IndeksRejestracjaSzukajFAQZaloguj

Share | 
 

 [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Lampira7
Bard
Bard
avatar

Female Liczba postów : 385
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: Re: [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]   Pon Paź 24 2016, 10:22

Rozdział 13: Pocałunek to tylko pocałunek, a reprymenda to całkowicie coś innego

Hermiona złapała Harry’ego, by pogadać z nim na samotności następnego dnia rano. Był zainteresowany, co powie, bo był przekonany, że ma nowe pomysły dotyczące wydarzeń wczorajszego wieczora. Był zaskoczony, gdy natychmiast zaczęła go ganić za jego zachowanie w stosunku do Snape’a.

— Szczerze, Harry, jeśli dalej będziesz się tak zachowywać, to Ron zrozumie, że jesteś zainteresowany profesorem Snape’em. Jeśli on odkryje to, to każdy zacznie to widzieć. Nie możesz rzucać się na człowieka w ten sposób! To było naprawdę zawstydzające. Masz pojęcie jak źle to wyglądało, gdy tak na nim leżałeś? Przestań robić z siebie idiotę z jego powodu!

Harry zarumienił się intensywnie, kuląc się w fotelu w obronnym geście.

— Doskonale wiesz, że i tak wyszedłbym na durnia. Przynajmniej w ten sposób mogę powiedzieć, że zrobiłem to z jakiegoś powodu. I co ty właściwie wiesz? Nigdy nie miałaś problemów, z tym żeby Ron się tobą zainteresował. Snape przynajmniej zwrócił na mnie uwagę. I mam na myśli, że naprawdę mnie dostrzegł ostatniej nocy.

Hermiona przyłożyła dłoń do oczu, wyglądając na załamaną.

— Harry, proszę. Po prostu bądź sobą. Przystopuj z tym trochę. Przestań o tym tak dużo myśleć. Coś dziwnego się tutaj dzieje i musisz mieć jasny umysł. To, co się stało ostatniej nocy jest znaczące w pewien sposób. Kryształowe kule nie rozbiły się same. Musimy się dowiedzieć, co się dzieje.

Harry był zdecydowany wycisnąć z mistrza eliksirów każdy szczegół dotyczący wydarzeń z poprzedniej nocy. Zaciskał zęby przez całe swoje zajęcia, chcąc żeby zegar wreszcie się nad nim zlitował i ogłosił koniec lekcji. Wydawało się, że Ron i Hermiona czuli się podobnie. Stukali palcami o blaty biurek, spoglądali na siebie z identycznymi oznakami zniecierpliwienia, nie mogąc skupić się na słowach profesorów. Do publicznej wiadomości nie podano żadnych wyjaśnień dotyczących ostatniej nocy, ogłoszono tylko, że zajęcia z wróżbiarstwa są odwołane.

Lavender wyglądała tak jakby miała się rozpłakać na tę wieść, ale większość Gryfonów była bardzo zadowolona. Najpierw nie musieli chodzić na eliksiry przez dwa miesiące, a teraz nie muszą stawić czoła Trelawney przez nieokreślony czas. Atmosfera w pokoju wspólnym była wesoła, tak jakby ktoś ogłosił dodatkowe wakacje. Harry chciał być tak szczęśliwy z tego powodu jak inni, ale naprawdę pragnął iść do Północnej Wieży i dowiedzieć się, co się stało. Cokolwiek to było, był prawie pewien, że nie stanowiło to powodu do świętowania.

Kiedy wreszcie skierowali się do sali Transmutacji, chętni do wybadania wszystkich szczegółów ze swojego profesora eliksirów zostali przywitani na samym progu:

— Marnotrawni synowie powrócili. — Snape skonfrontował ich chłodno. — Oczekujecie, że będę z was zadowolony? Hmm?

Nagle pojawił się przed nimi, górując nad Gryfonami z oczami płonącymi z furią. Całe jego ciało emanowało stłumioną magiczną energią.

Nagle Harry miał problemy z oddychaniem.

— Prze... Przepraszamy, że pana nie posłuchaliśmy, proszę pana. — Udało mu się powiedzieć dyszącym głosem, z szeroko otwartymi oczami ukrytymi za nowymi okularami. Uniósł rękę, chwytając kołnierz, starając się go dyskretnie rozluźnić.

Wytrącony z równowagi Snape wpatrywał się w niego.

— Tak, cóż, bądź co bądź — kontynuował speszony. — Nie tylko całkowicie zignorowaliście moje rozkazy, ale także poszliście sobie i zostawiliście mnie z całym tym bałaganem. — Znowu zaczynał się nakręcać. Ron wraz z Hermioną, wyczuwając, że Harry może być jedyną opcją powstrzymania gniewu mężczyzny, szybko stanęli za swoim przyjacielem. Snape zaczął krzyczeć, gestykulując dziko, rozrzucając szeroko ramiona w rozdrażnieniu. — Wróciłem tutaj, tylko po to, by się dowiedzieć, że wasza cholerna trójka nawet nie starała się naprawić powstałych w tym pokoju zniszczeń. Kilka z tych krzeseł nie mogło zostać naprawionych nawet za pomocą magii, Potter. Nowe zostały zakupione za moje wynagrodzenie, które, zapewniam cię, jest już wystarczająco żałosne bez jakikolwiek dodatkowych wydatków! Czy masz pojęcie, jak ciężko było to wytłumaczyć McGonagall! Nie mogę wymyślić żadnego dobrego powodu do kontynuowania uczenia was, biorąc pod uwagę godne pożałowania, okropne, niezwykle barbarzyńskie, całkowicie niewybaczalne zachowanie waszej nikczemnej trójki!

— Naprawimy to dla ciebie! — pisnął rozpaczliwie Harry. Chwycił ramię mężczyzny, chcąc zatrzymać jego gestykulację i uspokoić go. — Zapłacę za to z własnej kieszeni! Zwrócę ci pieniądze! Obiecuję! Proszę, ucz nas dalej! To wszystko moja wina! Wezmę za to odpowiedzialność! Ukarz mnie jak tylko chcesz, tylko proszę powiedz, że dalej będziesz naszym prywatnym nauczycielem! Możesz kazać mi wyczyścić toalety! Rozkazać, żebym pomógł ci przy swoich eliksirach! Możesz uczynić mnie swoim osobistym skrzatem domowym i zmusić mnie do wyczyszczenia swoich pokoi! Możesz mnie upokorzyć oraz poniżać w każdy sposób przed Malfoyem, a ja nie będę protestować! Możesz...

Snape wyszarpał swoje ramię z jego uścisku. Spojrzał na nastolatków ponownie, wtrącony z t równowagi. Jego zwykle ziemista twarz wydawała się zaróżowiona z powodu gorącego rumieńca.

— Przestań, Potter — syknął, krzyżując ramiona w obronnym geście. — Bełkoczesz niczym pijana małpa.

Ron i Hermiona obserwowali to wszystko z otwartymi ustami. Ron potrząsnął głową w zamroczeniu.

— Harry — wyszeptał ochryple. — Co się z tobą dzieje? Merlinie! Przestań się tak poniżać i to dla Snape’a! Nie potrzebujemy go tak bardzo! Postaraj się mieć trochę godności, dobrze?

— Zamknij się, Weasley — odparł zjadliwie Snape. — Przestańcie tak bezczynnie stać. Do tablicy robić swoją cholerną karę. Jesteś najbardziej odrażającą kreaturą jaką widziałem i moja cierpliwość jest na granicy wykończenia. Wątpię, żebym się powstrzymał przed rozszarpaniem cię na kawałki, kiedy następnym razem otworzysz usta. Nie będzie dzisiaj żadnego ćwiczenia oklumenci i lekcji. Będziecie przepisywać swoje zdania, aż do samego końca. W pełni na to zasługujecie. I tak jestem zbyt zdenerwowany, by zajmować się dzisiaj waszą głupotą.

Mężczyzna był tak wściekły, że Ron nie sprawdzał, czy spełni swoją obietnicę. Wszyscy pognali na swoje miejsca przy tablicach, gdy im je wskazał.

Harry pośpiesznie przepisywał: „PROFESOR SNAPE NIE JEST SKARBONKĄ BEZ DNA”, zbyt bojąc się, aby obrócić się i sprawdzić na jakim etapie jest Hermiona, której linijka brzmiała: „PROFESOR SNAPE NIE JEST MOJĄ GOSPOSIĄ” (które częściowo było jej własną decyzją, bo odmówiła uznania słowa „skrzat), czy Rona, któremu mściwie przyznano: „NIE JESTEM WŁAŚCICIELEM TEGO MIEJSCA”. Harry był na kłębkiem nerwów, słuchając jak Snape chodzi po jednej stronie pokoju, warcząc o: „nie do zniesienia, niewdzięcznych, bezczelnych, zarozumiałych, małych dzikusach”, gdy po drugiej stronie pomieszczenia Ron mruczał pod nosem: „nieprzyjemny, apodyktyczny, obłudny, wrzeszczący, bezwzględny drań”. Nie sądził, że może wytrzymać jeszcze więcej. Harry był pewien, że lada chwila Ron przekroczy granicę, a Snape mu tego nie przepuści i dojdzie do rozlewu krwi, chaosu i ewentualnie całkowitego zniszczenia klasy McGonagall.

Za każdym razem, gdy Ron zagalopowywał się lub podnosił głos, to Hermiona syczała na niego, by się uspokoił. Harry był jej za to niezmiernie wdzięczny, a ze swojej strony starał się jak najlepiej przekazać tylko za pomocą ruchu warg: „Przepraszam” i „Proszę nas nie zabijać”, gdy tylko dostrzegał, że Snape na niego patrzy. Sądząc po pogłębiającym się grymasie na twarzy mężczyzny, nie było to zbyt pomocne.

Kiedy skończył się ich szlaban, Hermiona wyciągnęła pośpiesznie Rona z pokoju, gdy w tym czasie Harry niepewnie zbliżył się do profesora.

— Um. Chciałem tylko jeszcze raz szczerze przeprosić za zrobienie całego tego bałaganu, yy. Czy jest coś, w czym mógłbym pomóc? I chodzi mi o sprawdzenie prac domowych pierwszoroczniaków lub coś podobnego. Musi coś być. Co chcesz żebym zrobił?

— Chcę żebyś wyszedł, Potter. Chcę żebyś się zamknął, przestał się przede mną płaszczyć i na litość Merlina, zostaw mnie w spokoju. Nie mogę zrozumieć, dlaczego myślisz, że pragnę twojej obecności i słuchania bzdur wychodzących z twoich ust. Jedyną bezcenną rzeczą, jaką mógłbyś mi dać, jest zniknięcie mi z oczu — fuknął Snape.

Harry zachwiał się. Otworzył i zamknął parokrotnie usta, ale nic z nich nie wyszło. Czuł się jakby jego żołądek zmienił się w ciężki kamień, który opadł, aż do dna świata. Potknął się kilka kroków do tyłu, tak jakby Snape go uderzył. Możliwie, że wyglądał tak okropnie jak się czuł, bo kiedy Snape na niego spojrzał, otworzył szeroko oczy. Profesor poczerwieniał na twarzy, wyglądając na bardziej wściekłego, niż wcześniej i usiadł na krześle. I to tyle jeśli chodzi o nadzieję. Harry wyszedł, starając się przełknąć gulę w gardle, starając się nie zwracać uwagi, że szczypią go oczy. Musiał być głupcem, sądząc że coś się zmieniło. Snape wciąż bezwarunkowo go nienawidził.

Nie napotkał w drodze powrotnej do wieży Rona czy Hermiony, ale był zbyt zrozpaczony, by się tym przejąć. Gdy znalazł się w swoim pokoju, nogi ugięły się pod nim i rzucił się na łóżko. Boże, to było całkowicie upokarzające.

Następnego dnia, gdy apatycznie bawił się swoim jedzeniem na talerzu, Hermiona przekazała mu złe wieści. Razem z Ronem zostali po szlabanie przyłapani na skradaniu się do Wieży Astronomicznej. Najwyraźniej po ostatnich wydarzeniach Snape dał Filchowi eliksir odpychający oraz miksturę neutralizującą go, by mógł ją stosować każdego dnia na drzwiach Sali. Ale jak stwierdzili Filch i Snape, Hermiona była jedną z niewielu ludzi, którzy mogli pokonać taką barierę i uznano najwyraźniej, że to ona weszła w nocy do środka.

Harry oniemiał.

— Dlaczego mielibyście zrobić tak głupią rzecz? — zażądał, wstrząśnięty.

Nie był pewien, która część z tej historii była bardziej szalona: to, że złamała zasady, to jak była skruszona, czy fakt, iż była w Wieży Astronomicznej.

— Musiałam to zrobić, Harry — powiedziała, tak jakby to było oczywistą rzeczą. — Ron był gotów wybuchnąć, a Snape byłby szczęśliwy mogąc dolać oliwy do ognia. Jeśli nie wyciągnęłabym go stamtąd i sprawiła, żeby stał się rozproszony, to musielibyśmy zeskrobywać części ciał ze ścian. — Wzruszyła ramionami, wybierając truskawkę z talerza Harry’ego i wkładając ją do ust. — W każdym razie, jak ci poszło po tym jak wyszliśmy?

Harry skrzywił się.

— Taa. Możesz się domyślić. Podatny na katastrofy Potter znów to zrobił. — Uśmiechnął się ironicznie. — Przynajmniej ostatecznie wiem, jakie uczucia żywi wobec mnie Snape. — Gwałtownie dźgnął gofr widelcem.

— Och, Harry. — Hermiona objęła go. — Co zrobiłeś?

Skulił się lekko.

— Nic. Po prostu zaproponowałem, że coś dla niego zrobię, a on stwierdził, że jestem dla niego wyjątkowo odrażający i w rzeczywistości wolałby zostać pokryty krwią i wrzucony do kadzi rozwścieczonych rekinów, niż spędzić ze mną kolejne dziesięć minut. Wiesz, to co zwykle.

— Och, Harry — powtórzyła smutno. — Przykro mi. Zdajesz sobie jednak sprawę, że wasz związek był mało prawdopodobny. Mam na myśli, że nikt nie mógłby być ze Snape’em. Jedynym powodem, dla którego nie zdobyłeś jego serca jest to, że on go nie posiada. Posłuchaj, będzie lepiej. Obiecuję.

Uśmiechnął się do niej gorzko i wrócił do bawienia się swoim jedzeniem.

— Masz coś przeciwko, żebym dzisiaj dołączył do waszego szlabanu z Filchem? Tak jak zawsze, to moja wina, że jesteście w tarapatach i wątpię, że Snape poczuje coś innego niż ulgę, gdy nie pokażę się na wieczornych zajęciach.

— Nie ma problemu, Harry. — Nieoczekiwanie zgodziła się. — A tak w ogóle, dobrze mu to zrobi. Jeśli naprawdę chciał tak bardzo uczyć Obrony Przed Czarną Magią, to przynajmniej mógłby zachowywać się w porządku do jedynej osoby, która chciała, żeby ją uczył. Może po tym, gdy nie będzie miał szans, by nauczać tego przedmiotu, zda sobie sprawę co... co za... – szukała odpowiedniego obrażającego słowa — co za kompletnym kretynem był. — Zakryła dłonią usta i zachichotała powodując, że Harry lekko się uśmiechnął i przewrócił oczami.

— Ta, ale nie zakładałbym się o to. Zgaduję, że jedyną rzeczą jaką pomyśli wtedy będzie to, że jest to „długie i dobre uwolnienie się ode mnie”.

Tej nocy, ich trójka czyściła pisuary w łazience chłopców na drugim piętrze (ku wielkiemu strapieniu Hermiony), ale wciąż rozmawiali ze sobą, starając się sprawić, by to zadanie było jak najmniej uciążliwe. Filch obserwował ich, rozkoszując się ich grymasami, gdy cierpieli przez swoją okropną karę. Po około godzinie od rozpoczęcia szlabanu, usłyszeli znajomy głos dobiegający z progu.

— Miałem wrażenie, — oziębły ton głosu rozchodził się po pomieszczeniu — że pan Potter wciąż miał spędzać swój szlaban ze mną.

Harry spojrzał w górę i zobaczył Snape’a ze skrzyżowanymi ramionami i zaciśniętymi ustami. Uznał, że jest zbyt nieszczęśliwy, by się go bać. Nie mógł czuć żadnych innych emocji. Wzruszył obojętnie ramionami.

— Szczerze mówiąc, wolę Fitcha i jego toalety — odpowiedział chłodno.

Snape zamrugał.

— Jednak jest to twoja kara i nie masz wyboru, co do niej. Idziesz ze mną, Potter. — Zrobił to, co Harry zawsze uważał za imponujące, czyli załopotał szatą, wychodząc.

— Cześć — powiedział ponuro do przyjaciół, idąc za mistrzem eliksirów.

Żaden z nich nie odezwał się ani słowem, gdy wyszli z łazienki. Szczerze mówiąc, Harry miał wielką chęć, by nigdy więcej nie powiedzieć niczego do mężczyzny. Snape prowadził go gdzieś indziej, niż pokój McGonagall, ale Harry był zbyt apatyczny, aby się tym zainteresować. Nawet wtedy, gdy zdał sobie sprawę, gdzie zmierzali, jego ciekawość pojawiła się tylko przez chwilę, by ponownie spaść do bezdennej rozpaczy. Co z tego, że Snape chce się zatrzymać w Północnej Wieży? To była jego sprawa i Harry nic nie powie na ten temat. Cholernie dobrze wiedział, że Snape i tak nie zamierzał odpowiedzieć na żadne z pytań.

— Po drabinie. — rozkazał Snape i Harry biernie wszedł po niej. Kiedy dotarli do pokoju, który był pozbawiony kryształowych kul i ich odłamków, Snake spojrzał na niego surowo. — Założę się, że zastanawiasz się, co tutaj robimy.

Zniechęcony Harry wzruszył ramionami i spojrzał na niego martwym wzrokiem.

— Niezbyt. — odpowiedział cicho.

Wszedł głębiej do pokoju i usiadł w jednym z krzeseł Tralawney. Wyglądał przez okno, starając się zignorować mężczyznę.

Snape był zamrożony w miejscu przez kilka chwil, zanim odzyskał głos.

— Przestań, Potter. Zdajesz sobie sprawę, jak niedojrzałe jest siedzenie i dąsanie się w ten sposób?

Harry poczuł początkową irytację.

— Nie dąsam się. — odpowiedział spokojnie. — Staram się tylko zejść ci z drogi i nie kłopotać cię pytaniami, na które nie chcesz odpowiedzieć.

— Dobrze. W takim razie. — Wydawało się, że Snape nie wie, jak poradzić sobie z tą sytuacją. Był bardziej zaznajomiony z zaciekle głupim Potterem. Przyciszony, ostrożny chłopiec dla niego całkowicie obcy. — Nie wiem, dlaczego kłopoczę się próbą przekazania ci wiedzy, gdy bezmyślnie wpatrujesz się w okno. — powiedział w końcu.

— W porządku. — odpowiedział Harry, tak jakby to kończyło sprawę.

— Co masz na myśli mówiąc: „w porządku”, ty irytujący gówniarzu? Wciąż gapisz się w okno.

Harry westchnął i odwrócił się do niego.

— W porządku, nie musisz nas więcej uczyć. Dobrze? Masz. Wszystko jest uregulowane. — Odwrócił się z powrotem do okna, będąc w jakiś sposób nierzeczywisty w świetle księżyca. — Wiem, że sprawiamy ci wiele problemów i nie cieszysz się tym. — zamilkł, ale gdy profesor nie odezwał się ani słowem, kontynuował. — My również nie odczuwamy z tego przyjemności. Nie jesteś zbyt dobrym nauczycielem. — Sądził, że Snape wydał z siebie przeczący dźwięk, ale nie był tego pewien. — I nie jesteśmy również zbyt dobrymi uczniami. Istnieje wielka przepaść między tobą, a resztą nas, która nie może przestać istnieć. Jest kompletny brak zrozumienia po obu stronach i to jest śmieszne. Zbyt wiele rzeczy dzieje się w moim życiu i ten rodzaj wysiłku... Czujemy się tak, jakbyśmy bili głową w ceglany mur. Nic dobrego z tego nie wynika. Rozsądną tutaj rzeczą do zrobienia jest świadomość, kiedy zrezygnować. To miałem na myśli mówiąc „w porządku”. Wrócimy do przepisywania, co noc, zdań i nie będziesz musiał się z nami męczyć. Albo możemy iść na szlaban do Filcha i nie będziesz musiał nawet na nas patrzeć, jeśli tego nie chcesz. W porządku? Jesteś zadowolony? Nie sądzisz, że jest to dobre rozwiązanie? — Snape w dalszym ciągu nic nie mówił. Harry oparł policzek na ramieniu, czując spływające łzy.

