramionami, dając chwilowy upust rosnącej frustracji.

— Cóż, po prostu… Nigdy mi pan nie odpowiedział. Nie chciał mnie pan widzieć.

— Jeśli dobrze sobie dobrze przypominam — powiedział niemalże konwersacyjnym tonem — zarówno w trakcie wakacji, jak i już po rozpoczęciu roku szkolnego zwracałeś się do mnie wyłącznie w celu oskarżenia, oczywiście w możliwie jak najordynarniejszy sposób, o spowodowanie śmierci twojego nieodżałowanego ojca chrzestnego — Uniósł brwi. Harry był zaskoczony, że Snape'owi udało się powiedzieć to tak spokojnie. — Nie przypominam sobie, byś kiedykolwiek pytał się mnie o coś związanego z nauką. Tak naprawdę, jestem przekonany, że zawsze zwracałeś się do mnie tylko po to, żeby mnie obrazić, zresztą w wyjątkowo mało wysublimowany sposób.

— I vice-versa — odburknął pod nosem. Snape spojrzał na niego uważnie.

— Jak najbardziej. Mimo wszystko, z tego, co sobie przypominam, ani razu nie wspominałeś, że moja pomoc jest ci niezbędnie potrzebna. Mniemam, że żadna nasza dyskusja nie miała prowadzić w tym kierunku. Natomiast pamiętam dość monotonne monologi w rodzaju: „Jesteś bezwartościowym, tłustowłosym bękartem, nienawidzę cię. Nie, tak naprawdę, to brzydzę się tobą. Powinieneś umrzeć. To ty miałeś zginąć! Czy masz pojęcie, jak bardzo mnie wkurzasz? Za każdym razem, kiedy jestem blisko ciebie, marzę o tym, by rzucić na ciebie zaklęcie uśmiercające. Pewnego dnia pójdziesz do diabła i mam nadzieję, że będę tym, który cię do niego wyśle. Nawet przez pięć sekund nie wierzyłem, że jesteś po naszej stronie. Czekasz tylko na odpowiedni moment, by oddać mnie Voldemortowi. Szczerze cię nienawidzę."

Profesor powiedział to wszystko stonowanym, niemal znudzonym głosem, przywodzącym na myśl recytowanie z pamięci długiej listy zakupów. Harry był bardziej niż zdumiony.

Chłopak czuł się coraz bardziej zażenowany. Ze wstydu nie mógł spojrzeć Snape'owi w oczy. Pamiętał to wszystko?

On sam mógł sobie przypomnieć tylko, że Snape uparcie unikał wszelkich konfrontacji w cztery oczy, czym doprowadzał go do szału. Przecież nie można kogoś tak uparcie ignorować! Przygryzł wargę, grzebiąc w zakamarkach pamięci. Tak, właściwie, całkiem możliwe, że mówił coś podobnego...

— Ja tylko nie pozostawałem panu dłużny — usprawiedliwił się. Powrócił myślami do tego, co zawsze mówił mu Snape. Skrzywił się, kiedy zaczął recytować: — Jesteś paskudnym, okropnym bachorem. Nigdy nikogo nie słuchasz, bo ty przecież wiesz lepiej. Pełen arogancji, za to kompletnie pozbawiony zdrowego rozsądku. Będzie dla wszystkich lepiej, kiedy w końcu się załamiesz. Jesteś absolutnie, nieznośnym, odrażającym bachorem. Och, Potter, proszę cię. Spróbuj rzucić na mnie klątwę zabijającą. Nie zamierzam tracić na ciebie mojego czasu, skoro każdą głupotę potrafisz zniszczyć przez patologiczny brak samokontroli. Jakże nieprzyjemnie jest ujrzeć cię, czekającego ponownie po zajęciach. Jeśli, do cholery, stąd nie wyjdziesz i nie odpieprzysz się ode mnie, zaoszczędzę Czarnemu Panu problemu i po prostu sam cię zabiję... — Harry urwał nagle i zacisnął mocno zęby.

Przez chwilę wydawało się, że przez twarz Snape'a przemknął cień zaskoczenia, jednak jeszcze zanim chłopak skończył mówić, nauczyciel opanował się i z jego twarzy nie dało się nic odczytać.

— Przypuszczam, że czekasz na przeprosiny — zadrwił, patrząc Harry'emu prosto w oczy.

Potter jedynie wzruszył ramionami.

— Nie, tak naprawdę, to nie. Powywlekaliśmy sobie cały ten szlam i teraz jesteśmy kwita. Pan przynajmniej cokolwiek odpowiadał — dodał cicho, wbijając spojrzenie w sznurowadła. Severus ledwie słyszał jego słowa.

— Co właściwie masz na myśli? Nie przypominam sobie, byś prowokował w ten sposób innych nauczycieli. Nie zachowywałeś się w ten sposób wobec przyjaciół. Nawet twoi wrogowie mieli święty spokój. Twój niewłaściwie ukierunkowany i bezsensowny gniew był całkowicie skupiony na mnie. — Ramiona wciąż miał skrzyżowane, a Harry mimochodem zauważył, że profesor zaciska pięści.

Snape był przekonany, że chłopak zaprzeczy. Potter jednak uśmiechnął się bez przekonania i odpowiedział spokojnie:

— Tak, ponownie ma pan rację. Właśnie za to też chciałem przeprosić. Nikt inny nie reagował. To znaczy, przez pewien czas próbowałem zmusić innych do jakiejś sensownej reakcji, ale… Ilekroć traciłem nad sobą panowanie i wpadałem w szał przed kimś, to… ech. Dumbledore będzie po prostu stał i patrzył na mnie wyrozumiale, a później powie coś, co ma brzmieć mądrze, a tak naprawdę nie będę umiał znaleźć w tym sensu. Molly Weasley się speszy i zaniepokoi. Rona i Hermionę zranię. Tonks uda, że wszystko jest w porządku, Moody skrzywi się i będzie chciał coś powiedzieć, ale tego nie zrobi. A profe… ee, Lupin załamie się kompletnie. I tak już wygląda, jakby był na skraju wytrzymałości. — W tym momencie Harry wyglądał na winnego. — Byłeś jedynym, który był… normalny. Traktowałeś mnie... może nie, jak dorosłego, ale prawie. Nie byłeś wyrozumiały ani troskliwy. — Musiał ukryć uśmiech, kiedy wyobraził sobie Snape'a wyrozumiałego i troskliwego wobec kogokolwiek.

Odchrząknął, szurając butem po podłodze. Czuł się dziwnie zakłopotany.

Też byłem kiedyś młody i wredny i wiem, że coś knujesz, mówiło skupione spojrzenie Snape'a. A teraz dorosłem i jestem bardziej niż wredny, chciałoby się dodać.

— Mam nadzieję, że był to ostatni raz — stwierdził lakonicznie — kiedy ktokolwiek odważył się nazwać mnie normalnym.

Harry zaśmiał się głośno, co wyraźnie zdumiało Snape'a. Być może to był pierwszy i ostatni raz, kiedy zrobił coś, co wywołało u chłopaka prawdziwy śmiech. Szybko oprzytomniał i przywdział charakterystyczną pozę mizantropa, który lubi torturować szczeniaczki, jednak jego zaskoczenie nie umknęło uwadze chłopaka. Z jakiegoś powodu Harry czuł się przez to jeszcze bardziej onieśmielony. O wiele lepiej byłoby kłócić się teraz ze Snapem - sadystycznym demonem, wysłanym z najgłębszych czeluści piekła jedynie po to, by uprzykrzyć mu życie. Normalna rozmowa wydawała się jakoś nie na miejscu.

Obaj przez dłuższy czas milczeli, nie chcąc zakłócać niezręcznej ciszy, lub obawiając się tego, co po niej nastąpi. Harry starał się nie patrzeć na profesora. Drżał i wiercił się niespokojnie. Był tak zdenerwowany, że czuł, że za chwilę znów zacznie się śmiać i tym razem nie będzie w stanie się opanować. I jakby jeszcze tego było mało, nie miał żadnego powodu, żeby być zdenerwowanym. On tylko stał tutaj ze Snape'em, rozmawiając, sprzeczając lub obrzucając się sporadycznymi zniewagami. Co gorszego, niż zazwyczaj, może mu powiedzieć Mistrz Eliksirów? Potter stwierdził, że taki tok myślenia nie zmniejsza krępującego go napięcia. Ten prawie-żart, zresztą pierwszy chyba w życiu Snape'a (czy tacy ludzie w ogóle żartują?!) powinien przecież rozluźnić atmosferę, a nie sprawić, że była jeszcze bardziej napięta. Być może było to tak dziwne, że czuli się przez to skrępowani i nie mogli się do tego przyzwyczaić.

Popatrzył do góry poprzez gęste rzęsy, w celu rozpoznania, starając się napotkać spojrzenie Snape'a, ale gdy tylko to zrobił, mężczyzna gwałtownie odetchnął i szybko odwrócił wzrok.

Napięcie w pokoju było wyczuwalne, niczym cienkie nitki przędzy. Harry poczuł, jak jedna z nich pęka z trzaskiem wewnątrz niego. Zerknął szybko na Snape'a, sprawdzając, czy może też to zauważył. Mężczyzna stał z zamkniętymi oczami i wyglądał na zaskoczonego. Srebra nić pękła. Poczuł to?

— Ty… twój dzisiejszy szlaban właśnie się zakończył — powiedział łamiącym się głosem. — Wyjdź. Możesz… możemy jutro porozmawiać o tym, w jaki sposób będziesz bronić się przed czarną magią. — Z każdym słowem jego głos stawał się silniejszy. Otworzył oczy dopiero, kiedy skończył mówić.

Były takie jak zawsze. Harry spoglądał na niego przez dłuższy moment.

— Zamierzasz czekać do momentu, aż posunę się do rękoczynów i faktycznie wyrzucę cię z tego pokoju? — zapytał, marszcząc brwi.

Potter szybko pokręcił głową.

— Właśnie pomyślałem sobie, że… żadna z pańskich mikstur nie została w rzeczywistości uszkodzona, co nie? Rzuciliśmy kilka szklanek na podłogę, żeby się wydawało, że to eliksiry uległy zniszczeniu. A tak naprawdę wszystkie fiolki i menzurki schowaliśmy w magazynie i okryliśmy słomą. Sądziliśmy, że będą tam bezpieczne, ale czar wyszedł… trochę bardziej wybuchowo niż się spodziewaliśmy.

Severus Snape zacisnął wargi.

— Eliksiry były w porządku. Niezależnie od twojej głupoty — wymamrotał — mogłeś bez problemu wysadzić coś w klasie, skoro aż tak bardzo chciałeś ze mną porozmawiać. Mogłeś to zrobić nawet po zajęciach, skoro to było dla ciebie takie ważne.

Harry uśmiechnął się lekko, a Severus pochylił głowę, czekając na odpowiedź.

— Tak, ale kiedy się stało oczywiste, że nie będzie pan chciał ze mną więcej rozmawiać i nie mogłem wspomnieć o Voldemorcie w środku lekcji ani o tym, jak mogę zabić jego ludzi, postanowiłem spytać się o to prywatnie. Byłem wściekły, że nie chciałeś ze mną rozmawiać po zajęciach, więc… wyciąłem kawał godny Huncwotów. Musiałem zrobić coś imponującego, bo chciałem rozwiązać trzy różne kwestie. Pierwszą było zwrócenie na mnie pańskiej uwagi i jej utrzymanie. To musiało być coś, po czym zapomni pan, że ma ze mną nie rozmawiać. Drugą rzeczą było doprowadzenie do tego, żebyśmy zostali sami. Nie chciałem, by ktoś nam przeszkodził w rozmowie o Voldemorcie. Chciałem, żeby pan był rzeczywiście wściekły za to, co się stało, za ten wybryk. Musiałem zrobić coś, w czym nie przeszkodziliby inni nauczyciele. Innymi słowy, musiałem to zrobić, gdy był pan pobliżu. Byłem przekonany, że złapie mnie pan za szmaty i zaciągnie do izby tortur, wrzuci do jeziora, albo coś w ten deseń. W każdym razie, miał pan zrobić coś natychmiast, a ja od razu miałem powiedzieć to, co miałem do powiedzenia. Plan w obu tych przypadkach zakończył się porażką, ale zdałem sobie sprawę, że ten szlaban jest nawet lepszy, niż to, co zaplanowałem. Dzięki temu zdążył się pan uspokoić i mógł mnie pan wysłuchać. — Uśmiechnął się do profesora, który wpatrywał się w niego z niedowierzaniem.

— Widzę, że... włożył pan w to sporo wysiłku umysłowego, panie Potter. Aż trudno w to uwierzyć, że taki idiotyzm wymaga aż tyle myślenia. Równie głupiego myślenia, dodam. Tyle kombinowania, żeby osiągnąć szczyt kretynizmu. Zawsze byłem przekonany, że jeśli ktokolwiek jest do tego zdolny, to właśnie pan, panie Potter. Myślę, że nawet może pan na tym kiedyś zarobić... A trzecia rzecz, panie Potter? Co było trzecią rzeczą, którą chciałeś osiągnąć? — spytał bez typowej złośliwości, ale wciąż wyglądał na niewzruszonego i sceptycznego.

— Ach. Trzecia rzecz… cóż… nie była ona… konieczna, ale czułem, że potrzebuję czegoś specjalnego, z polotem. Zrobiłbym z siebie o wiele większego głupka, stercząc pod drzwiami pańskiego gabinetu i wydzierając się. Tak naprawdę chodziło o dumę, styl i o Syriusza. Czułem, że pochwaliłby to. W pewnym sensie, był to hołd.

— Wzruszające. — Snape wywrócił oczami, krzywiąc się.

— Taa. Chciałem zwrócić na siebie pańska uwagę, utrzymać ją i sprawić, że przestanie mnie pan ignorować. W dodatku, chciałem porozmawiać na osobności. Trzecią rzeczą było odwrócenie naszych ról. Przecież mogłem pana zaczepić w dowolnym miejscu, dopaść gdzieś po zajęciach, ale… gustowniej było zmusić pana, żeby pan sam do mnie przyszedł.

Snape oniemiał. Harry, widząc jego oszołomioną i raczej urażoną minę, uśmiechnął się anielsko i, odwracając się wdzięcznie na pięcie, skierował się z powrotem do wieży Gryffindoru.

W czasie, gdy Hermiona i Ron wciąż męczyli się na szlabanie u Filcha, martwiąc się o przyjaciela i zastanawiając się, jak paskudną karę otrzymał, Harry przemierzał puste korytarze tanecznym krokiem, uśmiechając się subtelnie i myśląc o swoim szlabanie. W sumie czuł, że wypadł całkiem dobrze.

___________________________________

2019 rok
Opublikowałam 7 rozdziałów
Opublikowałam 2 miniaturki
Rozpoczęłam 0 opowiadań
Zakończyłam 1 opowiadanie
Powrót do góry Go down
Lampira7
Bard
Bard
Lampira7

Female Liczba postów : 391
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: Re: [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]   Nie Wrz 13 2015, 22:03

Rozdział 4: Jak myślenie może doprowadzić do odpowiedzi

Harry leżał w swoim łóżku z baldachimem, wpatrując się w ciemność. Od strony Neville'a dochodziło ciche pochrapywanie, reszta współlokatorów również spała głęboko. Oprócz Rona. Przyjaciel jeszcze nie wrócił ze szlabanu z Filchem i Harry miał poczucie winy. Teoretycznie wszyscy troje zdawali sobie sprawę z konsekwencji, ale to wcale nie poprawiało jego samopoczucia. To byłoby jakieś osiągnięcie - zmusić Mistrza eliksirów do zmiany ich kary. Był pewien, że dałoby się to zrobić. Musi przechytrzyć Snape'a drugi raz w tym tygodniu. Gdyby tylko wiedział, jak to zrobić...

Uśmiechnął się szeroko i zaplótł ręce za głową, rozkoszując się nocą. Jeśli tylko mógłby być z kimś szczery w tej kwestii - a był pewny, że nie powie o tym nawet Ronowi i Hermionie - to ten wieczór uważał za niezwykle udany. Dobrze, że jego przyjaciół nie było obok, bo zadowolony uśmiech chłopaka niechybnie zdradziłby, że spędził swój szlaban nie do końca tak, jak myśleli. Ale co zrobić, kiedy on naprawdę dobrze się bawił, próbując pokonać Snape'a w potyczkach słownych. Ten wieczór był jakiś dziwny, tak przynajmniej powiedzieliby Ron i Hermiona. Pewnie patrzyliby na niego w osłupieniu, a z ich twarzach malowałby się szok. Hermiona westchnęłaby i zapytała, jak to się stało i czy to wszystko było tak okropne, jak ona myśli.
A on wzruszyłby ramionami i odpowiedział od niechcenia:

— Och, cały ten szlaban ze Snapem to właściwie jakiś dowcip. Tak naprawdę, nie musiałem zbyt wiele robić. Pozwolił mi usiąść, byłem całkiem arogancki, nieco wredny i trochę go omamiłem. Potem otwarcie rozmawialiśmy, jak mężczyzna z mężczyzną. Opowiedział nawet kawał, a ja się zaśmiałem. I dzieliliśmy ten dziwny, zaskakujący i magiczny moment w rodzaju, motylków w brzuchu, kiedy jesteś szczęśliwy, zdezorientowany i nerwowy, i to wszystko w tym samym czasie. Atmosfera była napięta niczym struna gitary. Wręcz czułem, jak drży i nagle pęka bez powodu. Nagle wszystko wróciło do normy, ale tak nie było. Sądzę, że nigdy nie wróci do normy. Oczywiście, nie mam pojęcia, co to wszystko oznacza, a może wiem, tylko nie chcę się do tego przyznać nawet przed samym sobą. I stałem się lepszy od Snape'a w zgryźliwych uwagach. Czułem się tak, jakbym mógł latać i to był najlepszy moment w moim cholernym życiu. A także puścił mnie wcześniej, bo… tak myślę, że chyba mnie lubi, ale nie chcę się nad tym teraz zastanawiać. Było tego całkiem dużo, nie? I nudne. A jak wam poszedł szlaban?

Och, tak. To byłaby wspaniała rozmowa. Na ich twarzach pojawiłoby się niedowierzanie, później zmieszanie, a na koniec wstręt, i to wszystko w ciągu zaledwie kilku minut. Tak, stanowczo nigdy bym im o tym nie powiedział.

Stłumiwszy jęk, przewrócił się, chowając twarz w poduszkę.

Merlinie, co z nim było nie tak? Oczywiście, musiało być coś nie w porządku, jeśli myślał w ten sposób. Może był pod wpływem zbyt wielkiego stresu? Tak, to zapewne to. Ludzie zawsze robią dziwne rzeczy, gdy są zestresowani, a on zawsze był pod dużą presją. Hmm… to mogło być to.

Uścisnął nasadę nosa, zastanawiając się głęboko.

Nie myślał o tym. Nie pomyślałby o tym. To wszystko.

Przestań używać głowy, Harry. Właśnie, wystarczy nie myśleć i oderwać się od tego. Snape powiedziałby, że jesteś w tym DOBRY. O, cholera! Miałem nie myśleć o Snape'ie! Myśl o czymś innym! O dziewczynach, quidditchu. O zabijającym cię Voldemorcie – łapiącym, torturującym i mordującym cię na wiele interesujących sposobów. Wszystko będzie mniej niepokojące, niż to o czym pomyślał TERAZ.

W końcu poddał się i wstał z łóżka. To, o czym myślał, było niemal tak złe, jak śmierć Syriusza. Przynajmniej inni współczuliby mu z tego powodu, nawet jeśli nie wolałby tego dostrzegać.

To wszystko zaczynało zakrawać o obsesję, w dodatku na punkcie Snape'a, co prawdopodobnie nikomu innemu wcześniej się nie zdarzyło. Czy kiedykolwiek Snape był na tyle nie-niemiły i nie-okropny dla kogoś, żeby można to było nazwać lubieniem?

Harry prychnął.

Cholernie mało prawdopodobne, ale… właściwie? Nigdy nie wiadomo, co nie?

Nagle uderzyło Harry'ego to, jak mało wiedział o tym człowieku.

Z kim spędzał wolny czas, co robił dla przyjemności, dlaczego tak bardzo pragnął posady nauczyciela OPCM? Czy Śmierciożercy urządzają popołudniowe herbatki? Przypuszczał, że tak. Dobrze, nie urządzali typowych herbatek, ale coś musieli przecież robić, poza torturowaniem mugoli i knuciem, jak Czarny Pan może zyskać przewagę. A może robili coś takiego dla rozrywki? Mógł to sobie nawet wyobrazić:

— Potem zdarzyła się najśmieszniejsza rzecz. Nie uwierzysz w to! Mężczyźnie odpadła głowa! Tak, dokładnie o tym mówię! Tak bardzo się śmiałem, że narzędzie do miażdżenia kciuków wypadło mi z ręki. A ty co robiłeś w piątek z Lucjuszem? Ach, rzeczywiście. Kradzież z włamaniem to prawdziwa przyjemność, jednak jeśli nie grabisz i nie gwałcisz, to nie czujesz, że żyjesz.

Westchnął. Miał nadzieję, że Snape w ramach szpiegowania nie bawił się razem z nimi. Ale przecież chyba nie miał innego wyjścia. Gdyby odmówił udziału w imprezie, wiedzieliby, dlaczego. Odgadliby. Odgadliby wszystko.

Harry poczuł ucisk w żołądku.

Myślenie w niczym mu nie pomagało. Prawdopodobnie, Snape nie miał żadnych prawdziwych przyjaciół. Szpiedzy nie miewają przyjaciół, nie mogą sobie pozwolić na takie ryzyko. W szkole nie był zbyt lubiany, więc raczej też był samotny. Prawda?

Nagle Harry doznał olśnienia. Nie znał odpowiedzi na większość dręczących go pytań, ale... znał kogoś, kto mógł odpowiedzieć na przynajmniej jedno z nich.

Czuł się o niebo lepiej, kiedy wkładał na siebie pelerynkę niewidkę. Wymknąwszy się z dormitorium, prześlizgnął się przez pusty pokój wspólny i wyszedł ostrożnie przez przejście pilnowane przez Grubą Damę. Korytarze były puste i ciche, właśnie takie, jakie być powinny. Zamierzał właśnie kogoś obudzić, ale nie wydawało mu się to czymś niewłaściwym. Być może Snape miał rację, kiedy twierdził, że Harry jest skoncentrowany wyłącznie na sobie. Ale przecież mała pogawędka nie mogła nikomu zaszkodzić...

Gdzieś tam skrzywiony, ponury Filch pilnował, aby Ron i Hermiona robili coś nudnego i bardzo obrzydliwego. Może też Snape jeszcze nie spał i spacerował po swoich komnatach, a czarne, ciężkie szaty unosiły się za nim, trzepocząc złowieszczo.

Na usta wypłynął mu mimowolny uśmiech, kiedy szedł korytarzem, próbując nie robić żadnego hałasu. Brawura i poczucie zagrożenia narastały w nim, a on czuł się zupełnie jak w domu. Wreszcie był w domu, w Hogwarcie, wreszcie był sobą. Tak właśnie powinno być. Snape go prowokuje, więc Harry robi coś głupiego bez cienia namysłu.

Z łatwością skradał się nocą przez ciemne korytarze, w dół schodów, gdzie kroki rozbrzmiewały echem. Szedł tam, gdzie można spotkać pewnego wilkołaka.

___________________________________

2019 rok
Opublikowałam 7 rozdziałów
Opublikowałam 2 miniaturki
Rozpoczęłam 0 opowiadań
Zakończyłam 1 opowiadanie
Powrót do góry Go down
Lampira7
Bard
Bard
Lampira7

Female Liczba postów : 391
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: Re: [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]   Czw Wrz 17 2015, 18:34

Rozdział 5: Odwiedzając przerażającą, krwiożerczą bestię. Nie, nie Snape'a. Przynajmniej nie tym razem


Lupin wyglądał na wielce zdziwionego, kiedy otworzył drzwi.

— Harry? — Cofnął się, przecierając oczy.

Potter uznał, że jest to pozwolenie na wejście do jego komnat. Przygryzając dolną wargę, spojrzał na byłego profesora.

— No cóż… Muszę powiedzieć, że jest to dość niespodziewana wizyta.

Wilkołak z rozkojarzeniem przeczesał siwiejące już włosy. Zamrugał kilka razy, jakby liczył na to, że obraz młodzieńca przed nim zniknie. Młodzieńca z najbardziej nieuporządkowanymi włosami, z błyszczącymi od rozbawienia i planowanych intryg oczami. Stojącego przed nim boso, w czerwonej piżamie i z pelerynką niewidką, która wciąż częściowo zakrywała jego ramiona.

Harry starał się wyglądać na skruszonego, ale niedawne emocje, które mu towarzyszyły podczas skradania się szkolnymi korytarzami sprawiały, że nie mógł powstrzymać szerokiego uśmiechu, który zagościł na jego twarzy.

— Eee... Cześć — skinął uprzejmie głową. — Uprzedziłbym cię wcześniej o mojej wizycie, ale myślałem, że utknę na całą noc z Najbardziej Znienawidzonym Mistrzem Eliksirów. Nie sądziłem, że będę miał szansę wstąpić do ciebie. — Wzruszył ramionami, uśmiechając się ujmująco.

Lupin wyglądał na zaskoczonego tym, co usłyszał. Na jego twarzy wymalował się cały wachlarz różnych emocji. Najpierw pojawiło się zdezorientowane, co było całkowicie zrozumiałe. Jego potargane włosy jasno mówiły, że spał, nim pojawił się Gryfon. Harry znowu poczuł się winny, że obudził go ze snu, którego tak strasznie potrzebował. Następna była podejrzliwość. Harry pomyślał, że być może profesor zastanawiał się, dlaczego chłopiec wędrował sobie po szkole o tak późnej godzinie. Szybko jednak przyszło mu do głowy, że Lupin po prostu się niepokoił. Niemal ze sobą nie rozmawiali przez ostatnie miesiące i Harry nie szukał z nim kontaktu bez żadnej przyczyny. Potem na jego twarzy pojawiła się łagodność, ale tego rodzaju, że Potter zaczął podejrzewać, że były profesor faktycznie się martwi i dobrze to ukrywa.

— Ach, tak. Ja… słyszałem coś o tym. Czujesz się dobrze? Severus… nie uderzył cię ani nic, prawda? Harry, jeśli chcesz żebym interweniował, ja…

— Nie! Nie, nic w tym stylu, profe… Lupi… Re… Remusie. — W końcu udało mu się to wykrztusić.

To było dziwne uczucie.

Dlaczego tak trudno zwracać się do dawnego nauczyciela po imieniu, nawet jeśli sam o to prosi?

Można by rzec, że „profesor” było czymś więcej niż ulotną etykietą, a raczej stałą częścią osobowości człowieka.