— Jesteś tak... tak... przewrażliwiony, Potter. — wyjąkał wreszcie profesor. — Wysadzasz moją klasę, niszczysz klasę McGonagall, wpędzasz mnie we wszelkiego rodzaju kłopoty, a później oczekujesz, że będę zachwycony i pochlebiał ci? Nigdy nie będę zachwycony i pochlebiający dla nikogo. Tak już jest. Tak samo w twoim przypadku, jeśli mogę powiedzieć. Jesteś okropnie ckliwy i delikatny. I ten twój upór Gryffindoru ujawnia się na każdym kroku. A może nie chcesz się wysilać?

— Tak, to musi być to. — prychnął lekko Harry. — Cokolwiek powiesz.

Jeśli Snape próbował go sprowokować do kłótni, to mu się nie udało. Nie miał dzisiaj w sobie ani krzty waleczności.

Mistrz eliksirów wydał z siebie głośne, podrażnione westchnienie.

— Powiedziałeś mi, że nie chcesz być przez nikogo traktowany jak dziecko. Czy wciąż jest to prawdziwe? — Harry odmówił odpowiedzi na to. — Na litość boską, możesz przestać? Przestań. — powtórzył, gdy Harry otarł łzy ręką. — Absolutnie nie możesz... Masz, weź moją chusteczkę. — Złapał Harry’ego za brodę i z grubsza otarł jego łzy. Gdzieś po drodze, ten dotyk przekształcił się w pieszczotę. Gryfon spojrzał na niego szeroko otwartymi, wypełnionymi bólem oczami. — Cholera, Potter, ze wszystkich ludzi, powinieneś wiedzieć, jak trudny mam charakter.... Nie możesz oczekiwać, że pozbędę się mego złego nastroju. Jeśli masz zamiar robić głupie rzeczy, jak wchodzenie ze mną w niebezpieczne sytuacje, kiedy ci wyraźnie tego zabroniłem tego, to nie możesz się spodziewać, że będę dla ciebie łagodny. Nie miałem na myśli tego, co ci wcześniej powiedziałem. Ty głupi chłopcze. Martwiłem się o ciebie. — przyznał w końcu, brzmiąc nieco gorzko.

Harry był tak zaskoczony, że odsunął się gwałtownie od Snape’a. Patrzyli na siebie przez kilka minut. Mistrz eliksirów mruknął coś, odwracając się.

— Co? — wyszeptał Harry.

— Powiedziałem: przepraszam! — wyrzucił z siebie Snape, wpychając chusteczkę z powrotem do kieszeni. — Idiota. Nie spodziewaj się, że kiedykolwiek usłyszysz to jeszcze raz!

Harry ukrył ręką swój uśmiech. Może nie było to dokładnie róże i poezja, ale w jego umyśle, żadne słodsze słowa nie mogłyby zostać powiedziane. Severus martwił się o niego. Dlatego był później rozdrażniony. Nie miał na myśli tego, co powiedział. Jednak Harry wciąż czuł, że musiał się dowiedzieć jeszcze jednej rzeczy.

— Czy mnie nienawidzisz? — spytał cicho, lecz poważnie. — To znaczy wciąż? Tak jak na pierwszym roku? Tak jak nienawidziłeś mojego ojca?

Severus przewrócił oczami, zirytowany, że został wciągnięty w sentymentalne potrzeby Harry’ego

— Przestań być taki głupi, Potter. Nie nienawidzę cię... I nie... nie, nie lubię cię. Również nigdy cię nienawidziłem. Musiałem jednak tak się zachowywać. Udawać. Można pomyśleć, że twój mózg mógłby teraz znaleźć powód mojego zachowania. Czy nie powiedziałem ci, że Czarny Pan ma znaczne umiejętności w Legilimencji? Nie mogłem pozwolić sobie na czułe myśli o tobie. Nie mogłem mieć żadnego wspomnienia, gdzie byłem dla ciebie miły i czułem się zadowolony. I na pewno musiałem się upewnić, że Malfoy junior nie pobiegnie do domu do swojego tatusia śmierciożecy, że jestem sympatyczny lub czuję sympatię do Harry’ego Pottera. Czy wystarczy już tego dzielenia na tę noc? Zatrzymasz swoje pochlipywanie i może będziemy kontynuować?

Harry przytaknął nieśmiało i otworzył usta, by zapytać, dlaczego przyszli do Północnej Wieży, kiedy mu przerwano.

— Nie, Minerwo! Mówię ci, słyszałam głosy! Śmierciożercy! Uszkodzili moje kule i wrócili po więcej!

Skrzekliwy głos Trelawney był coraz bliżej i Harry spojrzał zaniepokojony na Severusa. Gdzie się ukryją?

Snape wskazał na małe drzwi znajdujące się w pobliżu. Harry pośpiesznie ruszył za nim do środka. Znalazł się w nos w nos z mistrzem eliksirów w tym, co wyglądało na małą szafą. Aktualnie zaplątał się w futro, które tam wisiało. Odsunął je, stękając trochę. Dłoń Severusa wylądowała na jego ustach. Zamarł wstrząśnięty. Było zbyt ciemno, by coś zobaczyć w środku, ale był pewien, że mężczyzna może poczuć rosnące ciepło na jego twarzy. Severus szybko zabrał dłoń i Harry nie był pewien, czy czuje ulgę czy może rozczarowanie.

— Widzisz, Sybillo? Nikogo tutaj nie ma. Przyśniło ci się... lub ujrzałaś przyszłość. — powiedziało pojednawczo profesor McGonagall. — Spójrz, nie ma tutaj nawet myszy. Wrócisz do łóżka?

— Mówię ci, że kogoś słyszałam! Może są w szafie!

— Tak. — powiedziała zjadliwie McGonagall. — Voldemort i jego śmierciożercy zniszczyli twoje kryształowe kule, schowali się w tym pokoju i są tutaj, by przejąć zamek. Nie powinnam wątpić, że usłyszeli nas i postanowili się ukryć w szafie. Przecież to jest całkowicie uzasadnione.

— Nie rozumiem, dlaczego nikt mi nie wierzy. — Usłyszeli jak Trelawney się skarży, ale jej głos rozbrzmiewał coraz dalej.

— ... powinnaś się przespać. — odpowiedziała McGonagall. Była teraz już ledwo słyszalna.

Harry przesunął się trochę, ale Snape zatrzymał go krótkim dotykiem. Nie ruszali się, dopóki nie byli pewni, że są sami. W czasie czekania, Harry znowu zaczął fantazjować. Nigdy przez tak długo nie był tak blisko mężczyzny. Zapach mistrza eliksirów był miły, świeży, z lekką nutą piżma. Harry podniósł lekko głowę wdychając jego zapach. Zastanawiał się, czy tak właśnie by było, gdyby go objął. Dotknął. Lekki, diabelski głosik intonował w jego głowie: „Dotknij go, dotknij go. Dalej, dotknij go”. Kiedy poczuł, że Snape przesunął się trochę, szykując się do powiedzenia, że mogą już wyjść, podniósł rękę, aż odnalazł twarz profesora. Czuł, że Snape zamarł, ale nie wyrywał się, więc Harry powoli przeniósł dłoń, gładząc policzek mężczyzny.

— Myślisz, że co robisz, Potter? — zapytał wreszcie Snape.

— Ja. Um. Ty... miałeś coś na twarzy — powiedział Harry, przygryzając wargę. Miał nadzieję, że mężczyzna uwierzy w to.

— Potter, jak do cholery, mógłbyś stwierdzić, że mam coś na twarzy? — powiedział mężczyzna z rosnącą irytacją. — Panują tutaj egipskie ciemności.

Nieśmiało Harry wzruszył ramionami.

— Och, dobrze. – westchnął. — Przynajmniej sprawiłem, że mnie dostrzegłeś.

— Po raz kolejny, jak do cholery miałbym to zrobić? Jeśli musisz to odnieś się do mojego komentarza na temat egipskich ciemności. — Nie brzmiał na zdenerwowanego, jedynie zwykle na podrażnionego, czyli jak zawsze.

Harry uśmiechnął się lekko. Musiał to zrobić. Pragnienie zrobienia czegoś osiągnęło przytłaczające proporcje. Czuł się tak jakby był na fali. Zanim stracił odwagę (a musiałby ją mieć na początku, ale był Gryfonem i był gotowy na wyzwanie), chwycił jedną ręką ramię mężczyzny, a drugą chwycił mocno jego podbródek, odwracając twarz Severusa w swoją stronę. Mistrz eliksirów był dość wysoki, więc Harry musiał stanąć na palcach, gdy zmusił profesora do pochylenia się i przycisnął prędko swoje usta do warg Snape’a.

Harry był pewny, że to co się dzieje, doprowadzi do kolejnej fali wrzasków: „Co do licha robisz, Potter?”, „Co do cholery jest z tobą nie tak?”, „Odsuń się!”, „Minus sześć tysięcy punktów dla Gryffindoru za seksualną napaść na profesora”. Ale ku jego zaskoczeniu mężczyzna nawet się nie odsunął. Przez długi, pełen niepokoju moment, gdzie miał wrażenie, że balansował na skraju przepaści, czekając na jedno niewielkie szturchnięcie, by spaść i nigdy już nie powstać, żaden z nich się nie ruszał. A potem, ku swojemu zdziwieniu, Harry poczuł delikatne ciśnienie na swoich własnych wargach. Mógł być to słaby, pełen czystości pocałunek, ale Severus Snape go odwzajemniał. Ciemność wokół nich rozbrzmiała muzyką, cichą symfonią iskierek. To było o wiele więcej, niż Harry się spodziewał. Objął ramionami szyję mistrza eliksirów. Jego nogi były słabe i wisiał na mężczyźnie, całując go. Severus nie zwrócił uścisku, ale Harry miał wrażenie, że czuł palce mistrza eliksirów przesuwające się lekko, niczym muśnięcie wiatru, po jego włosach.

Zanim Harry zdążył się przyzwyczaić do pocałunku (tak jakby mógł się kiedykolwiek do tego przyzwyczaić!), usłyszeli inny hałas dochodzący z pokoju. Głośne uderzenie, a potem krzyk McGonagall. Severus położył dłonie na jego ramionach i stanowczo odepchnął, przerywając pocałunek. Harry chciał jęczeć z powodu utraty kontaktu, ale wiedział, że nie mógł, dlatego tylko ujawnił swoje niezadowolenie przez miękkie, niesłyszalne westchnienie. Cholerna McGonagall! Gdyby zmarniał i umarł dzisiejszego wieczora, to byłaby to całkowicie wina okropnego wyczucia czasu profesora transmutacji.

Słyszeli, jak przeszukuje pomieszczenie, badając je dokładnie teraz, kiedy Trelawney nie wisiała jej na ramieniu. Nigdy nie zbliżyła się do szafy. Wreszcie wydawała się zadowolona. Usłyszeli, jak schodzi po drabinie narzekając, że kobieta w wieku Sybilli nie powinna zachowywać się tak, jakby posiadała domek na drzewie.

Kiedy już naprawdę odeszła, Snape wziął głęboki wdech i otworzył szafę ze skrzypnięciem.

— To, co się stało, Potter, jest zaliczane do kategorii: „Nigdy, ale to nigdy o tym nie mówimy, a jeśli o tym wspomnisz to utnę ci język i zmuszę cię do połknięcia go. Dzięki temu będziesz pierwszym człowiekiem, który pozna smak własnego żołądka”. Zrozumiano?

— Fuj! — krzyknął Harry, krzywiąc się. — Boże, Severusie, to było bardzo graficzne. Obrzydliwe!

Snape wyszedł z szafy, a za nim nieszczęśliwy Harry, przeklinając pod nosem wszystkich profesorów transmutacji.

___________________________________

2019 rok
Opublikowałam 4 rozdziały
Opublikowałam 0 miniatur
Rozpoczęłam 0 opowiadań
Zakończyłam 1 opowiadanie
Powrót do góry Go down
Lampira7
Bard
Bard
avatar

Female Liczba postów : 385
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: Re: [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]   Pon Paź 24 2016, 11:26

Rozdział 14: Poświata, którą powoduje pocałunek, wąż, imię... parę moich ulubionych rzeczy

Snape ignorował Harry’ego, przeszukując rzeczy Trelawney niczym wytrawny włamywacz. Harry stał za nim, niezbyt interesując się poszukiwaniami. Miał w sobie zbyt dużo adrenaliny grążącej gwałtownie po jego ciele, powodując u niego zawroty głowy, pragnienie większej stymulacji i oszołomienie. Z roztargnieniem przesunął dłońmi po jednej z tali kart tarota, klnąc w głowie niczym szewc. „Nienawidzę Minerwy McGonagall. Nienawidzę profesorów transmutacji i wróżbiarstwa. Nienawidzę stukniętych, starych kobiet, które wtrącają się do spraw innych. Starych drzwi szafy, które zacinają się, kiedy nie trzeba. Nienawidzę. Nienawidzę. Wieży Eiffela, bo jest francuska. I ogólnodostępnych sypialni i łazienek. I.... I komarów. I kałamarzy, które przeciekają, aż na górze wokół wieczka nie powstanie zaschnięty kołnierz, a wtedy nie można ich otworzyć, chyba że podważysz mocno zakrętkę, która odleci gwałtownie w bok, przez co masz atrament na sobie, wypracowaniu i twoich...”

— Potter. — Snape przerwał jego wewnętrzną tyradę. — Jeśli nie masz nic przeciwko byciu dla odmiany użytecznym, to chcę żebyś sprawdził, co się znajduje pod tą szafką.

Harry wybałuszył na niego oczy.

— Dlaczego?

— Nie. Zadawaj. Mi. Pytań. Po prostu zrób to!

Harry zniżył się na podłogę, opierając się na rękach i kolanach, spoglądając w ciemność znajdującą się pod meblem.

— Nic nie widzę — narzekał.

— Wtedy użyj różdżki, by sobie poświecić, ty niezdyscyplinowany głupku!

— Lumos! — burknął Harry i wsunął głowę pod szafkę.

Światło niezbyt pomogło. Wydawało się, że jedynie zmieniło ciemność w szarości i cienie. Umieścił różdżkę przed sobą, ale to jedynie sprawiło, że światło go oślepiło i ciężko było mu dostrzec cokolwiek.

— Widzisz coś? — zapytał Snape.

— Nie — burknął Harry. — Ale mogłoby pomóc, gdybyś mi powiedział, czego mam szukać.

Wydawało się, że głęboko pod szafką znajduje się mysia dziura i Harry zastanawiał się mgliście, czy coś mogło do niej wtoczyć. Może gdyby było wystarczająco małe.

— Nie wiem, czego szukamy — odpowiedział cierpko profesor. — Być może połączenia.

— Połączenia? — Umysł Harry’ego wywołał obraz wtyczek i kontaktów. Zastanawiał się, czy pan Weasley miał coś z tym wspólnego.

— Widzisz coś czy nie, Potter? — Uciął temat. Harry słyszał, jak głośno westchnął. — Jeśli nic nie widzisz, to powinieneś... wyczołgać się stamtąd i rozejrzeć się.

Harry ledwo go słyszał i zastanawiał się, czemu Seversu brzmiał na tak... nadmiernie pobudzonego. Było w tym coś jeszcze... gdyby tylko mógł się skoncentrować....

— Nic nie wiedzę — odparł stłumionym głosem, próbując się wsunąć jak najbardziej pod szafkę. Kto się spodziewał, że będzie pod nią tyle miejsca? — Ale sądzę, że coś usłyszałem — dodał.

— Co? Co masz na myśli mówiąc, że coś słyszysz? — Mężczyzna skupił się natychmiast. Zszedł na podłogę tuż obok Harry’ego. — Niczego nie słyszę. Jak to brzmi?

Harry, z przekrzywioną na bok głową, starał się skoncentrować. Snape patrzył na niego uważnie.

— To brzmi jak... cichutki głosik — wyszeptał, próbując znaleźć sposób, by opisać ten dźwięk.

— Co to za bzdety z cichym głosikiem? Sugerujesz krasnale? Słuchasz własnego sumienia? Co? O czym do licha mówisz?

— Shhh! — Uciszył go Harry. — Staram się coś usłyszeć!

— Co to mówi? — wycedził Snape.

Wzrok Harry’ego był nieostry, gdy starał się wyjaśnić...

— Coś o myszach... głodny... zmartwiony... zostaw mnie samego... co to za światło... daleka od światła... głodny... gdzie są myszy....

Nagle Snape chwycił Harry’ego za kostki i wyciągnął go spod szafki, powodując że nastolatek krzyknął zaskoczony. Po tym, mężczyzna zajął szybko miejsce Harry’ego, grzebiąc pod kredensem. Harry usłyszał jak wymamrotał:

— Accio wąż. — Snape wydał z siebie przyciszony okrzyk tryumfu. Wydostał się spod szafki, trzymając w jednej ręce małego zielonego węża ogrodowego. — Wiedziałem! Wiedziałem, że coś tam jest. Mam cię, mały gnojku! — Potrząsnął wężem. Niecne spojrzenie zwycięstwa widniało na jego twarzy.

— Przestań! — Zatrzymał go Harry, chwytając mężczyznę za ramię. — Straszysz go! Nic nie zrobił... Prawda? — dodał, myśląc o Nagini. Voldemort może kontrolować tego węża? Ale to było takie biedne maleństwo, które było przerażone. Delikatnie wziął węża od swojego profesora. — Pozwól mi.

Snape przewrócił oczami, ale powstrzymał się od komentowania nadmiernej wrażliwości Harry’ego w kierunku gada.

— Gdybyś mógł powiedzieć, co on mówi i przetłumaczyć moje słowa, to może chciałbym przydzielić kilka drobnych punktów...

— Jest strasznie zdenerwowany... — odpowiedział Harry, ale zamilkł pod wpływem ciężkiego spojrzenia mężczyzny. Starał się cicho uspokoić obawy węża, informując go, że nie zostanie skrzywdzony, ale byliby mu wdzięczni, gdyby odpowiedział na kilka pytań. Może nawet byliby wstanie znaleźć mu coś do jedzenia. Spojrzał w górę, gdy Severus wydał z siebie zniecierpliwiony dźwięk. — Erm. Sądzę, że jest gotów odpowiedzieć na kilka pytań — powiedział Harry. — Nie wiem jednak, jak bardzo będzie pomocny. Nie jest zbyt mądry i widząc świat ledwie co nad podłogą...

— Będzie dobrze — stwierdził Snape. — Zapytaj go, jak się tu dostał.

Harry syknął to pytanie i kilka innych przed spojrzeniem na Snape'a.

— Powiedział, że on i inni zostali tutaj przyniesieni w koszu przez kobietę z olbrzymimi oczami. Er. Myślę, że chodzi o Trelawney.

— Aha! Nigdy o tym nie wspomniała! Wiedziałem! Wiedziałem o tym! Zabroniono jej praktykować zoomancji! Jak skończył w mysiej dziurze?

Przesłuchanie zajęło dłuższy czas, ponieważ Harry nie potrafił zrozumieć serii zdarzeń z punktu widzenia węża i nie wiedział dokładnie, czego starał się dowiedzieć. Wreszcie przygryzł wargę, przed powiedzeniem:

— Było ciemno, przypuszczam, że noc. Nastąpił wybuch. Wszędzie były... ostre przedmioty i większość innych węży zginęło lub uciekło. On także próbował uciekać, ale stracił orientację. Myśli, że wybrał złą drogę...

— Tak, tak. Kontynuuj swoją wzruszająco opowieść o wężu będącym daleko od swojego domu później. Czy zauważył coś niezwykłego przed eksplozją? Słyszał jakieś głosy? Wszelkie magiczne wibracje?

Snape pochylił się z niecierpliwością. Jego oczy błyszczały i Harry z trudem wrócił do rzeczywistości na tyle długo, by zadać wężowi pytania.

Był zaskoczony odpowiedzią gada. Przekazał ją profesorowi:

— Cóż, jeden z największych węży zaczął się dziwnie zachowywać w tym czasie. On... Uniósł się i ciągle mówił o konieczności znalezienia kogoś. Znaleźć go szybko. Zbliżyć się do niego. I wtedy ruszył do wyjścia, przypuszczam, że do drzwi. Trelawney nadepnęła na niego i potem wszystko eksplodowało.

— Ha! — parsknął Snape, nieprzyzwoicie zadowolony. — Wiedziałem! Wiedziałem, że musieli coś przeoczyć. — Ruszył w kierunku wyjścia. Tłumiona energia widoczna w każdym jego kroku. — Idziemy. Nie mamy całej nocy — rzucił przez ramię do Harry’ego. Nastolatek, dysząc pomimo że nie musiał się zbytnio wysilać, pośpieszył się, by znaleźć się u boku mężczyzny. — Pójdziemy i wyniesiemy twojego nowego przyjaciela na zewnątrz, zanim pójdziemy... zanim... Będę musiał wrócić do moich komnat. Muszę... zwolnić cię wcześniej ze szlabanu, jeśli chcesz. — zasugerował bezceremonialnie.

Harry spojrzał na niego ponuro.

— Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo — odpowiedział. — Chcę wiedzieć, co do cholery się tutaj dzieje. Słuchaj — dodał, chwytając rękaw mężczyzny, zmuszając go do zatrzymania się na korytarzu. — W jakiś sposób wiąże się to ze mną. Niemal zawsze tak jest, więc nie mów mi o tym, jak sądzę, że świat kręci się wokół mnie. Nie pytam o wszystko. Ufam, że wiesz ile możesz mi powiedzieć, ale wierzę również w to, że zdajesz sobie sprawę, że nie mogę się bronić, jeśli nie wiem co mi grozi. Muszę wiedzieć wystarczająco wiele, żeby się bronić. Pomóż mi to zrobić. Proszę.

Snape wyglądał na niezdecydowanego. W końcu ustąpił, powiedziawszy:

— Dobrze, Potter. Możemy porozmawiać w moich komnatach.

Harry schował węża pod pachą.

— Prowadź zatem — powiedział.

Mistrz eliksirów wpatrywał się w niego.

— Myślałem, że chcesz zanieść swojego nowego znajomego na zewnątrz... by... mógł... wrócić do swojej małej rodzinki? — zasugerował unosząc brwi.

— Severusie — powiedział ostrzegawczo Harry — istnieją co najmniej pięćdziesiąt dwie odmiany roślin mięsożernych rosnących na zewnątrz szklarni. Każda z nich chętnie zrobiłaby sobie nocną przekąskę z mojego małego węża. Jestem pewien, że możemy znaleźć dla niego lepszy dom. A przynajmniej dać mu miejsce do spania i coś do jedzenia...

Harry przerwał, patrząc z nadzieją na mężczyznę. Jego usta przybrały kształt odwróconej podkówki. Wysunął dolną wargę i zatrzepotał parokrotnie rzęsami, przyjmując najbardziej niewinny, proszący wygląd jaki mógł przybrać. Wiedział, że to było tandetne, ale Severus sprawiał, że się tak czuł. Albo coś blisko tego. Podobnie jak w biało-czarnym filmie, gdzie palono papierosy, przesadnie grano długi, namiętny pocałunek. Gdzie bohaterka potyka się i mdleje w ramionach kochanka.

Snape wyglądał na całkowicie wściekłego, zanim wywarczał:

— Świetnie. Weź ze sobą to zwierzę będące źródłem zarazków. Co mnie to obchodzi? — Ruszył w stronę lochów, wciąż rozdrażniony. — Będzie twoją odpowiedzialnością, Harry. Słyszysz mnie? Jesteś tym, który będzie musiał go karmić, sprzątać po nim i zabierać na spacery. Mam wystarczająco wiele rzeczy do zrobienia bez martwienia się o... tego zimnokrwistego małego potwora.

Harry podążył za nim, uśmiechając się szeroko. Cały wykład byłby bardziej zastraszający, jeśli mężczyzna nie użyłby jego imienia. Pocałunek, imię, mały wąż... może ten ostatni kawałek był trochę dziwny, ale ogólnie rzecz biorąc, Harry nie oddałby tego wieczoru za żadne skarby świata.

___________________________________

2019 rok
Opublikowałam 4 rozdziały
Opublikowałam 0 miniatur
Rozpoczęłam 0 opowiadań
Zakończyłam 1 opowiadanie
Powrót do góry Go down
Lampira7
Bard
Bard
avatar

Female Liczba postów : 385
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: Re: [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]   Wto Gru 13 2016, 17:30

Rozdział 15: Do jaskini lwa lub znalezienie sposobu, aby przytulić się do najbliższej kończyny

Harrry zdołał się powstrzymać przez całą drogę do lochów przed wyrzuceniem z siebie tuzina pytań do Snape’a.

— Co się dzieje? O co w tym wszystkim chodzi? Co wspólnego ma z tym wąż i kryształowe kule Trelawney? Co z nim?

Snape spojrzał krzywo na Harry'ego, zanim wlał sobie do kieliszka czegoś z kryształowej karafki i zajęciem miejsca w fotelu. Wyglądał na zmęczonego.

— Miała zamiar zająć się Ophiomancją — stwierdził. — Wiedziałem o tym. Albus starał się temu zaprzeczyć, ale wiedziałem swoje. To musiało mieć związek.

Jaki związek? — w końcu Harry krzyknął ze złością. — Powiedz mi, co się dzieje! Czym do licha jest Ophiomancja?

Snape spojrzał na niego urażony, zanim ponownie skupił uwagę na swoim napoju.

— Przewidzenie przyszłości poprzez ruchy węży i ich zachowanie — odpowiedział. — Za pomocą tego co jedzą, jak się zwijają i tego typu cholerstwa. Tak jakby ten ptasi móżdżek potrafiłby coś takiego.

— Ophiomancy? Serio? — zauważył Harry, cicho zgadzając się, że ptasi móżdżek był prawdopodobnie najbardziej odpowiednim opisem profesor Trelawney. — Czy ludzie naprawdę starają się przewidzieć przyszłość obserwując węże... Severusie? — powiedział imię mężczyzny, rozkoszując się jego brzmieniem.

Snape spojrzał na niego surowo.

— Zawsze mieliśmy wiele znanych wróżbitów, którzy to robili... — stwierdził krótko, biorąc kolejny długi łyk z kieliszka.

— Ta? Niby kto? — Harry musiał to zakwestionować.

Usiadł na podłodze, przy nogach Severusa i pogładził węża w pocieszającym geście.

— Powinieneś już wiedzieć takie rzeczy. Merlinie, jesteś na szóstym roku. Czego cię niby uczą? — Dopił swój napój i nalał sobie kolejną porcję. — Jednym z nich jest Chalkis. Bardzo znany Ophiomancer.

— Huh — mruknął Harry, wcale nie będąc pod wrażeniem. — Nigdy o nim nie słyszałem.

Kiedy profesor ponownie usiadł w fotelu, Harry niezauważalnie przesunął się tak, by znów oprzeć się o jego nogi.

Wydawało się, że profesor, pijący drugi kieliszek irlandzkiej whisky, nie zauważył tego.

— Bardzo słynny grecki wieszcz — powiedział niewyraźnie, gdy wziął kolejny łyk alkoholu. — Przepowiedział oblężenie Troi. I wszystko inne. Był również Salmanasar, sławny w Nachash... przepowiadający przyszłość patrząc na węże. Był sławny. Reszta z nich miała złą sławę, zmuszając Izraelitów do... Miałbyś przyzwoite wyobrażenie o Ophiomancerach, gdybyś miał chociaż pół kompetentnego profesora.

Dopił swój drugi kieliszek i odsunął Harry’ego na bok, by uzyskać kolejny. Nastolatkowi to nie przeszkadzało. Może Snape zrelaksowałby się trochę, gdyby miał za sobą kilka drinków. Sam Bóg wiedział, że mężczyzna tego potrzebuje. Nigdy nie spotkał człowieka, który byłby bardziej spięty niż Snape. Kiedy profesor wrócił na swoje miejsce, Harry natychmiast oparł się o jego nogi, pieszcząc z wielkim zadowoleniem małego węża.

Rozglądał się zafascynowany po pokoju Severusa. Pomieszczenie było bardzo zagracone, z dużą ilością półek, które były pokryte książkami, buteleczkami i dziwnie wyglądającymi urządzeniami oraz innymi przerażającymi akcesoriami do parzenia eliksirów. Harry uznał, że pokój całkiem dobrze dopasował się do osobowości mężczyzny. Był tak samo skomplikowany, zróżnicowany, jak i ponury oraz groźny jak jego właściciel. Harry odkrył, że całkowicie mu się to podoba. Pachniało tu nawet mistrzem eliksirów.

— Mmmm. — Odchylił się do tyłu i przymknął oczy, starając się zapisać ten moment w pamięci. — Czyli istnieje połączenie między wężami, które Voldemort wykorzystuje do czegoś i tymi, z których korzysta Trelawney do wróżenia, a mną. I co to za połączenie? Co próbuje zrobić i dlaczego zdecydował się to zrobić w tamtej chwili? Co spowodowało, że kryształowe kule Trelawney eksplodowały?

Snape chrząknął rozdrażniony.

— Czy zawsze zadajesz pytania w takim ciągu, że respondent nie ma czasu między nimi na udzielenie odpowiedzi? — westchnął. — Nie odpowiem na wszystkie pytania. Nawet nie posiadam wszystkich odpowiedzi w tym momencie. Albus pewnie miałby jakieś pomysły, ale zawsze trzyma wszystkie karty blisko siebie, uśmiechając się przez cały czas. Co uważam za całkowicie nieodpowiednie zachowanie, biorąc pod uwagę okoliczności. Wszystko, co teraz mam w tej chwili to... teorie. Biorąc pod uwagę, jeśli możemy tak powiedzieć, twój nadmierny i niesmaczny pokaz magicznej mocy, kiedy po raz ostatni próbowałem zajrzeć do twoich wspomnień, musiał.... wywołać pewien alarm. Ponieważ posiadasz wieź z Czarnym Panem, to musiał wyczuć wybuch magii, surową moc, którą uwolniłeś podczas niszczenia klasy McGonagall. Nie jestem pewien, dlaczego zainspirowało go to do działania lub co miał nadzieję tym osiągnąć. Nawet jeśli miałbym swoje podejrzenia, to nie ujawniłbym ci ich, dla twojego własnego bezpieczeństwa. — Wziął kolejny łyk z zamkniętymi oczami.

— Ale co z wężami? Wiemy, że obaj jesteśmy wężouści, ale jak mógłby kontrolować węża? To znaczy... Nie wiem... Myślałem, że trzeba być w pobliżu lub coś. Albo czy planował wykorzystać węża? Nie, to nie ma sensu, chyba że w jakiś sposób wiedział, że Trelawney ze swoją niezrównoważoną psychiką będzie chciała za ich pomocą dać lekcje Oph... Co to było?

— Ophiomancy. To naprawdę dość zabawne. Zadajesz pytanie, a następnie sam udzielasz na nie odpowiedzi. Sposób w jaki paplasz powoduje, że nie potrzebujesz nikogo innego w pokoju, chyba że tylko publiczności. — Harry spojrzał na niego niezadowolony. Domyślał się, że profesor jest coraz bardziej pijany. Ile szklanek wypił Snape? Przynajmniej trzy i opróżnił je niezwykle szybko. Harry psychicznie wzruszył ramionami. Skąd mógł wiedzieć, jaka była tolerancja na alkohol Severusa Snape’a? Nie miał odwagi, by powiedzieć mu, żeby przestał pić. Chyba, że zaliczy upadek i wyląduje twarzą na podłodze. – W każdym razie... kiedy wyczuł, że używasz swojej mocy, próbował się dostać do ciebie... Z jakiegoś powodu było to pilne, że zrobił to bez żadnej zwłoki. Nie sądzę, że wiedział o wężach, przynajmniej nie od razu. Ale dało mu to potrzebną szansę. Szansę na połączenie się z tobą. Kiedy to zrozumiał, to... szukał sposobu, żeby móc zobaczyć, co się dzieje w zamku. Większość narzędzi do wróżenia byłaby dla niego bezużyteczna. Nie dotknąłby żadnej z zabawek Trelawney. Jej kart tarota, amuletów i tych wszystkich bzdur. Ale kryształowe kule i lustra do wróżenia są bardziej użyteczne, by ujrzeć przyszłość. Są one idealne do komunikowania się i widzenia na odległość. Czarny Pan wyczuł je albo wiedział, że takie rzeczy są trzymane w Hogwarcie. Zawsze mówiłem Albusowi, że powinniśmy zastosować środki ostrożności, ale czy on słuchał? Gdzie ja byłem? Tak, kryształowe kule. Starał się na nich skupić, by przenieść swoją moc do zamku, by móc się dostać do ciebie. Kule i lustra w pokoju Trelawney były dla niego bezużyteczne, gdyż nie znajdowały się w pobliżu epicentrum twojego magicznego zrywu. Mimo to, przekazał do nich na siłę większą moc starając się... Prawdopodobnie im mniej o tym powiem, tym lepiej. Znalazł się w pokoju, gdzie były węże, a będąc wężoustnym szybko skorzystał z tego faktu. Będąc... sobą, uznał, że największy wąż prawdopodobnie najlepiej będzie służył do przejęcia nad nim kontroli. Oczywiście, potem miał zamiar wysłać go, by cię szpiegował. To wszystko to są niejasne domysły. Nie mam pojęcia, co się tak naprawdę wydarzyło. Ale przeniesienie całej tej magicznej energii do węża, luster oraz kryształowych kul... Zakładam, że zostały one przeciążone, nie mogły tyle wytrzymać. Albo nie mógł skoncentrować się na wszystkich trzech przekaźnikach. W każdym razie, to stało się mocno wzmocnione i stanowiło zbyt dużo do obsłużenia. Doprowadziło do wybuchu kryształowych kul, a z kolei to spowodowało chaos w pokoju Trelawney, przez co nadepnęła na węża. Jest to szczęśliwy fart dla nas, bo w przeciwnym razie mógł dotrzeć do ciebie i wciąż nie wiemy, co by się stało, gdyby się z tobą spotkał. Katastrofa została zażegnana. Hmm — dodał ironicznie, popijając alkohol o wiele wolniej niż wcześniej.

— Rozumiem — powiedział powoli Harry, z trudem ogarniając to wszystko.

Dlaczego Voldemort wysłał po niego węża, gdy po prostu zdemolował klasę? Co w każdym razie wąż mógłby zrobić? I czy Severus miał uczucia do Harry’ego, czy też to, co zdarzyło się w szafie, był tylko incydentem, który nigdy się nie powtórzy? Dlaczego Severus go pocałował? Skoro oddał pocałunek, to może czuje takie samo przyciąganie do Harry’ego jak Gryfon czuł do niego? A jeśli położy swoją głowę na jego kolanach, to jak zareaguje? Nastolatek zdecydował, że jest to warte ryzyka i postanowił spróbować to zrobić.

Szata Severusa była miękka, bardziej miękka niż wyglądała. Harry wdychał ciepły, męski zapach człowieka, którymi przesiąkła. Jedną rękę owinął wokół łydki mistrza eliksirów masując ją delikatnie. Usłyszał, jak Snape wydaje z siebie słaby jęk i uśmiechnął szelmowsko. Po kilku chwilach, Severus westchnął niechętnie.

— Przestań, Potter — rozkazał. — Nie słuchałeś tego, co ci dzisiaj powiedziałem? O chronieniu się przed Czarnym Panem. Co za śmieszny pretekst, by dostać szansę, by wycierać smarki po całej mojej nodze. Przestań. Dalej... wstań. Już dawno nadszedł czas, aby nakarmić twoją bestię i dostać się do łóżka. Wstawaj. Mam rzeczy do zrobienia.

Harry niechętnie stanął, już odczuwając utratę ciepła bijącego od ciała mężczyzny przy swoim boku.

— Co z moim wężem? — zapytał. — Jest głodny! Musimy mu znaleźć coś do jedzenia mi miejsce do spania!

Severus spojrzał na niego rozdrażniony.

— To są moje prywatne pokoje Harry. Nie stajnia, a na pewno nie przytułek dla zwierząt. Nie będę tutaj gościł małego, łuszczącego się dziwaka.

— Nie jest dziwakiem — zaprotestował gwałtownie Harry. — Nie nazywaj go tak! Nikt nie zasługuje na takie miano... — zamilkł, nieszczęśliwy.

Mężczyzna wydawał się skonsternowany przez jego wrogą odpowiedź. Zastanawiał się nad czymś.

— Przypuszczam, że mam... kilka dodatkowych śledzion nietoperzy i innych podrobów. Prawdopodobnie może je zjeść i zaspokoić swój głód. — Westchnął, pocierając palcami skronie. — Jeśli trochę poszukam, to z pewnością znajdę pudełko lub słoik albo coś, gdzie mógłbym go trzymać przez moment.

— Zostawię go tutaj — powiedział z żalem Harry. — Gdybym wziął go do swojego dormitorium, to znowu słyszałbym „wężomowa” i „Slytherin”. Chciałbym go jednak zatrzymać. — Zmarszczył brwi, patrząc na mały zwężony pysk węża.

To spowodowało, że profesor znowu przewrócił oczami.

— Na litość boską, Potter, to jest całkowicie zdrowy, niezależny thamnophis, a nie twój kociak, którego niedawno otrzymałeś. Znajdźmy mu po prostu jakieś miejsce, gdzie możesz go umieścić, nakarmisz go i wyjdziesz. Możemy juro znaleźć mu nowy dom.

Znaleźli duży słoik i włożyli małego gada do jego tymczasowego lokum. Snape’owi udało się zdobyć kilka duszonych ślimaków, które wąż, z dość wielkim zadowoleniem, zjadł. Później zostawili go, aby przyzwyczaił się do swojego domu. W końcu Harry nie mógł znaleźć żadnego pretekstu, aby zostać dłużej i profesor odprowadził go do drzwi.

— Dobranoc — powiedział, starając się być jak najbardziej uroczy.

— Dobranoc — mruknął Snape, brzmiąc tak samo odpychająco jak zawsze. — Bądź ostrożny w drodze powrotnej do swoich pokoi — dodał. Zanim zdążył się obrócić, aby wejść z powrotem do środka, znalazł się w sytuacji, gdy uczeń przyczepił się do niego, zaplatając swoje ramiona wokół jego talii. Harry obejmował go. Severus stał sztywny przez czas, który był równy jednemu lub dwóm oddechom z uniesionymi lekko rękami. W końcu zebrał się na tyle w garść, aby położył dłoń na rozczochranych włosach nastolatka. — W porządku. Wystarczy już tego — powiedział, klepiąc kilka razy głowę Harry’ego, szybko oraz delikatnie. — Dalej, idź i znajdź coś bardziej konstruktywnego do roboty niż przylepienie się do swojego profesora, jak rzep do psiego ogona.

Harry zrobił krok w tył i uśmiechnął się do niego złośliwie.

— Wpadnę jutro rano — oświadczył, powodując, że Snape zerknął na niego z powątpiewaniem. — Muszę sprawdzić i upewnić się, że mój wąż wciąż jest w porządku — wyjaśnił, idąc korytarzem.

Zaśmiał się, widząc jak profesor drwiąco potrząsnął głową, zanim wrócił do swoich komat. Nucił przez całą drogę powrotną do wieży, myśląc: „Całowanie w szafie i słodkie, małe węże, nazywanie go Severus i słyszenie jak mówi do mnie Harry, i ironiczny, stary nauczyciel, który sprawia, że moje serce śpiewa! Oto niektóre z moich ulubionych rzeczy...”