Jakby to było zwracać się do Snape'a po imieniu? — zastanawiał się Harry.

Nie mógł sobie tego wyobrazić. Tak, jak nie mógł sobie wyobrazić mówienie do Dracona Malfoya „kotku”. Powrócił do rzeczywistości.

— Um… Nie, nic takiego nie miało miejsca.

Wpatrywał się w starszego mężczyznę, obejmując wzrokiem głębokie bruzdy na jego twarzy, widoczne zmęczenie, które wydawało się nigdy nie znikać. Mógł też zobaczyć zmartwienie, wątpliwości co do swego życia, tak jakby Lupin unosił się w próżni, zawsze niechętny do jakiekolwiek dotyku, nawet najbardziej przypadkowego. A przede wszystkim dostrzegał jego aurę, na którą zawsze zwracał uwagę. Była mieszaniną smutku, łagodności oraz żalu, a także komfortu, kompetencji i wielkiej inteligencji.

— Czy… czy chciałeś ze mną o czymś porozmawiać? — zapytał delikatnie Lupin, unosząc brwi.

Jego dolna warga drżała i Harry zauważył, że jego dłonie, nad którymi zazwyczaj panował, co rusz zaciskały się i prostowały. W jego głosie był pewien ból, ale Harry był pewien, że wykrył w nim również krztynę nadziei.

Wszyscy muszą się naprawdę o mnie martwić — pomyślał. A Lupin wygląda na zdenerwowanego, jakbym zaraz miał odwrócić się, nakrzyczeć na niego i odtrącić go.

Harry zakaszlał, opuszczając wzrok na dłuższy moment.

— Ech. Może usiądziemy na chwilę? — zaproponował cicho, ryzykując.

— Oczywiście, Harry! Tutaj… w drugim pokoju. Tu. — Poprowadził go do wytartej kanapy i pary wyściełanych foteli.

Harry był pewny, że Remus mógłby znaleźć coś lepszego w Hogwarcie. Zastanawiał się, czy nawet meble mogą się dostosowywać do właściciela i jego nastroju. Te tutaj wyglądały na niemal tak samo utrudzone i zmęczone jak Lupin.

Zajął miejsce naprzeciwko mężczyzny i, unikając jego spojrzenia przez dość długi czas, starał się uporządkować swoje myśli. Jedno pytanie nie dawało Harry'emu spokoju, jednak nie wiedział, jak ubrać je w słowa, ani czy w ogóle powinien je zadawać. Snape chyba naprawdę miał rację i chłopak zastanowił się, czy ma wystarczy mu sił, by spytać Lupina wprost. Może te wszystkie szaleństwa nie wynikały wcale z odwagi, tylko z głupoty? W końcu głośno westchnął. Lupin, targany wątpliwościami, cierpliwie milczał i pozwolił znaleźć odpowiednie słowa. Harry był mu niezmiernie wdzięczny.

— Obiecasz mi coś? — zapytał nagle.

Jego zielone oczy błyszczały niepokojem.

Lupin zastanowił się głęboko, zanim lekko skinął głową.

— Zależy, o co prosisz. Wiesz, że są sprawy, nad którymi nie mam władzy, i rzeczy, których zwyczajnie nie mogę ci ofiarować? — Jego oczy były pełne troski i smutku.

— To nie jest nic takiego. Mam na myśli, że jeśli byś miał to na uwadze i byłbyś ostrożny, to wszystko.

Lupin zamrugał.

— Dobrze. — powiedział powoli — Co takiego mam ci obiecać, Harry?
Gryfon przygryzł wargę.

— Obiecaj, że nie będziesz się ze mnie śmiał. To znaczy, śmianie się ze mną jest w porządku, ale nie jak… Proszę, nie patrz na mnie jakbym był dzieckiem. Chciałbym tylko… żebyś mnie wysłuchał i potraktował mnie poważnie oraz… rozważył to, co powiem. Chcę, żebyś miał na uwadze również moje uczucia i przemyślenia, niezależnie od tego, kogo one dotyczą. Po prostu... traktuj mnie normalnie i posłuchaj, proszę — skończył niezbyt przekonująco.
Zgarbił ramiona i zacisnął mocno ręce na kolanach. Wiedział, że nie miał żadnego prawa, aby o to prosić. Mimo wszystko pamiętał, że Lupin zawsze traktował go poważnie i miał nadzieję, że tym razem również tak będzie.

Remus nie mógł mieć pojęcia, do czego Harry zdążał, ale na pewno przeczuwał, że to coś bardzo ważnego. Widać było, że stara się podejść do tej sytuacji delikatnie. Nigdy nie można być pewnym, w jakim nastroju znajduje się przedstawiciel nastoletniej grupy wiekowej i w związku z tym pewna ostrożność zawsze jest wskazana.

— Oczywiście, Harry — powiedział, kiwając z powagą głową. — Cokolwiek masz do powiedzenia, wiedz, że cię szanuję i każda rozmowa przeprowadzona między nami będzie się opierać na tym szacunku.

To było takie szczere i banalne, takie Lupinowe i Harry uśmiechnął się do niego szeroko. Remus zrelaksował się. Gdyby to był jakiś test, zdałby go celująco.

Uśmiechnął się zachęcająco do swego byłego ucznia.

— I nie kłóć się ze mną — dodał nagle Harry.

— Postaram się. — Zmarszczył brwi i spojrzał na niego poważnie.

Wyglądając na zdeterminowanego, Harry wziął głęboki oddech i Lupin pomyślał, że nigdy jeszcze nie widział, by chłopiec był tak podobny do swego ojca. Gryfon ze świstem wypuścił powietrze.

— Remusie, przepraszam — zaczął. — Wiem, że w tym roku powiedziałem i zrobiłem wiele rzeczy. Okropnych, strasznych i niewybaczalnych. Poczekaj. — Podniósł rękę, nie pozwalając sobie przerwać. — Wiem, co prawdopodobnie powiesz, coś o stresie, żalu i jak każdy sobie z tym radzi. O tym, jak wiele przeszedłem i że żadne dziecko nie powinno tyle przeżyć w tym wieku. Uwierz mi, znam to wszystko na pamięć. Mogę używać tych wymówek, kiedy rozmawiam z Ronem i Hermioną albo z Dumbledore'em, z Tonks i z każdym innym, to bez znaczenia. Ale przecież nie mogę tak tłumaczyć się przed tobą! Przecież przeżyłeś to samo, kiedy Syriusz umarł! Podejrzewam nawet, że przeżyłeś to gorzej, niż ja, bo przecież... no wiesz, to, że myślałeś, że jest tym, który zdradził moich rodziców, a on zrezygnował z bycia Strażnikiem Tajemnic, bo sądził, że ty nim zostaniesz. I… i nawet nie biorąc tego pod uwagę… nie było ci łatwo. Słyszałem, jak kiedyś mówiłeś o swoim dzieciństwie. O tym, jak nie miałeś przyjaciół, bo jesteś wilkołakiem. I jak bolesne są przemiany i jak bardzo bałeś się, że ktoś przez ciebie zginie. Że kogoś zabijesz. Zresztą, nieważne. Chodzi o to, że byłeś tam ze mną, widziałeś, jak ginie, obaj widzieliśmy to wszystko… Troszczyłeś i martwiłeś się o mnie i o innych, jak zawsze. Ja taki nie byłem. I ja… ja naprawdę podziwiam cię za cierpliwość. Byłem tak koszmarnym bachorem, że nie mam pojęcia, jakim cudem udawało ci się panować nad sobą w mojej obecności. Ja bym się dawno uderzył i, szczerze mówiąc, gdybyś mnie trzepnął, to nawet bym nie miał pretensji. Może przynajmniej bym się w końcu zamknął, albo chociaż zaczął mówić z sensem. Zrobiłbym cokolwiek, czego nie robiłem w tamtym czasie. Albo mogłeś poprosić o to Snape'a. Z przyjemnością by się tym zajął.

— Jeśliby kiedykolwiek podniósłby na ciebie rękę, wyrwałbym mu ją i zatłukłbym go na śmierć jego własnym ramieniem — powiedział stanowczo, wzburzony. — Wiem, że rzadko się widujemy i pojawiam się w Hogwarcie tylko w sprawach Zakonu, ale mam nadzieję, że jeśli coś takiego się zdarzy, powiesz mi. Nie uderzył cię, Harry? — kontynuował niespokojnie.
Chłopak potrząsnął stanowczo głową. Remus od razu się uspokoił. Wyglądał na zawstydzonego tym, jak się uniósł.

— Hmm... Nie, nigdy — zaczął mówić Harry. — Nieważne. Przecież wspierałeś mnie, chociaż ze wszystkim zostałeś sam. Ale jeśli kiedykolwiek będziesz chciał porozmawiać o Syriuszu, o tym, co się stało... Jeśli będziesz potrzebował otuchy, albo nawet kogoś, kto cię wysłucha, choćbyś miał krzyczeć… Mam na myśli, że wiem, jak się czujesz. Remusie, nie jesteś sam. Nie boję się ciebie, znam ryzyko, ale nie jestem tak głupi, by prowokować wilkołaka. Na pewno brakuje ci Syriusza i jest ci ciężko, o wiele bardziej niż komukolwiek. Wiem też doskonale to, teoretycznie nie powinno mnie to interesować, ale mimo wszystko... Chętnie cię wysłucham i pomogę w każdy inny sposób. Mam głęboką nadzieję, że ci to pomoże zrozumieć, że nie musisz się mną opiekować. Byłbym wdzięczny, gdybyś potraktował mnie jak dorosłego przez te kilka minut, chociaż wiem, że na to nie zasłużyłem. Byłbym wdzięczny gdybyś, uważał mnie za przyjaciela i zaakceptował moje przeprosiny. Ech… Wybacz mi, nawet jeśli na to nie zasłużyłem.

Spojrzał nieśmiało na Remusa i podał mu rękę, w końcu uważał się za dorosłego. Lupin, którego oczy były podejrzanie błyszczące, przyjął ją i przyciągnął Harry'ego do niedźwiedziego uścisk. Albo wilczego, jak kto woli. W każdym razie, żebra chłopaka uległy mało delikatnemu zmiażdżeniu, a tłumione pomruki wilkołaka wprawiały go w zakłopotanie, ale Harry zrozumiał, że prawdziwy mężczyzna może się czasem zawstydzić.
Remus uśmiechał się do niego promiennie znad filiżanki herbaty.

— Wiesz, wydawało mi się, że jesteś tak bardzo podobny do swojego ojca. Teraz uświadomiłem sobie, że jesteś podobny również do Syriusza i być może odrobinę do mnie. — Kąciki ust uniosły mu się do góry. — Do każdego z nas — dodał. — Właściwie, przypominasz mi Syriusza. Jamesa, oczywiście, też, wygląd robi swoje. Ale kim naprawdę jesteś? Wydaje mi się, że jesteś ulepiony z tej samej gliny co Syriusz. Masz upodobanie do dramatu i bez względu na wszystko chronisz swoich przyjaciół. Syriusz również taki był. Zawsze do przodu, pędził na oślep, jeśli ktoś tylko rzucił mu wyzwanie. I z przyjemnością wysadziłby salę eliksirów.

Po tych słowach Harry uśmiechnął się i wyprostował. Więc miał rację! Po chwili pochylił się z powrotem, chcąc usłyszeć coś więcej od Lupina. Tak rzadko mieli okazję porozmawiać szczerze w cztery oczy i Harry był spragniony każdego najdrobniejszego szczegółu. Obserwował, jak twarz wilkołaka łagodnieje pod wpływem wspomnień.

— Mimo wszystko, jesteś też bardzo podobny do Jamesa. Przede wszystkim z wyglądu, ale nie tylko. Postępujesz słusznie, nawet jeśli wymaga to dużej odwagi. Ja nigdy nie miałem tej cechy. Jesteś pełen zapału, jak my w twoim wieku, i tak samo tego nieświadomy. Dopiero, kiedy przestaliśmy sobie wzajemnie ufać, zrozumiałem, jak silni byliśmy we czwórkę — zatrzymał się, wolno sącząc herbatę.

Był nieobecny duchem.

— Nie jestem tak inteligentny jak ty — powiedział spokojnie Harry. Zastanawiał się, w czym, według Lupina, są podobni. — I nie jestem na tyle opanowany, by przemyśleć wszystko, jak ty to robisz. Nie zawsze wiem, co powiedzieć, gdy ktoś jest zdenerwowany i nie posiadam tyle samokontroli, co ty. Nie jestem w stanie być miły dla osób, które traktują niewłaściwie mnie lub moich przyjaciół. Nie jestem ani dojrzały, ani odpowiedzialny — podkreślił.
Lupin uśmiechnął się, a przy ostatnim stwierdzeniu nieznacznie uniósł brwi.

— Naprawdę tak myślisz? To, co powiedziałeś dzisiaj wieczorem, wymagało dużej dojrzałości. Myślę raczej, że musiałeś to dokładnie przemyśleć i włożyłeś w to spory wysiłek. Mógłbym wskazać wiele różnych sytuacji, kiedy potrafiłeś zachować spokój pomimo presji, jaką odczuwałeś. Masz niskie mniemanie o sobie, Harry. A co do tego, że nie wiesz, co powiedzieć, gdy ktoś jest wytrącony z równowagi, muszę ci po raz kolejny zwrócić uwagę, że bardzo dobrze poradziłeś sobie dzisiaj z taką sytuacją. Z ciężkim sercem myślę, że nie sprawiłem się najlepiej. Po wydarzeniach w Departamencie Tajemnic nie powiedziałem ci jednej ważnej rzeczy - tego, że zrobiłeś wszystko, co mogłeś. Całkowicie się załamałem, a ponieważ nie mogłem wymyślić niczego pocieszającego do powiedzenia, wycofałem się nic nie mówiąc. Obawiam się, że to wszystko źle załatwiłem.

— Nieprawda — zaprotestował ochryple Harry. — Zrobiłeś i powiedziałeś wszystko to, co było konieczne. Paradoksalnie, najbardziej podnosiło mnie na duchu to, że milczałeś. Tak, jakbyś wiedział, że powiedzenie kilku magicznych słów nie sprawi, iż poczuję się lepiej. Zamieszkałeś ze mną i byłeś obok, kiedy zabrakło Syriusza. Udawało ci się być uprzejmym w stosunku do Snape'a. Mam na myśli... jeśli TO nie oznacza, że jesteś urodzonym dyplomatą, to nie wiem co.

Lupin zaśmiał się krótko przy tym stwierdzeniu.

— Widzę, że jesteś również taktowny. Słyszałem także z wiarygodnych źródeł, że jesteś bardzo cierpliwy podczas tłumaczenia.

Harry uśmiechnął się powoli.

— Taaa, mówiono mi, że potrafię uczyć i jestem niezły w Obronie. Umiem zachęć kogoś, a przecież OPCM stosowałem w praktyce. Potrafię także dostosować zajęcia do ludzi, których próbuję uczyć. Chyba wiem, od kogo się tego nauczyłem. — Spojrzał przebiegle na Lupina znad swojej filiżanki herbaty i z rozbawieniem zauważył jego rumieńce.

Wilkołak wyglądał na lekko zakłopotanego, ale również na zadowolonego.

— Cóż... — odchrząknął. — Cieszę się, że mogę powiedzieć, iż nie byłem całkowicie bezużyteczny — powiedział z błyszczącymi oczami. Westchnął i oparł się wygodniej w fotelu. Przez kilka minut obaj siedzieli spokojni i zadowoleni.

— Harry? — zapytał w końcu Lupin.

— Mmm?

— Czy to dlatego mnie odwiedziłeś? By… przeprosić i prawdopodobnie porozmawiać o Syriuszu i innych takich? — Bursztynowe oczy wilkołaka patrzyły na niego przenikliwie, a w jego głosie brzmiało powątpiewanie.

— Eeee… nie, nie do końca — przyznał. — Chciałem z tobą porozmawiać o czymś innym, to naprawdę zwariowana sprawa. — Spojrzał na Remusa iskrzącymi oczami, uśmiechając się do niego pełen samozadowolenia. — Hej! Wiedziałeś od początku, prawda? — krzyknął. — Do końca życia byłbym przekonany, że cała ta rozmowa miała na celu nawiązanie porozumienia, wiesz, emocjonalnego.

— Faktycznie, to było oczyszczające — powiedział, uśmiechając się tajemniczo. —Wiedziałem, że nie przyszedłeś tylko przeprosić, że chodzi o coś ważnego.

— To nie jest naprawdę tak istotna sprawa — wymamrotał Harry. — Nie nazwałbym jej tak. Właściwie muszę stwierdzić, że wcale nie jest ważna — uspokajająco machnął ręką, ale nie patrzył Remusowi w oczy.

— Ach, naprawdę? To nie jest istotna sprawa, ale na tyle ważna byś przez nią nie mógł zasnąć, wyszedł z łóżka o drugiej w nocy i poszedł do swego byłego profesora Obrony Przed Czarną Magią z najbardziej wymownymi przeprosinami, jakimi mogłeś wymyślić, w nadziei, że może podzieli się z tobą swoimi spostrzeżeniami lub przemyśleniami w tej nieistotnej sprawie... Hmm?

W oczach Remusa pojawił się błysk i w tej chwili Harry mógł zobaczyć w nich wilka - nie wilkołaka, ale zwykłego wilka, które jest o wiele inteligentniejszy niż jakikolwiek pies. Dziki w swój naturalny sposób. Przez krótką chwilę Harry miał wrażenie, że te bursztynowe oczy błyszczą do niego, a na twarzy mężczyzny widzi wilczy uśmiech. Gdzieś w tle dostrzegał srebrną końcówkę machającego ogona. Potrząsnął głową i ta wizja odeszła.

— Coś się stało, Harry? — zapytał go Remus.

— Hmm? Och, nie. Nic. To jest to ważne, ale już wiem, że nie powinienem cię z tego powodu budzić.

— Czy nadal chcesz o tym porozmawiać?

— Coś w tym rodzaju. — Spojrzał z niepokojem na Remusa, zastanawiając się, czy nie powinien po prostu pozwolić biedakowi powrócić do spania. — Lupin kiwnął zachęcająco głową i Harry uznał, że dostał pozwolenie na dalsze mówienie. — Ech, Remusie, co byś zrobił… gdybyś chciał się zaprzyjaźnić z kimś, kogo nie zaakceptowaliby twoi przyjaciele? Z kimś, kto cię nie lubi, a może jednak lubi? I nie możesz tego stwierdzić, bo tak naprawdę się nie znacie. Nie jesteś pewien, czy powinieneś próbować go poznać, ponieważ twoi znajomi będą zdenerwowani i nie będą chcieli, byś się z nim zaprzyjaźnił. — Zastanawiał się, jak bardzo skomplikowanie brzmiało to dla Remusa i czy mógł to powiedzieć to prościej, nie dając mylnego wrażenia albo prawdziwego, co byłoby jeszcze gorsze.

— Hmmm… — zamyślił się Remus. — To brzmi identycznie jak to, co czułem do Severusa Snape'a, gdy uczęszczaliśmy do szkoły. – Wziął łyk herbaty, zamknął oczy i dzięki temu nie zauważył, że Harry zadławił się własnym językiem. Chłopak zapanował jednak nad sobą, zanim Lupin ponownie na niego spojrzał. — Tak naprawdę go lubiłem, ale Syriusz i James nie. Był bardzo inteligentny i w pewien sposób całkiem zabawny z tym swoim jadowitym językiem. Absolutnie mnie nie odstraszał, przynajmniej zanim nie nastąpił ten incydent w Wrzeszczącej Chacie. W poprzednich latach raczej mógłbym nazwać go przyjacielem, ale nigdy nie przeciwstawiłbym się w tym względzie twojemu ojcu i Syriuszowi. Obawiam się, że byłem zależny od ich przyjaźni i nie chciałem jej ryzykować. Starałem się być miły, chociaż jestem pewien, że nie doceniał tego. Ale czemu miałby to robić? — westchnął. — Biorąc pod uwagę, że nie byłem dobrym przyjacielem, nie takim jak dla Syriusza i Jamesa... no wiesz. Ale okazjonalnie z nami walczył, a czasami nawet dawał wsparcie. Tak jak wtedy, gdy Syriusz złapał go z Hue na modyfikacji czaru Squerpulus Evanescium. Myślę, że właśnie to zaklęcie sprawiło, że przez niemal cały miesiąc świecił w ciemnościach na fioletowo… Wtedy odwrócił się i wylał na nas Eliksir Uwielbienia, który jest tak samo niebezpieczny jak Eliksir Miłosny. James i Syriusz chodzili za nim przez dwa tygodnie głosząc, że jest następnym Mesjaszem i… — Remus mówił dalej, ale Harry starał się go nie słyszeć.

— Hmmm — odpowiedział, chcąc i nie chcąc jednocześnie to wiedzieć. Mógł zrozumieć, dlaczego Snape nie chciał, żeby ludzie się tym interesowali. Ciężko pracował, by spostrzegano go jako kogoś imponującego, potrafiącego zastraszyć. Starał się, by ludzie zapomnieli, że kiedykolwiek go tak traktowano. Byłby zdenerwowany, a nie używając eufemizmu, byłby „wkurwiony", gdyby wiedział, że Harry słyszał o tym wszystkim. — Nie miał żadnych przyjaciół? — przerwał wilkołakowi.

Remus wzruszył ramionami.

— Miał, kilku. Wszyscy byli Mrocznymi Czarodziejami i stali się w końcu śmierciożercami. Taki rodzaj ludzi jest mało lojalny w porównaniu do Syriusza lub Jamesa. Mogli mu pomóc uknuć kilka mściwych podstępów, ale nigdy nie zrobiliby czegoś, co mogłoby zwrócić na nich uwagę. Przypominam sobie, że Rosier od czasu do czasu rzucał złośliwą uwagę, ale nigdy nie stanął w obronie Snape'a.

— Och — powiedział cicho, ciągnąc za nieistniejącą nić wystającą z rękawa. — A dziewczyny? Takie, które miały pomalowane czarną szminką usta, zbyt dużo cienia na oczach i piorunowały wszystkich wzrokiem?

Remus roześmiał się na to.

— Przekonasz się, że w rzeczywistości Świat Czarodziei nie podąża za nowymi trendami, mimo postępów w innych dziedzinach. I nie sądzę, by Snape był kiedykolwiek kimś zainteresowany. On zawsze bardziej interesował się nauką. O ile mogę powiedzieć, miał czas jedynie na książki, klątwy i eliksiry. To były jedyne rzeczy, którym się poświęcał. W każdym razie przyszedłeś tutaj, by porozmawiać o tym, jak zostać potencjalnym przyjacielem, a nie o Severusie.

Harry pochylił szybko głowę, mając nadzieję, że zdradliwe gorąco zniknie z jego twarzy. Nie był jeszcze na to gotowy. Na szczęście Lupin wciąż mówił, pozornie nieświadomy jego dyskomfortu.

— Myślę, że ze względu na moje doświadczenie ze Snapem, mogę ci udzielić pewnej rady. Nie zważaj na to, co inni mówią i nie pozwól, by oni decydowali za ciebie. Jeśli Hermiona i Ron są dobrymi przyjaciółmi, a myślę że są, to zrozumieją, gdy im powiesz, że nie muszą lubić tej osoby, ale że ty ją darzysz sympatią. I powinni to zaakceptować. Postaw na swoim, Harry. Jesteś w tym dobry. Ta osoba może nie będzie chciała się zaprzyjaźnić, ale wysiłek włożony w to, by się tak stało, jest tego wart. Przyjaciele są bardzo cenni, Harry. Myślę, że ty i ja doskonale teraz wiemy, że prawdziwie dobry przyjaciel nigdy nie może być brany za pewnik. — Gryfon skinął ze zrozumieniem głową. Przez dłuższy moment uśmiechali się do siebie ze smutkiem. — Czas spędzony z kimś, kogo lubisz, jest naprawdę bezcenny. Czy ci to pomogło?

— Tak. Masz absolutną rację. Jak zawsze. — Harry odwzajemnił uśmiech — Nie wiem, jak inni zareagują, nawet jak ja zareaguję, ale i tak chciałbym spróbować. Będę działać powoli i ostrożnie. Nie będę nikomu narzucać swojego towarzystwa. — Zmarszczył nos. — Przynajmniej postaram się nie robić tego w przyszłości.

Czyli ponownie wysadzanie laboratorium, by zostać sam na sam, nie wchodzi w grę.

Lupin zaśmiał się, myśląc, że ten mówi o nim.

—Nie martw się, Harry. Jestem bardzo zadowolony, że przyszedłeś do mnie dzisiaj. Doceniam to… naprawdę… zrobiłeś dla mnie tak wiele dzisiaj, czego ja nigdy nie zrobiłem dla ciebie. Pamiętaj, że kiedy jestem w Hogwarcie, możesz do mnie przyjść o każdej porze. Nie jestem zdenerwowany, że odwiedziłeś mnie o tak późnej porze. Tak naprawdę jestem zaszczycony, że zaufałeś mi i zaoferowałeś przyjaźń.

Harry machnął dłonią w geście: „To nic takiego".

— Cóż... — Wstał, przeciągając się w długim ziewnięciu. — Myślę, że będzie lepiej, jeśli wrócę do łóżka. Będę jutro całkowicie bezużyteczny. — Spojrzał na Lupina, zastanawiając się, czy dostanie jakiś wykład na ten temat, ale wilkołak stłumił jedynie chichot.

— Dobrze ci tak. Być na nogach o tak późnej godzinie, męcząc starszych – nie znasz litości. — Również ziewnął. — Wyjeżdżam jutro po południu, więc jeśli będziesz mnie potrzebował rano, nie krepuj się i przyjdź. — Odprowadził Harry'ego do drzwi. — Wrócę jednak w ciągu kilku tygodni i wtedy będę do twej dyspozycji.

Gryfon wciągnął na siebie pelerynę niewidkę, zostawiając widoczną jedynie rękę, by się pożegnać. Uśmiechając się do siebie, wyszedł. Wyobrażał sobie wilkołaka, liczącego owce, i siebie samego, liczącego wilkołaki. Był pewien, że on i Remus będą teraz spać o wiele lepiej.

___________________________________

2019 rok
Opublikowałam 7 rozdziałów
Opublikowałam 2 miniaturki
Rozpoczęłam 0 opowiadań
Zakończyłam 1 opowiadanie
Powrót do góry Go down
Lampira7
Bard
Bard
Lampira7

Female Liczba postów : 391
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: Re: [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]   Pią Wrz 18 2015, 07:11

Rozdział 6: Ponieważ tak powiedziałem

Harry wpadł na Rona - i to dosłownie. Omal ich nie wywrócił, gdyż rudzielec stał w przejściu do Wieży Gryffindoru.

— Och — jęknął Weasley, masując swój żołądek, w który przypadkowo uderzył go łokieć przyjaciela.

— O Boże, przepraszam! — krzyknął, ściągając pelerynę-niewidkę. Był tak zadowolony, gdy pozbył się tych wszystkich dziwnych emocji, że stał się nagle bardzo zmęczony. W połowie drogi z komnat Lupina był już tak senny, że nie zauważył Rona. — Nie widziałem cię!

— Ani ja ciebie! — wypalił w odpowiedzi Ron, posyłając mu wściekłe spojrzenie — Ja przynajmniej mam usprawiedliwienie! Myślę, że zwichnąłeś mi śledzionę. — mruknął zrzędliwie, wciąż obolały. — Najpierw pięć godzin z Filchem, szorując posadzkę najnieprzyjemniejszymi eliksirami czyszczącymi, wydzielającymi najbardziej śmierdzące opary, jakie kiedykolwiek czułeś, i to na kolanach. Od tego szorowania pojawiły mi się na rękach pęcherze, a kolana krwawiły. Krwawiły, mówię ci! A potem ty musiałeś przyjść i wpaść na mnie jak rozpędzony tłuczek…

Harry’emu właściwie było go szkoda, choć bardziej z powodu jego szlabanu, niż dlatego że na niego wpadł. Ale Ron nie musi wiedzieć.

— Ron, naprawdę mi przykro. Nie powinienem tego robić, niczego nie powinienem robić! Wynagrodzę ci to. Tobie i Hermionie. Obiecuję! — powiedział ze szczerością, nieszczęśliwy.

— Dobrze, już wszystko w porządku — dał się udobruchać. — To nie było nic wielkiego. Nie martw się. Przynajmniej nie staliśmy na szczycie schodów, kiedy na mnie wpadłeś. Gdyby tak było, to moglibyśmy skończyć na dole ze skręconymi karkami. A tak w ogóle, um... Filch nie trzymał mnie tak długo, więc nie było tak źle. Zostawił nas w spokoju, chociaż jestem pewny, że skradał się, by uczepić się nas raz czy dwa, ale wtedy pojawił się Snape i ta dwójka gdzieś na chwilę odeszła… Był z tobą przez całą noc? Ponieważ wydawało mi się, że został z nami przez cały szlaban i nie było uczciwe, że pilnuje nas i Filch, i Snape. Niemal zacząłem płakać, kiedy usiadł i zaczął dyskusję o eliksirach czyszczących i ich użyciu przeciw zaklęciom niewidzialności i zacierającym urokom, ponieważ, jak on to powiedział: „Jaka to do cholery różnica, jeśli i tak nie widać plamy?"

— Eee… Po zastanowieniu, to nie był ze mną od samego początku — odpowiedział wymijająco, nie wiedząc jak wyjaśnić Ronowi, że żaden z nich tak naprawdę nie odbył do końca swego szlabanu.

— Dobra, w każdym razie wydawało się, że był z nami do samego końca. — Wywrócił oczami. — Nie mam pojęcia, jak z nim wytrzymałeś. Ale wszystko było okej! — dodał szybko, widząc jak na twarzy przyjaciela pojawia się ponownie uczucie winy. — Sprawił, że Filch był trochę roztargniony, przez co nie zwracał na nas uwagi, więc w pewnym sensie była to ulga, bo nie obserwował nas. I rozmawiali o niesamowitych rzeczach. To znaczy, to była prawdziwa burza mózgów. Wyobraź sobie kogokolwiek rozmawiającego z Filchem w ogóle. Jednocześnie, no nie wiem, Snape'a biorącego w tym udział. Naprawdę, Harry, to było dziwne. Zbyt nierzeczywiste. Snape wszedł, mówiąc: „Zawsze możesz wypróbować któryś z moich eliksirów Repellent* na drzwiach do Wieży Astronomicznej. To powinno trzymać te bachory z dala i nie będą nawet wiedzieć dlaczego tak się dzieje. Tylko jedna lub dwie osoby w szkole są wystarczająco inteligentne, by sporządzić Anty-Repellent, więc prawdopodobnie nikt się na to nie zdecyduje." I wtedy Filch powiedział: „A jedną z tych osób jest Hermiona Granger — wskazał na nią kciukiem — i właśnie przyszedłeś i powiedziałeś jej, jak się tam dostać." Snape spojrzał na niego, cynicznie odpowiadając: „Perfekcyjna Panna Granger? Czy ona kiedykolwiek zrobiła coś oprócz udawania, że wysadziła klasę eliksirów? Nie ma odwagi, by to zrobić. Nie wybierze się na Wieżę Astronomiczną. Straciłaby reputację, gdyby kiedykolwiek zostałaby złapana w jej pobliżu.” „Ta…" Zgodził się z nim Filch. „Ale drugą osobą, o której mówiłeś, jest Draco Malfoy i on zrobiłby to." Snape westchnął: „Tak, gdyby chciał. Wtedy spryskałby ją Mélangeof Lust** tylko po to, by ci dokuczyć i zrobić tam harmider. Nie mówiąc o tym, że wykorzystałby eliksir Repellent przeciw Sinistrze, tak by ta nie mogła wyjść ze swojej klasy i, biorąc pod uwagę mój stosunek do niej, ciężko mi powiedzieć, by było mi jej szkoda. Dobrze, może współczułbym jej, ale i tak bym ją zostawił na pewien czas w zamkniętej klasie, chociaż na krótko. Niezdyscyplinowane bachory poszłyby sobie myśląc, że mają wolne, a przez to staliby się podwójnie leniwi.”

W tym momencie Harry stłumił chichot.

— Tak, to brzmi jak coś, co mógł powiedzieć Snape.

— À propos… —zaczął Ron. — Czy dzisiaj wieczorem był dla ciebie bardzo okropny? To znaczy, muszę przyznać, że jestem mile zaskoczony, widząc cię… No wiesz, zdrowym i normalnym. Nie zostałeś przyklejony do brykającej świni, nie zbił cię na kwaśne jabłko ani nie jesteś niezdolny do kończenia zdań z powodu odmóżdżającego horroru ze Snape'em w roli głównej. Co ci zrobił?

Harry starał się wyglądać zwyczajnie i utrzymać wrażenie, że na szlabanie nie było wcale przyjemnie.

— Cóż, mógł być gorszy. Głównie kazał mi przepisywać zdania, a sam stał i mnie obrażał, i tego typu rzeczy. Jak zwykle, tak myślę. Kurczę, mam nadzieję, że nie obudzimy nikogo. Pewnie będą chcieli wiedzieć, jak przebiegł szlaban i przez to się nie wyśpię — powiedział, zmieniając temat. — A ty, czemu jesteś tak późno? Myślałem, że Filch pozwoli ci odejść kilka godzin temu.

Harry ze zdumieniem zauważył, że uszy Rona stały się czerwone.

— Ja… Myślałem, że Snape zrobi to samo — odpowiedział, brzmiąc dziwnie obronie.

Potter zbył to wzruszeniem ramion. Być może obaj mieli coś, o czym nieszczególnie chcieli rozmawiać. Pewnie po raz pierwszy w swoim życiu zrobił coś inteligentnego i nie drążył tej sprawy.

— Dobrze — powiedział Ron, uśmiechnął się i ziewnął zaraz. Obaj rozluźnili się odrobinę.

Jutro, być może, Harry będzie w stanie pomyśleć, co może zrobić w sprawie Rona i Hermiony. Być może — jeśli wyczerpanie nie spowoduje, że przez cały dzień będzie w stanie myśleć jedynie o tym, by stawiać jedną nogę przed drugą i jakoś przetrwać dzień. Boże, spraw, żeby tak było! Pomimo tego wszystkiego, kiedy wszedł do łóżka i naciągnął kołdrę na głowę, pomyślał, że było warto.

OoO

Następny dzień był gorszy niż Harry mógł to sobie kiedykolwiek wyobrazić. Rano był tak zmęczony, że przypadkowo założył jedną z szat Deana, chociaż uważał, że nie była to do końca jego wina. Wszyscy zostawiali swoje ubrania gdzie popadnie i taka pomyłka mogła się zdarzyć już wcześniej. Tylko że Dean był taki wysoki, a Harry taki… mniej wysoki, i było to zauważalne. Przez cały dzień ludzie zwracali na to uwagę, aż w końcu Harry przyznał, że jest to szata Deana, co doprowadziło do wielce zawstydzających żartów i plotek.

Na śniadaniu nałożył na talerz kilka owoców mango i był naprawdę wdzięczny Hermionie, że zwróciła mu na to uwagę, ponieważ był na nie uczulony i gdyby je zjadł, spuchłby niczym hipopotam i pewnie umarł. Następnie nie potrafił się wystarczająco skupić na transmutacji, by śledzić, co się dzieje na lekcji, przez co zamiast przemienić leżącą przed nim bransoletkę w stonogę, transmutował swoje notatki w kawałek tortu i nie potrafił odwrócić tego procesu. Sądził, że już nic gorszego mu się nie przydarzy tego dnia, gdy zasnął na zaklęciach, ale wtedy nadszedł trening quidditcha i był tak słaby, że nie potrafił ominąć Katie i oboje wpadali na drzewo. A po tym wszystkim nadszedł czas na… (Dumdumduuumm… Nie mógł przestać o tym myśleć.) szlaban u Snape'a.

Pokładał wielkie nadzieje w dzisiejszym wieczorze z powodu wczorajszych wydarzeń jak i nowo okrytej dojrzałości, ale musiał przyznać, że będzie… bardzo trudno być takim dojrzałym po trzech godzinach snu i dziesięciu godzinach słyszenia w najróżniejszych sytuacjach: „Ach, Dean. To takie słoooodkie. On nie może bez ciebie żyć, jeśli chce nosić twoje ubrania, by one mu o tobie przypominały." Albo: „Panie Potter, nie obchodzi mnie, że jest pan głodny. Tort nie jest stonogą, a pan miał transmutować bransoletkę w nią!", „Czy ktoś może rzucić na Pottera zaklęcie budzące? Tylko on chrapie…" i oczywiście to okropne uczucie, gdy skończył w plątaninie nóg i rąk ze wściekłą Katie Bell po niefortunnym uderzeniu w dąb.
Mimo wszystko wywlókł się z sali transmutacji tylko po to, by usłyszeć:

— Niemal trzyminutowe spóźnienie, panie Potter. Dziesięć punktów od Gryffindoru.

Spojrzał do góry na obojętną twarz profesora, stojącego przed tablicą, na której było napisane, „PONIEWAŻ PROFESOR SNAPE TAK POWIEDZIAŁ". Harry skrzywił się, gdy uświadomił sobie, że mężczyzna oczekuje po nim kilkusetkrotnego przepisania tego zdania.

— Do roboty, Potter — rzucił Snape i podszedł do krzesła, stojącego z tyłu klasy. Gdy Harry patrzył na niego z niedowierzaniem, dodał: — Czy muszę mówić wolniej? Wyraźniej? Czy muszę sięgnąć do mojego Słownika Dla Ignorantów, by przetłumaczyć to na język, którym się posługujesz?

Harry zamrugał kilkokrotnie ze złością, zanim podszedł do tablicy. Co się dzieje? Snape powiedział, że porozmawiają o obronie przed czarną magią. Wydawało mu się… że będzie inaczej niż wczorajszej nocy. Biorąc głęboki oddech, zaczął pisać, starając się zachować spokój. Obiecał sobie, że nie straci nad sobą panowania, ale przy Snape’ie było to trudne. Przygryzając wargi, zaryzykował szybkie spojrzenie znad ramienia na mężczyznę, który wpatrywał się w niego gorącym spojrzeniem.

— Następnym razem, gdy poczujesz potrzebę przerwania pracy i spojrzenia na mnie, dostaniesz Hammering Hex między oczy.— Harry był tym tak zaskoczony, że kreda wypadła mu z dłoni. Kiedy się wyprostował, ich oczy spotkały się ponownie. Speszył się z tego powodu tak bardzo, że ponownie ją upuścił. Usłyszał, jak Snape prycha. — Czy bardziej boisz się mnie niż Czarnego Pana, czy może zdarza ci się to zawsze, gdy w twoją głowę jest wymierzone przekleństwo? To jest zdumiewające, ale twoja nieustająca niedbałość jest na równym poziomie z głupotą i przytłaczającym zarozumialstwem.

Harry w końcu się wyprostował, spoglądając spod byka na profesora. Jaki problem ma ten mężczyzna? Bo brzmiało to, jakby jakiś miał.

— Co jest z tobą nie tak? — zażądał odpowiedzi, sprawiając, że oczy Snape’a zwęziły się niebezpiecznie. — Poprosiłem cię o pomoc w nauce obrony i wydawało się, że możemy przynajmniej o tym porozmawiać. I byłeś prawie ludzki wczorajszej nocy. Przynajmniej pod jej koniec. Co, do diabła, się zmieniło?

Snape wstał szybko. Mordercze spojrzenie wbite w twarz Harry'ego tak przestraszyło młodzieńca, że cofnął się o krok. Potknął się o kosz na śmieci i wydając pisk przerażenia, przewrócił się do tyłu, wykładając się częściowo na biurku nauczyciela. Prędko stanął na nogi, opierając się o krzesło McGonagall, spowodowało to jednak to, że się odsunęło razem z nim.

— Jeszcze nie zdążyłeś się zabić, Potter?

Przerażony spojrzał na stojącego majestatycznie nad nim Snape'a. Jego czarne szaty dalej nieznacznie falowały po przejściu przez pokój. Nienaganne brwi były uniesione.

Przez dłuższą chwilę oczekiwał, że mężczyzna będzie kontynuował, że obrzuci go upokarzającymi uwagami (Harry był pewien, że nigdy nie dał mu lepszej okazji), ale Snape tylko parokrotnie otwierał i zamykał usta. Nagle odwrócił się plecami do Harry'ego, który zobaczył jak te wąskie, arystokratyczne ramiona się trzęsą. Marszcząc brwi, Potter odepchnął krzesło, stając wreszcie na nogi.

Co się dzieje? — zastanawiał się.

— Um, Sir? Wszystko w porządku? — zapytał wstępnie, starając się zbliżyć wystarczająco, by zobaczyć co się stało, jednocześnie zostając poza zasięgiem Snape'a.

Mistrz Eliksirów wydawał z siebie stłumione, syczące dźwięki. Dłonie przykrywały większość jego twarzy. Nagle, jakby to wszystko wyssało z niego siły, pochylił się nad biurkiem jednego z uczniów, kładąc na nim łokcie. Twarz ukrył w dłoniach. Kiedy je zabrał w pomieszczeniu rozbrzmiał wesoły, basowy dźwięk i Harry gapił się na mężczyznę oszołomiony. Piekło musiało w końcu zamarznąć.

Severus Snape śmiał się.

*Repellent — odpychający.

**Mélange of Lust — eliksir o podobnym działaniu jak eliksir pożądania.

___________________________________

2019 rok
Opublikowałam 7 rozdziałów
Opublikowałam 2 miniaturki
Rozpoczęłam 0 opowiadań
Zakończyłam 1 opowiadanie
Powrót do góry Go down
Lampira7
Bard
Bard
Lampira7

Female Liczba postów : 391
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: Re: [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]   Pią Wrz 18 2015, 18:52

Rozdział 7: Smarkerus i gry umysłu

Harry wpatrywał się w niego przez dłuższy czas, niepewny co ma zrobić i co powinien czuć czy myśleć o tej sytuacji. Z jednej strony sprawił, że mistrz eliksirów stał się bardziej ludzki i było to raczej przyjemne, a z drugiej strony wiedział, że ten śmieje się z niego. Westchnął. Zawsze wiedział, że pewnego dnia zrobi coś, przez co Snape straci nad sobą panowanie. Po prostu nie wiedział, że musiał jedynie wywrócić się przez kosz na śmieci.

W końcu Snape, wciąż mamrocząc, zaczął się uspokajać.

— Niemożliwy… absolutnie… zadziwiający… niepowtarzalnie… niezdarny… — Otarł łzy wierzchem dłoni.

Potter opadł na krzesło stojące tuż przy mężczyźnie z zarumienioną twarzą.

— Cóż — powiedział gorzkim tonem, który wyrażał jak się czuł. — Mam nadzieję, że się uspokoisz, bo czeka nas mała pogawędka. Och, i jestem bardzo szczęśliwy, że tak bardzo rozbawiły cię moje wady. Tak bardzo ci dziękuję, Severusie Snape. Skończyłeś już?

— Tak, chyba że będziesz chciał dalej kontynuować swoje olśniewające, bohaterskie czyny, oraz ćwiczyć swoją zwinność i umiejętności akrobatyczne. — Odpowiedział. Jego oczy błyszczały ironicznym rozbawieniem. — Chociaż nie jestem przekonany do tych ćwiczeń, jeśli wciąż będą takie niebezpieczne. Tylko pomyśl o załamanym, szlochającym czarodziejskim świecie, który czytałby twój nekrolog: „Chłopiec, Który Przeżył wiele ataków Czarnego Pana, ale uległ Koszowi na Śmieci”. Jakże to byłoby tragiczne.

Harry wywrócił oczami.

— Do końca życia nie pozwolisz mi o tym zapomnieć?

— Pomyśl, jak długo będziesz żył z niegodziwymi koszami śledzącymi każdy twój ruch?

— Och, kurczę. Wystarczy już! Tak, tak, Harry jest Niesamowicie Niezdarny. Myślę, że już to ustaliliśmy. Bardzo zabawne. Tak, ha ha ha. Przestań! — Spiorunował wzrokiem Mistrza Eliksirów, który wciąż się śmiał. Westchnął. — Chcę rozmawiać o Obronie! — Nalegał. — Nie żartowałem, kiedy mówiłem, że potrzebuję twojej pomocy.

— Nie wiem, jakiej niby pomocy ode mnie oczekujesz. — Powiedział mężczyzna. — Mam małe doświadczenie z wszelakimi artykułami biurowymi. Och, dobrze, panie Potter. Nie wiem dlaczego jesteś tak negatywnie nastawiony do tego wydarzenia. Miałeś być po nim krytyczny wobec swojej osoby. — Z uśmiechem rozparł się wygodnie na krześle, wyciągając przed sobą nogi.

— Hmmm — mruknął Harry — Nie wyspałem się, w porządku? Ale tak na poważnie, Snape, powiedziałeś, że mi pomożesz.

— Powiedziałem, że z tobą porozmawiam. Zdecydowałem, że będzie to nierozsądne. Dyskusja zakończona. I nie waż się nazywać mnie „Snape” tym poufałym tonem, przeklęty, zuchwały bachorze. — Spojrzał na Harry’ego, ale jego wzrok nie miał swojej mocy, biorąc pod uwagę wcześniejsze wydarzenia.

— Mógłbym cię nazwać o wiele gorzej. — Odpowiedział sucho Harry. — Dlaczego nie będziesz ze mną rozmawiać na ten temat? Ponieważ będziesz się cieszył, oglądając jak umieram? — domagał się odpowiedzi. Jego oczy były nieustępliwe i przenikliwe.

Snape nie patrzył na niego.

— Ten problem nie pojawiłby się, gdybyś nie pakował się w te wszystkie sytuacje. — Odpowiedział wymijająco.

— Dobre sobie! — Krzyknął oburzony. — Doskonale wiesz, że to on pragnie mnie dorwać, a ja wcale go nie ścigam! Dobrze, tak było ostatnim razem, ale to chciałem osiągnąć. Bardzo żałuję tego, co zrobiłem i nie musisz mi wciąż o tym przypominać! — Ku przerażeniu Harry’ego, głos stawał mu się zachrypnięty i lekko drżący. Nie zacznie teraz płakać, nie mógłby. Nie tutaj, przed Snapem! Odwrócił się szybko, przygryzając wargę. — Ukrywanie się nie zapewni mi bezpieczeństwa żadnego rodzaju. On dalej będzie starał się mnie dopaść.

— Niewątpliwe. —odpowiedział cicho Snape. Przez długi czas milczał, a Harry zaczął zastanawiać się, o czym myśli. Z głębokim westchnieniem mężczyzna powiedział: — Przypuszczam, że mogę wrócić do lekcji oklumencji, ale to wszystko. I tak nie wiem, dlaczego powinienem to zrobić, chyba że tym razem włożysz w te zajęcia odrobinę wysiłku. Nie rozumiem, dlaczego mam marnować połowę życia, próbując uratować twoje.

Harry kiwnął głowy, wdzięczny że Snape nie kontynuował ich sprzeczki. To było z jego strony wielce taktowne.

— Postaram się. – Obiecał cicho. — Z pewnością to zrobię. Ale chcę się dowiedzieć więcej niż tylko to. Musi być coś więcej czego możesz mnie nauczyć. Dlaczego nie możesz mnie uczyć wszystkiego związanego z Obroną Przed Czarną Magią, tak jakbyś dostał tą posadę? — Harry przygryzł dolną wargę, wiedząc że wspominanie o tym było nietaktowne.

— Albus nie chce, bym uczył Obrony Przed Czarną Magią, więc oczywiste jest, że tego nie robię. — Powiedział cicho urażony Snape. — A ty powinieneś być wdzięczny już za samo zaoferowanie nauki oklumencji, biorąc pod uwagę twoją okropną postawę na ostatnich zajęciach.

—Dlaczego Dumbledore nie chce być uczył? I naprawdę jestem wdzięczny za lekcje oklumencji. To super, że to zaoferowałeś. — Snape posłał mu zdegustowane spojrzenie. — Ale jestem pewien, że gdybyś zapytał Dumbledore’a…

— Nie bądź niedorzeczny, Potter! — warknął na niego profesor. — Jak myślisz, ile razy ubiegałem się o to stanowisko? Uważasz, że Dumbledore odrzuca moje podanie bez przyczyny?

— Jaki… podał powód? — Harry zapytał nieśmiało.

— Żaden. — Odpowiedział krótko. — Czyż nie jest tak, że on nigdy nie musi podawać przyczyny ani nic wyjaśniać – to nie było pytanie. — Oczywiście musi mieć jakiś powód, ale ja go nie znam. Chyba nie wątpisz w naszego nieomylnego lidera, Potter? — Uśmiechnął się z wyższością, gdy Harry pokręcił głową. — Tak myślałem. Trzeba mu więc po prostu zaufać, gdy nie pozwala mi uczyć Obrony Przed Czarną Magią.

Harry wiercił się przez chwilę na swoim miejscu, przez co został nagrodzony grymasem ze strony Mistrza Eliksirów.

— Ale… on nie powiedział konkretnie, że nie możesz mnie uczyć, prawda? To znaczy, nie dał ci tej posady, więc…

— I? Nie widzę różnicy. — Stwierdził Severus, zdmuchując kilka cienkich pasm włosów z twarzy. Jego głos ociekał pogardą i Harry był pewien, że mógłby sprawić, że nawet rośliny by usychały.

— Być może martwił się, że będziesz uczył takich ludzi jak Neville Longbottom. — Powiedział pośpiesznie. — Przerażasz go niemal na śmierć, więc niczego by się od ciebie nie nauczył. Byłoby bardzo źle, gdyby nic nie wyniósł z Obrony, to byłoby niebezpieczne. Musiałbyś również uczyć Malfoy’a i innych, a oni przyswoili by sobie tą wiedzę i prawdopodobnie będą chcieli dowiedzieć się więcej i nie mógłbyś im odmówić, wiedząc że powiedzieliby o tym rodzicom. No dalej, Sna… To znaczy, sir. Proszę przynajmniej rozważyć możliwość uczenia mnie. Obiecuję pracować bardzo ciężko, nawet bardziej niż na moich zajęciach. Będzie pan również całkowicie odpowiedzialny za mój program nauczania, więc nie będziesz się musiał obawiać, że uczę się czegoś niebezpiecznego. Proszę? Musi być cokolwiek, czego według ciebie powinienem wiedzieć.

Brwi Snape’a powędrowały wysoko, gdy stanął przed chłopcem, który spoglądał na niego błagalnie. Zacisnął usta z grymasem.

— Naprawdę sądzisz, że dasz sobie radę z moim tokiem nauczania do końca roku, starając się faktycznie postępować według ustalonych instrukcji, podlegać jednocześnie moim nakazom, nie bacząc na to jakie byłyby one nieprzyjemne i poniżające? Uważasz, że okażesz mi odpowiedni szacunek i postarasz się być mniej irytujący niż zazwyczaj? Czy pohamujesz swój temperament niezależnie od tego, co ci powiem? Czy podejdziesz do tego na poważnie? Odasz się w moje ręce, zaufasz mi? Hmm? Czy jesteś w stanie zrobić którąś z tych rzeczy? — Zwrócił się do niego Snape, uśmiechając się z zadowoleniem.

— Tak, sir. Oczywiście, sir. — Harry zareagował natychmiast z całym entuzjazmem na jaki go było stać. Pewna jego część chciała wiedzieć, jak wiele będzie w tym wszystkim obrażania, ale powstrzymał się przed tym pytaniem. Wiedział, że nie może zrobić nic lepszego niż powiedzenie. — Zrobię wszystko co tylko każesz. — Oznaczało to rezygnację z skarżenia się, gdy ten każe mu zrobić coś, co mu się nie spodoba. Nie znaczy to jednak, że musi mu się to podobać. Snape prychnął i udzielił nastolatkowi sceptycznego spojrzenia. — Postaram się, obiecuję. Ufam panu.

Snape zamarł.

— To dlatego, że jesteś obrzydliwie naiwny, Potter — Powiedział dziwnym głosem.

Mistrz Eliksirów wpatrywał się przez dłuższy czas w tablicę, unikając wzroku Harry’ego. W końcu spojrzał na niego krzywo. Ich oczy się spotkały, Gryfon nie chciał przerywać tego kontaktu. Zastanawiał się, co Snape widzi. Szczerość? Jego gotowość? Upartość? Desperację? Gorliwość? To dziwne, ale budziło to w nim nikłą nadzieję. Harry poczuł niewytłumaczalną potrzebę, by spędzać czas w towarzystwie tego człowieka. W jego głowie wirowała niezliczona ilość obrazów, odpowiadających jego uczuciom. Przyglądał się im przez chwilę nim uświadomił sobie prawdę. Do cholery! Używa legilimencji! On jest w mojej głowie! Harry zaatakował, różdżka pojawiła się w jego dłoni, nim zorientował się co robi. Nagle znów w centrum jego wzroku pojawiła się klasa i Snape, który kręcąc głową usuwał pozostałości po zaklęciu Bumbuzling, którym uderzył go Harry.

— Nieudolnie, Potter. Bardzo nieudolnie. Jedynie zauważyłeś moją obecność po pięciu minutach w twoim umyśle. — Harry nic nie odpowiedział. Zacisnął tylko dłoń na różdżce. — Och, bardzo dobrze. — prychnął Snape. — Wydajesz się wystarczająco szczery w swoim pragnieniu, by to zrobić. Ale ostrzegam cię, Potter, nie oczekuj, że przejdziesz przez moje zajęcia w swoim niedbałym stylu. Jeśli zamierzasz się ode mnie uczyć, to lepiej żebyś przygotowywał się na te lekcje. Czy to jasne?