___________________________________

2019 rok
Opublikowałam 4 rozdziały
Opublikowałam 0 miniatur
Rozpoczęłam 0 opowiadań
Zakończyłam 1 opowiadanie
Powrót do góry Go down
Lampira7
Bard
Bard
avatar

Female Liczba postów : 385
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: Re: [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]   Wto Gru 13 2016, 19:04

Rozdział 16: Harry dostaje szansę, by zachowywać się naprawdę dziwnie

Następnego dnia Harry wstał bardzo wcześnie, aby zapukać radośnie do drzwi komnat Severusa przed szóstą rano. Kiedy mężczyzna wreszcie je otworzył, wyglądał na lekko zużytego i miał zaczerwienione oczy. Spojrzał surowo na Harry’ego i przeklął nieco, zanim wpuścił go do środka. To wcale nie pogorszyło humoru nastolatka, który wciąż miał ten sam bezczelny uśmiech.

Mężczyzna usiadł w tym samym fotelu, co ostatniej nocy i potarł lekko przekrwione oczy, gdy Harry gruchał i łaskotał swoje małe zwierzątko. Harry zawsze był bardzo zirytowany, kiedy jego ciotka mówiła do jego kuzyna w dziecinny sposób, dlatego był dość pewny, że obudzi w ten sposób Severusa i sprawi, że ten będzie pełen wigoru oraz opryskliwy. Harry lubił go takiego.

— Kto jest malusieńkim, słodziusieńkim chłopcem tatusia? — mruknął, patrząc ukradkowo na mężczyznę, oceniając jego reakcję. Snape wzdrygnął się. — Tak, ty jesteś! Nie martw się, znajdziemy dla naszego kochaniutkiego Sevvie’go o wiele milszy mały domek, być mógł w nim dzisiaj zasnąć. Damy kilka gałęzi i wodę oraz...

Jak nazwałeś tę rzecz? — zażądał Snape.

Harry powiercił się i niedbale zsunął się do swojego położenia z wczorajszej nocy.

— Hmm? Och, myślę, że kochaniutki — wykręcił się niewinnie. – Ale czy nie mam racji, mój malutki, najsłodszy wijący...

— Nie to — domagał się Snape. — Jak go nazwałeś?

Harry westchnął.

— Nazwałem go Junior — odparł dość niezręcznie. — Czyż nie jest wspaniały? Jest...

— Słyszałem cię — przerwał mu surowo, brzmiąc na niezwykle niezadowolonego. — Nazwałeś go... Sevvie — wypluł siebie, kuląc się z obrzydzenia, kiedy musiał powiedzieć to głośno.

— Tak — odpowiedział niewinnie Harry. Oparł się ponownie o nogi mistrza eliksirów. — Postanowiłem go nazwać Severus Junior. Ale przeważnie Junior, bo jest krótsze. — Zaczął ponownie rozmawiać z wężem, tym razem w wężomowie, oprócz momentów, gdy wymawiał jasno i wyraźnie „Sevvie” i „Junior”.

— Potter. Przestań natychmiast! Nie będziesz bez mojego pozwolenia dawał mojego imienia jakiemuś oślizgłemu, małemu robakowi. Słyszysz mnie? — Szturchnął nogą Harry’ego na wysokości jego nerki.

— Za późno — odpowiedział Harry. — Już mu powiedziałem, że to jego imię i teraz uważa je za własne. Jestem pewien, że będzie trudno przekonać go do czegoś innego. — Uśmiechnął się lekko, co było nieodpowiednie przy gniewie jego profesora. Było prawdą, że wąż uznał, to za swoją nazwę i reagował tylko na Juniora lub Sevvie. Ale tylko dlatego, że Harry tak mu powiedział. — Nie martw się o to — dodał szczerze, gdy mężczyzna zaczął mieć zaniepokojone spojrzenie. To, które sugerowało, że wyobraża sobie możliwe konsekwencje. — Będę go nazywał jedynie Junior i prawdopodobnie będziesz jedyną osobą oprócz mnie, z którą będzie miał kontakt, więc nikt inny tego nie usłyszy. A nawet jeśliby się tak stało, to inni uznaliby pewnie, że nazwałem go Harry Potter Junior.

Uśmiechnął się fałszywie po raz kolejny do mężczyzny, pamiętając wewnętrznie, że prawdopodobnie nie będzie miał dzieci. Nie, jeśli naprawdę uznał, że jest gejem i był pewien, że tak jest. A już na pewno nie wtedy, jeśli chciał skończyć w związku z Severusem Snape’em, który bez wątpienia nie pragnął dzieci. Nienawidził ich. Tak czy inaczej, był przez nie otoczony przez cały dzień. Został wyrwany z swoich przemyśleń przez szczególnie głośne parsknięcie rozbawienia.

— Bogowie. Harry Potter Junior. Co za przerażająca myśl. Powinniśmy wyznaczyć granicę na „uważać na świat, gdy Bóg stworzy ciebie w dwóch egzemplarzach”. Drżę na myśl o przyszłości. — Harry uśmiechnął się krzywo. Mężczyzna wyciągnął dłoń i przez chwilę głaskał głowę węża. — Ma twoje oczy — stwierdził kpiąco Severus. — Och, chwila. Przepraszam. Jest cały zielony. — Potrząsnął głową i uszczypnął grzbiet nosa, jakby właśnie zrozumiał, co powiedział. — Wystarczy na dzisiejszy ranek tych nonsensów. Nakarm tę rzecz i wynoś się. Muszę się przygotować do zajęć.

Harry nie protestował, ale nie próbował również ukryć radości widocznej w jego oczach. Powiedział tylko poważnym głosem, gdy się rozstawali:

— Ma twój nos. Och, nie. Cały składa się z nosa. Cóż, przypuszczam, że to i tak pasuje. — Zaśmiał się i uchylił się przed drobnym przekleństwem, które Severus posłał w jego kierunku.

OoO

Harry w pewnym sensie chciał powiedzieć Hermionie o ostatnich wydarzeniach, ale nigdy nie była sama. Nawet używanie W.E.S.Z -u nie odstraszało już więcej Rona, który bez ogródek powiedział mu:

— Jeśli ty możesz to znieść, to wtedy na litość Merlina, powinienem być prawdziwym mężczyzną i cierpieć razem z tobą. To nie jest nawet tak jakbyś robił to, ponieważ jest twoją dziewczyną.

Harry potrząsnął gwałtownie głową i odpowiedział Ronowi, że nie musi się o to martwić. Stwierdził, że jest szczęśliwy z jego i Hermiony związku, powodując, że twarz Rona dorównała kolorem jego włosom. To było zabawne, ale po raz pierwszy, Harry miał naprawdę to na myśli.

To było straszne, ponownie uczestniczyć w akcji W.E.S.Z. Ron wyglądał tak jakby ktoś borował mu w zębie bez znieczulenia. Wciąż patrzył podejrzliwie na Harry’ego wzrokiem które mówiło: „Na wszystko co święte, jak możesz to wytrzymać?” Harry chciał się nad nim zlitować i powiedzieć Hermionie, by przestała mówić, ale dziewczyna wyglądała na tak szczęśliwą... Dlatego stłumił tę chęć i starał się wymyślić coś, przez co ludzie zainteresowaliby się losem skrzatów domowych.

— Co myślisz o haśle: „Trzeba stanąć w obronie tych, którzy sami się nie mogą bronić” lub coś podobnego do tego? — zasugerował Hermionie, która chciała umieścić plakat w pokoju wspólnym.

Wyglądała na zachwyconą.

— Dobrze, będzie wymagało odrobinę doszlifowania, ale to bardzo dobra sentencja, Harry! — krzyknęła zachęcająco. — To jest coś, co może skłonić ludzi, aby spojrzeli na sytuację w odmienny sposób.

Uśmiechnął się słabo do niej, gdy Ron powstrzymywał się przed skrzywieniem się. Harry w ostatnim czasie bardzo wykorzystywał swoją przyjaźń z Hermioną. W ciągu ostatnich tygodni udawał, że razem z nią robi rzeczy na kampanię W.E.S.Z. Nie zabije go, jeśli w rzeczywistości poświęci wieczór lub dwa, by naprawdę zająć się sprawami skrzatów domowych.

OoO

Dni zaczęły uciekać mu między palcami. Harry wiedział, że rzeczywiście tak nie było, ale naprawdę dobrze się bawił i dni wydawały się zbyt krótkie na to. Harry uczył się Obrony, ale już nie starał się konkurować z Hermioną. Snape nie całował jej w szafie. Czyli to nie tak, że pociągała go jedynie inteligencja. Harry jednak wciąż się przykładał do nauki, bo nie sądził, że Snape uznawał idiotyzm za pociągający. Nie chciał również mieć opinii kretyna. Pragnął być czasami dowcipny i zaskakiwać Snape za pomocą kilku dobrze dobranych słów albo fraz. Lubił zaskakiwać mężczyznę. Jego drażliwość. Siłę. Moc... Boże, kiedy rzucał szczególnie gwałtowne przekleństwo, jego oczy błyszczały, prostował się i całe ciało było sztywne... sprawiało, że Harry był w jednej trzeciej również sztywny.

Pragnął, by Snape znów go pocałował, zauważył. Od tamtej nocy, gdy to się stało to Snape... zaczął mu się lekko wymykać. Pozwolił Harry’emu odwiedzać węża o każdej porze dnia i czasami był uprzejmy, bardziej serdeczny niż był wcześniej, ale... cóż. Nie pozwolił Harry’emu ponownie się dotknąć. Nie pił, gdy nastolatek był w jego komnatach. Nie usiadł ponownie w tamtym fotelu. A kiedy Harry wykonywał niepewny ruch, aby do niego dotrzeć, wtedy mówił:

— Pomimo tego, że... pogodzenie się z twoja obecnością nie było zbyt wstrętne, panie Potter, obawiam się, że nadszedł czas twojego wyjścia. Jestem zajętym człowiekiem.

Zawsze używał wymówki na temat swojej pracy. Harry nie był pewien, czy ma na myśli jego rolę jako mistrza eliksirów, czy może szpiega, ale Harry nie był pewien, jak o to zapytać. Starał się respektować to, bo naprawdę tak było. Miał nadzieję, że do cholery Severus o tym wiedział. I że Harry doceniał to. Harry czuł, że jedyną osobą, od której wymagane było poświęcenie co najmniej tyle ile on musiał poświęcić (no, może oprócz Dumbledore'a) był Severus Snape. Modlił się tylko, żeby człowiek nie musiał poświecić wszystkiego.

Harry nie był w stanie spotkać się z Hermioną sam na sam i było nie do pomyślenia, by powiedzieć komuś innemu o tym, co się stało — i Snape wystarczająco jasno dał znać, że nie chce o tym rozmawiać, dlatego też Harry pogrążył się w pisaniu dziennika. Zaczynało się to stawać... coraz mniej zadowalające. Dziennik nie był osobą, nie mógł mu dać rady, wyrazić sympatii. Jednakże w świetle tego, że nie miał nikogo do rozmowy, kontynuował pisanie. „Jestem na niego wściekły” — pisał. „Wcale się nie polepsza. Robi się coraz gorzej i gorzej. To tak jakbym tonął i dookoła mnie nie istniało nic oprócz wody...”

Następnym razem, gdy Lupin był w mieście, Harry zacisnął zęby i poszedł się z nim zobaczyć. Nigdy nie wspomniał Severusa z imienia, ani nie powiedział, że jest gejem. Mówił o tym, gdzie przerwali: że zaprzyjaźnił się z kimś z kim prawdopodobnie nie powinien się przyjaźnić.

— Naprawdę Harry, musisz przestać się martwić tak wiele, co Ron i Hermiona pomyślą — poradził mu Remus, wyglądając jak mędrzec.

Harry chciał krzyczeć z frustracji.

— To nie jest... dobrze. To jest część problemu, ale większym problemem jest to, że nie sądzę, że ta osoba chce się przyjaźnić ze mną. Nie do końca. Myślę, że po prostu ta osoba ustępuje mi.

— Harry, wiesz, że jest to niemożliwe. — uśmiechnął się do niego uprzejmie. — Kto nie chciałby się z tobą przyjaźnić?

— Pomyślmy — powiedział sarkastycznie Harry. — Mogę wymienić kilka osób. Voldemort z pewnością nie zaprosiłby mnie na ślub swojej córki, jeśli rozumiesz, co mam na myśli. Malfoyowie są naprawdę obłędni, jeśli chodzi o mnie. Albo Cho Chang, która wini mnie za śmierć Cedrica. Wiem, że to robi. Ach, i jeszcze Severus Snape, który nienawidzi mnie od momentu, kiedy po raz pierwszy mnie ujrzał. — Patrzył wprost na Remusa, pragnąc, aby ten zaprzeczył.

Lupin nie patrzył mu w oczy.

— Severus Snape jest dość szczególnym przypadkiem, Harry. Raczej nie toleruje innych osób nawet w najlepszych chwilach i... byliśmy dla niego naprawdę okropni, kiedy byliśmy w szkole. A ty wyglądasz bardzo podobnie do swojego ojca.

Harry poczuł się po tym dość przybity. Jak twój ojciec. Jak bardzo kiedyś uwielbiał to słyszeć. Przed tym, jak dowiedział się, jakim naprawdę człowiekiem był James Potter. Teraz to było kolejnym ciężarem. Bądź lepszy niż twój ojciec, jesteś tak dobry jak twój ojciec, bądź tym, kim chciał twój ojciec abyś był. To było po prostu niemożliwe. Doskonale wiedział, że nie mógł zadowolić martwego człowieka, a jeśli jego ojciec mógłby go wiedzieć, to Harry nie sądził, że duma była tym co by czuł, kiedy dowiedziałby się o jego sympatii do Snape’a. Harry nie mógł już tego znieść i zmienił temat, pytając Lupina co u niego i czy zechciałby zagrać w czarodziejskie szachy.

W końcu jednak powiedział innym o wężu. To nie była osobista sprawa, więc Ron mógł o nim wiedzieć.

—... to miało coś wspólnego z jej chęcią do nauczenia się Ophi... Opho... Ech.

— Ophiomancji? — zapytała Hermiona, wymawiając wyraźnie słowo, powodując, że jego duma lekko ucierpiała. Miał nadzieję, że będzie w stanie powiedzieć chociaż jedno słowo, którego nie znała.

— Tak. Zgaduję, że kiedy zrobiłem ten bałagan podczas zatrzymania, wyczuł mnie i próbował zobaczyć, co może wykorzystać. A kiedy wyczuł węże, opanował jednego, ale użył zbyt wiele siły do tego albo coś w tym stylu. Przypuszczam, że stracił kontrolę i wysadził wszystkie kryształowe kule.

Poruszał ten temat kilka tygodni po danym wydarzeniu. Z jakiegoś powodu wydawało mu się to mało ważne. Nie tak bardzo jak pocałunek, o którym tak naprawdę nie chciał już nawet rozmawiać.

— Hmmm. — Hermiona miało to konkretne spojrzenie. — Ciekawe, co zamierzał zrobić, po tym jak wąż zbliżyłby się do ciebie.

Harry wzruszył ramionami.

— Nie wiem. Snape również nie wie albo nie chce powiedzieć. Dał mi wykład o Ophiomancy i o pewnym gościu imieniem Chalkis i o takim jednym, który się nazywał... chyba Shalmaneser? Powiedział: „Czarny Pan wyczuł tę całą wydobywającą się z ciebie magię, próbował dostać się do zamku, wysadził wszystkie kryształowe kule, wysłał po ciebie węża i nie, nie wiem, dlaczego to zrobił.” Zasadniczo tak to brzmiało — wprowadził ich w historię.

— Och, mówił o Chacha? — Hermiona była teraz całkowicie pochłonięta tematem. — Był to słynny grecki Ophiomancer. Jeśli dobrze pamiętam, to istnieje jego obraz ze skrzydłami na gongu... Czy wiesz jak prawdopodobnie umarł? Podobno umarł ze śmiechu, gdy przeżył godzinę przepowiedzianej swojej śmierci. Ech. Nie żył długo po niej. Albo po prostu myślał, że przeżył ją i nie czekał wystarczająco długo.

Ron wpatrywał się w niego.

— Umarł ze śmiechu? Serio. To byłoby naprawdę dziwne. Gdzie tak w ogóle, do cholery, o tym przeczytałaś? Czasami naprawdę zapamiętujesz dziwne informacje.

Wyglądał jakby był pod wrażeniem, a Hermiona uśmiechnęła się do niego lekko niegodziwym uśmieszkiem.

— Jeśli czasami przeczytałbyś książkę, to może być wiedział z której to wiem. Może spodobałoby ci się dużo rzeczy napisanych tam. Będziesz musiał jednak pocierpieć, bo nie powiem ci jaka to książka. Ale ten inny mężczyzna, o którym mówił Snape. Również był Ophiomancerem, a także asyryjskim królem. Był...

OoO

Nadeszło Haloween i poczuł się trochę dziwnie. Hufflepuff zorganizował przyjecie. Coś w rodzaju kostiumowego balu. Jedynie szósty i siódmy rok mógł w nim uczestniczyć, ale to było... prawdziwe wydarzenie społeczne, które nie zostało zaplanowane przez dorosłych. Jednak, gdy nauczyciele się o tym dowiedzieli, to cóż, nie mogli tego pozostawić tak bez opieki. Po stwierdzeniu, że wszyscy mogą przyjść, by nikt nie poczuł się pominięty, grono nauczycielskie wyraziło zgodę na imprezę, ale tylko jeśli jeden z profesorów będzie ich pilnował.

Każdy udawał się na imprezę... Ron i Hermiona szli nawet jako Lancelot i Ginewra. Chłopakowi udało się nawet poprosić jedną z zamkowych zbroi, by mógł ją nosić na ten czas. Harry uważał, że jest to bardzo dziwne, niezależnie od tego jak się na to patrzono. Musiał jednak przyznać, że Hermiona wygląda bardzo ładnie w fantazyjnej sukni z innej ery i wieńcu we włosach. Spytali go, czy również ma zamiar być na imprezie, ale nie mógł na sto procent potwierdzić.

Z jednej strony był pewien, że będzie jedynym gejem na imprezie. Myśl o tym, że miał stać, popijając poncz w pokoju wspólnym Hufflepuffa i oglądać jak wszyscy łaszą się do siebie, a co gorsze, próbować odeprzeć zaloty kogoś takiego jak Ginny lub Milicent Bulstrode albo kogokolwiek, kto próbowałby go pocałować powodowało, że występowały u niego siódme poty. Było to mało prawdopodobne, ale nigdy do końca nie wiadomo. I to nie było tak, jakby Severus tam był, żeby z nim zatańczyć, czy nawet rozmawiać. Był pewien, że będzie całkowicie znudzony.

Ron i Hermiona jednak nie pozwolili mu na żadne wymówki. Powiedzieli mu, że musi pójść, bo bez niego tam, to nie będzie to samo. Powtarzali mu to bez końca, aż w końcu jęknął i poddał się.

— Ale nie wiem za kogo się przebrać — jęknął, mając skrytą nadzieję, że to pozwoli mu nie pójść na imprezę.

— Idź zatem z Padmą Patil — powiedział mu Ron. — Też nie wie jeszcze kim ma być. Możecie iść razem... na przykład jako osioł. Możesz być jego tyłkiem. Dupek będzie dupkiem! — zachichotał i Harry uderzył go lekko w ramię.

Harry nie poprosił Padmy, by razem poszli na przyjęcie, ale spytał, czy ma jakiś pomysł za kogo się przebrać.

— Nie mogę się zdecydować — odpowiedziała mu, podenerwowana tydzień przed imprezą. — Dzisiaj mam zamiar zapytać wszystkich, kim będą, a potem wziąć głęboki oddech i wybrać jakieś przebranie dla siebie. Jeśli wymyślę coś naprawdę wspaniałego, to chciałbyś to zrobić razem ze mną? Moglibyśmy iść wspólnie — zasugerowała.

— No nie wiem. — Harry wzruszył ramionami. — Tak naprawdę to nie chcę iść, ale Ron i Hermiona nie dawali mi spokoju w tej sprawie. Przypuszczam, że muszę jednak iść, ale nie mam pojęcia za kogo się przebrać.

— Jest jeszcze kilka chłopców, którzy mają podobny problem — poinformowała go. — Ale żadnych dziewczyn. Wszystkie już mają wybrane kostiumy. Ale stwierdzono, że nie pozwolą nikomu wejść na przyjęcie bez kostiumu... — Martwiła się. — Och, już wiem! Może uzyskamy tematyczne przebranie? Może nie byłoby to takie złe. Jeśli inni chłopcy mieliby podobne stroje, to nie czułbyś się taki skrępowany i nie musiałbyś postarać się o nic wielce twórczego.