— Tak, sir. — Harry, zgodził się cicho, wciąż zły za atak na jego umysł. — Ale jest jedna rzecz, którą chcę abyś dla mnie zrobił. — Jego głos był tak pełen emocji, że Severus mógł jedynie na niego patrzeć, unosząc jedynie lekko brew.

— Co to, panie Potter? Już stawia pan żądania? Nie zamierzam bawić się w układy, jeśli już znajdujesz powody, by ominąć moje zalecenia. Być może zrezygnujesz z tego absurdalnego pomysłu.

— Nie wysuwam żadnych żądań. — Upierał się Harry. — To tylko prośba. Jeśli nie zechcesz jej spełnić, to możesz powiedzieć „nie”. Z pewnością nie zmuszę cię, byś powiedział „tak”. Pomyślałem, że jeśli byś uważał, że coś jest na tyle bezpieczne by mnie tego nauczyć, to jest również takie dla innych.

— Ach. Teraz już rozumiem. Chcesz wykorzystać to, o czym będę mówić, na potrzeby spotkań twojej bezsensownej Gwardii Dumbledore’a, o której tak wiele słyszałem. Zaczyna brakować lekcji dla beznadziejnych bachorów? —Zadrwił cynicznie z Harry’ego.

— Nie, to nie tak. — Zaprzeczył, zirytowany. — Nie chcę nikogo uczyć. Chcę byś ty to zrobił. I nie potrzebuję, byś uczył całej szkoły, tylko Rona i Hermionę. — Uniósł rękę przy nieartykułowanym warknięciu Snape’a. — Nie, wysłuchaj mnie. Oni wpadają w kłopoty prawie tak często jak ja i są moimi najlepszymi przyjaciółmi, więc jest wielce prawdopodobnie, że będą blisko, gdy ktoś będzie usiłował mnie zabić. W dodatku to moja wina, że dostali szlaban. To ja byłem tym, który chciał tak bardzo z tobą porozmawiać, że posunął się do skrajności, przez co cię rozwścieczył. Proszę, wystarczy że się nad tym zastanowisz. Nie chcę, by ktoś jeszcze przeze mnie zginął. — Harry wyglądał na tak smutnego i wyczerpanego, że nawet Severus nie mógł zmusić się do tego, by powiedzieć coś, co pogorszyłoby jego stan.

— Och, bardzo dobrze. — Powtórzył z goryczą Snape. — Jednak, na Merlina, posiadanie ciebie jednego przy sobie jest piekielną karą, jak okropne musiałoby być przebywanie w jednym pomieszczeniu z waszą trójką? — Nacisnął nasadę swego nosa, gdy Harry ukrywał swój uśmiech.

— Zaklęcie Bumbuzling zadziałało zaskakująco dobrze, czyż nie? — Powiedział, oczekując że zostawią ten temat, póki mężczyzna był jeszcze w dobrym humorze. — Czy moglibyśmy spróbować jeszcze raz?

Severus z sykiem wypuścił powietrze spomiędzy zaciśniętych zębów.

— Już żałuję, że się na to zgodziłem. — Mruknął złowrogo. Wstając szybko, zwrócił się do Harry’ego. — Zatem? Sam tego chciałeś! Wstań. Przygotuj różdżkę. — Piorunował go o wiele bardziej wściekłym wzrokiem niż zazwyczaj, gdy krzyknął. — Legilimens! — Harry poczuł, jak wspomnienia pojawiają się w jego umyśle. Słyszał siebie krzyczącego. Snape zakończył swoje zaklęcie. Otumaniony potrząsnął głową, kiedy Mistrz Eliksirów kontynuował przyglądanie mu się swoim zimnym spojrzeniem. — Tym razem użyć słabszego zaklęcia? Czarny Pan schrupałby cię na śniadanie. — Oznajmił z pogardą. — Przygotuj się. Legilimes! — Krzyknął ponownie i Harry zobaczył siebie z Snapem w tym samym pokoju, w którym byli teraz. To było wspomnienie wczorajszej nocy. Było one zamazane, obserwował siebie śmiejącego się i dziwną ekspresję na twarzy profesora. — Expelliarmus! — słyszał siebie krzyczącego zaklęcie i wspomnienie zniknęło. Kiedy jego umysł znów był jasny spostrzegł, że Snape obserwuje go z zagadkową miną.

— Za wolno, Potter. Zbyt wolno. Spróbuj jeszcze raz.

Próbowali więc raz za razem i Harry był pewny, że z czasem idzie mu coraz gorzej i był tym faktem coraz bardziej przybity. A Snape wciąż był w tym swoim okropnym nastroju. Nastolatek dalej nie rozumiał, dlaczego zachowuje się tak zimno, by następnie pozwolić sobie na chwilowy śmiech, i na koniec wrócić do swego wcześniejszego zgorzknienia. Był dzisiejszej nocy na przemian porywczy i powściągliwy, ale głównie to drugie. Dlaczego, do licha, taki był? Harry nie mógł zrozumieć tego człowieka.

W końcu Snape zagłębił się w jego umysł, dostrzegając wspomnienie Harry’ego w którym Mistrz Eliksirów był poturbowany przez Puszka. Jakiegokolwiek zaklęcia użył Gryfon, uderzyło ono w ich obu i spowodowało, że zostali odepchnięci do tyłu. Profesor oczywiście natychmiast odzyskał równowagę, za to Harry potknął się o swoje szaty i wylądował ciężko na tyłku. Krzywiąc się (wylądował na nim tyle razy dzisiejszego wieczora, że ludzie pomyślą, iż Snape go zbił czy coś), spojrzał rozdrażniony na mężczyznę.

Snape westchnął głęboko, spoglądając z irytacją na ucznia.

— Świetnie, panie Potter. Jeśli nie możesz już wytrzymać albo nie masz hartu, by kontynuować dzisiejsze zajęcia, oczekuję twej obecności jutro. Możesz powiedzieć pannie Granger i panu Weasley, żeby ci towarzyszyli. Jestem pewien, że będziemy się świetnie bawić. — Wyglądał na chorego na samą myśl o tym. Harry udał się do drzwi, wdzięczny że może w końcu pójść do łóżka. Niemal już wyszedł z klasy, gdy dotarł do niego szyderczy głos Snape’a. — Panie Potter, następnym razem jeśli będziesz chciał założyć ubrania swego chłopaka, przynajmniej je dopasuj. Zrób to, jeśli nie chcesz skręcić karku.

Harry wiedział, że jego twarz raz jeszcze pokryła się czerwienią. Przez cały długi dzień wysłuchiwał chichotów, insynuacji i wytrzymywał spojrzenia uczniów z każdego domu. Było to niezmiernie nieprzyjemne, ale starał się to ignorować. Jednak o wiele gorzej było, gdy Snape myślał, że Dean Thomas jest jego chłopakiem.

___________________________________

2019 rok
Opublikowałam 7 rozdziałów
Opublikowałam 2 miniaturki
Rozpoczęłam 0 opowiadań
Zakończyłam 1 opowiadanie
Powrót do góry Go down
Lampira7
Bard
Bard
Lampira7

Female Liczba postów : 391
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: Re: [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]   Pon Wrz 21 2015, 18:24

Rozdział 8: Nie ma niczego złego w strachu (jako afrodyzjaku)

Harry spał tej nocy tak głęboko, że był zaskoczony, iż w ogóle się obudził. Niestety wstał później niż powinien i musiał się pośpieszyć, by zdążyć do wielkiej Sali na śniadanie. Tym razem był przynajmniej na tyle ostrożny, by założyć własne szaty.

— O co chodzi, Harry? — zapytał go Seamus. — Jesteś tak zniewieściały, że nie masz wystarczająco odwagi, by przyjść i przyznać się otwarcie, że jesteś pedałem? — Nastolatek skrzywił się na to pytanie, a Finnigan roześmiał się.

Podczas śniadania Harry przypomniał sobie, że zdobył zgodę Snape’a na to, by Ron i Hermiona przyszli na ich następne spotkanie.

— Pamiętasz jak ci powiedziałem, że coś wykombinuję w sprawie szlabanów? — zapytał Rona. — Tak więc poprosiłem Snape’a, by mnie uczył Obrony Przed Czarną Magią, a on wyraził zgodę. I po długim błaganiu i jęczeniu namówiłem go, byś ty również mógł w tym uczestniczyć. Zatem dziś wieczorem możesz pójść ze mną i nie przychodzić już więcej na szlabany z Filchem.

Ron nie docenił tego, co osiągnął Harry.

— Niech to diabli, Harry! To coś gorszego niż wcześniejszy szlaban! Co on z nami zrobi?! — krzyczał z szeroko otwartymi oczami. Przyjaciel musiał chwycić go za ramię i potrząsnąć, każąc się uspokoić.

— Nie mów tak! — nakazał mu ściszonym głosem. — Snape właśnie na nas patrzy! Musimy go przekonać, że jesteśmy wystarczająco dojrzali aby sobie z tym poradzić, bo inaczej czeka nas prosta droga do naszych poprzednich szlabanów. Nie rozumiesz tego? — Argumentował Harry.

W końcu, zrezygnowany, wyprowadził przyjaciół z Wielkiej Sali do pustego korytarza. Spoglądał na jednego to na drugiego. Nawet Hermiona przyglądała mu się z zaniepokojeniem, tak jakby zgodził się do udziału w „101 sposób na utrzymanie głowy w paszczy smoka” albo „Jedzenie ognia dla przyjemności i zysku”.

— Proszę was. Nie możemy liczyć na inną możliwość nauczenia się tego wszystkiego, co powinniśmy wiedzieć.

— To prawda. — Hermiona przyznała mu rację. W oczach miała głód wiedzy. — Tak naprawdę nie wiemy, czego nie umiemy ani jak możemy uzupełnić nasze braki. Nie wiemy, jakiej wiedzy potrzebujemy, a co wiemy, i czy potrafimy to wykorzystać… Nie wiemy…

— Dziękuję, Hermiono. — Przerwał jej, rozdarty między wdzięcznością a irytacją. — Wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć. Posłuchaj, Ron. — Zwrócił się do swego najlepszego przyjaciela chcąc, by również zrozumiał. — Już wcześniej sprowadziłem na was niebezpieczeństwo. Byłeś z mojego powodu ranny. Inni przeze mnie zginęli. Nie mogę… Nie przeżyłbym, gdyby coś wam się stało z mojego powodu. — Przerwał, odwracając się. Ku jego zaskoczeniu, Ron chwycił go za ramię i szarpnął go tak, że z powrotem patrzył mu w oczy.

Nie waż się tak mówić. — Upomniał go z wściekłością w niebieskich oczach. — Szlag, Harry, to nie twoja wina! Byłeś tam, to prawda. Tak, podjąłeś decyzje. Każdy to zrobił. Dokonałeś tylko najlepszego możliwego wyboru, z wszystkimi jego konsekwencjami, jakie w tym czasie były możliwe. Zrobiłeś wszystko, co w twojej mocy, kumplu. — Uścisnął ramię Harry’ego. — Myślę, że większość osób zrobiłaby to samo. — Wytrącony z równowagi obserwował, jak w oczach przyjaciela pojawiają się łzy. — Teraz nie… — Zakłopotany pocieszał go. Ron spojrzał na Hermionę, niemo prosząc ją o pomoc. — To jest tylko… Och, przestań. To najgorsza rzecz, jaką możesz zrobić.

— Ron, nie bądź takim durniem — powiedziała Hermiona, wywracając oczami. — To jest dokładnie to, czego Harry w tej chwili potrzebuje. Chodź tutaj. — rozkazała mu takim władczym tonem, że Harry nie był zbytnio zaskoczony, kiedy jego twarz skryła się w jej ramieniu i włosach bez udziału świadomości. Jego ciałem strząsnął cichy szloch. — Tak, właśnie tak — wyszeptała, posyłając Ronowi krótkie i gniewne spojrzenie. — Pozwól temu wszystkiemu wyjść na zewnątrz.

—Na Merlina — wymamrotał Ron. — Rozpieszczasz go, wiesz? Jeśli stanie się zniewieściały, to będzie tylko twoja wina! Harry potrzebuje tylko trochę świeżego powietrza i być może kilku magazynów Play Wizard1. Z pewnością Fred i George mają jakieś. Wyślę do nich sowę.

Harry w tym momencie zaśmiał się. Uwolnił się z objęć Hermiony i szybko wytarł twarz rękawem.

— Dziękuję — podziękował im ściszonym głosem. Był zakłopotany tak jak i Ron, ale uważał, że zbyt długo są przyjaciółmi, by czuć się niewygodnie przez coś takiego. — Więc przyjdziesz? — Starał się nie wyglądać na zdesperowanego, ale był pewien, że przyjaciele dostrzegają to na jego twarzy.

— Oczywiście że przyjdziemy, Harry. — Oczekiwał tak stanowczej odpowiedzi od Hermiony, która radziła sobie o wiele lepiej z emocjami, ale nie spodziewał się takich słów od Rona. Uśmiechnął się niepewnie do przyjaciela, który pokręcił głową i oddał uśmiech przepełniony dezaprobatą. — I nie mów, że jesteś coś nam winny. Naprawdę nie lubię twego sposobu spłacania długów.

Harry wydał z siebie zdławiony chichot, dziękując losowi, że tym razem przyjaciel tak łatwo mu wybaczył. Przypuszczał, że nie powinien być tak bardzo zaskoczony. Ron był dobrym kumplem i ich przyjaźń przetrwała najróżniejsze walki, lęki i jego sławę, trolla, zadania oraz najróżniejsze przerażające sytuacje. Teraz mogą stanąć przed ostateczną próbą. Teraz zobaczą, czy ich przyjaźń zniesie Severusa Snape’a.

Cała trójka weszła do sali transmutacji. Zachowywali się potulnie, ale każdy z nich był kłębkiem nerwów. Wcześniej Harry poprosił Rona, by nie zachowywał się ordynarnie i dał szansę mistrzowi eliksirów. Chłopak zgodził się na to, ale niezbyt chętnie. Hermiona zachowywała się jak ich strażnik, czyli tak jak zazwyczaj, ale robiła to w imieniu wiedzy, więc różnica była zasadnicza.

Snape stał przy biurku (lepsze to, niż straszenie z przodu klasy) z nieprzeniknioną miną i błyszczącymi oczami. W ciszy wskazał im trzy miejsca przeniesione na środek klasy. Zajęli je nieco niepewnie. Na blatach leżały kawałki pergaminów, zapisane starannym pismem profesora, aż do samego końca, gdzie było umieszczone duże „X” w miejscu, gdzie mieli złożyć swój podpis. Ron i Hermiona wymienili między sobą zaniepokojone spojrzenie. Harry przejrzał szybko tekst i uznając, że wszystko wydaje się prawidłowe, złożył na pergaminie swój podpis, kończąc go rozległym zawijasem. Skończywszy, posłał przyjaciołom naglące spojrzenie.

— Rzuciłem na klasę zaklęcie wyciszające, zatem możemy rozmawiać swobodnie. — powiedział, wykonując odpowiednie ruchy różdżką. — Jakieś zastrzeżenia? — Nikt nie odpowiedział. Zaplanowanym ruchem odwrócił się przodem do nich. — Przypuszczam, że zastanawiacie się, czemu kazałem wam to podpisać. — Zrobił głęboki wdech, zamykając oczy i powstrzymując się by nimi nie wywrócić. — Tak, panno Granger?

Hermiona, której ręka podniosła się nim profesor skończył zaklęcie, prędko zatrajkotała:

— Sir, jest kilka zaklęć na tej umowie, które rozpoznaje. Są nimi Consentius Oblivatum2 i Fidelus Oath3 lub inne ich wersje i co najmniej dwa Tacitonium Persuedi oraz…

— I jaki z tego wniosek, panno Granger? — Snape przyglądał się jej dokładnie, tupiąc stopą. Odkąd weszli, ani razu nie spojrzał na Harry’ego.

— Ach… tylko się zastanawiam. Mam na myśli, że są to silne zaklęcia, a ja nienawidzę podpisywać umów z których nie mogłabym się wycofać… — Dziewczyna nieznacznie się zarumieniła, ale nie zmieniła swojej postawy — i okazuje się, że większość umieszczonych tutaj zaklęć właśnie to powoduje. Zobowiązuje do wykonania umowy.

Snape przypatrywał się jej przez chwilę, jakby rozważając jej słowa.

— Oczywiście to robią. Mógłbym faktycznie stracić pracę przez to nieprawdopodobne porozumienie. Ledwie byłem gotowy to zrobić bez zapewnienia ochrony własnej osoby. W pewien sposób nie byłbym zdolny to zrobić bez szczególnego powodu do tego. Potter, właśnie przed chwilą, zgodził się podpisać umowę bez żadnego pytania. Jeżeli jest to coś, co twój ukochany Złoty Chłopiec może zaakceptować, dlaczego uważasz to za tak uciążliwe?

Harry rozpromienił się, upajając się rzadką i niespodziewaną pochwałą. Snape powiedział coś pochlebnego na jego temat. Czuł się tak, jakby został zanurzony w kadzi pełnej ciepłego, wysokoprocentowego miodu pitnego. Musiał przygryźć wargi, by się nie szczerzyć.

Hermiona odchrząknęła, unikając patrzenia w oczy przyjacielowi.

— Ponieważ czasami Harry kieruje się sercem, a nie głową. — odpowiedziała skruszonym tonem. — A także jeden z warunków umowy stanowi, że wyrażamy zgodę na wymazanie pamięci, byś mógł zachować dyskrecję. — Przygryzła wargę, a Rona zatkało.

Harry wpatrywał się w dziewczynę. Jak ona mogła powiedzieć coś takiego o nim? A w umowie… cóż… Snape nie umieściłby tego bez dobrego powodu, prawda?

Ron był wściekły, ale nic nie powiedział. Profesor wpatrywał się przez pewien czas w dziewczynę, jakby ta była szczególnym, dziwnym rodzajem nowego eliksiru, który starał się zapamiętać. Harry spojrzał na niego i dostrzegł, że ręce mężczyzny drżą nieznacznie. Czyżby był zdenerwowany? Nie, Severus Snape nigdy nie był zdenerwowany. Czyżby wypił miksturę z niepożądanymi efektami ubocznymi? To było bardziej w stylu Snape’a. Z ciekawością oczekiwał na werdykt mistrza eliksirów.

— Właściwe spostrzeżenie, panno Granger. Pięć punktów dla Gryffindoru. — Odwróciwszy się, podszedł do tablicy, gdzie napisał „Oklumencja, Legilimencja” i „Consentius Oblivatum”.

Harry zatoczył się. Snape przydzielił właśnie punkty Gryffindorowi! Snape dał punkty Hermionie! To było… okropne? Ponieważ obdarzył uwagą Hermionę, a nie jego? Jeżeli Harry chciał tego typu uwagi, to może na nią zapracować. Nie miał prawa być zazdrosny o dziewczynę, która była jedną z jego najlepszych przyjaciół. Po prostu robiła to, co zawsze. Powinien ją wspierać. Dlaczego więc czuł potrzebę podejścia, brutalnego szarpnięcia ją za włosy i spytania „Co to miało znaczyć?”. Harry stłumił to pragnienie i zmusił się do skupienia na Snape’ie.

— Te wszystkie słowa są ze sobą powiązane. Nie mam wątpliwości, że panna Granger już je odnalazła i Potter również powinien to wiedzieć, biorąc pod uwagę jego doświadczenie, chociaż szczerze w to wątpię. Weasley! Co oznaczają te określenia i jak są ze sobą połączone?

Ron, którego rozłożono na łopatki, zamrugał parokrotnie.

— Hm… Dobrze. Harry miał z tobą lekcje Oklumencji z powodu snów, które miał. Dumbledore myślał, że Sam-Wiesz-Kto, próbuje się dostać do jego głowy. To miało go powstrzymać. I Legilimencja jest czymś, co używałeś, by dostać się do umysłu Harry’ego. Zgaduję więc, że ostatni, Consentius Oblivatum, tak jest tu napisane? Domyślam się więc, że ma powstrzymać kogoś przed wchodzeniem komuś do głowy lub pozwolić komuś wejść do czyjeś głowy. W każdym razie ma robić coś z głową.

Snape oblizał wargi.

— Ehem. Tak więc poza niesamowicie i porażająco niepoprawną wymową Consentius Oblivatum, jaką kiedykolwiek do tej pory słyszałem, to był… logiczny ciąg myślowy. Niewątpliwie jest to myśl trywialna i daleka od tego, czego będę oczekiwał od ciebie jeśli rzeczywiście postanowimy kontynuować te… wstrętne spotkania. Niemniej jednak była to pewna myśl i dlatego uważam, że mogę oczekiwać czegoś więcej. Potter, możesz kontynuować rozważania pana Wesleya aż do końcowego wniosku? – jedna z jego brwi uniosła się kpiąco, jakby wiedział, że Harry nie będzie wstanie dojść do wartościowego wniosku.

Harry zaczął obficie się pocić. Jego pierwszy prawdziwy test. Pierwsza szansa by udowodnić profesorowi, że nie jest aż takim idiotą. Nie pomagało mu, że Hermiona ledwo mogła usiedzieć spokojnie chcąc udzielić odpowiedzi.

— Um… — powiedział, zmuszając jego nagle wyschnięte usta do pracy. — Cóż, jeśli chodzi o Obliviate, jest to czar wymazujący pamięć. Wydaje mi się, że nazwa jest podobna do Consentius Oblivatum, więc mamy do czynienia z czymś, co usuwa pamięć. Ech, tak powiedziała Hermiona.

— A wniosek, panie Potter? — Drążył dalej Snape, nie dając żadnej wskazówki, czy wypowiedź Harry’ego była prawidłowa.

— Nie… jestem pewny. — odpowiedział ostrożnie.

— Zgadnij.

Oczy Snape’a błyszczały szaleńczo, przez co Harry był odrobinę wytrącony z równowagi. Mężczyzna wyglądał jak szukający, który dostrzegł znicz i nie chcę wykonywać żadnych gwałtownych ruchów w jego stronę, by nie przyciągnąć uwagi drugiego szukającego.

— To brzmi jak zgoda, tak… Przypuszczam, że to oznacza coś w rodzaju… obopólnej zgody na wymazanie wspomnień? — Przygryzając wargę, wbił swoje błyszczące, pełne nadziei oczy w nauczyciela.

Snape prędko uciekł spojrzeniem.

— Zgadzacie się mieć usuniętą pamięć tylko po to, by uczyć się oklumencji i być narażonym na legilimencję? Hmm?

— Cóż, w pewnych momentach Voldemort może wejść do mojego umysłu i mogą istnieć pewne rzeczy, o których nie powinien się dowiedzieć. Jeśli poznanie przez kogoś tych wspomnień byłoby… naprawdę niebezpieczne, to może lepiej, żebym je stracił i dzięki temu uniemożliwiłbym dostęp do nich.

Snape kiwnął lekko głową.

— Voldemort faktycznie jest mistrzem legilimencji. Nie sądzę, byś go kiedykolwiek spotkał… ponownie. A jeśli istnieje możliwość, że ta niefortunna okoliczność się powtórzy, to zrobię wszystko, byś był na to przygotowany. Nie podoba mi się, że jesteś taki pewien… swoich myśli.

— Martwisz się, że ujawnimy twoją rolę jako szpiega. — Z powagą zauważyła Hermiona.

Harry poczuł wywnętrzy uścisk i szarpniecie w umyśle. Nie były to wspomnienia, a raczej myśli. Pojawiały się na krótki moment i znikały w odmętach jego podświadomości zanim mógł je zanalizować oraz rozpoznać.

— My. Ty. To mogłoby sprowadzić na ciebie wiele niebezpieczeństw. — Uświadomił sobie Harry.

Być może dlatego Dumbledore nie chciał powierzyć mu posady nauczyciela Obrony. Jak mógłby uczyć wszystkie grupy tak, by Voldemort się nie dowidział? Nawet samotne przebywanie z nimi w klasie może później sprowadzić na niego niebezpieczeństwo. Z powodu jego wspomnień, naszych wspomnień…

Harry powiedział głośno:

— Nie sądzę, byśmy mogli to zrobić. To znaczy… Myślę, że popełniłem błąd. To był zły pomysł. – żołądek ścisnął mu się nieprzyjemnie, a inne wszystkie ważne organy podjechały do gardła. Zacisnął usta czując nadchodzące mdłości.

— Z pewnością nie jest to twój pierwszy raz — odpowiedział Snape, a jedna z jego brwi uniosła się w bardzo dobrze znanym Harry’emu geście.

Co będzie jeśli Voldemort odkryje, że Snape im pomaga, i go za to zabije? Gdyby Snape udał się na spotkanie Śmierciożerców i nie wrócił? Jakby to było, gdyby miał świadomość, że on już nigdy nie wróci? Że nigdy nie zobaczy brwi uniesionej tak, jak teraz? Nagle cały świat wywrócił się do góry nogami, a Harry odkrył, że nie może oddychać, żołądek bolał go coraz bardziej. Opadł na siedzenie i pochylił się. Serce waliło mu szybko, a on sam zsunął się z krzesła.

— Harry? Co się dzieje? — Niewyraźnie, przez ogłuszające bicie swojego serca, słyszał Rona i Hermionę.

Ledwo czuł podłogę, na której leżał. Wszystko wydawało się nieistotne, tak jakby był poza swoim ciałem i nie mógł wrócić. Czyżby umierał? Tak właśnie wyobrażał sobie śmierć. Wciąż mógł usłyszeć wzburzoną dyskusję przyjaciół, aż tu donośny, odprężający głos Snape’a dotarł do niego, uspakajając.

Jeszcze nie umarł. Wciąż tu jest. Żyje. Nie zabiłem go.

— Myślę, że ma atak! — powiedziała Hermiona, pocierając jak szalona jego dłonie. — Wystarczy spojrzeć, jak blady jest.

— To może być Vol… On! — wykrztusił Ron, patrząc zaniepokojeniem na profesora. — Właśnie o Nim rozmawialiśmy. Usłyszał to i siedzi teraz w głowie Harry’ego! To On powoduje, że Harry źle się czuje!

— Uspokójcie się. — nakazał Snape, dusząc w zarodku ich rosnącą panikę. — Ma tylko atak paniki. Pod względem fizycznym nic mu nie dolega. Jego umysł po prostu twierdzi inaczej i przekonuje jego ciało, by uwierzyło w to kłamstwo. — Położył dłoń na karku Harry’ego pomagając mu przyjąć pozycję siedzącą. — Głowa między kolanami. — Polecił szorstko. — Posłuchaj mnie, Harry. Skoncentruj się na moim głosie. Rób to co mówię. Wdech, wydech. Wdech, a teraz wypuść powietrze. — Mówił spokojnie, niezbyt łagodnie, bo mimo wszystko był Snape’em, ale skutek był taki sam. Harry próbował ustabilizować wdechy i wydechy. Z całych sił starał się dopasować oddech to tempa głosu profesora. Jego serce wciąż boleśnie waliło i obawiał się, że może mieć atak serca. — Harry — powiedział ostro mistrz eliksirów. — Chwycił brodę młodzieńca, unieruchamiając mu głowę, tak by ten nie mógł spuścić swoich szmaragdowych oczu, które były szeroko rozwarte z przerażenia. — Kontroluj to. — powiedział z delikatnym nakazem. — Wdech i wydech.

Hermiona głaskała kulistymi ruchami jego plecy, a Ron trzymał prawą dłoń. Palce Snape’a na brodzie Harry’ego były ciepłe. To było dobre. Mógł je zobaczyć. Czuł je. Mimo wszystko nie opuścił swego ciała. Stopniowo jego serce zwalniało i mógł stwierdzić, że oddech wraca do normy. Zamknął oczy i przełknął, rozkoszując się doznaniem twardej podłogi pod dłonią i monotonnego gestu Hermiony, który wykonywała przed jego powrotem do normalności. Nadal czuł mocny, wręcz bolesny uścisk Rona i rękę Snape’a, która już nie przekrzywiała głowę a po prostu przytrzymywała kontakt, niemal przykrywając brodę Harry’ego. Otworzył powoli oczy, spoglądając do góry na profesora. Gryfon przełknął ponownie, czując jak jego serce przestaje bić, by następnie znowu przyśpieszyć. Harry przechylił odrobinę głowę i pochylił się do przodu. Ich wargi się spotkały. Młody czarodziej poczuł jak nieubłagane ciepło ponownie rośnie mu w piersi.

Profesor stanął szybko i cofnął się. Mężczyzna nic nie powiedział, a rysy twarzy jego były surowe i niewzruszone jak zawsze. Z wyjątkiem dotyku nie było w jego zachowaniu nic delikatnego. W rzeczywistości wyglądał na prawie rozgniewanego, że Harry odważył się na takie niezdyscyplinowanie. Pomiędzy jego brwiami pojawiła się zmarszczka, a oczy były niespokojne.

— Być może miałeś rację, panie Potter. Utrzymanie tego przedsięwzięcia byłoby najbardziej nierozsądne.

— Nie! — krzyknął Harry, zaskakując ich wszystkich. — Mam na myśli, że nie. Nie z tego powodu. Jeśli nie chcesz tego robić, to najlepiej zrezygnuj ponieważ martwisz się o swoje bezpieczeństwo, a nie dlatego, że ja jestem na to zbyt delikatny. W porządku? — Uniósł brew, posyłając profesorowi wyzywające spojrzenie. Ron chwycił go pod ramię i pomógł mu wstać. Snape ponownie wskazał ich wcześniejsze miejsca. — Chcę to zrobić. — powiedział spokojnie Harry. — Ale nie jestem wstanie zapłacić za to życiem Snape’a.

Mistrz eliksirów westchnął.

— Panie Potter, już dawno pogodziłem się z faktem, że prawdopodobnie nie dożyje ostatecznej klęski Voldemorta. Jestem szpiegiem. Jest to zawód, który ciągnie za sobą pewne… zagrożenia dla życia. Pomimo tego nie jestem żadnym posłusznym pieskiem ani żadnym głupim bohaterem. Chciałbym w dalszym ciągu żyć, tak długo jak to możliwe. Nie podejmuję niepotrzebnego ryzyka. Dlatego wymyśliłem, żeby związać waszą trójkę umową. Czułem, że jest to niezbędne. — Spojrzał na Harry’ego, mówiąc: — Jest możliwe, że pewne obawy przeszły ze mnie na ciebie. Sądziłem, że podjęte przeze mnie środki ostrożności są wystarczające, ale teraz… myślę, że to nie tylko ja podejmuje ryzyko. — Słowa były łagodne, ale głos surowy.

— W każdym razie to jest właśnie mój problem. — powiedział gorzko Gryfon. — Chwytam się ciebie, bo jesteś w tym dłużej ode mnie i nie utonąłeś. Jesteś dla mnie kołem ratunkowym, nie ciężarem. Nie jesteś żadnym zagrożeniem.

— Tak, ale… — wtrącił Ron — To silnie wiążący kontrakt. To daje mu ogromną ilość władzy.

— Prawdę mówiąc, nawet ja nie czuję się z tym zbyt wygodnie. — Dodała Hermiona. Zwróciła się do profesora z sugestią. — Czy nie możemy… jej odrobinę dostosować? Zmienić tak, że… wprowadzimy rozsądne ograniczenia pozwalające ci na wyczyszczenie naszej pamięci? Moglibyśmy ustalić, że jeżeli tylko istnieje poważne niebezpieczeństwo zagrażające zdrowiu lub gdy zobaczysz, że sytuacja wymaga całkowitego wymazania naszych wspomnień, masz do tego prawo.

Mężczyzna nie wyglądał na zadowolonego, ale mógłby to rozważyć, gdyby Harry nie interweniował.

— Nie — powiedział z przekonaniem. — Nie możemy stawiać w ten sposób ograniczeń. Musimy mu zaufać. Nie możemy powiedzieć, „zrób to tylko jeśli to się stanie” lub „jedynie, gdy uważasz” albo „tylko w przypadku, jeśli to nastąpi”. Musimy mu zaufać.

— Ale dlaczego, Harry? — szeptał uparcie Ron. — To Snape. Nie pamiętasz? Dlaczego powinniśmy mu zaufać? On nas nienawidzi!

— Ponieważ musimy — odpowiedział krótko. — Ponieważ jest dorosły i patrzy dalej niż my. Posiada - jak to mówił Lupin? - perspektywy. Rozważa i rozważa perspektywy. Znaczy to, że rozważy sytuację pod każdym kątem i zobaczy to, czego my nie dostrzegamy. Ponieważ był śmierciożercą, szpiegiem, członkiem Zakonu, niemal aurorem. Był każdym z nich i wciąż żyje. Posiada wyostrzone instynkty. Musi postępować zgodnie z nimi. I jest Snapem. Nie możesz oczekiwać, że będzie się nam tłumaczył. Taki właśnie jest. Myślę, że to jest właściwe.

Ron westchnął głęboko i odwrócił się do Hermiony.

— Cóż, teraz wszystko zależy od ciebie — stwierdził. — Harry przekształcił się w narowistego wariata i podpisał cyrograf Snape’a, oddając duszę diabłu. Wciąż uważam, że masz największe udziały w fabryce rozsądku, więc coś im powiedz.

Hermiona była spokojna, gdy odpowiadała.

— Myślę, że powinniśmy to zrobić dla Harry’ego, jeśli nie dla nas samych.

— Co?! — krzyknął oniemiały Ron. — Na Merlina… Jak możesz… Właśnie, znowu to zrobiłaś! Tak jak wtedy z wysadzeniem Sali od eliksirów! Miałaś mu to wyperswadować. Potrzebujesz, żebym ponownie wyjaśnił twoją rolę? – wyrzucił ręce w powietrze – Świetnie! Dobra, jesteś razem z tymi wariatami, to po prostu wspaniałe. Zgodzę się z tobą, by zobaczyć czy będziesz wstanie zminimalizować szkody tego, co robisz. Gdzie jest pióro?

Snape wręczył mu je, patrząc groźne.

— Pańskie pióro, panie Weasley. Mogę również dodać, że następnym razem, gdy któryś z was, niewdzięcznicy, zwróci się do mnie nieodpowiednio, będzie cierpiał z powodu niewypowiedzianego nieszczęścia oraz straszliwego bólu fizycznego. Nie rozważaj ponownego przerywania mi – powiedział przez zaciśnięte zęby — Jeśli nie chcesz mnie tytułować Profesorem, to zwracaj się do mnie „Mistrzu”.

Mężczyzna wyprostował się do pełnej wysokości. Spoglądał na nich z góry, wykorzystując swoją mroczną i imponującą sylwetkę. Skrzyżował ręce na klatce piersiowej i posłał w ich stronę piorunujące spojrzenie spod kurtyny czarnych włosów. Harry pomyślał, że nawet Voldemort za żadne skarby świata nie chciałby wejść teraz Snape’owi w drogę. Od tego człowieka jak od piorunu lub tsunami, albo aktywnego wulkanu, biła pierwotna moc i po prostu czekał, by skierować ją na pechowca, który mu się nawinie. To sprawiło, że Harry czuł się oniemiały, miał spocone dłonie i drżące nogi. I oczywiście to wszystko sprowadzało się do grozy. Czystego, niczym niezmąconego lęku, przez który drżysz, płaszczysz się, rumienisz się i robisz z siebie kompletnego głupka. Lęk. Tak, to było właśnie to.

Ron i Hermiona, nadal niezadowoleni, umieścili na pergaminach swoje podpisy. Jak tylko skończyli, wszystkie trzy kontrakty stanęły w błękitnych płomieniach, zmieniając się szybko w popiół. Gryfoni smętnie patrzyli na małe kupki sadzy, które kiedyś były ich ostatnim aktem wolnej woli.

— Um… Profesorze? — zapytała drżącym głosem Hermiona. — Co by pan zrobił, gdybyśmy nie zgodzili się podpisać tych kontraktów? Gdybyśmy nie wyrazili zgody na wymazanie pamięci? To znaczy, odkąd wiedzielibyśmy wystarczająco dużo i moglibyśmy to wydać…

Zamilkła, gdy ujrzała ściekły wyraz twarzy Snape’a.

— Co sobie wyobrażasz, tępa dziewczyno? Wyczyściłbym twój umysł siłą, a następnie wysłał z powrotem do pokoju z brakującymi wspomnieniami z dzisiejszego wieczoru. I nigdy nie przypomniałabyś sobie wystarczająco dużo, by zastanawiać się dlaczego.

— To…! T-to podłe!— krzyknął Ron, którego twarz miała taki sam kolor jak jego włosy.

— Ale praktyczne. — zauważyła bystro Hermiona, wzdychając.

— Oraz… pomyślał o tym wcześniej. — zauważył Harry. — Przynajmniej miał plan. My zazwyczaj go nie posiadamy. Potrzebujemy tego rodzaju przewidywań.

— Co? — Nie dowierzał Ron. — Po tym, wy dwoje tylko… Nie mogę. Wy… Ja… Aaaaah! — ryknął w końcu, szarpiąc włosy.

— Dobrze. To jest właśnie to, czego oczekiwałem od ciebie, panie Weasley. — szydził Snape. — Nieartykułowany wrzask. Musisz brylować na przyjęciach.

— Tak. — wymamrotał Harry, spoglądając ostrożnie na Rona. — Ale musisz przyznać, że ten wrzask był dość wymowny. Przekazał jego stosunek do tego wszystkiego. — Ron otwierał i zamykał usta, ale żaden dźwięk się z nich nie wybył. Hermiona współczująco klepnęła go po ramieniu.

— Nie martw się. Robiliśmy wiele idiotycznych rzeczy. Częściej wychodziło nam to na korzyść niż niekorzyść. Jestem pewna że gdy się uspokoimy to wszystko będzie w porządku. – usta Rona przestały się poruszać, ale wyglądał bardziej na przygnębionego niż pocieszonego.

— Dobrze. Teraz gdy mamy za sobą te dziecinne dramaty, chciałbym ustalić kilka podstawowych zasad. – Snape pstryknął palcami i odwróciwszy się podszedł szybko do tablicy.

— Zasady? — Ron przełknął ślinę. — Nie wystarczy podpisanie cyrografu? Chcesz mieć podstawowe zasady? To się staje coraz lepsze. — Rozpaczliwie potarł czoło.

— Uważaj na swój ton, panie Weasley. — warknął na niego profesor. Chwyciwszy różdżkę w dłonie, zaczął zapisywać różne rzeczy na tablicy. – Po pierwsze: Ponieważ będziecie mieli ze mną „szlabany”, trzeba podjąć działania, które pozwolą potwierdzić tę tezę.

— Moglibyśmy cię obrażać za twoimi plecami – zaoferował sucho Ron.

Snape przestał pisać na moment, a trójka Gryfonów napięła się, oczekując długiej tyrady, ale mężczyzna tylko wzruszył ramionami mówiąc:

— Jak wolisz. Muszę przyznać, że tak długo jak będziecie ostrożni przed powiedzeniem konkretnego zarzutu, będzie to rozsądne. Oczywiście nikt nie spodziewa się, że będziesz z niecierpliwością oczekiwał lub cieszył się z mojego towarzystwa. – zignorował oburzonego Rona. — Nie martwcie się tym. Zatem… — Kontynuował pisanie. — Ludzie będą się spodziewać, że odbywacie szlaban i wykonujecie pewnego rodzaju pracę. Dlatego każdego wieczoru podczas swego szlabanu będziecie wykonywać niewdzięczne zadanie. Użyjecie różdżek do wykonania mniejszej części tego zadania. Zapiszecie jedną ze ścian tej Sali zdaniem, które wcześniej podyktuje. Pozostaną one do następnego dnia i bezwątpienia będą dostrzeżone przez poranne klasy profesor McGonagall.

— Ale... całą ścianę? – Ron zachłysnął się powietrzem. — To zajmie godziny! Aby to zrobić trzeba napisać tysiące zdań!

— I czy to nie zabierze nam całego czasu na naukę? — Dodała nieśmiało Hermiona.

— W rzeczywistości, powinniście zostać ukarani. — Snape ponownie zrobił to coś z brwiami. — Pamiętacie dlaczego jesteście tutaj, a nie w mojej klasie? Zaczniecie od napisania stu linijek, by później pomnożyć je za pomocą magii. Teraz druga zasada: Jakiekolwiek zdarzenia w tej klasie, dotyczące waszego magicznego szkolenia, zostają pomiędzy nami, chyba że wyraźnie zaznaczę inaczej. Jeśli nauczę was zaklęcia, które jest dość niewinne lub łatwe do znalezienia, to może pozwolę panu Potterowi nauczyć tego jego małą grupkę idiotów, która jest uważana za armię. Po trzecie: Nie ważcie się ponownie nieodpowiednio mnie tytułować. Będziecie mnie nazywać profesorem Snape, Sir lub Mistrzem. Potraktujecie mnie z szacunkiem. Nie będziecie mówić, jeśli wam nie każę. Podejdziecie do lekcji z powagą. Nie będziecie mnie zadręczać z powodu odpowiedzi, której zdecyduje się nie udzielić. Jeśli nie będę was o czymś informował, to z ważnego powodu. Za każdym razem przyjdziecie punktualnie i przygotowani. Nie omawiamy tematów, które wykraczają poza temat lekcji. Wasza wiedza zostanie sprawdzona, a testy będą rygorystyczne. Jeśli nie powiedzie wam się podczas pierwszego testu, wykonacie go ponownie. I jeszcze raz. I znowu. Tak wiele razy, jak będzie to konieczne, aż nie osiągniecie wymaganych przeze mnie standardów. Nie jestem aż tak pełny nadziei by uwierzyć, że uda wam się za pierwszym razem. Niektóre z testów będą pisemne, inne praktyczne. Oczekuję że oba wykonacie równie dobrze. Nie będziecie oszukiwać podczas testów ani w trakcie lekcji. Jeśli wymaga to związania i zakneblowania panny Granger oraz zrzucenia na jej notatki zaklęcia-hasła, zrobię to. Dwóch z was, bezmyślne głupki, osiągnie tym razem coś na własną rękę. Numer… gdzie ja to byłem? Sądzę, że… numer dwanaście: Nauczycie się doceniać umiejętności i talenty przeciwnego domu, mianowicie zaadoptujecie jego lepsze cechy. Obecny tutaj Potter zawsze był patologicznym kłamcą. Nie powinno być więc dla niego trudne nawiązanie kontaktu z jego Ślizgońską naturą. Nauczysz się przebiegłości, sprytu, dyskrecji, przezorności, krętactwa, a jeśli mamy szczęście, również ostrożności. Oduczysz się swoich destrukcyjnych Gryfońskich zwyczajów, ale nie ograniczajmy się do głupoty, braku rozwagi, zbytniej pewności siebie, pośpiechu, nieuprzejmości…

— Ja w ten sposób nie myślę! — wysapała obrażona Hermiona.

— Byłem w trakcie mówienia, Granger! Jak już stwierdziłem, nieuprzejmości, idealizmu, drażliwości, nadmiernej wrażliwości oraz twojej opłakanego uporu, nawet jeśli będę musiał to wybić z twojej głowy kijem od miotły. Ehem. Tak. Ostatnia, ale nie mniej ważna zasada i lepiej miejcie to na uwadze: zachowacie to wszystko w tajemnicy. Pod zaklęciem Fideliusa albo i nie. Bez względu na okoliczności nie zrobicie nic, co mogłoby spowodować, że inni profesorowie domyślą się, że poświęcam swoje wieczory na rozpieszczanie i nauczenie czegoś trzech najbardziej uciążliwych hultajów. Innymi słowami: NIKT NIE MOŻE SIĘ O TYM DOWIEDZIEĆ. Czy to jasne? — Bez słowa skinęli głową. — Dobrze, a teraz idźcie. Muszę się przygotować na poranną lekcję. Nawet oddychanie tym samym powietrzem co wasza trójka powoduje u mnie migrenę. — Odwrócił się szybko do tablicy i jednym ruchem ręki starł wszystkie punkty. — Jutro przynieście do klasy pióra, atrament, pergamin. Będzie to długie wieczorne wypełnianie dokumentacji.
Pobiegli do wyjścia, za drzwiami zatrzymali się i spojrzeli na siebie. Hermiona otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale zmieniła zdanie. Prawie dotarli do Wieży Gryffindoru, zanim w końcu poczuli, że odległość między nimi a ich rozgoryczonym, nowym, prywatnym opiekunem jest wystarczająca, by bezpiecznie porozmawiać.

— To było wręcz straszne! — wybuchnął Ron. — Rozmyśliłem się! Nie wracam tam! Nie możesz mnie do tego zmusić! — Hermiona pochyliła się i szepnęła coś do niego. Chłopak spojrzał na nią. — Nie mogłabyś! — Gryfonka podniosła brwi à la Snape. — Zrobiłabyś to! Dlaczego ty… ty…? — Wyrzucił z siebie milknąc. Harry wpatrywał się w tą dwójkę zdziwiony.

Hermiona posłała mu miażdżące spojrzenie, więc po prostu wzruszył ramionami i powiedział:

— Nie sądzę, że będzie to takie złe. Naprawdę. Myślę, że po prostu dzisiejszego wieczoru był opryskliwy, ponieważ był to jego pierwszy raz, gdy nas tego uczył i był zdenerwowany. — Zignorował Rona, którego oczy wyglądały jakby miały zaraz wyskoczyć z orbit. — Nauczymy się dużo i naprawdę uważam, że jest wielka różnica między robieniem tego a nie robieniem. Myślę, że będzie dla nas wielką pomocą.

— Harry! — zaskrzeczał Ron — On jest do zły szpiku kości!

— Cóż, nie poszedłbym z nim do ciemnego zaułka, ale jesteśmy tutaj, a nie tam. I myślę, że wszystko potoczy się bezproblemowo, gdy przyzwyczaimy się do siebie i nie będziemy go traktować jak „przerażającego śmierciożercę”. — Być może nawet… polubimy się… po pewnym czasie. Może być nawet zabawnie ze Snape’em. — Uświadomił sobie, że zarówno Ron i Hermiona spoglądają na niego z powątpieniem po tej uwadze. Zabawa ze Snapem. To zabrzmiało jak pokazanie najdziwniejszego rękodzieła. — I rozjaśnimy tą salę tortur. Spróbujmy umieścić zapalone świece zapachowe w niektórych uroczo rozmieszczonych w pokoju czaszkach. Następnie potajemnie wstawmy pastele, bo chociaż loch jest przesycony czernią, szarością i krwistoczerwonym kolorem, to wiele ludzkich organów jest różowych, więc może zaczniemy od niego?

— Harry… eee… nadal, no wiesz, wcale nie lubisz profesora Snape’a, prawda? Mam na myśli… czy… hmmm… tak jakby go lubisz? Tak niespodziewanie? — Hermiona obserwowała go z zaniepokojeniem.

— Nie lubisz go, czyż nie? Dlaczego miałbyś go lubić? Jak mógłbyś? — Żądał odpowiedzi Ron.

— On jest całkowicie zły!

— Posłuchaj, pamiętasz jak mówiłem wcześniej o… perspektywach? To coś w tym stylu. Moje zmieniły się w ciągu tych kilku ostatnich dni. Wcześniej jedynie na czym mogłem się skupić to rzeczy, które mi mówił - był wtedy okrutny, prowokujący… Ale myśl, że może nie żyć, że mogłoby go tu nie być... Mam na myśli, że próbował mnie ratować, gdy Quirrell przeklął moją miotłę. Przybiegł do Wrzeszczącej Chaty, gdy myślał, że Syriusz jest obłąkanym szaleńcem próbującym mnie zabić i że Lupin wpuścił go na teren szkoły. Zawsze przy mnie był i wrzeszczał na mnie, że jestem tam, gdzie nie powinienem. Zmuszałem go, by mnie odszukał i chronił przed zabiciem się. Nie, nie lubię go. Wciąż jest Snape’em, ale nie musze go lubić, by docenić jego inteligencję. W porządku?

Hermiona kiwnęła głową z aprobatą.

— Sądzę, że jesteś w tym wszystkim bardzo dojrzały, Harry. Cieszę się, że jesteś z powrotem z nami. To znaczy, ponownie jesteś sobą. I masz rację. Jestem pewna, że będzie lepiej. — Harry uśmiechnął się i uścisnął przyjaciółkę w podzięce.

— Będzie lepiej. — wymamrotał buntowniczo Ron. — To będzie coraz lepsze.


1 Odpowiednik Playboy’a

2 Uzgodnione zaklęcie zapomnienia

3 Przysięga wierności

___________________________________

2019 rok
Opublikowałam 7 rozdziałów
Opublikowałam 2 miniaturki
Rozpoczęłam 0 opowiadań
Zakończyłam 1 opowiadanie
Powrót do góry Go down
Lampira7
Bard
Bard
Lampira7

Female Liczba postów : 391
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: Re: [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]   Czw Mar 03 2016, 10:11

Rozdział 9: Czy to masochizm czy tylko początki zamiłowania do nauki?

Następnego dnia, Harry, w przeciwieństwie do innych, nie mógł się doczekać lekcji ze Snapem. Starał się nie zastanawiać, dlaczego tak jest. Było to trudne, ponieważ jego myśli wędrowały spokojnie podczas zajęć, powracając wciąż do jednego konkretnego nauczyciela. Zamiast ignorować to, zaczął się nad tym zastanawiać.

Snape był zabawny w swój mroczny sposób, a jego humor były nawet… ujmujący. Nie. To nie było ujmujące. Straszne. Tak, właśnie tego słowa szukał. Harry bardzo uważał żeby nie myśleć o fakcie, że traci rozum. Tak jakby dokładne i głębokie rozważania miałyby cokolwiek polepszyć. Łatwiej było myśleć o… ludziach których znał i profesorach. Gryfon sądził, że podziwianie w jakikolwiek sposób Snape’a, jest wbrew naturze. Mężczyzna często powtarzał, by nie robić czegoś lub nie myśleć o czymś, a pomimo tego, sam to wszystko czynił. Albo wtedy gdy powiedział, że go zabije jeśli zrobi cokolwiek, a jednak wyglądało na to, iż umyślnie nie zauważa tego. Zdarzało się to coraz częściej.

Harry, w rzeczywistości nie wyobrażał sobie, by ten człowiek był rozkojarzony, to nie pasowało do jego charakteru. Wydawało się… i to było coś z czym prawdopodobnie nie podzieli się z przyjaciółmi, ponieważ ponownie spojrzą na niego dziwnie… że Snape, w rzeczywistości dobrze się bawi, pozwalając, by pewne rzeczy umknęły jego uwadze. Nie zawsze, bo nie mógł sobie na to pozwolić i tak naprawdę nie był miły, był przecież Snape’em ale… Harry nie odnosił się do niego jak do „Snape'a”, kiedy o nim myślał… przez większość czasu. Mistrz eliksirów wysłuchał ich, odpowiedział i przełożył oraz wyłożył potężny wykład. I Harry raczej lubił duże przedstawienia. Mężczyzna mógł skarżyć się na biadolenie Rona, ale Potter podejrzewał, że Severus Snape, był w pewien sposób, sam w sobie królową dramatu. Harry musiał przyznać, że w pełni cieszył się z tych przedstawień.

Przez cały dzień patrzył na zegar, starając się udawać, że nie jest zbyt zaabsorbowany mijanym czasem. Następnie musiał sobie poradzić w pokoju wspólnym z Ronem i Hermioną, którzy dawali mu dziwne spojrzenia i szeptali za jego plecami. Cóż, nie dokładnie za jego plecami, ponieważ stali tuż przed nim, ale było jasne, że mówili o nim... był oczywiście jedynym, który na to zwracał uwagę. Nadal jednak chciał, żeby przestali. Już wystarczająco ludzie wpatrywali się w niego, przez całe jego życie, tak jak teraz robili to jego przyjaciele. I w końcu, kiedy dzień się skończył, a cała ich trójka miała stanąć w milczeniu przed Snape’em, z piórami, pergaminami i atramentem w rękach. Po raz pierwszy od wielu miesięcy, Harry naprawdę nie mógł się czegoś doczekać.

Jego radość zniknęła, gdy wszedł do środka. Najwyraźniej Snape był tutaj jakiś czas temu, ale teraz nikogo nie było. Wysoko na każdej z trzech tablic wyróżniały się świecące na niebiesko słowa, czekające, by je skopiować. Harry mógł poczuć, jak Ron spina się za nim, a westchnienie Hermiony było wystarczające głośne, by móc je usłyszeć. Ktoś najwyraźniej sądził, że jest bardzo zabawny. Na jednej tablicy widniały słowa: „NIKT NIGDY NIE MÓWIŁ, ŻE ŻYCIE JEST FAIR”. Na innej dumnie widniało: „POWINNIENEŚ POMYŚLEĆ O TYM WCZEŚNIEJ”. A na trzeciej, w opinii Harry’ego, było najbardziej złośliwe zdanie z dzisiejszych do przepisania. „TO DLA MOJEGO WŁASNEGO DOBRA”. Och, po prostu nie mógł się doczekać, by zobaczyć jutro miny swoich kolegów, gdy to zobaczą. To było zdecydowanie upokarzające. Odwrócił się do przyjaciół. Patrzyli na siebie we wspólnym poczuciu żalu. Ron zaciskał mocno zęby, a Hermiona wyglądała na wyjątkowo zasmuconą.

Nagle, poważny głos przerwał ich zadumę.