— Tak, to może nie być takie złe — zgodził się Harry, czując potajemnie ulgę. Idąc z grupą oznaczałoby, że nie idzie dokładnie z Padmą. — Za co mielibyśmy się przebrać?

Oczy Padmy błyszczały.

— Popytam dookoła. Nie martw się, obiecuję, że wszystko do dzisiejszego wieczoru zorganizuje. Sprawdzę, czy inni chłopcy chcą również to zrobić. Posłuchaj, zaraz spóźnię się na zajęcia. Wyślij mi wiadomość, dobrze?

Pomachała do niego i pobiegła dalej. Harry uśmiechnął się lekko. Może Halloween nie będzie takie złe.

Mylił się. To było gorsze niż kiedykolwiek przewidywał. Padma Patil musiała zapytać kogoś — z pewnością bardzo złą z natury osobę, niezależnie kim do cholery była — która ustawiła jej umysł i serce na pomysł bycia królową Kleopatrą. To samo w sobie nie było problemem. Harry sądził, że będzie całkiem ładną Kleopatrą ze względu na jej ciemne włosy i oczy. Nawet jej to powiedział, kiedy zaczęła wyjaśniać swój pomysł. Potem powiedziała chłopakom kim będą. Nie „zapytała”, czy się zgadzają, dała im jasno to zrozumienia, że nie mają wyboru. Jej spojrzenie i lekki wyraz pod gorączkowania na jej twarzy mówiło samo w sobie, że odmowa nie była żadną opcją i każdy z nich potrzebował swoich zębów na własnym miejscu. Właśnie dlatego Harry i inni zachowali swoje usta zamknięte na kłódkę.

I dlatego on, Ernie Macmilan i dwóch chłopców, których Harry nie znał zbyt dobrze, skończyli jako orszak niewolników Kleopatry na przyjęciu Halloweenowym Hufflepuffa. Nawet słowo „niewolnik”, które było poniżające, upokarzające i straszne, mogło być ekscytujące, jeśli należałby do Snape’a. Harry czuł się przez to bardzo chory i dziwnie oraz bardzo, ale to bardzo zakłopotany. Ale nie był przez to zażenowany jak przez strój, który miał nosić.

Cała ich czwórka wpatrywała się w nie, gdy tej nocy Padma zaprezentowała przebrania przed nimi, machając nimi z dumą.

— Sama je uszyłam — powiedziała.

Były bardzo dobrze wykonane, ale wciąż były trochę...

— Um. Nie są one trochę za krótkie? — zapytał Richard Havenblast, jedyny chłopak z Ravenclawu.

Wyglądał na lekko przerażonego. Padma zmrużyła oczy. Opuściła... dobrze, Harry przypuszczał, że miało to być coś na kształt tuniki, ale jego mózg krzyczał spódnica, i podniosła różdżkę.

— Uważasz, że jest zbyt krótka? — zapytała zbyt słodko. Nikt nie może być tak słodki, gdy mruży tak oczy. Ernie skinął głową i dostał przecinającym przekleństwem. Rzuciła na niego jeszcze kilka innych przekleństw, dla podkreślenia swojego punktu. — Załóż. Ją.

Spiorunowała ich wzrokiem. Jej różdżka była stabilna i gotowa do rzucenia kolejnych przekleństw. Harry i inni chwycili swoje kostiumy i szybko pobiegli, by się przebrać.

O Boże. To było naprawdę upokarzające. Nie mógł na siebie spojrzeć w lustrze. Wciąż myślał, że zobaczy okaz niepełnoletniego chłopca transwestyty. To była najgorsza rzecz, jaka kiedykolwiek mu się przydarzyła. Pozostali chłopcy również wyglądali na zakłopotanych. Poza Ślizgonem Jackiem, albo coś podobnego do tego, który był spokojny, a przynajmniej na tyle ile tylko Ślizgon może. Co sprawiło, że w jakiś sposób wyglądał mniej niekorzystnie niż reszta z nich, co było całkowicie niesprawiedliwe. Przynajmniej reszta z nich czuła się tak samo skrępowana jak Harry, który uważał, że to prawdopodobnie najgorszy moment w jego życiu. Wiedział, że może teraz ze spokojem stawić czoła śmierci, bo był pewien, że nic nie będzie straszniejsze niż to. Tak. Był tego pewien.

Tak było, dopóki Padma nie wyciągnęła eye-linera.

___________________________________

2019 rok
Opublikowałam 4 rozdziały
Opublikowałam 0 miniatur
Rozpoczęłam 0 opowiadań
Zakończyłam 1 opowiadanie
Powrót do góry Go down
Lampira7
Bard
Bard
avatar

Female Liczba postów : 385
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: Re: [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]   Pon Sty 23 2017, 16:48

Rozdział 17: Wszystko staje się trochę gorsze, albo trochę lepsze, zależy od tego jak na to patrzysz

Harry oraz inni chłopcy wnieśli Padmę, a raczej Kleopatrę, do pokoju wspólnego na lektyce, która była pomalowana na złoto, wyścielana jedwabiem i bardzo ciężka. Zaczarowali ją tak, aby była lżejsza, ale Harry czuł się jakby miał zostać przygwożdżony do posadzki przez jej wagę, a to był najmniejszy z jego problemów. Z pewnością złamany kręgosłup byłby lepszy od wejścia do pokoju pełnego uczniów z szóstego i siódmego roku, mając na sobie spódnicę, makijaż oraz przekrzywioną perukę. Czuł się tak, jakby jego twarz miała spłonąć od gorącego rumieńca. Każdy się w nich wpatrywał.

Draco Malfoy musiał podnieść się z podłogi i ponownie usiąść na kanapie, po tym jak został pokonany przez atak histerycznego śmiechu.

— Potter cio... ciotą! — krzyknął radośnie, łapiąc z trudnością oddech. — O Boże, to jest najlepsza rzecz jaka kiedykolwiek mi się przydarzyła! Niech ktoś znajdzie Colina Creeveya i jego aparat!

— Spierdalaj, Malfoy! — odpowiedział gorączkowo Harry.

— Cholera! — krzyknął Ron. — Czy to Harry?

Chłopak natychmiast zaczął się tłumaczyć, mówiąc, że to nie jego pomysł i nie mógł się z tego wycofać, chyba że chciał żeby Padma za pomocą magii usunęła niektóre z jego bardziej istotnych narządów. Ron trochę się uspokoił i nawet klepnął Harry’ego w ramię, ale nadal wyglądał na prawdziwie zdenerwowanego.

Hermiona po prostu zdjęła mu perukę, mówiąc, że nie jest to dla niego odpowiednia długość włosów i sprawiała ona, że wyglądał trochę ciotowato. Potem uśmiechnęła się twierdząc, że wygląda bardzo seksownie. Wytwornie, użyła takiego słowa. Zarówno Harry, jak i Ron, byli całkowicie tym zaskoczeni. Ku zdumieniu Harry’ego, istniały również inne dziewczyny na imprezie, które miały podobne zdanie i dość nieśmiało zbliżały się do niewolników. Oczywiście Padma przegoniła je swoim berłem, ale to nie było tak jakby Harry był jakoś szczególnie nimi zainteresowany. Nie były one rodzajem ludzi, z którymi chciał spędzać czas. Nie było tutaj nikogo takiego. Istniała tylko jedna osoba, z którą chciał być blisko, a ten mężczyzna...

Stał przy misce z ponczem.

Severus Snape został wybrany na opiekuna dzisiejszego przyjęcia partii. Boże, miłosierny Boże, niech ziemia mnie pochłonie, nim on mnie zobaczy. Policzki Harry’ego w ogóle nie były zaczerwienione. Był teraz blady jak duch. Wyraziste oczy mocno odznaczały się na jego twarzy. Bardziej niż normalnie ze względu na dramatyczny makijaż. Przyłożył dłoń do piersi, sprawdzając czy jego serce zatrzymało się, nie mogąc wytrzymać tego wszystkiego, ale wyczuł, że biło szybciej i mocniej niż kiedykolwiek.

A następnie jego serce stanęło mu w gardle, bo Severus Snape uniósł wzrok i go zobaczył. Przez chwilę na twarzy mężczyzny nie było widać żadnych emocji. Była pusta. Później, jego usta otworzyły się lekko, brwi zmarszczyły się w niedowierzaniu, a lekki rumieniec zaczął pojawiać się na jego policzkach. Potem wydawało się, że odzyskał opanowanie nad sobą. Zamknął usta, a jego twarz znów była nieczytelna. I jego piękne, eleganckie brwi ponownie się uniosły. Wyglądał tak, jakby „opanowanie” było jego drugim imieniem.

Harry pragnął wczołgać się do najgłębszej dziury i umrzeć. Niezależnie od tego, co się stanie po tej nocy, to przysiągł, że znajdzie Zmieniacz Czasu, wróci do przeszłości i jakoś to wszystko naprawi. Tylko nie mógł albo nie wiedział, czy może? Kurwa. I tak to zrobi. Spiął się, gdy Snape podszedł do niego z najbardziej aroganckim i złośliwym uśmiechem. Miał zamiar rozmawiać z Harrym. Nastolatek mógł sobie wyobrazić bardzo żarliwą, drwiącą powódź słów, którą zaraz uwolni. Życie było prawdziwie okrutną suką.

Ale wzrok Snape przesunął się po Harry’m. Mężczyzna ukłonił się lekko, dobrze, zrobił dość wyraziste skinienie głowy, ale jego ciało odrobinę powędrowało za tym ruchem.

— Pani Patil — powiedział gładko. — Widzę, że wzięłaś do serca moją małą radę w sprawie stroju. Pozwól mi pogratulować sobie zdrowego rozsądku i doskonałych umiejętności decyzyjnych? Niemal mam ochotę powiedzieć, że kwitłabyś w Slytherinie. — Uśmiechnął się niczym podstępny wąż, a krew Harry’ego zamarzła w jego żyłach.

— Chciałabym ci podziękować, profesorze Snape — odpowiedziała przeciągle. — Jak widzisz, zastosowałam się do twojej rady co do joty. Och, cześć Lavender! — Poklepała miejsce obok siebie na lektyce, która była magicznie przytrzymywana przez Ernie’go. — Usiądź ze mną. Czyż ta impreza nie jest odlotowa? — Obie zaczęły chichotać, plotkować i wykonywać inne dziewczęce rzeczy.

Ty? — zaskrzeczał Harry, kierując te słowa do mężczyzny. — Tyś mnie tak ubrał? Jak mogłeś mi to zrobić? Byłeś tym, który podsunął Padmie ten... obrzydliwy, poniżający...

— Bardzo dowcipny, pokrętny, podstępny pomysł? Tak, zrobiłem to Potter. I może zechciałbyś uważać na swój ton. Nie jestem do końca pewien dlaczego, ale mam dość wielką ochotę, aby być dla ciebie bardziej rygorystyczny niż zwykle. — Jego oczy błyszczały i Harry stracił oddech. Na ustach mężczyzny widniał jego zwyczajny uśmieszek.

— Nie mogę uwierzyć, że mi to zrobiłeś. Myślisz że to zabawne, czyż nie? — oskarżył go, a Snape zaśmiał się cicho. — Och... Nadejdzie twój czas, Severusie Snape. Przekonasz się. Tak. Uważaj na siebie. Nie obchodzi mnie, co będę musiał zrobić, ale odpłacę ci za to. — Harry kipiał ze wściekłości.

Severus ziewnął.

— Tak, tak. Łajno bomby i inne takie. — Spojrzał z ukosa na Harry’ego, w ogóle niewzruszony jego słowami.

— Dlaczego. Mi. To. Zrobiłeś? — Wiele osób odwróciło się, aby patrzeć na Harry'ego, który trzymał klapy ubrania Snape'a, albo zrobiłby to, gdyby mężczyzna je posiadał i miał swoją wściekłą, zagniewaną twarz niemal w nos w nos z mistrzem eliksirów.

— Potter, stajesz się naprawdę nudny. Wiesz, że nigdy nie będziesz miał swojej zemsty. Nie jesteś ani zły ani tak kreatywny jak ja. A jeśli chodzi o powód dla którego to zrobiłem... — Pochylił się tak, że jego usta znajdowały się bardzo blisko ucha Harry’ego. — Być może to wszystko jest spiskiem, żeby zobaczyć cię w spódnicy. — Mężczyzna zachichotał cicho. — Może następnym razem pomyślisz dwa razy, zanim namówisz innych, by przeprowadzić eksplozję w moich lochach.

Odsunął się i podszedł do wazy z ponczem, czekając na kogoś, kto będzie próbował dolać do niego coś mocniejszego. Zawsze się tak działo. To było tak mało oryginalne.

Harry był wściekły. Jak śmiał zmienić Harry’ego w żywą ilustrację do kalendarza „Chłopcy niewolnicy”. Burcząc w złości i tupiąc zastąpił drogę Severusowi.

— Oddawaj to — zażądał.

— Oddać co? — spytał mężczyzna, spoglądając na gołe nogi Harry’ego.

Były bardzo dobrze umięśnione, musiała to być zasługa Quidditcha. Obowiązkowy strój uczniów Hogwartu składał się przede wszystkim z luźnej szaty. Pomimo tego, że pozwalało to Severusowi trzepotać i falować nią okazale, oznaczało to również, iż przez miesiące nie widział innej nagiej skóry niż ta na twarzy, szyi i okazjonalnie na nadgarstkach, dłoniach oraz palcach, które wystawały z długich rękawów szat uczniów. Co samo w sobie stanowiło punkt. Studenci byli w wieku, kiedy najlepiej byłoby zapobiec jakiemukolwiek kuszeniu.

— Moją godność – wyjaśnił Harry. — Nie obchodzi mnie jak masz to zrobić, ale mam nie wrócić do pokoju jako pośmiewisko. Czy to jasne? — Drżał ze wściekłości, a wyraz twarzy Snape'a pozostał spokojny, nawet gdy zaśmiał się cicho. — Pieprz się, Snape! — Wrzasnął dość głośno Harry, z pięścią świerzbiącą z chęci uderzenia mężczyzny.

W pokoju zapadła cisza.

Snape nagle przestał się śmiać. Zmrużył oczy, patrząc na Harry’ego. Jego twarz była ponura, a oczy tliły się od gniewu.

— Dobrze, Potter. — Oddychał z trudem. — Skończyłeś. — Zanim Harry zdołał zrobić coś innego niż pisnąć w odpowiedzi, mistrz eliksirów złapał go za ramię i pociągnął go do drzwi.

Byli w połowie drogi do lochów, gdy Harry zorientował się, że nikt po niego nie przyjdzie. Gdzie byli Ron i Hermiona? Niejasno sobie przypominał, że odeszli po tym, jak Hermiona powiedziała, że wygląda wytwornie... może poszli poszukać miejsca do całowania się, czy coś. W takim przypadku, byli dobrze ukryci i nawet nie wiedzieli, że Harry zniknął z przyjęcia.

— Co... Co zamierzasz ze mną zrobić? — udało się Harry’emu wyjąkać, gdy Snape praktycznie wrzucił go do pracowni eliksirów. Nastolatek potknął się, ale udało mu się zachować równowagę.

— Nie wiem, Potter. Jak uważasz, jaka będzie właściwa kara dla kogoś, kto nadmiernie przekroczył swoje uczniowskie granice, nie wspominając o tym, że ryzykował moje oraz swoje życie poprzez ukazywanie zbyt wielkiej zażyłości w stosunku do swojego profesora i wroga. Zastanów się, Potter. Czy masz jakiś pomysł, jak wiele uczniów było świadkiem, jak chwytasz mnie, przeklinasz i wymagasz, bym błagał cię o wybaczenie, tak jakbyś miał do tego prawo?

Harry skrzywił się. Draco Malfoy był tam i obserwował jego atak furii i bredzenie jakie rzucał pod adresem Snape'a. Przypomniał sobie, że krzyczał rzeczy w stylu: „Jak mogłeś?” i „Nie mogę uwierzyć, że mi to zrobiłeś”. Co Draco o tym myślał? Snape miał rację.

— Widzę, że zaczynasz rozumieć — dodał ze złością mężczyzna. — Jak myślisz, jak inni uczniowie będą oczekiwać, żebym na to zareagował? Hmm! Czy Severus Snape, który nienawidzi Harry’ego Pottera aż do szpiku kości, będący postrachem Slytherinu, zmorą studentów Hogwartu, najbardziej prawdopodobnym kandydatem w szkole do podjęcia Mrocznego Znaku, pozwoli ujść cało Harry’emu Potterowi po jego wcześniejszemu zachowaniu?

— Nie.. z pewnością nie — przyznał Harry. — Będą oczekiwać, że rozerwiesz mnie na strzępy. Na bardzo małe strzępy.

— Przełknął ślinę. — Co... Co mamy zamiar zrobić?

— Odwróć się, Potter. — Z uczuciem ciężkości na żołądku, Harry wykonał polecenie. — Połóż obie dłonie na biurku.

Łał. Snape nie zamierzał... ech. Nie. Musiała istnieć inna możliwość. Może był tak wściekły, że... na pewno nie! Harry miał niemal siedemnaście lat, zbliżał się do pełnoletniości! Nikt nie spodziewałby się, że zgodzi się na to, zwłaszcza kiedy... plask! Harry uniósł się na czubkach swoich palców w zaskoczeniu jak i z powodu piekącego bólu.

— Tak bardzo jak może to obrażać twoją godność, Potter, połączenie niepokoju społecznego i fizycznego zamieszania może będzie to wystarczające... — plask! —...pomocne, abyś pamiętał, żeby mieć kontrolę nad swoim językiem w miejscach publicznych.

Plask! Oczy Harry’ego były szczelnie zamknięte. Ból był nie do zniesienia. Zastanawiał się, czym Snape go uderza. Nie była to łopatka, było to zbyt długie i cienkie, ale również zbyt twarde, aby to był bat. Starał się o tym nie myśleć, w ogóle nie myśleć o czymkolwiek. To nie było nie do wytrzymania. Nie potrwało zbyt długo, aby osiągnąć ten stan, ale to działo się zbyt szybko i teraz każde oparzenie towarzyszące pojedynczemu ciosowi było szybko śledzone przez mrowienie zdrętwienia... przyśpieszone bicie serca oraz zmieszanie, oczekiwanie i... plask!

Nie gramy w grę, głupi dzieciaku. I jeśli przegramy... — plask! — ...umrzemy. — Teraz nieustanie czuł ból. Pragnął, by Padma kazała im nosić spodnie. Po tym laniu na jego skórze zostaną ślady.Nie zapomnij tej lekcji. Publicznie, jestem twoim wrogiem. — Plask!

Całe ciało Harry’ego wydawało się cofać po tym uderzeniu. Jego różdżka. Snape... ech... daje mi klapsy swoją różdżką — pomyślał Harry w oszołomieniu. Zagryzł wargę tak mocno jak tylko mógł, starając się skupić na bólu zamiast na czymś innym. Lepiej było myśleć o bólu niż żeby miał... naprawdę sobie życzył, żeby tunika nie była tak krótka. Snape zobaczy...

— Teraz, dopóki nie będę pewny, że nie zapomnisz, będziesz powtarzać: „Nie będę zaczepiać mojego profesora w publicznym miejscu.” — Plask! — Twoja kolej, Potter.

— Nie będę zaczepiał mojego profesora w publicznym miejscu — wychrypiał Harry.

Plask!

— Jeszcze raz.

— Nie będę zaczepiał... — Plask! — ...mo... mojego profesora w publicznym miejscu.

Cholera jasna. To było dziesięć razy gorsze niż wtedy, gdyby było to niespodziewane. Starał się opanować.

— Jeszcze raz, Potter.

— Nie będę za... — Plask! Jęknął. — ...zaczepiał mojego profesora w publicznym miejscu. — Jego oddech był świszczący, gdy oddychał przez zaciśnięte zęby. Nie czekał, aby Snape kazał mu powtórzyć. — Nie będę zaczepiać mojego profesora w publicznym miejscu. — Plask!

— To było więcej niż dziesięć razy, Potter. Uważasz, że ta lekcja została ostatecznie wpojona... do twojego umysłu? — Harry jedynie jęknął. — Bardzo dobrze. Nie pozwól, by się to powtórzyło.