— Przyjście punktualnie do klasy oznacza punktualne zaczęcie zajęć. Wyciągnijcie różdżki.

Nie musieli nic mówić. Cała ich trójka obróciła się i wyciągnęła różdżki. Strach był doskonale widoczny na ich twarzach. Snape stał bezpośrednio przed nimi, dotykając srebrnego zapięcia na kołnierzu. Biła od niego satysfakcja, zadowolenie z siebie oraz niegodziwe rozbawienie. Uśmiechnął się szelmowsko.

— Zaskoczeni, że mnie widzicie? Przecież to moja klasa.

— My właśnie... — zaskrzeczała Hermiona, z ręką na sercu. — Jak to zrobiłeś? W ogóle cię nie słyszeliśmy. W jednej chwili pokój był pusty, a następnie straszysz nas prawie na śmierć! — opierała się na ramieniu Rona i piorunowała wzrokiem mistrza eliksirów.

— Hmmm. Gdybym był każdym innym śmierciożercą, to wasza trójka już by się zwijała na podłodze. To był naprawdę fatalny pokaz samoobrony.

Z wdziękiem podszedł do biurka. Emanował powściągliwością i wyniosłością. Harry odniósł wrażenie, że mężczyzna cieszy się tym, jakie uczucia wzbudza u innych. Snape zatrzymał się przed biurkiem i powiedział niedbale przez ramię.

— Trzeba było widzieć wasze miny — westchnął cicho. — Przez chwilę chciałem umieścić ten obraz na zdjęciu i go pielęgnować. Weasley z otwartymi ustami i wpatrującymi się w przestrzeń oczami, niczym szalony halibut. Granger ściskająca się za pierś, niczym chorowita staruszka, a Potter blady jak mleko i z okrągłymi jak galeony oczami. Bardzo zabawne. — Możliwe, że w jego głosie można było dostrzec rozbawienie.

Odwrócił się w ich stronę i ręką Harry’ego dzierżąca różdżkę drgnęła w odruchu. Zobaczył jak wzrok Snape'a kieruje się na jego różdżkę, nim napotkał jego spojrzenie. Poczuł, że oblewa go pot. Cóż, nie dokładnie, ale poczuł suchość w ustach. Wilgoć z jego ciała jakoś zniknęła. Ku jego zaskoczeniu, Snape ukłonił się przed nim lekko.

— Przyzwoity pierwszy odruch, panie Potter. Ale brak twojego zaangażowania w odpowiedź. Musisz nauczyć się, nie powstrzymywać swoich reakcji.

— Nawet przeciwko tobie? — kwestionował go Harry. — Mógłbym cię skrzywdzić. Chcesz bym cię przeklął?

— Rzuć przekleństwo następnym razem, kiedy to się stanie. — Coś w oczach Snape'a sugerowało, że „następne razy”, będą bardzo częste. — Harry — powiedział dosadnie. — Nie bądź na tyle głupi, by myśleć że możesz mnie zranić jakąkolwiek klątwą, jaką osoba w twoim wieku może na mnie rzucić. Zrób to. Bez względu na konsekwencje. Zaniedbałbym swoją rolę jako instruktor, gdybym nie rozwijał twoich umiejętności, przeklinania do stu diabłów kogoś, kto zakradł się za ciebie, nie bacząc na to, co może się stać. Jeśli to sprawia, że czujesz się niewygodnie, to zacznij od łagodniejszych przekleństw. Zaklęcie galaretowatych nóg, impedimenta, cokolwiek. Ważne jest, by nauczyć się przeklinać najpierw, a później myśleć. Stamtąd, możemy wypracować drogę do bardziej skutecznych przekleństw — powiedział dosadnie chłopcu.

Harry pomyślał o tym przez chwilę, po czym skinął głową, uśmiechając się. Zatrzymał się, gdy zauważył, że Snape zaczął go przedrzeźniać, szyderczo potrząsając głową w górę i w dół.

— Przestań kiwać tak głową, jakbyś miał sprężynę zamiast szyi, zakało ludzkości. Dlaczego, do cholery, nie przepisujecie zdań?! — krzyknął. — Granger, masz ten na ścianie! — Wskazał. — Weasley, ten. Potter, ten na lewo. Jestem pewien, że nawet ty nie jesteś taki tępy. Dalej, zaczynajcie. Jeśli nie zaczniecie w ciągu dziesięciu sekund, jedno z was będzie krwawić.

Harry był niezadowolony, gdy uświadomił sobie, że przypadło mu: „TO DLA MOJEGO WŁASNEGO DOBRA.” Hermiona dowiadywała się, dlaczego życie jest nie fair, a Ron, gdy Harry sprawdził, warczał pod nosem o ostrożności i planowaniu oraz o tym, że tylko prawdziwi, ohydni przestępcy, potrzebowali czegoś takiego. Przepisanie, jedynie sto razy tego samego zdania, nie następowało tak szybko i nadgarstek Harry’ego, zanim zakończył to zadanie, był całkowicie obolały i sztywny. Pocierał go przez chwilę, obserwując, jak przyjaciele kończą swoje linijki. Jego zdanie było najkrótsze, dlatego pierwszy zakończył je przepisywać. Zastanawiał się, czy miało to jakiekolwiek znaczenie dla Snape’a.

— Zajmij swoje miejsce, Potter — polecił Snape i Harry zrozumiał, że ten obserwował go dyskretnie za biurka.

Mężczyzna milczał tak długo, że Harry zapomniał, że w ogóle tam jest. Nastolatek usiadł na swoim miejscu, patrząc na nauczyciela z zamyślonym wzrokiem. Od wczorajszego wieczoru, gdy wyznał mu wszystko... mógł docenić mężczyznę za inteligencję. Nagle zdał sobie sprawę, że nigdy nie myślał obiektywnie o mistrzu eliksirów. Na domiar złego, zawsze oceniał go przez welon nienawiści i niepewności. Teraz, starał się patrzeć na niego, bez żadnych uprzedzeń. To było trudne. To nie było tak, jakby mogli się po raz pierwszy spotkać. Wrócił myślami do momentu, gdy pierwszy raz spotkał mistrza eliksirów i jego mowy: „...głupiego wymachiwania różdżkami... piękno kipiącego kotła i unoszącej się z niego roziskrzonej pary, delikatna moc płynów, które pełzną poprzez żyły człowieka, aby oczarować umysł i usidlić zmysły... Mogę was nauczyć, jak uwięzić w butelce sławę, uwarzyć chwałę, a nawet powstrzymać śmierć, jeśli tylko nie jesteście bandą bałwanów, jakich zwykle muszę nauczać...* Nie mógł przypomnieć sobie całej mowy... chociaż i tak pamiętał bardzo dużo i te wspomnienia były bardzo wyraziste w jego pamięci. Gdyby przestał się nad tym tak zastanawiać, to Harry mógłby zauważyć, że Snape wydawał się prawdziwym pasjonatem eliksirów.

Oczekując, aż Ron i Hermiona zakończą swoje zadania, Harry odkrył, że zastanawia się nad wrażeniami, jakie wywarł na nim Snape'a, podczas pierwszego spotkania...

... tłuste włosy... krzywy nos... paskudny charakter... apodyktyczny... mściwy... ze świdrującym wzrokiem... piorunującym... oziębły... uśmiechający się z wyższością... zupełnie przerażający... ziemista skóra... i ten głos... zawsze wtrąca się do cudzych spraw... posiadacz zgryźliwego sarkazmu... nienawistny, okrutny, stronniczy... onieśmielający, imponujący... małostkowy, złośliwy, nieprzyjemny dla wszystkich oprócz swoich ulubieńców... mroczny, złowrogi... przerażający... że masz wrażenie, iż wypruje ci flaki samym spojrzeniem... ale ten głos... nigdy nie słucha, zawsze myśli, że wszystko wie... odwraca się gwałtownie i szaty powiewają wokół niego... błyszczące czarne oczy... wyrośnięty tyran... cienkie wargi, nieprzyjemny, pokręcony uśmiech... ale na Merlina ten głos... gorzki, zgryźliwy, nieco smutny... sam, niepopularny... odważny, bardzo odważny... sprytny i posługujący się logiką, mądry, och i czy nie jest on... potężny, mistrzowski, w tym co robi... ma dar zachowania ciszy w klasie bez żadnego wysiłku... genialny...

— Potter, czy masz jakiś powód, dlaczego patrzysz na mnie jak napalony kot... albo jak chora z miłości kałamarnica lub czymkolwiek tam jesteś? — Harry poczuł jak Ron szturcha go w bok różdżką, chcąc się dowiedzieć, co z nim jest. Harry zdał sobie sprawę, że przyjaciele musieli zakończyć już przepisywanie swoich zdań. Czuł jak policzki nagrzewają mu się od rumieńca. —... zerkałeś na mnie, siedząc bez ruchu, przynajmniej przez dziesięć minut i cały czas miałeś ten mały uśmiech albo raczej głupkowaty uśmieszek. Czy coś ci dolega? — Snape wyglądał na... zakłopotanego? Obrzydzonego? Urażonego?

— Nic — wymamrotał cicho Harry, chcąc, by jego biurko zmieniło się w czarną dziurę i by go pochłonęła. Usprawiedliwienie, Harry. Usprawiedliwienie. Pokaż mu przebiegłość Slytherinu. — Zastanawiałem się, w jaki sposób stałeś się taki? Czy musiałeś się tego nauczyć w jakieś szkole? Dostałeś nagrodę „Najokropniejszego ucznia”? Czy na twoim dyplomie jest: „Członkowie władzy Uniwersytetu Złoczyńców przyznają Severusowi Snape’owi stopień doktoranta z nieuprzejmości z wszystkich...

— To wystarczy, Potter.

— A może nie mogłeś się nawet dostać na prawdziwe studia? Może to była Szkoła Zawodowa dla Złoczyńców?

Harry nie mógł się powstrzymać. Dlaczego do diabła, tak bardzo pragnął sprowokować mężczyznę? Nieważne, że słyszał jęk rozpaczy Hermiony z powodowany przez jego głupią odwagę.

— Zostajesz po zajęciach, Potter. Masz szlaban za takie zachowanie. — Snape patrzył na niego ze zmrużonymi oczami i Harry zastanawiał się jak blisko krawędzi urwiska tańczył. Pomimo wszystkiego, Snape był Snape’em i nie było wątpliwości, by ten go nienawidził. Harry, w końcu przerwał swoją tyradę, ciężko dysząc. — Weźcie swoje pióra i pergamin. Właściwości czaru zamazującego, Granger? — przyglądał się swoim paznokciom, najwyraźniej nie interesując się tym, co ma do powiedzenia Hermiona.

— Za... zamazujący czar? Ach, są dość bezużyteczne, co do innowacji...

— Źle — odpowiedział Snape. — Czar rozmywający jest w tych czasach nie doceniany, szczególnie z powodu zanikającego eliksiru i zaklęcia niewidzialności, które mają swoje wady. Na przykład zaklęcie niewidzialności, nie oszuka wielu magicznych urządzeń. Zanikający eliksir mają swoje limity czasu... i przy okazji godne pożałowania skutki uboczne. Mam nadzieję, że zapisujecie to, bo jeśli nadejdzie czas, kiedy ponownie poruszę ten temat, a wy nie znajdziecie natychmiast tych informacji w głowach, to wytnę wasze serce łyżeczką. Możliwe jest przywiązanie czaru rozmywającego do przedmiotu, dzięki czemu jego aktywacja nie wymaga żadnego wysiłku. Nie mówcie mi kretyni, że nie potraficie znaleźć żadnego zastosowania tego czaru.

Hermiona, wciąż oszołomiona przez to, że została poprawiona przez profesora, siedziała w milczeniu. Ron przeszywał spojrzeniem Snape’a z jakiegoś powodu, nie licząc tego, że robił to w imieniu przyjaciółki. Snape stając nieruchomo, spojrzał na Harry’ego, który zamarł.

— Um, bo czasami nie możemy podjąć wysiłku? I... może jest to zwyczajny czar i czar... eee... będący w uśpieniu, no wiesz, jest mniej widoczny dla innych czarodziejów? — zasugerował pod tym niespodziewanym spojrzeniem.

Snape skinął mu głową.

— Również dlatego, że może zostać aktywowane nie tylko przez czarodzieja. Mugol przy odpowiedniej wiedzy, może go wykorzystać, tak jak charłak. Zapisujcie to — dodał po czasie. Harry pochylił głowę nad pergaminem. — Czar ma oczywiście swoje wady. Po pierwsze, w krótkim czasie tuż po wypowiedzeniu inwokacji, czar nie działa do końca prawidłowo. Jest to moment, gdy użytkownik jest nadal dość widoczny, choć... zamazany. Stąd jego nazwa. Zademonstruje to. — Podniósł rękę, by dotknąć srebrnego zapięcia na kołnierzu szaty i wtedy jego sylwetka diametralnie się rozmyta. Dość niespodziewanie, postać Severusa Snape’a przesunęła się o prawie metr w lewo, a później w prawo i z powrotem w lewo, i tak w kółko, coraz szybciej, aż był jedynie rozmazaną, czarną postacią. A potem niespodziewanie już go nie było. — Jestem teraz niewidoczny, dzięki temu niepozornemu czarowi, który porusza moje otoczenie w wielką prędkością, rozmazując moją postać i wtapiając je w tło. Nie oczekuję, że wasze małe gryfońskie umysły są w stanie pojąć coś, co nazywamy subtelnością. — W tym momencie, Snape musiał anulować czar, ponieważ ponownie pojawiła się jego drżąca, rozmazana sylwetka, aż ponownie stał się całkowicie widoczny.

— To było kozackie! — krzyknął zarumieniony Harry. Absolutnie nie mógł się doczekać, by wypróbować ten czar. Ron i Hermiona również byli nastawieni entuzjastycznie do tego odkrycia.

— Fantastyczne...

— Pomyśl o żartach jakie można...

— Fred i George będą zieloni z zazdrości!

— Cisza — przerwał im Snape, a oni starali się pohamować swój zapał. — Geneza przed teorią. Teorią przed esejami. Eseje przed praktyką. Praktyka przed rzuceniem czaru. Zapiszcie to, bo jest to kolejność w jakieś będziecie robić niemal wszystkie rzeczy. Zamazujący czar jest jedną z trzech rzeczy jakie będę oczekiwać od was i spodziewam się, że będziecie go perfekcyjnie rzucać, bo jest żenująco łatwy. Oklumencja jest konieczna i będzie częściej praktykowana niż cokolwiek innego, i to przez cały rok, bez względu na to jak biegli lub nieudolni będziecie w tym. Trzecia rzeczą, którą będziecie się uczyć, nie ma nic wspólnego z magią nie licząc tej którą mogą wykonać inni. Macie nauczyć się bycia ostrożnym. Będziecie się uczyć, jak być podejrzliwym. Nawet jeśli będziecie uwięzieni w ciemnym pomieszczeniu bez różdżki, otoczeni przez śmierciożerców, będziecie wiedzieć jak utrzymać jasny umysł i szukać drogi ucieczki. Częściowo jest to trening fizyczny. Będziecie biegać. Ukrywać się. Będziecie jak przerażone króliki z różdżkami gotowymi do rzucenia zaklęcia skierowanymi w waszą głową. Będzie...

Harry uśmiechnął się, gdy jego pióro skrzypiało naprzeciw pergaminowi. Miał się tego uczyć. Miał się naprawdę tego nauczyć i będzie to użyteczne. Będzie miał trochę ćwiczeń – bardzo wykończających ćwiczeń. A później w nocy, będzie mógł porozmawiać sam na sam ze Snape’em…

* przepisane z „Harry Potter i Kamień Filozoficzny”

___________________________________

2019 rok
Opublikowałam 7 rozdziałów
Opublikowałam 2 miniaturki
Rozpoczęłam 0 opowiadań
Zakończyłam 1 opowiadanie
Powrót do góry Go down
Myst
Jeździec Apokalipsy
Jeździec Apokalipsy
Myst

Female Wiek : 26
Liczba postów : 321
Rejestracja : 21/12/2014

PisanieTemat: Re: [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]   Nie Mar 06 2016, 19:29

Myślę, że prywatne korepetycje u prawdziwie zgryźliwego Snape'a po podpisaniu takiego cyrografu są czymś, na co tylko najbardziej odważni i brawurowi Gryfoni byliby w stanie się zdobyć. Jednak za razem uważam, że jest to jeden z lepszych pomysłów na jakie wpadli, zapewniający im równie dużo adrenaliny jak spotkanie oko w oko z Voldemortem. A przecież adrenalina uzależnia. Odpowiadając na pytanie z tytułu ostatniego rozdziału: oba na raz i oczywiście potrzeba życia na krawędzi. Smile

Jestem wręcz oczarowana kreacją całej czwórki: Snape'a, Rona, Hermiony i Harry'ego (tak, w tej kolejności - przynajmniej na razie, ten atak paniki był moim zdaniem niepotrzebny i całkowicie przerysowany, dlatego początkowo wysokie noty Harry'ego jednak spadły, po drugie jego zachowanie jest takie nierówne, chyba nie można być w jednym momencie aż tak spostrzegawczym, a za sekundę aż takim idiotą). Ron jest tutaj sobą z mózgiem i odrobiną cynizmu, który świadczy, że on doskonale wie, co się wokół niego dzieje, ale interwencję pozostawia innym (miał nadzieję, że to Hermiona wybije głupi pomysł z głowy Harry'ego).

Lampira7 napisał:
— Co? — Nie dowierzał Ron. — Po tym, wy dwoje tylko… Nie mogę. Wy… Ja… Aaaaah! — ryknął w końcu, szarpiąc włosy.
— Dobrze. To jest właśnie to, czego oczekiwałem od ciebie, panie Weasley. — szydził Snape. — Nieartykułowany wrzask. Musisz brylować na przyjęciach.
— Tak. — wymamrotał Harry, spoglądając ostrożnie na Rona. — Ale musisz przyznać, że ten wrzask był dość wymowny. Przekazał jego stosunek do tego wszystkiego.
Do teraz śmieję się z tego fragmentu, wszyscy panowie zagrali w nim idealnie.

Dziękuję ci za tłumaczenie tego opowiadania i z niecierpliwością czekam na więcej.
Pozdrawiam, M!


___________________________________



To grant another chance means to give opportunity to correct past mistakes.

Konstruktywny komentarz jest na wagę złota, ale komentarz ubogi wciąż jest lepszy od jego braku,
więc zamiast pisać epopeję pod jednym tekstem, rozdziel swój słowotok na kilka ff.

~Mądrości internetowe, autor nieznany

Ciężko znaleźć takich ludzi co mają obsesję jak my.
~DC


Brać bannerki do podpisów! Nie po to robię, żeby leżały. Very Happy
Powrót do góry Go down
http://motylebezskrzydel.blogspot.com/
Lampira7
Bard
Bard
Lampira7

Female Liczba postów : 391
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: Re: [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]   Sro Mar 30 2016, 15:40

Rozdział 10: Zielonooki potwór

Snape wykładał przez ponad dwie godziny. Harry oraz Hermiona czuli się przez to jak w niebie, ale z całkiem innych powodów. Hermiona wypełniła wiele rolek pergaminu, swoim zgrabnym, maluteńkim pismem, a jej oczy błyszczały maniakalnym błyskiem. Dla niej, to był jedyny sposób na naukę. Przyśpieszone zajęcia, pisanie, praktykowanie i omawianie teorii, odkrywanie dlaczego czary działały w ten sposób, jaki był sposób ich użycia i kto z nich korzystał. Harry’emu również dobrze szła tak szybka nauka. Praktyczne aspekty zajęcia były niesamowite i wiedział, że był w tym lepszy niż Ron czy Hermiona. Będąc dobry w jednej rzeczy, nie oznacza, że jest okropny we wszystkim, chociaż podejrzewał, że Snape uznał jego notatki za okropne. Wciąż jednak uważał, że dostał wszystko, czego potrzebował. Snape sprawił, że ich notatki przeniosły się na koniec klasy i to spowodowało, że Harry był w pewien sposób podenerwowany. Nie wydawało się to uczciwe, by byli oceniani dodatkowo ze wszystkich swoich zapisków. Jednak nie mógł poświęcić temu zbyt wiele uwagi, ponieważ Snape znów zaczął mówić, racząc ich swoim aksamitnym głosem.

Najlepszą rzeczą w tym wszystkim dla Harry’ego, było to, że lekcja była ciekawa, naprawdę interesująca. Nigdy nie sądził, że Historia Magii może być przydatna do czegoś innego, niż do zasypiania, ale okazało się, że posiadanie dobrego nauczyciela, robiło wielką różnicę. A Snape był naprawdę dobrym profesorem, kiedy pogrążył się w temacie i zapomniał, że ich wszystkich nienawidzi. Było oczywiste, że temat go fascynuje i nie miał problemów, by również zarazić tą pasją uczniów. Przebiegły, entuzjastyczny i bystry. Snape nie trzymał się ściśle swojego planu, tylko przeskakiwał z tematu na temat, nazywając i pokazując czary, które mogli natychmiast rzucić, bez żadnego przeszkolenia. Wyjaśniał z wyraźną przyjemnością każdy temat, który się pojawił.

Nawet Ron bawił się lepiej niż sądził, choć nie było mu szkoda, kiedy już skończyli lekcje.

— Nie był aż tak zły — Harry słyszał, jak szepcze do Hermiony, gdy spoglądali na niego ze współczuciem. — kiedy nie był, no wiesz, taki Snape’owaty.

Harry wiedział, co miał na myśli i prywatnie się z nim zgadzał. Pomimo tego, że Snape mógł nauczyć ich różnych rzeczy, to nie był profesor McGonagall, która była stanowcza, ale sprawiedliwa, a nawet miękka w niektórych sprawach. Snape nie był miękki w niczym, ale mógł być bardzo, ale to bardzo surowy. Nie tolerował żadnej głupoty i nigdy nie był łagodny, gdy została udzielona błędna odpowiedź. Harry wiedział, że mógłby praktycznie zmiażdżyć ego uczniów, tak jak smok mógł przeżuć kości swoich ofiar. Czasami, gdy Snape miał ten pogardliwy wyraz twarzy: „Mam zamiar cię zniszczyć”, Harry wolałby zmierzyć się ze smokiem, który pomimo wszystkiego, nie znał tak wiele długich, obraźliwych słów.

— Potter, sądzisz, że na czym powinna polegać twoja dodatkowa kara? Być może, powinno to być, jakieś inne zdanie do przepisywania. Kilkadziesiąt dodatkowych linijek nie zaszkodzi. Jednakże, przypuszczam, że w niczym by to nie pomogło. Zastanawia mnie to, że starasz się być tak okropnym bachorem, bez żadnego powodu. Nie widziałem żebyś później tego wieczoru, był nieracjonalny lub obraźliwy, przynajmniej w porównaniu do tego jaki jesteś zazwyczaj. Nie mogę więc zrozumieć, dlaczego byłeś taki prowokacyjny. Zajęcia te były wyłącznie twoim pomysłem i nie rozumiem, czemu mam je kontynuować, jeśli jesteś bardziej zainteresowany wzbudzeniem u mnie gniewu, niż uczeniem się ode mnie, Harry był bardzo zawstydzony. Wszystko zaczęło się od tego, że chciał, żeby Snape przestał go pytać, by zmienił temat, ale to bardzo szybko przekształciło się w chęć zobaczenia, czy uda mu się wytrącił profesora z równowagi. Harry odchrząknął.

— Przykro mi, proszę pana — powiedział cicho. — Ma pan rację, to było dość dziecinne. Postaram się, żeby się to nie powtórzyło.

— Postarasz się? — prychnął Snape. — Nie widzę żadnych trudności, by nie doprowadzać mnie do białej gorączki. W takim razie sugerujesz, że w jakiś sposób jesteś zmuszony, by mnie obrażać?

— Nie, proszę pana.

Harry westchnął. Zaczynał czuć się winny, za irytowanie Snape, do momentu aż ten dał mu kolejny szlaban. Potrząsnął głową.

Zaraz, dlaczego czuję, że powinienem go przeprosić? Przecież to ja mam ekstra szlaban. Nie wspominając o tym, że jest to tylko Snape. Kogo obchodzi, co on myśli?

— Nie zaskoczyłoby mnie to, gdybyś robił to z czystej złośliwości. Jesteś bardzo podobny do swojego ojca i...

— Nie, proszę pana! — Harry przerwał mu gwałtownie i Snape zamilkł wpatrując się w te błyszczące, zielone oczy. Harry nagle znalazł się tuż przed nim, z zaciśniętymi pięściami po bokach, głową uniesioną do góry, żeby móc się z nim zmierzyć w twarzą w twarz, tak jak to tylko było możliwe. — Nie jestem! Naprawdę nie jestem. Nie mógłbym... — Harry przełknął ślinę, próbując wymyślić dalszy ciąg, który nie sprawi, że mężczyzna zezłości się jeszcze bardziej. — Nie chciałbym ci zrobić czegoś takiego. To było złe. Okrutne. Nie zrobiłbym tego. Nigdy bym ci nie zrobił czegoś takiego. — Jego wzrok był pełen błagania. Posiadający rozpaczliwą nadzieję, że Snape zrozumie, wiedząc dokładnie, jaki incydent ma na myśli, który nie powinien zostać wspomniany głośno. — Nie zrobiłbym tego — upierał się cicho.

Profesor zamrugał kilka razy, najwyraźniej zaskoczony zapałem Harry’ego. Jego twarz przestała być taka surowa i Harry nagle poczuł, że zaraz ponownie się zarumieni. Zwalczył to usilnie. Jak ktoś mógłby go traktować kiedykolwiek poważnie, jeśli będzie chodził dookoła z rumieńcem, niczym zakochana uczennica. Zamiast tego wyciągnął rękę i delikatnie dotknął czubkiem palca, srebrne zapięcie przy gardle Snape.

— Fajny czar — powiedział Harry. — Skąd masz to zapięcie?

— Należał do... mojego dziadka — poinformował go z nieprzeniknioną miną, Snape.

Harry zdał sobie sprawę, że stoją bardzo blisko siebie, tuż za Snape’em stało biurko McGonagall i mężczyzna zaczynał wyglądać na skrępowanego. Harry opuścił rękę i cofnął się, czując się zażenowany.

— Dobrze — Snape westchnął głęboko i w celu całkowitego zignorowania tego incydentu, powiedział: — Przypuszczam, że jeszcze raz będę musiał się starać, wbić do twojego ciasnego umysłu wiedzę o Oklumencji. Domniemam, że po raz pierwszy, wczorajszej nocy podjąłeś prawdziwy wysiłek, by obronić swój umysł i muszę stwierdzić, że była to twoja najlepsza próba. Zatem, wyciągnij różdżkę.

Harry ponownie potrząsnął głową, z jakiegoś powodu zmuszony do powstrzymania uśmiechu. Snape nie był na niego zdenerwowany, za niemal wywołanie tematu tabu. Nie był zdenerwowany, że Harry go dotknął... prawie go dotknął. Dodatkowo, Snape ponownie to robił: był hipokrytą. Dlaczego Snape’owi przeszkadza, kiedy Harry jest niegrzeczny, gdy sam czuje rozbawienie robiąc to samo. Harry nie mógł tego pojąć... I na Merlina, dlaczego Harry był szczęśliwy, mając kolejną godzinę szlabanu ze Snape’em? Może lepiej było nie wiedzieć. Może najlepiej było przyjąć, że jest szczęśliwy i nie pytać dlaczego. Być może. Przynajmniej na razie.

OoO

Następnego dnia Harry, Ron i Hermiona musieli stawić czoło, nieustającym uśmieszkom uczniów ze Slitherinu, z powodu pozostawionych na ścianach napisów, także inne domy nie szczędziły żartów, przy każdej możliwej okazji. Nawet Seamus i Dean nie mogli się oprzeć, by mijając Hermionę w salach, nie powiedzieć: „Czym jest życie, miłością?” i „Och, fair. Fair.” Gdy Ron powiedział im, żeby się zamknęli, odpowiedzieli: „Hej, należało pomyśleć o tym wcześniej.”, po czym, parskając śmiechem, udali się do następnej klasy. Harry’emu powiedziano, że wiele rzeczy jest dla jego dobra, począwszy od podstawionej nogi, przez Pansy Parkinson na lekcji opieki nad magicznymi stworzeniami, pracę domową zadaną przez McGonagall, do tortu czekoladowego, który stanowił deser – Harry'ego bolały oczy od ciągłego przewracania nimi.

Zajęcia ze Snape’em w nocy, były zarazem lepsze i gorsze od ostatnich. Gdy weszli do środka, powiedziano im, że dwójka z nich będzie przepisywać zdania, a trzeci będzie ćwiczyć Oklumencję, a później nastanie zmiana. Harry poszedł na pierwszy ogień i udało mu się tak szybko wyrzucić Snape'a ze swojego umysłu, że ten niemal go pochwalił.

— To było nieco lepsze, niż żałosne niekompetencje, które pokazywałeś wcześniej. Jeśli uda ci się utrzymać tą zdumiewającą niemalże... przeciętność, być może, będę zmuszony do... nagrodzenia cię w jakiś sposób. Być może, mógłbym się powstrzymać przez tydzień od porównania cię z ojcem? — powiedział z przekąsem Harry’emu, niemal się uśmiechając.

Harry uśmiechnął się w odpowiedzi. Miało to dla niego znaczenie, że Snape zdawał sobie sprawę, że przeszkadzało mu takie porównywanie do ojca. Profesor musiał być w naprawdę dobrym nastroju, jeśli powiedział coś takiego. Snape musiał się na serio cieszył swoją nową pozycją. Harry przygryzł dolną wargę.

— Albo narysować uśmiechniętą buźkę na moich notatkach. A raczej nie, przypuszczam, że byłaby to zbyt duża pochwała, dla mojej niemalże przeciętności. Być może mógłbyś narysować zwykłą buźkę na moich notatkach?

— Przepisuj swoje zdanie, Potter — odpowiedział mu Snape, ale w jego oczach, jak i głosie, można było dostrzec lekkie rozbawienie. Harry uśmiechnął się i odwrócił się, zanim zacząłby się ponownie rumienić.

OoO

Harry był tak w dobrym nastroju, że nawet mu się odrobinę nie pogorszył, kiedy zobaczył swoje zdanie do przepisywania: „PRZESTĄNĘ CELOWO PRÓBOWAĆ ROZWŚCIECZYĆ PROFESORA”. Cieszył się nawet bardziej, bo wiedział, że jego zdanie zostało specjalne stworzone dla niego. Ron miał do przepisania o wiele bardziej konwencjonalne zdanie: „TO BUDUJE CHARAKTER”, podczas gdy Hermiona utknęła z bardzo pospolitym: „PRAKTYKA CZYNI MISTRZA”. Harry musiał ukryć uśmiech. To idealnie pasowało do Hermiony. Dobrze było, by zobaczyła, jak to jest po drugiej stronie, moralizatorskiego wykładu.

Wszystko zaczęło się pogarszać, kiedy Snape poinformował, zarówno Rona jak i Hermione, że są znacznie bardziej naturalnie uzdolnieni w Oklumencji niż Harry i co to była za ulga oraz jak o wiele szybciej będzie mógł ich tego nauczyć, niż wtedy, gdy myślał że będą mieli równie nieuporządkowany umysł jak Potter i nie będzie musiał korzystać z kija, ewentualnie z marchewki, by to zrobić. Hermiona potrzebowała chwilę oddechu po ataku chichotu, gdy to usłyszała (Snape stwierdził, że nie ma pojęcia, co się z nią dzieje), podczas gdy Ron przez najbliższą godzinę wyglądał tak, jakby miał zaraz zwymiotować. Harry chciał, żeby ta noc się jak najszybciej skończyła, a także, by jego twarz przestała być jasnoczerwona.

Lekcje tego wieczoru były ciężkie i Harry zorientował się, że konkuruje z Hermioną. Wiedziała o wiele lepiej niż on, jak wyjaśnić rzeczy i jej duża wiedza czytelnicza z pewnością dawała jej przewagę, jeśli chodzi o odpowiedzi na pytania, ale Harry miał lepszy instynkt oraz o wiele szybciej myślał. Irytowało go to, że Hermiona się tak bardzo stara. Zawsze była uzdolnionym uczniem i prześcigała go we wszystkim innym, więc dlaczego nie mogła pozwolić, by to on był lepszy w Obronie Przed Czarną Magią? Pragnął chociaż jednej rzeczy (nie licząc quidditcha, który wymagał raczej większej szybkości niż inteligencji), w której mógł zabłysnąć. Dlaczego tego nie dostrzegała?

Profesor Snape zauważył ich konkurencję, a nawet wydawało się, że jest nią rozbawiony. Często nastawiał ich przeciwko sobie, starając się pokazać im wady w ich argumentacji i stanowisku. Harry zastanawiał się, czy robił to, by ich zachęcić do większego wysiłku, czy może był to po prostu paskudny charakter Snape'a. Pod koniec zajęć Harry i Hermiona ledwo byli w stanie mówić, a Ron był całkowicie zaskoczony ich konkurencją. Harry powtarzał sobie, że to nie wina Hermiony, że była inteligentna i chciała, żeby inni to przyznali. Do licha, dzięki jej wiedzy, wyszli kilka razy obroną ręką z kłopotów. Wciąż jednak czuł dziwne, nieprzyjemne uczucie w brzuchu, gdy Hermiona odpowiedziała prawidłowo na pytanie lub Snape dał jej jeden z nielicznych, lakonicznych komplementów. Harry nie wiedział, co czuł: urazę, złość, zazdrość? Wiedział tylko, że trwało to do końca zajęć, aż otrzymał z powrotem swoje notatki, które oddał wczorajszego wieczora.

To było... nie, to nie była dokładnie uśmiechnięta buźka. Była tam prosta linia, w miejscu gdzie powinien być uśmiech. Harry zaniemówił. Na górze jego notatek, była twarz bez żadnego wyrazu. Zaśmiał się i schował pergamin, by inni ją nie zobaczyli. Celowo guzdrał się tej nocy, by móc wyjść z klasy jako ostatni, uśmiechając się do Snape'a jak skończony idiota. Profesor również postrzegał tak ten uśmiech.

Mężczyzna był pochylony nad pergaminem i nie powinien być w stanie zobaczyć Harry’ego, ale i tak to zrobił.

— Potter, przestań posyłać mi ten okropny, obrzydliwie ociekający szczęściem, zalotny uśmieszek i wyjdź — powiedział, nie podnosząc wzroku.

Harry zaśmiał się i poszedł spotkać się z przyjaciółmi oraz przeprosić Hermionę.

— Przepraszam, że byłem takim dupkiem na zajęciach — powiedział cicho, gdy ruszyli z powrotem do wieży Gryffindoru. — Nie wiem, co się ze mną ostatnio dzieje.

— To nie twoja wina, kolego — odpowiedział Ron, tak jakby był jedynym, którego przepraszał Harry. — Kilka dodatkowych godziny w nocy, spędzonych ze Snapem wystarczy, by każdy zachowywał się trochę dziwnie. — Potem zrobił głupkowaty wyraz twarzy i złapał się za głowie niczym wariat.

— Racja. — Hermiona zaśmiała się słabo. — I również przepraszam. Wiem, jak wiele dla ciebie znaczy, być dobrym w Obronie Przed Czarną Magią. Słyszałam, jak mówiłeś, że chcesz być aurorem i dlatego chcesz mieć najlepsze oceny z Obrony. Ale powinieneś podnieść swój stopień z eliksirów, a potem z innych zajęć. Jest to jeden z tych zawodów, który wymaga W z licznych przedmiotów, a ty...

Harry spojrzał na Rona i obaj przewrócili oczami. To było takie Hermionowate, by dać im wykład. Odwrócili się i udawali, że są zainteresowani rozmową przez całą drogę do pokój wspólnego. Hermiona mogła być naprawdę nudna. Wciąż jednak miło było znów z nią rozmawiać... szczególnie, że było teraz coś o czym naprawdę chciał z nią porozmawiać.

___________________________________

2019 rok
Opublikowałam 7 rozdziałów
Opublikowałam 2 miniaturki
Rozpoczęłam 0 opowiadań
Zakończyłam 1 opowiadanie
Powrót do góry Go down
Myst
Jeździec Apokalipsy
Jeździec Apokalipsy
Myst

Female Wiek : 26
Liczba postów : 321
Rejestracja : 21/12/2014

PisanieTemat: Re: [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]   Czw Mar 31 2016, 11:57

Do Harry'ego zaczyna docierać, że jego zapał do nauki Obrony Przed czarną Magią nie wynika tylko z chęci być najlepszym w chociaż jednym przedmiocie, w dodatku takim, który bezpośrednio się wiąże z jego ścieżką kariery (a także inną sami-wiecie-jaką okolicznością). Jego nieco dziecinne i przy tym naiwne zauroczenie Snape'em jest ujmujące i słodkie.

Najlepsze jest to, że Severus także ewidentnie ma jakąś słabość w stosunku do Harry'ego, tylko zazwyczaj jest zdeterminowany, aby jej nie okazywać. Jednak coraz częściej mu się to nie udaje.
Zastanawiam się nawet, czy pochwała Hermiony i Rona w kwestii oklumencji nie miała być sprytnym trikiem, aby Harry'ego jeszcze bardziej zmobilizować do pracy. W końcu to on potrzebuje najbardziej tej umiejętności.

Ta akcja z uśmiechniętą buźką, ach, prawie jak przedszkole, ale Harry dopiął swego i ją otrzymał. Sama byłam tym równie zaskoczona jak i on, i w moim przypadku też wywołało to głupi uśmiech.

Bardzo przyjemny rozdział, cieszę się, że wrzuciłaś kolejną część tego tłumaczenia. Weny i siły do dalszej pracy tłumaczeniowej, pozdrawiam, M.

___________________________________



To grant another chance means to give opportunity to correct past mistakes.

Konstruktywny komentarz jest na wagę złota, ale komentarz ubogi wciąż jest lepszy od jego braku,
więc zamiast pisać epopeję pod jednym tekstem, rozdziel swój słowotok na kilka ff.

~Mądrości internetowe, autor nieznany

Ciężko znaleźć takich ludzi co mają obsesję jak my.
~DC


Brać bannerki do podpisów! Nie po to robię, żeby leżały. Very Happy
Powrót do góry Go down
http://motylebezskrzydel.blogspot.com/
blu22
Analfabeta
Analfabeta


Female Liczba postów : 9
Rejestracja : 25/04/2016

PisanieTemat: Re: [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]   Sro Kwi 27 2016, 18:21

byłam taka szczęśliwa jak zobaczyłam to opowiadanie;) zaczynałam czytać na różnych forach i już myślałam że więcej go nigdzie nie zobaczęSmile mam nadzieję, że tym razem będę miała przeczytać całe 36 rozdziałów:) Choć sama nie wiem jakbym chciała by to opowiadanie się rozwinęło - to opowiadanie jest jednym z nielicznych przy których nie wyobrażam sobie różnych zakończeń czy rozwoju wydarzeń tylko w spokoju czekam na to co pokaże mi kolejny rozdziałSmile Kocham Harrego z jego niepewnością i tym że nie potrafi sprecyzować kim dla niego jest Serverus. Kocham takiego Serverusa, zgryźliwego, wymagającego który sprawi że pod jego okiem nauczysz się więcej niż sobie wyobrażasz.
Powrót do góry Go down
Lampira7
Bard
Bard
Lampira7

Female Liczba postów : 391
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: Re: [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]   Pon Paź 03 2016, 09:26

Rozdział 11: Uważaj na czarownice, które przychodzą z broszurami, gdyż są bardziej nieustępliwe i groźniejsze niż świadkowie Jehowy

Harry odkładał rozmowę z Hermioną przez kolejne dni mając nadzieję, że jeśli będzie omijał ten temat, to wszystko co mu wcześniej przeszkadzało w jakiś sposób... zniknie, a on nie będzie musiał sobie z tym radzić. Przez krótki czas wydawało się, że to działa. Harry postanowił skoncentrować się na swoimi zajęciami szkolnymi i to nad wszystkimi, nie tylko nad tymi, które lubił. Niczym szaleniec grał i trenował w quidditcha do punktu, gdzie był całkowicie wyczerpany i natychmiast zasypiał... starając się myśleć o Snape jako o kimś innym. Lub o Snapie mającym na sobie kapelusz z wypchanym sępem. To pomagało. Postanowił nie patrzeć podczas zajęć w oczy mężczyzny, ani nie podążać za nim wzrokiem, kiedy przechadzał się majestatycznie w swoich czarnych szatach, ani nie słyszeć niebezpiecznej słodyczy w głosie profesora, tylko skupić się na jego słowach.

Następnej nocy, Snape zaczął zajęcia praktyczne. Wszyscy musieli się ubrać w wygodny strój, bo jak stwierdził mężczyzna: „Nie możemy zaufać umiejętnościom pana Pottera w dostrzeżeniu różnicy między szatami jego przeciwników a jego własnymi. Zresztą i tak lepiej, żebyśmy mieli na sobie praktyczną odzież”. Oczywiście, kiedy Harry pojawił się w starych dżinsach po Dudleyu i swetrze, który pani Weasley zrobiła dla niego, Snape powiedział Ronowi, że ten musi zacząć szykować co rano ubrania Harry’emu, by ten ubierał się prawidłowo. Przynajmniej Hermiona wraz z Ronem byli również ubrani niedbale, za to... Snape miał na sobie czarne spodnie ze skóry smoka, czarną jedwabną koszulę z wysokim kołnierzem i kurtkę w tym samym kolorze. Czerń, Harry czuł, że nie powinno to być zaskoczeniem. Slytherin praktycznie przejął ten kolor jako własny. Jednakże mężczyzna nosił go z niewymuszoną gracją, co całkowicie zaskoczyło Harry’ego.

Snape zabrał ich do lasu, gdzie wcześnie przygotował ogrodzony kawałek ziemi. Jak im wyjaśnił, musiało to być miejsce zarówno blisko jak i wystarczająco daleko od zamku, tak by nie byli narażeni na ataki Voldemorta a jednocześnie, by nie byli dostrzeżeni przez Hagrida lub przez kogoś innego, kto mógłby to zgłosić. Harry musiał walczyć z chwilowym przypływem radości na myśl, że Snape tyle dla nich ryzykował. Przypominał sobie, że mężczyzna ryzykował o wiele więcej niż wypad do Zakazanego Lasu, by mu pomóc. Wtedy też Sanepe kazał wykonywać im następujące ćwiczenia: intensywne, żmudne ćwiczenia, które wykończały ich i spowodowały u nich czujność. Mieli rzucać łagodne przekleństwa, starając się trafić siebie nawzajem w ciemności i nieprzewidywalnym terenie. Snape podkradał się do nich, przeklinał i znikał w ciemnościach, używając na nich Legilimencji. Niektóre noce były niczym koszmarna gra w chowanego. Mieli nauczyć się ukrywać, czaić i śledzić. Cały czas Snape podążał za nimi, poruszając się płynnie i cicho, polując na nich jedno po drugim, rzucając bardziej niebezpieczne klątwy od tych, które oni używali. Chwytał i krzyczał na nich, mówiąc co zrobili źle oraz jak mogą się poprawić. Mógłby być poganiaczem niewolników, ale i tak Harry cieszył się z tego, próbując ignorować gorące uczucie szczęścia w żołądku. Przecież to był tylko Snape.

Harry był przekonany, że to w jakiś sposób wina Snape’a. Z pewnością nie miałby ot tak, z samego z siebie takich myśli ani uczuć, które wyłaniały się w jego sercu niczym góry lodowe w morzu osnutym mgłą. Harry był tego pewny. Pomimo tego, był zdecydowany nie zwracać na to uwagi, więc trzymał głowę prosto, koncentrując wzrok na odległym punkcie, gdy Snape przechodził obok. Na krótką chwilę wydawało się, że wszystko jest okej, ale wtedy Harry przekonał się, że Severus Snape ma jakiś diaboliczny urok, który nie zostawi go w spokoju. Chłopak nigdy wcześniej nie patrzył na niego w ten sposób... nigdy o nim tak nie myślał. Przekonywał się, że to jakiś fuks. Potrafił to w skuteczny sposób ignorować. Przez całe dwa dni jego życie było całkowicie normalne, a przynajmniej na tyle normalne, jak to tylko możliwe dla Chłopca-Który-Przeżył. Harry spędzał dni szkolne robiąc to, co jego koledzy, przez co czuł się jak zwyczajny uczeń, a wieczorami uczył się walczyć z rzuconymi w jego stronę przekleństwami w taki sposób, jak mógł go nauczyć jedynie Śmierciożerca. Przez całe dwa dni udało mu się ignorować Snape’a i przekonać się, że wszystko to było czymś zupełnie normalnym. Potem nadszedł trzeci dzień, a raczej trzeci wieczór. Harry wraz z innymi Gryfonami uczestniczył w wieczornych praktykach quidditcha, gdy Ślizgodni, szydząc i bucząc, musieli oddać im boisko. Harry, mając późniejsze zajęcia z Snape’em, był zmuszony do wcześniejszego zakończenia treningu i samotnego pójścia do szatni...

Później nie potrafił powiedzieć, czyj głos słyszał. Przypuszczał, że był to któryś ze Ślizgonów opuszczających boisko i z pewnością był to któryś z chłopaków. Zauważył również, że był wyjątkowo... chętny w jednoznacznie seksualny sposób. Harry nie był zbyt zaskoczony słysząc, co robią Ślizgoni podczas przyjęć w ich domu! Tym, co mu w tym przeszkadzało było to, że... niezaprzeczalnie pobudzony. W rzeczywistości przystanął i słuchał tego przez kilka minut, zanim ruszył dalej, zarumieniony i zdezorientowany. Jedyny prysznic, który wziął tej nocy był zimny i wiedział, że nie zmyje z niego do końca brudu. Zmagał się ze świadomością, że w kolejny sposób jest inny.

Następnego dnia postanowił porozmawiać na osobności z Hermioną. Po prostu nie mógł znieść tego dłużej. Te wszystkie pytania, obawy oraz pragnienia zbyt mocno gotowały się wewnątrz niego i nie był pewien, czy Ron potrafiłby go zrozumieć. Sam siebie nie rozumiał, ale Hermiona była inteligentna i instynktownie rozumiała uczucia...

W końcu, pokonując swoje obawy, podsunął jej notatkę podczas Transmutacji z pytaniem, czy mogą porozmawiać na osobności bez Rona. Odpowiedziała mu w ten sam sposób informując go, że spotkają się w pokoju wspólnym tuż po północy. Być może szybko zgodziła się na spotkanie, ale na jej twarzy widniało zaniepokojenie. Harry nie obwiniał jej. Sam nie czekał z radością na tę rozmowę.

Wiem, że coś cię gryzie, Harry. Dlaczego porostu nie możesz do mnie przyjść i wprost mi powiedzieć, o co chodzi? Z pewnością poczujesz się po tym lepiej.

Hermiona zbyła Rona wyjaśniając mu, że Harry obiecał jej pomóc tej nocy zrobić kilka ulotek dla W.E.S.Z i jeśli chce to może się do nich dołączyć. Chłopak szybko się zmył, mrucząc coś o Hermionie jako sfiksowanym działaczu i o Harrym jako perwersyjnym masochiście. Harry był pod wielkim wrażeniem. Nie sądził, że zauważyła jak nudna była dla nich ta cała sprawa z W.E.S.Z.

Teraz Hermiona wpatrywała się w niego z zaniepokojeniem i Harry miał nadzieję, że nie jest aż tak spostrzegawcza na jaką się wydaje. Nie był pewien, czy może przez to wszystko przejść. Cała sprawa była bardziej skomplikowana niż powinna być. I jak niby miał to powiedzieć? No, widzisz. Co noc się masturbuję, wyobrażając sobie głównie Snape’a, ale także innych facetów i... hej! Gdzie idziesz? Nie chcesz usłyszeć kawałka z Tunelem Miłości? Krzywiąc się, ukrył twarz w dłoniach.

— Harry to nie może być aż tak złe. Cokolwiek to jest, to z pewnością nie jest tak straszne jak sądzisz.

— Mmmm. Nie. — Harry odetchnął ponuro między palcami. — Zaufaj mi. Tak jest. — Tylko że mówił z dłońmi przyciśniętymi przy twarzy, przez co zabrzmiało to bardziej jak: „Naufaj mi. Lak nen”.

— A co z tym, jak musiałeś się zmierzyć ze smokiem podczas Trójmagicznego Turnieju? Tamto było gorsze.

— Nie. — odpowiedział ponuro, wciąż z twarzą ukrytą w dłoniach. Okulary nieprzyjemnie wbijały mu się w nos i policzki.

Hermiona zaczęła się denerwować.

— Czy to coś naprawdę złego? Gorsze od Cedrica? — wyszeptała z niepokojem. — Gorsze niż Syriusz?

— Umm. Nie... — Harry wreszcie zabrał dłonie z twarzy. Była ona zaczerwieniona z białymi śladami od nacisku jego rąk. — Hermiono... Lubię kogoś. Naprawdę, naprawdę, ale to naprawdę lubię tego kogoś, ale nie sądzę, by ten ktoś...um. Nie sądzę, żeby mnie lubił.

Dla Harry’ego, który tłumił to tak długo, była to ogromna ulga powiedzieć to komuś, nawet jeśli był niezbyt szczegółowy w swoim wyjaśnieniu. Był teraz mniej zdezorientowany i czuł mniejszą winę.

Tak bardzo rozkoszował się tym uczuciem, że niemal przeoczył następne słowa Hermiony.

— To nie jestem ja?

— Co?! — Harry zaskoczony poderwał głowę. Dostrzegł, jak Hermiona mruży oczy. Zaśmiał się krótko. — Och! Nie. Merlinie, nie! Na pewno nie ty. Nigdy. — Nagle został zaatakowany broszurą zwiniętą w rulon. Uciekając przed nią spadł z krzesła. — Hej! — krzyknął. — Co zrobiłem?

— Co zrobiłeś? Byłeś... nietaktowny, nieuprzejmy i niedojrzały! A masz! I kolejny! I jeszcze to! Jestem tu jedyną rozsądną osobą? Wbiję ci rozum do głowy! Harry Jamesie Potter, nie mogę uwierzyć, że powiedziałeś coś takiego!

— Nie przypominam sobie powiedzenia czegoś tak złego, żeby zasłużyć sobie na manto od wariatki dzierżącej rulon z broszury! — Zdał sobie nagle sprawę, że nie była to najbardziej taktowna reakcja i być może trzeba zmienić swoje nastawienie. — No widzisz, życzyłbym... Dobrze byłoby, bo to byłabyś ty. Nie, to byłoby... ale ja nie... widzisz. Chodzi o to Hermiono, że... to inny facet. Ten kogo lubię. Czyli rozumiesz. Przynajmniej byłabyś dziewczyną. Jesteś oczywiście dziewczyną. Ale to nie o to chodzi. On jest facetem, czyli nie powinienem go lubić. — Przymknął oczy wpatrując się w górę, zastanawiając się, czy zmierzenie się z Voldemortem nie byłoby lepsze niż radzenie sobie z nastoletnimi hormonami, które szalały w jego ciele.

Hermiona powstrzymała się przed biciem na tyle długo, by rozważyć jego słowa. Możliwe że jedynie ona, ze wszystkich ludzi jakich znał Harry, była wstanie zrozumieć jego nieskładną wypowiedź i cały ten bałagan. Zrozumiała, że jej przyjaciel lubi chłopców. Zrozumiała, że lubił pewnego faceta. Było widać, że doszła do pewnych wniosków. Jej twarz zbladła.

— Och, Harry. To nie jest Ron?

— Łał — odpowiedział. — Pomyliłaś się dwa razy pod rząd. Jeszcze nigdy tego nie widziałem. Sądzę, że to z powodu szoku. Pomożesz mi, gdy się z tego otrząśniesz? Oczywiście, że nie jest to Ron. To byłoby dziwne... A tak w ogóle to jestem dość nieświadomy, tego co się dzieje dookoła, ale nie aż tak! Zauważyłem, że po tym jak wspólnie spędzaliście czas to wracasz z zaczerwienioną twarzą, zmierzwionymi włosami i malinkami na całej szyi. Nie biorąc nawet pod uwagę tegoo, że nie lubię w ten sposób Rona, dlaczego tak pomyślałaś? Myślałaś, że chce się z tobą spotkać po to, by stoczyć o niego walkę?

Policzki Hermiony były mocno zarumienione i trzymała dłoń przy ustach.

— Nie sądziłam, że zauważyłeś. — przyznała upokorzona. — Boże, Harry. Przepraszam. Nie chcieliśmy nic mówić, bo myśleliśmy, że nie będziesz się dobrze z tym czuł. Pominięty lub coś. A naprawdę nam na tobie zależy! Jesteś naszym najlepszym przyjacielem. Moim i Rona. I oboje się o ciebie bardzo troszczymy.

Harry uśmiechnął się krzywo i wzruszył ramionami.

— Wiem. Nie przeszkadza mi to. Wcale nie czuję się pominięty. — Był ostrożny, by nie spojrzeć jej w oczy, by nie dostrzegła jego kłamstwa. Maleńka iskierka bólu była schowana gdzieś głęboko w nim. — Cieszę się z waszego szczęścia. Zasługujemy na więcej szczęścia w tych dniach. Jestem szczęśliwy, kiedy wy jesteście szczęśliwi.