Harry usłyszał jego oddalające się kroki i zastanawiał się, czy Snape oczekiwał od niego, by teraz sobie poszedł. Odsunął się od biurka i pozwolił, by drżące nogi powoli ugięły się pod nim, aż klęczał na podłodze. Przyszło mu do głowy, że nie może teraz wygodnie usiąść, dlatego też skulił się, przyjmując pozycję embrionalną. Zdejmując okulary, starł kilka bezpańskich łez. To cholernie bolało! Pierwsze kilka uderzeń, nie było takie złe, nawet były... ale te ostatnie! Czuł się tak, jakby był w ogniu. Usłyszał lekki szum i otworzył oczy, aby zobaczyć przed sobą rozmyty kształt dłoni, trzymającą szklankę czegoś.

— Wypij to, Potter — polecił Snape. — Zacznij jednak od małego łyku.

Harry starał się znaleźć pozycję, która umożliwiłaby mu picie bez narażania jego pośladków na większy ból. Założył z powrotem okulary i zerknął w dół. W szklance nie było zbyt wiele napoju. Spojrzał pytająco na Snape’a, który pił z własnej szklanki wypełnionej bardziej niż jego. Harry ostrożnie podniósł kielich do ust i wziął łyk. Uch. Przełknął pośpiesznie, kaszląc trochę. Bogowie, to był płynny ogień! Czuł ciepło rozpływające się w dół jego gardła w kierunku brzucha. Rozgałęziało się ona na jego klatkę piersiową. Najpierw palą go pośladki, a teraz będzie go piekło z drugiej strony! Ponownie zakaszlał i zapytał:

— Co to za eliksir?

Ujrzał, jak kąciki ust Snape uniosły się odruchowo.

— To nie żadna mikstura, głupku. Biorąc pod uwagę twój ogromny brak kultury, to nie powinienem na ciebie marnować dobrej jakości brandy. — Prychnął lekceważąco, ponownie skupiając swoją uwagę na swej szklance.

— Brandy? — powtórzył Harry, koncentrując się ponownie na ciemno bursztynowym płynie. — Naprawdę?

Wziął kolejny łyk, tym razem ostrożnie, aby nie mieć ataku kaszlu. Wciąż paliło i nie mógł się powstrzymać od skrzywienia się. Paskudna rzecz. Przełknął kolejny łyk. Brandy! Jak można to lubić? Zawsze się zastanawiał, skąd taki wielki szum na temat mocnych trunków.

— Brandy. Hę.

— Czy kiedykolwiek ktoś ci powiedział, Potter, że jesteś...

Snape patrzył na niego przez chwilę, jakby nie mógł znaleźć słowa. To było niezwykłe. Harry spojrzał na niego wyczekująco.

Co? — zastanawiał się. — Głupi? Ohydny? Uparty? Irytujący?

— ...żywotny? Dziesięć minut temu lałem cię do upadłego, a teraz pijesz moją wyjątkowo drogą brandy, jakby była mlekiem czekoladowym.

Snape potrząsnął głową. Wziął następny, duży łyk z własnego kielicha. Harry zauważył jak bardzo obniżył się poziom cieszy w jego szklance do tego czasu. Mężczyzna zmarszczył brwi, jakby naczynie robiło mu wyrzuty.

Harry opróżnił szklankę i spojrzał na jej dno, życząc sobie, żeby miał więcej alkoholu. Teraz czuł prawdziwe ciepło. I nie miał znaczenia fakt, że mógł nie usiąść przez kilka dni. To było bliżej do spełnienia fantazji seksualnej, niż wszystko co kiedykolwiek doświadczył. Z pełnością nie myślałby o tym w ten sposób, gdyby nie brandy.

— Profesorze? — zapytał nieśmiało. — Mogę mieć trochę więcej?

Snape zaczął otrząsać się z swojej kontemplacji bursztynowej cieczy. Z ironicznym spojrzeniem, pochylił się i przelał część swojego drinka do szkła Harry’ego. Nastolatek oniemiał na tę hojność.

— Rany — powiedział, będąc głęboko pod wrażeniem. — Dziękuje, profesorze! — Bez wyraźnej przyczyny jaką Harry mógł dostrzec, mężczyzna wzdrygnął się, słysząc to.

Patrzył, jak Snape wziął kolejny łyk alkoholu i westchnął głęboko.

— Zdajesz sobie sprawę, że jest to koniec mojej błyskotliwej, jeśli niezrozumianej, kariery. — Harry, zaskoczony przez to, mrugnął nieprzytomnie, wpatrując się swoimi młodzieńczymi, zielonymi oczami w mężczyznę. — Jeśli nie zakończyły jej klapsy, to z pewnością zrobi to alkohol. — Wpatrywał się w przestrzeń, tak jakby był skazany na ścięcie.

— Och! — odpowiedział Harry, nagle zrozumiawszy. — Och, nie. Nikt nie musi o tym wiedzieć. Tak długo, jak tego nie chcesz — powiedział z zaniepokojeniem do Snape’a. Mężczyzna odwrócił się do niego, patrząc tak jakby nastolatek mówił w innym języku, dlatego też Harry starał się wyjaśnić: — Inni i tak będą oczekiwać, że mnie ukarzesz. Wiesz... będzie lepiej, jeśli powiesz, że tak zrobiłeś.

— Bez względu na ich oczekiwania... — odparł pogardliwie Snape — ...to jestem pewien, że żaden z nich nie zawarł w swoich przemyśleniach moje... zaangażowanie gdzieś w pobliżu... twojej konkretnej partii ciała. — Odwrócił wzrok, krzywiąc się ze wściekłości. — Powieszono by mnie na Bijącej Wierzbie i stałbym się pokarmem dla jednej z bestii Hagrida, gdyby wyszło na jaw, co zrobiłem ich ukochanemu małemu bohaterowi. — Kilka razy kopnął lekko biurko, mrucząc pod nosem: — Nie jestem do końca pewien, czy nie byłoby to zasłużone.

— Nie mów tak! — Harry jęknął. Snape nie mógł być przed nim skruszony i bezbronny! Nie byłby Snape’em, gdyby to zrobił. I w każdym razie, czy to nie było jedną z pierwszych oznak Armagedonu? Kto by drwił z Harry’ego i przekomarzał się, sprawiając że czułby się normalnie i jednocześnie w tym samym czasie nienormalnie. — Nie jesteś taki. Straciłeś nad sobą panowanie. Stało się to tylko raz. Nie powiem nikomu, jeśli tego nie chcesz. — Snape nie patrzył na niego. Jego wzrok był wbity w buty. Harry podszedł bliżej, będąc tuż przed nim, tak że nie można było go zignorować. — Przestań być takim dzieciuchem — stwierdził. — A poza tym. Ja... zasłużyłem na to. Prosiłem się o to. — Umieścił lekko dłoń na piersi mężczyzny i spojrzał na niego. Jego twarz była zarumieniona od brandy, a ciało szumiało od krążącej z lania adrenaliny. Harry oblizał nerwowo wargi, dodając: — Miałeś rację, robiąc to. Praktycznie błagałem o to.

Snape patrzył na niego przez dłuższą chwilę, wyglądając coraz bardziej jakby utknął w horrorze. Sięgnął i wyjął z ręki Harry’ego szklankę.

— Wyjdź — rozkazał. — Teraz.

— Ale...

Teraz, Potter. — Snape wypchnął go na korytarz. — Mów innym, co tylko chcesz. Tylko wynoś się stąd. Wróć na przyjęcie, albo idź do swojego pokoju lub gdziekolwiek. Po prostu wyjdź. Natychmiast.

Kiedy Harry dotarł do wieży Gryffindoru, wciąż nie wiedział, co poszło nie tak.

___________________________________

2019 rok
Opublikowałam 4 rozdziały
Opublikowałam 0 miniatur
Rozpoczęłam 0 opowiadań
Zakończyłam 1 opowiadanie
Powrót do góry Go down
Lampira7
Bard
Bard
avatar

Female Liczba postów : 385
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: Re: [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]   Pon Sty 23 2017, 17:28

Rozdział 18: Dwa kroki do przodu, trzy kroki w tył, wszyscy robią snarry

Następnego ranka Harry czuł się ogromnie sfrustrowany i zaniepokojony. I miał kaca. Był również bardzo obolały. Co do diabła, Snape spodziewał się, że zrobi z tym? Nie mógł przecież pójść do pani Pomfrey i powiedzieć... właśnie, co? Wpadłem na ścianę. Tyłem. Wielokrotnie. Uch. Założenie dżinsów było ciężkim zadaniem i zrobił to w łóżku, więc nikt inny nie mógł zobaczyć jego... obrażeń.

O dziwo, to co najbardziej mu przeszkadzało wczorajszego wieczoru było to, jak się zakończył. Dlaczego Snape stracił nerwy i go wyrzucił? Wrócił myślami to tamtej chwili, starając sobie przypomnieć dokładny moment, kiedy wszystko poszło w diabli. To było problematyczne. O ile Harry pamiętał, to cały ten cholerny wieczór poszedł nie tak jak trzeba. Snape... naprawdę posunął się za daleko, ale Harry’emu nie przeszkadzało to tak bardzo jak powinno. Ponieważ, hej, zwrócił na siebie jego uwagę i Snape dotknął go...

O mój Boże, jest całkowicie żałosny — pomyślał. — Poza tym, jestem prawdopodobnie masochistą.

W każdym razie, Snape zawsze tracił nerwy. To było pewna jego część, która czyniła go właśnie Snape’em. Harry nawet nie sądził, że rozumie, dlaczego mężczyzna to zrobił. Profesor był przerażony. I to poważnie. Harry zakładał, że to wszystko przez Malfoya... który prawdopodobnie bacznie obserwował całą tę sytuację. Ale Snape wydawał się bardziej przerażony, a raczej wstrząśnięty pod koniec wieczoru. W tamtym czasie Harry myślał, że wszystko idzie w dobrym kierunku... przynajmniej trochę lepszym niż dotychczas. Snape wydawał się zmartwiony, że straci pracę, co... było możliwe, chociaż Harry nie sądził, że Zakon może pozwolić sobie na utratę członka z powodu czegoś tak trywialnego jak chłosta. Przecież to nie było tak, jakby Harry miał komuś o tym powiedzieć. Serio, kto byłby bardziej zakłopotany?

Podczas śniadania spoglądał spode łba na Snape’a, zastanawiając się, co ten człowiek sobie myślał. Jaki był jego problem? Po upokorzeniu jakie przeżył w nocy, mężczyzna miał czelność go ignorować. Nie pozwolił mu nawet nakarmić węża. Raz za razem odtwarzał w głowie tamte wydarzenie. Powiedział Snape’owi, że nie zamierza nikomu o tym powiedzieć. Wyjaśnił profesorowi, że każdy i tak spodziewał się, że dostanie ostrą reprymendę. Powiedział mu, że prosił o to i... czy naprawę to powiedział? Nie, to głupie, brzmiało to tak jakby... Spojrzał na profesora, który dość niezręcznie unikał jego wzroku. Och. Mój Boże, naprawdę to powiedział. Nic dziwnego, że Snape zachowywał się tak nieswojo. Przyjął to w niewłaściwy sposób. Harry westchnął i uderzył kilkakrotnie głową w stół. Dlaczego musiał być tak bezmyślny?

— Hej. — Ron usiadł obok niego. — Co dziś jemy? Umieram z głodu. — Zaczął pochłaniać jedzenie z apetytem, nie zauważając, że Harry uderza kilkakrotnie czołem o blat stołu. — Słyszałem, że miałeś kłopoty zeszłej nocy, po tym, jak cię zostawiliśmy — powiedział, wpychając jajka w usta. — Szczerze, nigdzie nie można cię zabrać.

— Gdzie jest Hermiona?

— Wciąż śpi. Większość dziewczyn jeszcze nie wstała. Sądzę, że wczoraj były dość zajęte plotkowaniem. Czy one robią coś poza tym?

— Nie wiem — odpowiedział figlarnie Harry. — Robią? — Uszy Rona zaróżowiły się i skoncentrował się na jedzeniu.

OoO

Przez następne kilka dni, szlaban przemijał w dość napiętej atmosferze. Za każdym razem, gdy Snape na niego spojrzał, Harry rumienił się, powodując, że mężczyzna wyglądał na zagniewanego. Obaj mężnie starali się udawać, że nic się nie stało. Harry nie był pewien, czy to działało. Zarówno Ron i Hermiona dziwnie na niego patrzyli. Dziewczyna pewnego dnia osaczyła go i starała się przekonać do mówienia.

— Harry, obaj zachowujecie się bardzo dziwnie! Wiem, że coś się dzieje. Nie byłeś tak zdenerwowany od waszej małej sprzeczki. I wieki temu załatwiłeś tamtą sprawę, więc o co chodzi?

Harry był osaczony i jąkając.

— To nie... to nie była sprzeczka. Po prostu tamtej nocy był gorszy niż zazwyczaj i poczułem się przez to źle. To wszystko. Ale w końcu przeprosił i nie było to nic wielkiego, ale to nie była sprzeczka. A poza tym, nie ma to nic wspólnego z tym. Powiedziałem coś naprawdę głupiego w Halloween i odebrał to w niewłaściwy sposób. I nie chcę o tym mówić! — Naprawdę nie chciał o tym rozmawiać.

— Jeśli nie chcesz ze mną o tym rozmawiać, to w porządku — stwierdziła Hermiona. — Ale naprawdę powinieneś z nim porozmawiać. Prawdziwi Gryfoni są na tyle odważni, aby mówić o swoich uczuciach — prowokowała go. Spojrzał na nią, zły.

Właśnie dlatego był nieco zaskoczony, gdy stanął przed biurkiem Snape’a następnej nocy, gdy jego przyjaciele wyszli z sali. Snape nie chciał na niego patrzeć.

— Czy masz jakieś pytanie odnoście zaklęcia wzmacniającego, Potter? — zapytał, porządkując jakieś dokumenty.

— Nie, proszę pana — odpowiedział ze smutkiem Harry. Naprawdę nie chciał tego robić, ale nie chciał również, żeby ich dwójka była przez cały czas była skrępowania, gdy byli obok siebie. — Chciałbym porozmawiać. O tym, co się stało. — Snape poderwał głowę do góry i przyszpilił Harry’ego wzrokiem. Harry zignorował to i dalej bełkotał. — Posłuchaj, naprawdę nie miałem na myśli tego, że prosiłem o to. Inni pomyśleliby w ten sposób i dałeś mi wystarczająco dużo ostrzeżeń, że powinienem być ostrożny. Prosiłem się o to, nie oznaczało tego, że chciałem żeby się tak stało lub coś. I... Um. Byłbym całkiem szczęśliwy, jeśli udawałbyś, że ta cała sprawa nigdy się nie wydarzyła. Chciałbym, żeby między nami znów było normalnie. Tak normalnie jak tylko może być, biorąc pod uwagę kim jestem. Po prostu chcę żebyś nie myślał, że czuję się źle przez to.

Snape wziął głęboki oddech i powoli wypuścił powietrze.

— Rozumiem. Będę bardziej niż zadowolony, jeśli od tego momentu zostanie całkowicie zabronione wspominanie o tym. Wierzę, że to wszystko? Dobrze. Wtedy przestań krążyć wokół mnie niczym zakochane dziewczę i zajmij się swoimi sprawami. — Harry, który odetchnął z ulgą, że udało mu się to załatwić, ruszył do drzwi. — A, i Potter — dodał Snape — Ostatniej nocy po raz trzeci nie udało ci się zaliczyć mojego testu z wymijającego zaklęcia. Jutro spróbujemy z nim ponownie i jeśli znów zawiedziesz, to wiedz, że będziesz tego mocno żałować. — W jego oczach ponownie pojawił się sadystyczny błysk i Harry wytarł nerwowo dłonie o swoją szatę.

— Co zamierzasz zrobić, jeśli mi nie uda się ponownie? — zapytał z niepokojem Harry.

Snape wzruszył leniwie ramionami.

— Jeszcze nie wiem. Z pewnością coś wymyślę. — Harry ponownie się zarumienił, ale tym razem Snape po prostu uśmiechnął się złośliwie.

Zajęcia z eliksirów odbywały się ponownie i Harry uznał, że nawet jest z tego zadowolony. Wciąż nie był w nich zbyt dobry, ale dzięki temu mógł zobaczyć Snape’a dwa razy dziennie. Oczywiście, początek lekcji mijał na tym, że profesor nazywał go najbardziej obraźliwymi określeniami jakie mógł wymyślić, próbując zranić go jak najbardziej, ale Harry mógł z tym żyć. Tym, co go drażniło, była obecność Ślizgonów, którzy obrażali go osobiście, nazywając go Tuszową Wróżką i Dziwką Gryffindoru. Nienawidził ich wszystkich. Przypuszczał, że może z wyjątkiem Jacka, który zachowywał się beznamiętnie i jakby nic go nie obchodziła. Dotyczyło to również Blaise'a Zabiniego, który raz mrugnął do niego. Zaskoczyło go to, ale pomyślał, że nie powinno. Wszyscy przecież znali Zabiniego.

Podczas zatrzymania, a raczej podczas drugich zajęć, jak myślał o nich Harry, Snape zachowywał się całkowicie normalnie. Oznaczało to, że nadal czasami obrażał nastolatka i robił ostre uwagi, ale przynajmniej Harry wiedział, że nie robi tego, ponieważ musi. Kiedy następnej nocy w lesie, Harry przeszedł z łatwością test Snape’a, ten niemal uniósł brwi z wrażenia. Mężczyzna uśmiechnął się do niego szczerze. Profesor wysłał Rona i Hermiona do zamku, gdy sam czekał, aż Harry zbierze swoje rzeczy.

— Przypuszczam, że dla kogoś z twoją gracją, był to odpowiedni poziom wykonania. — Harry przystanął za nim, nie wiedząc, czy jest zadowolony z tej niejasnej pochwały, czy zirytowany przez zniewagę. Walczył z tym dylematem, aż usłyszał głos Severusa, który ledwo dotarł do Harry’ego przez westchnienie rozbrzmiewające w powietrzu. — Dziesięć punktów dla Gryffindoru... Dobry pokaz, Harry. Naprawdę dobry.

Harry musiał wstrzymać oddech, by pod wpływem radości nie powiedzieć: „Przepraszam, co?”, przez co Severus spojrzałby jedynie zrzędliwie na niego i udzielił równie nieprzyjemnej odpowiedzi. Ale to było w porządku. Mógł się powstrzymać.

— Przepraszam, co?

Severus, skrzywiwszy się, odwrócił się i spojrzał na Harry’ego wzrokiem: „Doskonale wiem, że mnie słyszałeś”.

— Powiedziałem: „Jeśli okropne, nużące i beznadziejne zadanie, jakim jest uczenia trzech złośliwych małych pomyłek, nie wyśle mnie do Świętego Mungo przed końcem toku, to twoje nagłe pogłębienie problemu ze słuchem to sprawi”. I przestań się uśmiechać w ten sposób, paskudny szczeniaku. — Pomimo swoich ostrych słów, uśmiechnął się delikatnie lakonicznym uśmiechem przez ramię do chłopca.

Harry odrzucił głowę do tyłu i pozwolił, by jego euforyczna salwa śmiechu rozniosła się po zamku.

Następnej nocy Harry, Ron i Hermiona spotkali się poza lochami Snape’a, tylko po to, by znaleźć pusty pergamin przypięty do drzwi. Zabrali go i sprawdzili gruntownie, ale nic nie znaleźli.

— Być może jest to test! — zasugerowała rozsądnie Hermiona.

To wydawało się obiecujące, jako że Snape wydawał się ostatnio lubić takie rzeczy, ale to nie pomagało im się dowiedzieć, co z tym zrobić. Próbowali ujawniających uroków, dostrzegających zaklęć. Nawet dyskutowali o tym, czy nie włamać się do biura Snape’a, aby znaleźć eliksir Wyczuwalności, przed tym jak uznali, że mało prawdopodobne jest, aby mężczyzna wymagał od nich włamania się do własnego gabinetu.

Dopiero po zbadaniu kilkakrotnie pergaminu i spróbowanie każdego czaru o jakim mogli pomyśleć, Ron stwierdził, że przypomina ona mapę Huncwotów. Niestety „Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego”, miało tylko dwa efekty, którymi było strzelanie czerwonymi iskrami na osobę wypowiadającą złą frazę oraz pojawienie się zdania: „Nie bądź idiotą”. Hermiona stwierdziła, że to dość prawdopodobne podsumowanie tego, co czuł Snape do mapy Huncwotów i jej twórców. To doprowadziło do tego, że Harry opisał, co się stało, gdy mężczyzna po raz pierwszy miał do czynienia z rzekomo pustą mapą. Hermiona, jako najlepsza uczennica z ich grupy, wzięła pergamin i próbowała na nim wszystkiego, co Harry kiedykolwiek napotkał w książkach, ale nic się nie stało.

Raczej pesymistycznie, Harry powtórzył jej zaklęcia, szturchając pergamin różdżką, gdy Hermiona i Ron spierali się o to, co robić dalej.

— Nie obchodzi mnie, czy to test — powiedział zmęczony Ron. — Jestem padnięty i mógłbym skorzystać z jednej nocy bez profesora de Smutasa. Dajmy sobie spokój i...

Zamilkł, gdy Harry właśnie wymamrotał:

— Harry Potter, uczeń tej szkoły... nakazuje ci ujawnienie skrywanych przez ciebie informacji. — Nagle zobaczył tusz rozprowadzający się i rozpowszechniający się w poprzek papieru. — Hej! Spójrzcie! — Ron i Hermiona stłoczyli się blisko Harry’ego, czytając znad jego ramion.

Potter, jeśli udało ci się zajść tak daleko, to jestem szczerze zdumiony. A w przypadku, gdy zapamiętałaś tak dużo, to może twój słaby, skupiony na quidditchu umysł może podsunąć ci osobę, do której poszedłbyś z wizytą, gdyby to nie działało. Trzeba dodać, że w ogóle, by to nie pomogło. Zobaczysz go dziś w nocy. Będzie w Hogwarcie przez krótki okres czasu. Bez wątpienia wiesz, gdzie go znaleźć.

Prawdopodobnie nie wrócę przez przynajmniej kilka następnych dni. Nie będzie to czas odpoczynku. Nie mogę zaaprobować tego, żebyś nie nauczył się niczego wartościowego z obrony w tym czasie. Dlatego też pozwoliłem by ten pch... narodzony z wilkołaka namówił mnie, żeby przejąć mój szlaban na najbliższe dni. Wyjątkowo, ten zapchlony tuman będzie cię strzec i udzielał dydaktycznych lekcji. Bądź ostrożny, nie wie o naszych zajęciach. Idiota naprawdę sądzi, że to był całkowicie jego pomysł.

Nawet nie staraj się udawać, że nie jesteś zadowolony z tego, że będzie mnie zastępował. Mogę sobie wyobrazić jaką radość czujesz z powodu mojej nieobecności. Niech Granger znajdzie subtelny sposób, by skłonić Lupina do uczenia was przekaźnikowych zaklęć i czarów wzmacniających energię. Oczekuję, że znajdziesz sposób, by je połączyć i utworzysz jedno przystosowane do tego zaklęcie zanim wrócę.

Twój znacznie sceptyczny profesor.

PS: Klucz do moich komnat znajduje się w twoim biurku w klasie transmutacji. Pamiętaj, aby karmić tego cholernego węża. Nie chcę wrócić do domu i przekonać się, że pachnie gnijącym gadem.

___________________________________

2019 rok
Opublikowałam 4 rozdziały
Opublikowałam 0 miniatur
Rozpoczęłam 0 opowiadań
Zakończyłam 1 opowiadanie
Powrót do góry Go down
Lampira7
Bard
Bard
avatar

Female Liczba postów : 385
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: Re: [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]   Pon Sty 23 2017, 18:10

Rozdział 19: Stanąć po twojej stronie, Snape

— Tak, to cholernie wspaniałe! — krzyczał w podnieceniu Ron. Hermiona spojrzała nerwowo na Harry’ego, gdy starała się wesprzeć entuzjazm Rona. — Nie mogę w to uwierzyć! To jest, do jasnej cholery, niemożliwe do uwierzenia! Pozbywamy się Snape'a oraz zaczynamy ponownie lekcje z Lupinem i to wszystko tej samej nocy! Nie będzie chciał za każdym razem pozbawić nas głowy za pomocą przekleństwa, gdy zapędzi nas w róg! Będę mógł zasnąć w nocy bez zastanawiania się, czy przeklął moje pióro, kiedy straciłem czujność albo czy planuje wydać mnie jutro Śmierciożercom, lub...

Harry ledwo go słuchał. Śmierciożercy. Właśnie. To dlatego Snape zniknął. Zastanawiał się, kiedy następnym razem go wezwą. Żałował, że Severus nie ostrzegł go. Wysłał mu notatkę, wyciągnął go z łóżka, aby mu o tym powiedzieć, przekazał Dumbledore’owi wiadomość — cokolwiek, by go przygotować. Och. Boże. Harry odwrócił się do Rona, próbując ukryć pobladłą twarz.

Podążył za dalszym tokiem swojego rozumowania, stanowczo ignorując zaniepokojone spojrzenie Hermiony. Nie chciał teraz litości ani współczucia. Potrzebował jakiś przeklętych informacji. Prawdy. Chciał, żeby Snape wrócił. Po jaką cholerę Severus w ogóle to robił? Prawdopodobnie zaczął szpiegować zanim jeszcze Harry się urodził. Wręcz słyszał złowieszczy głos Albusa rozbrzmiewający mu w głowie: „Wielkie osobiste ryzyko... wielkie osobiste ryzyko...” Ryzykował co? Oczywiście swoje życie. Co próbował zrekompensować? Żeby czuł potrzebę robienia tego wszystkiego, to musiało być gorsze niż to, co ojciec Harry’ego mu zrobił. Zabijanie. To było coś, co unosiło się na skraju świadomości Harry’ego odkąd odkrył, że Snape zwrócił się z jednej strony do drugiej. Prawdopodobnie zabijał ludzi. Dużo osób albo w jakiś straszny sposób albo zrobił coś, przez co poczuł się tak brudny i uszkodzony. Nie mógł temu zadość uczynić, ale postanowił spędzić resztę swojego życia próbując. Biedny Snape. Boże. To wiele wyjaśniało.

Harry próbował go zrozumieć przez swoje doświadczenie z pierwszej lekcji oklumencji, osobowości mężczyzny oraz tego, jakie działania musi podjąć szpieg. Snape. Severus Snape. Zaczął wymieniać w głowie, to co wiedział o mistrzu eliksirów. Jego ociec nie był miłym człowiekiem. Mógł być takim mężczyzną jak wuj Vernom albo mógł być nawet gorszy. Mógł znęcać się nad nim fizycznie, a ponieważ Severus Snape nie był Chłopcem-Który-Przeżył i nie pełnił kluczowej funkcji w ostatecznym upadku Voldemorta, nikt nigdy nie interweniował w jego sprawie. Jego matka była słaba. Nie potrafiła się bronić i nie stanęła w obronie Severusa. W jego pogardliwym i okrutnym życiu była co najmniej jeszcze jedna inna kobieta. Potem poszedł do Hogwartu, gdzie zamiast schronienia i domu, który odnalazł Harry, napotkał Jamesa Pottera i Syriusza Blacka. A to co mu zrobili, każdego doprowadziłoby do tego, aby wybrać przeciwną stronę. Na pierwszy rzut oka, bycie u boku Voldemorta wydawało się czymś przyzwoitym. Boże. Biedny Severus.

Harry starał się przywrócić uśmiech na twarzy, kiedy dotarli do komnat Remusa. Mężczyzna wyglądał bardzo dobrze. Był tak szczęśliwy, z powodu że ma szansę ponownie ich spotkać. To spowodowało, że wina uderzyła w Harry’ego, niczym nóź wbity w jego jelita i przekręcony na bok. Cieszył się, że widzi wilkołaka. Po prostu byłby bardziej szczęśliwy, gdyby był z Severusem. Żywym, całym i zdrowym. Gdzie był? Co robił? Czy w ogóle go obchodzi, że Harry jest szalony ze zmartwienia o niego?

Remus zabrał ich do swoich prywatnych pokoi, które zostały wypełnione zaskakująco kolorowymi i wyścielanymi meblami. Harry poświęcił tylko chwilę, by pomyśleć o tym. Po co męczyć się wypytywaniem go. Remus swoimi uczynkami zasłużył na to, jak nikt inny. Opadł na sofę, wiedząc, że każdy z obecnych patrzy na niego trochę dziwnie. Harry obrócił się na swoim miejscu, uśmiechając się gorzko do Lupina.

— Tak — powiedziała Hermiona przełamując ciszę, desperacko starając się rozweselić nastrój. — Chciałabym się dowiedzieć o przekaźnikowych zaklęciach i wzmacniających czarach oraz jak moglibyśmy je połączyć i zrobić z nich jedno zaklęcie.

Każdy się w nią wpatrywał. Harry czuł jak jego szczęka opada. „Niech Granger znajdzie subtelny sposób...” Jezusie. Na litość Boską.

To jednak nie zdziwiło Remusa.

— Co za ciekawa koncepcja! Naprawdę, Hermiono. Dziesięć punktów dla Gryffindora. To bardzo fascynujący i kompleksowy pomysł... Co chcesz osiągnąć przez połączenie tych dwóch zaklęć?

Hermiona wzruszyła ramionami, starając się wyglądać uroczo oraz inteligentnie i w ogóle nie tak, jakby chciała po prostu odwrócić uwagę od nieracjonalnego, ponurego nastroju Harry’ego.

— Chcę... my chcemy... hmmm... — Zerknęła na Rona, który był znany z szybkiego myślenia, gdy był pod presją.

— Snape powiedział coś w stylu, że za żadne skarby na świecie nie zrobimy czegoś takiego — odpowiedział natychmiast, wyglądając na pewnego siebie. — Jest dupkiem. Musimy mu udowodnić, że się myli i że jesteśmy w stanie to zrobić.

Hermiona wydawała się zirytowana jego tłumaczeniem, ale Lupin tylko się roześmiał.

— Tak, to jedna z dość dobrze stosowanych metod Severusa, aby studenci zainteresowali się czymś, przez powiedzenie im, że nie są w stanie tego osiągnąć. Hmmm... Przypuszczam, że istnieje wiele możliwości wykorzystania takiego czaru, ale nic potężnego... Dziwne. Można w razie potrzeby, rzucić urok z dala od siebie, wzmacniając go w drodze, aby stał się zauważalny dopiero, gdy dotrze do miejsca przeznaczenia i naprawdę zadziała. Możesz również wzmocnić czar, kierując go na siebie, a następnie skierować gdzieś indziej, dzięki czemu wyglądałoby tak jakby dwie osoby rzucały go, jeśli echo trwałoby wystarczająco długo...

Harry kochał Lupina. Był jego przyjacielem. Harry w innych okolicznościach byłby bardziej niż szczęśliwy, aby uczyć się od niego, jednak teraz robił co tylko mógł, aby utrzymać uwagę, aż „klasa” nie dobiegnie końca. Albo powstrzymać się od tego, aby nie udusić wilkołaka. Jak mógł być szczęśliwy, kiedy Snape znajdował się w śmiertelnym niebezpieczeństwie? Harry zastanawiał się nad tym, czy nie zostać dłużej i nie zapytać Lupina, co Snape robi, ale kiedy zatrzymał się przy drzwiach, jego intencje musiały być widoczne na twarzy, ponieważ Remus przybrał cwany wyraz twarzy i uprzedził go, mówiąc:

— Zobaczymy się jutro. Trzeba iść spać, czyż nie, Harry?

Wtedy mężczyzna zamknął drzwi przed jego nosem. Nie zatrzasnął ich, ale zamknął je dość stanowczo.

Co Harry mógł powiedzieć? Odszedł. Wraz z innymi wrócił do wieży, a potem poszedł do swojego pokoju i wczołgał się do łóżka, słuchając paplaniny Rona na temat „naprawdę świetnego Lupina” i o tym jak „jego lekcje to bułka z masłem” i tak dalej, aż Harry nie odwrócił się, krzycząc na niego. Wtedy Dean, Seamus oraz Neville obudzili się i chcieli wiedzieć, skąd to zamieszanie. Ron natychmiast powiedział, że Lupin jest cholernie niesamowitym nauczycielem i zaczął wymieniać, kto nie jest takim profesorem. Spowodowało to, że Seamus prychnął w rozbawieniu, a Dean poinformował Rona, że zmienił się z fanki w zakochaną psychofankę. Co spowodowało, że Ron rzucił się na niego. Bijąc się, zaczęli tarzać się po całym pokoju. Seamus próbował ściągnąć Weasley’a z wyższego chłopca, podczas gdy Neville, trzymając jego ramię narzekał, ile będą mieć przez to kłopotów. Ron i Dean szarpali i uderzali się nawzajem, próbując przewyższyć tego drugiego bardziej twórczymi i obrzydliwymi zniewagami.

Harry poddał się i wstał z łóżka, mając nadzieję na znalezienie spokojnego miejsca. Skończył na Wieży Astronomicznej (która po kilku tygodniach stosowania na niej odpychającego eliksiru Snape’a, nie była już popularnym miejscem), gdzie siedział owinięty peleryną niewidką bardziej z powodu zimna niż z powodu chęcią stania się niewidzialnym. Z głośnym westchnieniem wyjął swój dziennik ozdobiony buźką i zaczął w nim pisać. To było dość ciężkie zadanie, ponieważ musiał przyświecać sobie różdżką, pisać drugą ręką i sporadycznie poprawić okulary, które zsuwały mu się z nosa. Jednakże po jakiś czasie przestał zwracać na to uwagę, gdy stał się zbyt pogrążony w myślach.

Mój Boże, gdzie on jest? Co musi robić? Czy jest bezpieczny? Czy jest daleko? Może odejść, czy jest przetrzymywany? Wiem, z kim jest, ale to wszystko co wiem i ta wiedza nie jest wielką pociechą. Czy w ogóle żyje? Umarł nie wiedząc, co do niego czuję? Co gorsze, umrze myśląc, że nienawidzimy go i że reszta świata będzie zadowolona, kiedy zniknie, nie wiedząc, co ten dla nich zrobił? Cholera, mam zbyt wiele pytań i żadnych odpowiedzi! Żyje. Nie może być martwy. Czy czułbym coś poprzez swoją bliznę, gdyby ten go zabił?

Na moment Harry przestał pisać, przygryzając dolną wargę. Spojrzał na bezkresną noc nad nim. Patrzył na gwiazdy, które lśniły, odbijając się w jego okularach, gdy wędrowały powoli po niebie. To wszystko było tak ogromne, puste i samotne. Pochylił głowę, skupiając się ponownie na dzienniku.

Jeśli również go stracę, to nie wiem co zrobię. To byłoby gorsze niż cokolwiek innego. Nie jestem pewien, dlaczego. Może w jakiś sposób gorsze jest stracenie swojego wroga niż przyjaciela. To znaczy, będziesz walczyć ze swoimi przyjaciółmi, od czasu do czasu nawet cię zawiodą. Wróg nigdy tego nie zrobił. Nigdy się nie zmieni. Nie to, co inni. Zapewniają stabilność... nie licząc tego, że ten się zmienił. I ja także. Udaje, że jest okropny, okrutny i odległy, a nawet odrobinę jest taki, ale jest w nim o wiele więcej. Potrafi być zabawny, mądry, nawet wciągający... i ludzki. Czuję większą radość będąc przez niego obrażany niż wtedy, gdy byłem całowany przez Cho. Całując go, czułem większą radość niż z czegokolwiek innego. I sądzę, że również to lubił. Zwrócił mi pocałunek, chociaż był delikatny. I mogę przysiąc, że czułem koniuszki jego palców gładzące moje włosy. To było niesamowite i myślę, że nigdy może się to nie powtórzyć!

Jeśli Voldemort go zrani, na pewno go zniszczę! Jeśli sądził, że wcześniej byłem zagrożeniem, to niech tylko ujrzy mnie teraz. Jeśli myśli, że nic nie będę robił i czekał, aż proroctwo się wypełni... Sprawię, żeby to pierdolone proroctwo całkowicie zgodziło się z rzeczywistością...

Harry przerwał pisanie. Jego klatka piersiowa falowała podczas przyśpieszonego oddechu, a jedna kropla zawierająca gorące emocje spadła na stronę, przenosząc go z powrotem do rzeczywistości. Wykonał parę uspokajających oddechów i uniósł ponownie pióro.

Zabrał mi już zbyt wiele. Nie pozwolę, żeby odebrał mi również to. Jest to zbyt ważne. Wszystko się zmieniło, dorosło i nasiliło. Cały nasz związek został zrewolucjonizowany. Obraz jest czymś więcej niż tylko jego częściami składowymi. To nie jest tylko sarkazm oraz groźby. To nie tylko flirt. Nie jest to jedynie obrona przed czarną magią, kłótnie i osiągnięcie, aby opuścił swoją gardę i rzeczywiście cieszył się moją obecnością. Jest ważny. Błyskotliwy, odważy i jest po prostu... Snape’em. Jest dla mnie ważny. Jest mój. Nie pozwolę, aby Voldemort go miał. Nie obchodzi mnie, co to oznacza.

Harry wzdrygnął się i pociągnął pelerynę, owijając ją szczelniej wokół ramion. Snape z pewnością wróci. Musi. Harry miał zamiar dokonać wszelkich starań, aby nauczyć się wszystkiego, czego potrzebuje do pokonania Voldemorta. Nie przejdzie przez to ponownie. Przez niepokój, strach i samotność. Snape był ważny. Przynajmniej ważny dla Harry’ego. Myślał o tym, jak jego uczucia zmieniły się bardzo wobec człowieka w ciągu tych kilku ostatnich miesiący. Ze skoncentrowanych, drobnych urazów, które paliły go w środku, do przytłaczającego niczym piekielny ogień pożądania, podziwu oraz sympatii, tak jakby Harry miał odradzającego się feniksa w swoim sercu. Kiedy pocałowali się w schowku, Harry poczuł, że tak właśnie miało wyglądać jego życie. To było coś więcej niż faza czy pożądanie. To uczucie pochłaniało wszystkie inne. Całą bezsilną złość, beznadziejny strach, gorzki żal. Cały świat mógł wyjść z tego jako proch i pył, a Harry’ego by to nie obeszło. To było warte wszystkiego. Zamknął oczy i rozkoszował się pamięcią tego uczucia, zanim ponownie nie wrócił do pisania w dzienniku.

Sądzę, że zakochałem się w Severusie Snape’e.

Kiedy Harry wrócił do dormitorium, nie miał zamiaru dołączyć do swoich kolegów Gryffonów bawiących się w „różne opinie”. Wiedział, gdzie może znaleźć klucz i jak go użyć.

OoO

Harry spędził następne parę dni w komnatach Snape’a, przechadzając się po nich i bawiąc się z wężem, który był bardzo zadowolony z uwagi oraz możliwości swobodnej wędrówki. Harry nigdy nie dotknął alkoholu mężczyzny i starał się nie wytrącać... zbyt wiele w prywatne życie mistrza eliksirów. Miał dość mocne przekonanie, że profesor nie wybaczyłby mu, gdyby zbyt bardzo zagłębił się w jego osobistych rzeczach. Poza tym, Snape znał każde paskudne przekleństwo i jeśli Harry wetknąłby nos w niewłaściwe miejsce, byłby to przypadek, gdy ciekawość zabiła kota. Przekartkował kilka książek ( i łał! Znalazł przekleństwa i przeciw przekleństwa), wyciągnął parę szuflad, przegrzebując je, ale starał się panować nad sobą, a przede wszystkim, ograniczyć swoją ciekawość do biura, gdzie pozwolono mu przebywać oraz sypialni mężczyzny. I nawet wtedy Harry tak naprawdę nie przeszukiwał pomieszczenia, tylko badał jedynie jego łóżko, które było raczej większe niż myślał, zrobione z ciemnego drewna. Zbliżając naprawdę blisko swoją twarz do pościeli, mógł wyczuć zapach ich właściciela. Bez żadnego problemu łóżko mogło pomieścić dwie osoby.

Harry myślał, że to jedyna rzecz, która trzymała go na tyle w dobrym stanie psychicznym, by móc czekać na mężczyznę, aż ten wróci. W ciągu dnia, kłócił się cicho z Ronem, dzielił z Hermioną napięte uśmiechy i ogólnie warczał na każdego, kto powiedział do niego chociażby dwa słowa. Nie mógł na to nic poradzić. Udało mu się nauczyć kilku rzetelnych rzeczy oraz kilku niezgrabnych, ale nadających do działania splecionych ze sobą przekaźnikowych zaklęciach i wzmacniających czarów. Harry zwracał szczególną uwagę na to, czego uczył ich Lupin. „Medio Ponerus”, który pozwolił kilku osobom uzyskać widok z lustra wróżącej osoby. „Fluminus Exoculavi”, które powodowało ślepotę u swojego wroga oraz ulubione Rona „Vulnuseris Aspere”, które powodowało, że przeciwnik był okładany i bity batem. Ron uśmiechał się krzywo, unosząc brwi, kiedy wspominano o tym zaklęciu i zawsze musiał powiedzieć: „zajebiste” jakby to była najfajniejsza rzecz znana człowiekowi. Harry zawsze czuł się przez to trochę dopingowany, ponieważ zapał przyjaciela był zaraźliwy. Czasami Lupin powie coś Harry’emu o jego ojcu lub zażartuje, a nastolatek uśmiechnie się i wszystko było normalne przez około minutę. Wtedy wina osiadała na nim, a Harry znów był nieszczęśliwy i Hermiona poklepie go po ramieniu, a Ron stwierdzi: „Nigdy, ale to nigdy nie pomyślałbym, że, do jasnej ciasnej, będę oczekiwał powrotu tego oślizgłego drania, tylko dlatego, że mój najlepszy kumpel postanowił stworzyć co najmniej sześć nowych osobowości, a wszystkie z nich są drażliwe! A to wszystko, bo nie ma jego okropnego bohatera!”

A potem Harry wróci do komnat Snape’a, o czym pewnie Hermiona nie wiedziała, a Ron udawał, że nie wie. Będąc w środku, Harry wczołgiwał się do łóżka mężczyzny pozwalając, aby Junior owinął się wokół jego nadgarstka i pisał długo, udręczonym tonem w swoim dzienniku, a czasem nawet spał trochę w łóżku Snape’a. Syczał wszystkie swoje nieszczęścia do małego węża, który z trudem go rozumiał, ale przynajmniej nigdy go nie oceniał. Wtulał się w pościel Severusa, starając się wyczuć zapach mistrza eliksirów, udając, że mężczyzna był razem z nim.

W piątek, Harry sądził, że stracił nerwy. Rozważał udanie się do Dumbledore’a i wykonanie dużego, histerycznego ataku, a potem rzucenie się do nóg mężczyzny, by błagać go o informacje, gdzie jest Severus i co robi. Jedyną rzeczą, która go powstrzymała przed tym było zaklęcie Fidelusa oraz fakt, że Snape nie chciał, żeby dyrektor wiedział o tym wszystkim, ale Harry zakładał, że Dumbledore i tak o wszystkim wie, bo to był jego... talent. Niektórzy ludzie mają określony wygląd, inni wykorzystują pewną frazę przez cały czas, a niektórzy byli wszechwiedzący. Kiedy Ron i Hermiona wymknęli się, aby zrobić ich sobotni maraton przytulania się i całowania, Harry postanowił coś zrobić. Iść do Dumbledore’a. Był pewien, że jeśli udawałby, że po prostu chce porozmawiać o czymś innym, to zaklęcie pozwoli zbliżyć mu się na tyle do dyrektora, aby ten zobaczył błagalne spojrzenie w oczach Harry’ego i zlitował się nad nim.

Mógł to zrobić, jeśli musiałby znieść jeszcze dłużej ten okropny stan napięcia. Uwolnił część tej skumulowanej energii na Justina Finch-Fletchley’a po zielarstwie.

— Co masz na myśli, że mój krawat jest przekrzywiony?! Twoja twarz jest wykrzywiona, ty nędzny, do niczego...! — krzyczał, kiedy Hermiona chwyciła go za rękaw i rozproszyła go swoim wielkim uśmiechem. Harry przez chwilę był zdezorientowany.

Potem Hermiona pochyliła się i szepnęła mu do ucha:

— Ktoś narzekał Lupinowi, że każdej nocy wypuszczano nas wcześniej z aresztu i przez to w przyszłym tygodniu mamy być zatrzymywani dwa razy dłużej, aby zrekompensować nasze rozpieszczenie. Wrócił!

Harry zrezygnował z następnych zajęć i ruszył prosto do komnat Snape’a, których drzwi nie otworzyły się ani za pomocą klucza ani zaklęciem „Alohomora” albo za pomocą dobrych, staroświeckich kopnięć. W końcu Harry krzyczał na korytarzu przez około minuty, aż drzwi uchyliły się nieznacznie i usłyszał syk mistrza eliksirów:

— Natychmiast przerwij ten piekielny wrzask, ty bezmyślny gówniarzu!

Harry rzucił się do drzwi, przepychając się, ale drzwi nie drgnęły ani odrobinę, nie zwiększając tej wcześniejszej maleńkiej szpary.

— Proszę, wpuść mnie — błagał Harry, nie dbając o dumę. Proszę, proszę, proszę. Pozwól mi pomóc, potrzebujesz mnie, potrzebujesz...

— Z pewnością nie. — Nadeszła gorączkowa odpowiedź. — Odejdź. Potrzebuję odpoczynku. Powiedz swoim małym przyjaciołom, że nie mamy dzisiaj wieczorem zajęć. Nie mam siły, a tego naiwnego pieprzącego nogę wilkołaka nie ma. Jeśli więc nie chcesz mieć szlabanu z Filchem, to proponuję odejść. I to teraz.

Pieprzącego nogę?! — krzyknął Harry, przybierając minę pełną obrzydzenia. — On... nigdy...

— Oczywiście, że nie, mały prostaku. Obaj jesteście zupełnie łatwowierni. Boże, nawet najmniejsza uwaga, mimochodem rzucone oszczerstwo jest wystarczające, żebyście dostali ataku furii. Żałosne. A teraz odejdź. — Szczeliną między drzwiami a framugą zaczęła zanikać, zabierając ze sobą całą aspirację Harry’ego.

— Martwiłem się o ciebie — wykrztusił z siebie łamiącym głosem. Drzwi zamarły w miejscu, jakby ich właściciel rozważał te słowa.

— Mmm. Potter, następnym razem postaraj się mieć trochę więcej zaufania do mnie, gdyż jestem o wiele rozsądniejszy, przebieglejszy, ostrożniejszy, starszy i co za tym idzie, bardziej doświadczony od ciebie. Chociaż nie jestem niezwyciężony. Wiesz również, że mam przeraźliwie duże doświadczenie w tym. — Ręka mistrza eliksirów wysunęła się przez szczelinę, odnajdując szczękę Harry’ego zanim ponownie zniknęła. — Idź stąd, Harry. Zobaczymy się jutro.

OoO

Następnego dnia Snape wciąż nie pojawił się na ich zajęciach. Znaleźli kolejną notkę z informacją, że mają wolny wieczór. Ron spojrzał na Hermionę z głupim uśmiechem, a Harry przewrócił oczami.

— Tak, bądźmy szczerzy. — Ron zwrócił się do Harry’ego. — Co myślisz o tym, byś sam sobie zapewnił rozrywkę dzisiejszego wieczoru? Twoje życzenie się spełniło i twój zły idol powrócił. Spodziewam się, że będziesz się martwić, aż ten nie powie ci wszystkiego. A w tym czasie Wieża Astronomiczna jest aktualnie dość opuszczona, więc...

Harry roześmiał się.

— Dobrze, idźcie, ale nie dajcie się ponownie złapać — poradził im. — Jeszcze jeden szlaban, a będziemy musieli na nie uczęszczać, po zakończeniu szkoły. — Machając im na pożegnanie, ruszył w kierunku schodów.

Był zaskoczony, widząc, że drzwi były otwarte, a nawet nie do końca zamknięte, ponieważ uchyliły się pod jego dotykiem, Po przeszkoleniu przez Snape’a, natychmiast przeszedł w tryb „nieufny partyzancki wojownik”. Wyciągnął różdżkę i aktywował zamazujący czar, który był przywiązany do jego zegarka powodując, że ten przestał działać, dzięki czemu zniszczył drugi zegarek od przyjścia do Hogwartu. Skradając się przeszedł przez korytarz, zmierzając do biura, z którego dobywało się delikatne światło.

Drzwi do pokoju w większości były zamknięte. Harry wyciągał szyję, rozglądając się w lewo oraz w prawo, próbując spojrzeć poza mały obszar, który był widoczny przez otwór. Nic nie wiedział, oprócz skrawku podłogi i regału. Do diabła. Nie wiedział, co robić. Nasłuchiwał przez chwilę, ale słyszał jedynie trzask ognia w kominku. A potem brzdęk. Brzdęk! Usłyszał brzdęk! Świetnie! Teraz co, do cholery, miało to znaczyć? Westchnął lekko i niemal wyskoczył ze skóry, kiedy usłyszał Snape’a:

— Równie dobrze możesz wejść, Potter. To tak jakby podobało ci się stanie godzinami podczas zaglądania do cudzych prywatnych komnat. Chyba, że stworzyłeś jakiś fetysz podglądania pod moją nieobecność.

Harry otworzył powoli drzwi i spojrzał niezręcznie na mężczyznę.

— Eee. Przepraszam.

Snape stał plecami do kominka, wyglądając jak zawsze elegancko. W swoich długich, zgrabnych palcach trzymał kielich, pomimo tego, że na samym jego dnie znajdowała się jedynie niewielka ilość brandy. Mężczyzna znajdował się przed fotelem, wyglądając bardzo niefrasobliwie w swojej czarno-srebrnej, satynowej marynarce, robiąc ponownie to coś swoimi brwiami. Otworzył usta i Harry wiedział, że powie coś złośliwego. Coś o tym, że stoi wpatrując się w niego z otwartymi ustami jak całkowity przygłup.

— Dobrze. Ciężko zrozumieć, dlaczego stoisz tam z twarzą wyjątkowo pobożnego chrześcijanina, który po raz pierwszy wstąpił do Królestwa Niebieskiego i ujrzał swojego Zbawiciela. — Westchnął głęboko i opróżnił do końca szklankę. — Nie mogę jednak przyznać, że nie zasługuję na to. — Mężczyzna uniósł dumnie głowę uśmiechając się z wyższością. Harry zdołał się ruszyć ze swojego miejsca, ale nie mógł odnaleźć swojego głosu.

Rzucił się na Severusa, który nie będąc na to gotowym, zachwiał się do tyłu. Jego nogi uderzyły o fotel, na który opadł. Przez kilka chwil Snape wyglądał na oniemiałego faktem, że znajduje się w takiej sytuacji. Z Harrym, który nosił na ustach niesamowicie szczęśliwy uśmiech, na swoich kolanach i z jego ramionami wokół szyi. Severus zamrugał parokrotnie. Po wewnętrznej walce, opanował się na tyle, by spojrzeć na niego spod łba i powiedzieć:

— Naprawdę, Potter, całkowicie mnie myli to, dlaczego masz ten niepowstrzymywany przymus, aby rzucać się na mnie. Jest to jeden z najbardziej niepokojących zwyczajów jakie rozwinąłeś, który musi zostać zatrzymany. Te animalistyczne tendencje nie będą sankcjonowane przez nikogo w dobrym towarzystwie. Na szczęście, uważam, że nie będziesz miał kontaktu z nikim, kto zalicza się do tego towarzystwa. — Prychnął lekceważąco.

Uśmiech Harry’ego stał się tylko szerszy.

— No nie wiem. To może być nowa moda. Przecież jestem Chłopcem-Który-Przeżył. Jestem dość pewien, że jeśli miałbym hobby skakania na kolana mistrza eliksirów i zostawania na nich, to niedługo wszyscy inni by to robili.

Severus zacisnął usta.

— To nie byłaby poprawa. — Ściągnął ramiona Harry’ego ze swojej szyi i zepchnął go na podłogę. — Możesz odpocząć przez chwilę, jeśli chcesz. Radzenie sobie z twoim nieprzyjemnym humorem wymaga więcej niż jednej szklanki alkoholu. — Poruszył się płynnie, aby nalać sobie kolejnego drinka i kiedy wrócił, Harry zajmował jego miejsce w fotelu. — Najwyraźniej zapomniałeś o hierarchii obowiązującej w moich komnatach oraz o przywilejach, które wynikają z naszych różnych pozycji. — Kiedy Harry spojrzał na niego z niezrozumieniem, Severus westchnął i powiedział wprost: — Podłoga. Teraz. Fotel jest mój. Trzymaj się od niego z daleka. Zrozumiałeś? — Przewrócił oczami. Harry zsunął się z krzesła, kłaniając się głęboko.

— Czy to wszystko? Czy muszę również bić pokłony przed Królem Łaskawości?

Uśmiechnął się figlarnie do mężczyzny, udając, że nie widzi cieni pod jego oczami oraz tego, że wyglądał na chudszego i bladszego niż kiedykolwiek. Harry czuł, że musi podejść do tematu ostrożnie, jeśli w ogóle o nim wspomnieć, ze względu na to, że mężczyzna był bardzo dumny i cenił swoją godność. Chciał się dowiedzieć, co się stało, ale w tym samym czasie był zadowolony, że może być u boku Snape’a. Obradował wewnętrznie, gdy obserwował wargi mistrza eliksirów dotykające krawędzi szkła.

— Tak, okazie niezręczności, powiedz mi jak tam twoje zajęcia z tą zapchloną kulą sierści? Jestem pewien, że były wspaniałe. Pełne herbaty, herbatników i szalenie nieistotnych rozmów. Czy zajmie mi cały rok, by cofnąć powstałe szkody? Czy coś robiliście na temat o przekaźnikowych zaklęciach i wzmacniających czarach, czy to całe doświadczenie było fenomenalną stratą czasu dla każdego z nas?

— Taaa. — Harry zareagował szybko, przytulając się do nogi mężczyzny. — To było najbardziej chwalebne doświadczenie w moim młodym życiu. Herbatniki były niedoścignione, a rozmowy były jednym słowem boskie. Nie mogę myśleć o bardziej zachwycającym sposobie spędzania czasu, niż słuchanie jak Lupin snuje opowieści o tym jak zabawny był mój tata, gdy Ron wraz z Hermioną robili do siebie maślane oczy. Starałem się w tym czasie jednocześnie skoncentrować na nauce czarów, które mogą uratować moje życie, jeśli nie świat, kiedy ty mogłeś być w śmiertelnym niebezpieczeństwie robiąc nie wiadomo co, przez co byłem szalony z niepokoju o ciebie. Tak, to była naprawdę niesamowita zabawa. — Skończył cierpko Harry.

Snape pstryknął go w ucho, wywołując u niego krzyk zaskoczenia.

— Sarkazm do ciebie nie pasuje. Niewdzięczny, zasmarkany nicpoń — dodał czule, okręcając włosy młodzieńca wokół swojego palca.

Harry uśmiechnął się i ziewnął.

— Kombinowaliśmy trochę z wzmacniającymi czarami, ale muszę stwierdzić, że Hermiona była o tym mniej subtelna niż można było się spodziewać. Ale nauczyliśmy się jak rzucić urok, przekierować go w inną stronę, umieścić oraz wzmocnić inne zaklęcie, gdy docierało do miejsca docelowego. Próbowaliśmy tego z kilkoma zaklęciami, ale wszystkie... jak je określałeś? Myślę, że Remus powiedział, że były... cielesne? Ta... to było... coś w tym stylu.

— Rzeczowe — poprawił go Snape, brzmiąc na zainteresowanego, a może nawet odrobinę pod wrażeniem. — Jedyne zaklęcia, które można wykorzystać, gdy zarówno są rzucane i wzmacniane należą do magii rzeczowej. Muszą one być widoczne, słyszalne i odczuwalne, aby były skuteczne.

— Dlaczego? — mruknął Harry, przesuwając lekko dłonią po jedwabnej tkaninie na nodze mężczyzny.

Zamrugał sennie, próbując ukryć zmęczenie. Po raz kolejny jego wzburzone emocje się uspokoiły i teraz jego organizm był wykończony oraz gotowy do odpoczynku.

— Myślę, że możemy poczekać z tym do jutrzejszych zajęć — poinformował go Severus, szturchając Harry’ego nogą. — Wstawaj. Nie będziesz spać na dywanie w moim biurze.

— Mmmm — jęknął cicho Harry, nie chcąc się ruszyć. — Mogę się zdrzemnąć w twoim łóżku — zasugerował niewyraźnie. — Nie zabiłoby cię, gdybyś pozwolił mi zostać.

— Zakładam, że nigdy nie słyszałeś i śmierci przez lincz? Bo to jest dokładnie to, co się ze mną stanie, jeśli ktoś kiedykolwiek zajdzie cię w moim łóżku. Opuść moje komnaty, zanim chłopi wymachujący widłami i pochodniami zaczną się dobijać do drzwi, aby uratować się z moich złych szponów. Mam dość wszystkiego na dzisiejszą noc. Chciwie oczekuję momentu, gdy będą mógł ponownie zasnąć w moim łóżku.

— Byłeś tu ostatniej nocy — zauważył Harry, a Snape zamilkł.

— Spędziłem noc w skrzydle szpitalnym — przyznał. — Nie, niezależnie od tego co powiesz, nic ci nie wyjawię. Nic mi teraz nie jest, więc możesz iść. Po prostu odejdź. Dyrektor zasugerował, że może przyjść z wizytą, aby sprawdzić, co ze mną. Jeśli zobaczy cię tutaj, rozdrażnionego, czepliwego i wiszącego na moich szatach, to nie wiem, jak bym miał to wyjaśnić. Puść! — Udało mu się uwolnić rękaw z uścisku Harry’ego i wygonił ucznia na korytarz.

OoO

Harry był tak szczęśliwy, że mistrz eliksirów wrócił, że niemal fruwał, czując się w siódmym niebie i jak kot, który dorwał się do miseczki ze śmietaną, a przynajmniej tak było do poniedziałkowej transmutacji. Podczas niej postanowił ujawnić swoje głębsze uczucia poprzez zapisanie ich na papierze i odkrył, że jego dziennik zaginął. Przejrzał swoje książki przynajmniej z dwanaście razy, aż McGonagall nie warknęła na niego, za nie zwracanie uwagi na zajęciach. Ledwo odnotował jej uwagę. Ledwo się powstrzymywał, żeby nie pobiec z powrotem do dormitorium. Dziennik musiał tam być. Na pewno był! Tak szybko, jak lekcja się skończyła wybiegł z sali i pognał do wieży Griffindoru.

Pomimo tego, że przegrzebał, splądrował a wreszcie przetasował cały pokój, jedynie co znalazł to pojedyncza strona dziennika pod swoim łóżkiem. Nie było na niej nic obciążającego, ale Harry wiedział, że reszta dziennika zawiera takie informacje. Ale jak ta strona skończyła pod łóżkiem? Czy ktoś umieścił ją tam celowo, czy może sama wypadła? To w niczym mu nie pomagało. W końcu poddał się i pognał do następnej klasy, chcąc złapać Hermionę.

Zgubiłem — sapnął, zwijając się na krześle obok niej. Wiedział, że pocił się, drżał i był blady, a także był to prawdopodobnie koniec świata. Będzie musiał powiedzieć o tym Snape’owi. A potem wszystkim innym. — Tak mi przykro, za cały Armagedon. Nie zwróciłem uwagi. Następnym razem zgubię głowę. — Cholera. Cholera. — Co mam zrobić?

— Co zgubiłeś, kolego? — Ron zainteresowany pochylił się w ich stronę.

Gdyby to było możliwe, Harry zacisnąłby zęby mocniej niż dotychczas.

— Mój... notatnik... od W.E.S.Z! — udało mu się wykrztusić. — Zgubiłem go! Nigdzie go nie ma!

Hermiona była odpowiednio przerażona, ale Ron roześmiał się i pokręcił głową.

— I to stąd cała ta panika? Nie mogę w to uwierzyć! Myślałem, że zgubiłeś swoją błyskawicę!

— Ron! — Hermiona zwróciła mu