To nie było kompletne kłamstwo, tylko półprawda. Naprawdę czuł się szczęśliwy, ale także bardzo smutny. Był samotny. Wiedział, że nie znajdzie nikogo takiego. Kto by się zakochał w człowieku z okropną blizną na twarzy, będącym chodzącym celem dla Voldemorta?

— Dzięki, Harry. — Hermiona uśmiechnęła się do niego. — I nie przeszkadza mi, jeśli lubisz innego chłopca. Nie sądzę, żeby Ron miał również coś przeciwko. Ech. Przynajmniej wtedy, gdy przemyśli to porządnie. To znaczy... — zmieniła ostrożnie —...nawet jeśli to nie będzie ktoś, kogo by wybrał dla ciebie, to i tak będzie cieszyć się razem z tobą. I razem z tym chłopcem. Z tym wspaniałym kimś kogo lubisz. Naprawdę tak myślę!

— Tak, ale... Nie mogę mu powiedzieć. Po prostu nie mogę! Nie jestem pewien, czy... jestem taki. A nawet jeśli tak, to i tak uwierz mi, nie będzie chciał mieć ze mną nic wspólnego. Nie mogę już znieść prób nie myślenia o tym! Im bardziej staram się o tym nie myśleć, tym bardziej moje myśli wracają do tego! Boże, czuję się tak dobrze po powiedzeniu tego! — Opadł gwałtownie na podłogę przed kominkiem. Blask płomieni tańczył na jego twarzy.

— Wiesz, Harry... — Hermiona zaczęła z namysłem —...jeśli jest to tak wielka ulga po powiedzeniu o tym, nawet w tak ogólny sposób, może powinieneś o tym napisać. Zapisać w dzienniku, to co czujesz albo co chciałbyś powiedzieć lub zrobić, ale nie możesz. Pozwól, by to wszystko z ciebie wyszło, gdzie będziesz miał to czarno na białym. Nie musisz nikomu tego pokazywać. Osiągniesz katharsis bez żadnego strachu przed odrzuceniu.

— Hmmm. — Zastanawiał się nad tym. To było coś, co mogła wymyślić Hermiona. Jeśli nie ma o czymś książki, napisz ją! — To... bardzo rozsądne, Hermiono. Nie spodziewałem się, że mnie poprzesz — powiedział jej z namysłem, gdy ta uśmiechała się do niego. — Chyba spróbuję tego. Może jeśli napiszę to wiele razy i w różny sposób, to wtedy dam sobie z nim spokój albo nabiorę odwagi, by coś z tym zrobić. — Zerwał się na równe nogi. Jego oczy błyszczały w podnieceniu. Kiedy Hermiona zaczęła zbierać ulotki W.E.S.Z. i szykowała się, by powiedzieć dobranoc, Harry pochylił się nagle i cmoknął ją w policzek. — Dzięki, Hermiono. — powiedział cicho. — Ron jest prawdziwym szczęściarzem.

Spojrzała na niego figlarnie.

— Kto wie? Może Snape zakocha się nietaktownym, dziecinnym, bezmyślnym bachorze. Możesz być w jego typie!

Ze złośliwym uśmieszkiem odwróciła się na pięcie i wyszła z zamiarem pójścia do łóżka, zostawiając za sobą Harry’ego z otwartymi ustami.

___________________________________

2019 rok
Opublikowałam 7 rozdziałów
Opublikowałam 2 miniaturki
Rozpoczęłam 0 opowiadań
Zakończyłam 1 opowiadanie
Powrót do góry Go down
Lampira7
Bard
Bard
Lampira7

Female Liczba postów : 391
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: Re: [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]   Pon Paź 03 2016, 10:07

Rozdział 12: Niezmiernie niezgrabny Harry i pewne wybuchające kule

Harry był przerażony. Hermiona wiedziała o jego zainteresowaniu mistrzem eliksirów, a przynajmniej tak było na początku. Ale dziewczyna nie dokuczała mu z tego powodu (jeśli miałby czas, by się nad tym zastanowić, to mógł się domyśleć, że tak będzie), a nawet wsparła go w tym. Jej rada na temat prowadzenia dziennika okazała się prawdziwym skarbem. W pewnym momencie Harry zorientował się, że czuje się wręcz fizycznie chory od trzymania tych wszystkich uczuć w sobie. Gdy Ron pochylił się nad nim i zapytał, co pisze, odpowiedział:

— Jestem sekretarzem w W.E.S.Z. Hermiona chce, bym robił notatki.

Ron wydawał się tym faktem zdenerwowany i nigdy nie zapytał o to ponownie. Harry udzielał tej samej odpowiedzi, gdy ktoś okazał zainteresowanie tym co robi mówiąc im, że powinni oni zobaczyć wszystkie rzeczy i dane jakie zanotował. Lubił patrzeć jak ludzie się krzywią i odwracają się na pięcie. Raz czy dwa podzielił z Hermioną tajemniczy uśmieszek dotyczący tego. Miał wrażenie, że dziewczyna całkiem nieźle się bawi się tym wszystkim.

Na początku Harry miał problem z prowadzeniem dziennika. Nigdy nie miał czasu, aby uporządkować takie rzeczy jak uczucia, nie mówiąc już o ubraniu ich w słowa i spójne zdania. Dlatego też, gdy zaczął go prowadzić, umieszczał w nim jakąś notatkę chaotycznych myśli. Jak niekomfortowo się czuł sam ze sobą. Jego przemyślenia o tym, co sądził magiczny świat o gejach. Czy Snape był zainteresowany mężczyznami i jak Harry mógł sprawić, by ten się nim zainteresował. I czy był całkowicie szalony chcąc tego. Zakładał, że był. Nie widział nikogo innego, śledzącego wzrokiem mistrza eliksirów, wiszącego na każdym jego słowie i zagubionych w tych ciemnych, mrocznych oczach.

Przyłapał się pewnego dnia na przyglądaniu się Lavender, gdy ta pisała imię Lee Jordana na okładce książki, by później ozdobić je bogato maleńkimi sercami i buziaczkami. Zbudziło to u Harry’ego odrazę. Potem próbował zrobić to samo z imieniem Snape’a w swoim dzienniku i musiał go zamazać. Nie wyglądało za dobrze. Może gdyby ozdobił je małymi nietoperzami i pajęczynami osiągnąłby lepszy efekt. Próbował z czystej ciekawości i skończyło się to niemal opuszczeniem zajęć z Zaklęć, bo tak krztusił się ze śmiechu. Jednakże wyglądało to w jakiś sposób odpowiednio. W przepływie kaprysu, pokrył przód notatnika takimi samymi buźkami jaką zrobił dla Snape’a.

Zaczął wszędzie nosić ze sobą dziennik, bojąc się, że ktoś może go przeczytać. Starał się być ostrożnym i nie używać imion zbyt często, ale zapominał o tym, zwłaszcza gdy pisał o mistrzu eliksirów. Pisał o sytuacji, gdy Snape się zaśmiał po incydencie Harry’ego z koszem i jak potem chytrze powiedział całe imię i nazwisko mężczyzny bez wzbudzania podejrzeń, tylko po ty, by zobaczyć jak zareaguje profesor, gdy powie do niego „Severus”. Harry uważał je za całkiem seksowne i zastanawiał się, czy będzie miał kiedykolwiek okazję, by ponownie je użyć. Napisał o tym, jak jego serce zatrzepotało mu w piersi, kiedy Snape nazwał go po raz pierwszy po imieniu, gdy miał atak paniki. Podobał mu się pomysł, że mogliby się zwracać do siebie po imieniu. Stać się nawet przyjaciółmi.

Patrzył ukradkowo na Snape, kiedy przepisywał w kółko: „PEWNEGO DNIA PODZIĘKUJE PROFESOROWI SNAPE’OWI ZA TO” i uznał, że mężczyzna jest w pewien sposób słodki. Będzie to jedna z najbardziej chorych myśli jakie kiedykolwiek umieści w dzienniku. Mistrz eliksirów pracował nad poprawieniem oklumencji u Hermiony, co Harry uznał za dość zabawne, odkąd wiedział, że Hermiona nie chce ujawnić jednej czy dwóch tajemnic.

— Czy to wszystko na co cię stać, Granger? Chcę, żebyś starała się bardziej niż teraz – powiedział Snape po jednej szczególnie długiej i wyczerpującej walce o wspomnienia. Hermiona skończyła po niej na podłodze, skąd krzywiła się na profesora. Mężczyzna wzdrygnął się lekko, dodając: — Istnieją pewne rzeczy, których człowiek nie powinien być świadkiem, nawet w imię ratowania świata ze szponów Czarnego Pana. Jeśli domagasz się robić takie rzeczy z panem Weasley’em, to proponuję zainwestować w myślodsiewnię i poprosić mnie, jak usunąć wspomnienia przed rozpoczęciem zajęć.

Hermiona, z gorącym rumieńcem wstydu, wstała i z jakiegoś powodu spojrzała nieprzychylnie na Harry’ego. Zerknął na Snape i ukrywając lekki uśmiech wrócił do swojej pracy.

— Nie ma problemu. — Usłyszał jak Hermiona oświadcza z rozdrażnieniem. — Po prostu postaram się mocniej.

Harry sam znacznie się poprawił w oklumencji. Być może impulsem do wzmocnionego wysiłku była przerażająca myśl, że Snape odkryje niektóre z fantazji Harry’ego dotyczących niego. Gdy nadeszła jego kolej, spróbował wyobrazić sobie biały pokój, z śnieżnobiałymi ścianami, oknami, drzwiami i jasnym białym światłem docierającym do wszystkich zakamarków, zacierając każdą inną myśl. Czuł niewyraźnie, że Snape szturcha w tę wizję, ale pomimo, że zachwiała się lekko, gdy mężczyzna mówił, to Harry’emu udało się utrzymać ten obraz. Wreszcie Snape zatrzymał swój atak.

— To było... nowe podejście. — skomentował cicho profesor. — Wątpię, byś był w stanie go utrzymać będąc otoczony przez Śmierciożerców i narażony na fizyczne ataki, ale cóż... niemniej, może być to użyteczny pomysł. Jestem... prawdopodobnie mniej niezadowolony z ciebie niż kiedykolwiek.

Harry rozpromienił się tak bardzo z powodu pochwały, że niemal mógł wybuchnąć od tego szczęścia, wtedy też Snape zaatakował. Harry nagle znalazł się patrzący na Snape’a, który podkradał się do niego w lesie, poruszając się szybko i drapieżnie. Gryfon przełknął, widząc to marzenie i na oślep rzucił przekleństwo. Słyszał, że coś się rozbiło, ale z pewnością nie trafił w profesora, ponieważ wspomnienie się zmieniło. Teraz był to obraz dziennika Harry’ego, usianego uśmiechniętymi buźkami. To była katastrofa! Musiał przestać myśleć o tych wspomnieniach! Wykrzykiwał przekleństwa, rzucając je w lewo i w prawo, słuchając jak odbijają się rykoszetem po pokoju i latają bezwładnie dookoła. Było to jednak bezskuteczne. Snape był wciąż w jego głowie, przesiewając te wyjątkowe wspomnienia. Dłoń mistrza eliksirów, robiąca pełen wdzięku gest. Głos mężczyzny brzmiący niczym whisky spływający za pomocą różowego języka. Jego wargi wykrzywione w uśmieszku. Oczy z brwiami w charakterystycznej pozie. Harry rzucił losowo kilka klątw i zaklęć, ale nadal nic się nie stało. Teraz widział swój wczorajszy sen. Boże, nie! Tylko nie ten! Mistrz eliksirów pochylił się, jego usta rozchyliły się nieznacznie i Harry zaczął myśleć rozpaczliwie o wcześniejszym pomieszczeniu. Biały pokój! Białe ściany! Biała podłoga, sufit, okna! Biały, biały, biały! Utrzymywał ten kolor w swoim umyśle, chcąc by jego myśli przestały się błąkać. W końcu mentalny atak się skończył.

— Jesteś zbyt ufny, Potter — Usłyszał zadowolony głos Snape’a nad sobą i spojrzał na niego przez przekrzywione okulary. Mężczyzna zaoferował mu dłoń. Harry’emu wydawało się, że uniósł przy tym brew. Nieśmiało pozwolił profesorowi pomóc sobie wstać. — Jeśli twoi wrogowie ci schlebią, to pozwolisz im tak samo łatwo dostać się do umysłu jak mi?

Harry rozejrzał się w oszołomieniu po pomieszczeniu widząc dokonane szkody. Biurka uczniów zostały wywrócone i wyglądały tak, jakby zostały porozrzucane dookoła bez ładu i składu. Kałamarz został rozbity, a atrament z niego pokrył podłogę i jedną z ścian, tworząc ciemną niebieską plamę. Ron i Hermiona zerkali ostrożnie zza solidnego biurka McGonagall. Jedno z krzeseł zostało roztrzaskane do stosu wykałaczek, a inne były poobijane i zmaltretowane.

— Ja to zrobiłem? — zastanawiał się Harry, przyciszonym głosem.

— Poprawny wniosek. — odpowiedział Snape, starając się zabrać swoją dłoń. Harry nie był jeszcze skłonny do zrezygnowania z niespodziewanego ciepłego uchwytu mężczyzny i odmawiał puszczenia jego ręki. To oznaczało, że został pociągnięty do przodu przez nauczyciela. Myśląc szybko, wykombinował wszystko tak, by wpaść w ramiona mistrza eliksirów. Profesor nie spodziewał się tego i próbując odsunąć się od Harry’ego, poślizgnął się na oderwanej od krzesła nodze, tracąc równowagę. Mężczyzna w krótkiej chwili z pionowej pozycji znalazł się w poziomej. Harry, trzymając mocno rękę mężczyzny został pociągnięty za nim. Gryfon spadł na Snape’a z nogami i ramionami po jego bokach, opierając się głównie na jego klatce piersiowej.

— Czy. Straciłeś. Rozum. Potter? — zapytał go chłodno Snape.

Harry musiał mocno odchylić głowę do tyłu, by zobaczyć jego twarz, teraz gdy mężczyzna pół siedział na miejscu, w którym upadł. Harry odgarnął nieokiełznane pasma włosów z oczu, starając się przyjąć jak najbardziej atrakcyjny, a zarazem skruszony wyraz twarzy. Twarz mistrza eliksirów była trochę zamazana (teraz, gdy okulary Harry’ego zwisały mu z jednego ucha), ale zdołał usłyszeć niezadowolone sapnięcie mężczyzny.

— Nigdy nie sądziłem, że będę w najmniej godnej pozycji, aby to powiedzieć — poinformował go Snape — ale powinieneś przestać na mnie leżeć i wstać. Mogą przez to powstać nieszczęsne plotki, a po za tym twój podbródek jest bardzo ostry i wbija mi się w żebra.

Harry poczuł ulgę, że Snape dobrze to znosi, więc zmienił pozycję, nie na kompletnie inną, ale na taką, żeby jego podbródek się wbijał się profesorowi w żebra, ponieważ gdyby Snape chciał się go pozbyć, to mógłby z łatwością go odepchnąć, ale i tak starał się umieścić brodę w ten sposób, by było to jak najwygodniejsze dla profesora. Przyglądał się z zainteresowaniem, jak Snape skrzywił się. Pomacał podłogę i delikatnie usunął nogę krzesła spod nich, która wywołała tę małą katastrofę. Zlustrował wzrokiem kawałek drewna przed odrzuceniem go na bok. — Tak. — powiedział w końcu mężczyzna z cierpiętniczym westchnieniem. — Podatny na katastrofy Potter znów to zrobił. — Harry starał się uśmiechnąć ujmująco. — Przestań się we mnie wpatrywać, nieznośny bachorze. Czy nie kazałem ci: WYNOSIĆ SIĘ ZE MNIE? — Zaskoczony Harry zerwał się na nogi. Snape otrzepał szatę. — Lepiej. Wiem, że wyznałem iż byłem zahipnotyzowany twoją poprzednią pracą nóg w tym komicznym balecie, który nadal lubię sporadycznie nazywać Epicka Bitwa Harry’ego z Koszem Zagłady. Nie mogę jednak zrozumieć, dlaczego pomyślałeś, że chciałbym uczestniczyć w jej kontynuacji?

— O kurczę. Naprawdę, ale to naprawdę bardzo przepraszam... — zaczął Harry, ale Snape uciszył go machnięciem dłoni. Harry zaproponował profesorowi rękę, by mu pomóc, ale ten spojrzał na niego złowrogo przez chwilę, zanim stanął samodzielnie na nogi. Harry zaryzykował spojrzenie wstecz na Hermionę i Rona, którzy byli przerażeni i oniemiali. Uśmiechnął się do nich zakłopotany, przed zwróceniem uwagi na bieżący problem. — Ja... Nie jesteś ranny? — Harry przygryzł wargę, gdy patrzył jak mistrz eliksirów sprawdza rozdarcie w szacie na łokciu.

Snape posłał mu miażdżące spojrzenie.

— Możesz być przyzwyczajony do sporadycznych, silnych upadków na podłogę, ale mogę cię zapewnić, że jestem do tego dużo mniej przyzwyczajony. Będę miał po tym siniak na siniaku, a stan moich łokci będzie jeszcze bardziej tragiczny. - Zerknął na chłopaka i mruknął: — Przypuszczam, że nie ucierpiałeś nadmiernie? — Jego ton był rozmyślnie obojętny, ale serce Harry’ego i tak wzrosło.

— Boli mnie ucho. — przyznał Harry, pocierając je. Kiedy odsunął rękę, był zaskoczony widząc krew.

— Harry! Jesteś ranny! — usłyszał krzyk Hermiony i zaraz po tym pojawiła się wraz z Ronem obok niego sprawdzając, czy nic mu nie jest. — Och... Harry — westchnęła Hermiona. — Masz wbity odłamek szkła.

Ron wzdrygnął się i odwrócił wzrok.

— Fuj, kolego. To wystaje z twojego ucha. Makabryczne. Fred i George będą żałować, że ich to ominęło.

— W porządku, zróbcie miejsce. — Snape odsunął dwójkę Gryfonów. — Niech któreś z was znajdzie moją różdżkę, a drugie jakiś rodzaj materiału. Będziemy musieli zetrzeć krew, bym mógł zobaczyć, gdzie mam rzucić zaklęcie. — Hermiona podała mu różdżkę, a Ron użył rękawa szaty do wytarcia posoki. Harry wzdrygnął się lekko, a Snape stwierdził: — To wystarczy. — Delikatnie przechylił głowę chłopaka i wyciągnął odłamek szkła z jego ciała. Po jego usunięciu popłynęła świeża krew i Harry zaczynał być trochę przerażony, widząc miny Rona i Hermiony. — Przestań być takim dzieckiem, Potter — powiedział Snape, używając własnego rękawa, by przetrzeć ranę. — Widziałem gorsze rzeczy niż to małe nacięcie. Będziesz żyć. — Rzucił szybko zaklęcie lecznice, a rana ładnie się zamknęła. — To powinno wystarczyć — stwierdził, wycierając krew i sprawdzając, czy ucho nie zastało uszkodzone w inny sposób. Ponieważ dotykanie go już nie bolało, Harry zadrżał podekscytowany, gdy profesor przysunął palcem po tyle jego ucha. Nieświadomie podniósł rękę i chwycił przód szaty mistrza eliksirów. — Boli? — zapytał zaniepokojony Snape.

Usta Harry’ego były suche.

— Troszkę. — szepnął modląc się, by mężczyzna nie przestawał go dotykać.

Snape pochylił się, by przyjrzeć mu się lepiej i Harry przymknął oczy, czując jego ciepły oddech na szyi.

— Nie sądzę, żeby były jakieś inne odłamki — powiedział niskim głosem profesor, patrząc uważnie na ucho Gryfona i gładząc go palcami. — Przypuszczam, że szkło pochodziło z okularów. — Pewnie zniszczyłeś je, jak wszystko dookoła.

Harry zmarszczył brwi, gotów do zaprotestowania, gdy piskliwy krzyk rozdarł powietrze.

Snape odsunął się gwałtownie, spoglądając na drzwi. Kolejny wstrząsający krzyk przeniknął noc. Ron przełknął ślinę i spojrzał na profesora.

— Myślałem, że jak zawsze nałożyłeś wyciszający czar.

Snape ruszył w kierunku drzwi będąc już w trybie szpiega.

— Bariery nie pozwalają, by dźwięki wydostały się na zewnątrz, Weasley — poinformował ich ściszonym głosem. — Nie zatrzymuje dźwięków z zewnątrz. — Otworzył drzwi i wystawił głowę na zewnątrz. Nie wydawał się zaskoczony, gdy rozbrzmiał trzeci krzyk. — Wasza trójka tutaj zostanie. — nakazał i zniknął w ciemnościach zamku.

— Brzmiało jak banshee. — szepnęła z mocą Hermiona.

— Powinniśmy za nim pójść? — zapytał Ron, spoglądając na nich w celu zatwierdzenia. Hermiona przyjęła postawę dezaprobaty, a Harry przestał oddychać. Nie chciał, żeby jego przyjaciele zostali skrzywdzeni, ale co jeśli Snape zostanie ranny?

— Nic mu nie będzie, Harry. — powiedziała gwałtownie Hermiona po raz kolejny udowadniając, jak spostrzegawcza była. — Spędził wiele lat pogrywając z wielkimi, złymi Śmierciożercami. Jakaś mała banshee nie będzie dla niego problemem.

Kolejny krzyk rozbrzmiał będąc teraz słaby i niewyraźny. Dobry Boże, a co jeśli nie było to banshee? Co jeśli to Snape krzyczał o pomoc?

— Nie mogę, Hermiono. — powiedział do niej obdartym z emocji głosem. — Nie mogę znieść niewiedzy. Muszę coś zrobić.

Rzucił się do drzwi, Ron był tuż za nim. Z jękiem frustracji Hermiona podążyła za nimi.

Skradali się korytarzem, starając się pamiętać wszystko czego nauczył ich Snape. Żadnych rozmów czy szeptów. Komunikuj się za pomocą gestów i prędkimi kiwnięciami głową. Trzymaj się blisko ściany. Różdżka w pogotowiu. Jeśli coś widzisz, nie wahaj się to przeklinać jak szalony, tak na wszelki wypadek, gdyby planowało zrobić to samo tobie. Utrzymuj regularny oddech. Spokojnie, spokojnie... zamknij oczy. Ręka Harry’ego zacisnęła się na różdżce. Co to było? Hermiona dotknęła jego ramienia w sygnale do zatrzymania się. Stanęli w mrocznej sali z bijącymi gorączkowo sercami.

Niespodziewanie świat wydawał się eksplodować. Najjaśniejsze światło jakie Harry kiedykolwiek widział wpadło do sali, a burzliwy dźwięk dotarł do nich. Rzucili się na podłogę, zakrywając głowy rękami. Światło zamigotało i zgasło, ale dźwięk wciąż trwał. Stopniowo się zmniejszał, zmieniając się z głośnego huku do przytłaczającego, ogłuszającego, przenikającego krzyku. Harry podniósł głowę próbując odnaleźć źródło hałasu. Zwrócił chwiejnie głowę w dół korytarza.

Nagle naszła go pewna myśl: Jeśli Snape był gdzieś w pobliżu miejsca wybuchu, to jego uszy z pewnością krwawią. Uspokój się, uspokój – powtarzał sobie Harry. Pomfrey może wyleczyć uszkodzony słuch tak samo szybko jak złamane kości.

Ron pomógł Hermionie wstać na nogi. Miał brwi uniesione w niepokoju. Skinęła lekko głową jakby mówiąc, że nic jej nie jest. Harry również podniósł się ostrożnie. Gdy Ron wskazał na północ, przytaknął. Ze zdeterminowaną miną, Weasley ruszył szybko w kierunku nieznanego. Dźwięk wciąż trwał. Nie był już tak ciągły, ale jego głośność się utrzymywała na tym samym poziomie. Słyszeli również inne dźwięki. Zamek się budził.

Harry przyśpieszył kroku wiedząc, że musi dotrzeć na miejsce zanim pojawią się nauczyciele i zagrodzą mu drogę. W głębi jego umysłu, wzburzony głosik syczał: „Snape, Severus Snape”. Zmusił się do zachowania spokoju i logicznego myślenia. Zmierzali gdzieś na północ i tak wysoko jak mogli. Źródło dźwięku było wysoko nad resztą zamku i nogi Harry’ego bolały od wspinaczki po schodach. Hermiona machnęła do nich ręką, sygnalizując bezgłośnie: „Północna wieża”. To był prawidłowy wniosek. Nic nie było tak wysoko i tak oddalone na północ. Teraz znając swój cel biegli szybciej, ścigając się na wąskich, zakręconych schodach.

U podstaw srebrzystej drabiny prowadzącej do klasy wróżbiarstwa leżały błyszczące, ostre kawałki kryształowych kul.

— Co się tutaj stało? — zapytał ochryple Ron.

— Kto tam? — zabrzmiał w odpowiedzi ostry głos Snape. Jego twarz pojawiła się w otworze sufitu. Wyraźnie był niezadowolony ich widokiem tutaj.

— Idiotyczne dzieci. — warknął. — Wynoście się stąd w tej chwili!

W tle usłyszeli szlochającą Trelawney.

— Och, Severusie. — wykrztusiła i głowa mistrza eliksirów obróciła się w jej stronę.

— Nie podchodź tutaj, Sybillo. Wszędzie jest szkło — ostrzegł ją. Spojrzał na nich ponownie i wykonał wyganiający ich gest.

Zaczęli się wycofywać, wciąż słysząc jęki i drżący głos nauczycielki wróżbiarstwa.

— Moje kryształowe kule! Każda, co do jednej! Och, och, och! — Ponownie jej głos został zniekształcony w szloch.

Hermiona chwyciła ich gwałtownie za ramiona i pogoniła sprintem po schodach, unikając dociekliwych głosów Dumbledore’a i McGonagall, chroniąc się w wieży Gryffindora.

Będąc w wieży, wśród świeżo obudzonych kolegów, spojrzeli na siebie z powagą.

— Zostały rozbite. — skomentował miękkim głosem Harry. — Każda z nich. Czy wiecie jak z grubego szkła są zrobione i jak ciężkie? To jak rozbicie cegły!

Źrenice Hermiony rozszerzyły się, a ona przytaknęła z powagą.

Ron podszedł do niej i objął, opierając brodę na jej głowie. Uśmiechnął się lekko do Harry’ego i wyszeptał:

— Założę się, że Trelawney tego nie przewidziała.

___________________________________

2019 rok
Opublikowałam 7 rozdziałów
Opublikowałam 2 miniaturki
Rozpoczęłam 0 opowiadań
Zakończyłam 1 opowiadanie
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]   

Powrót do góry Go down
 
[HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
~.Imaginarium.~ :: FANFICTION :: Literatura & Ekranizacja :: Harry Potter :: Slash :: +12-
Skocz do: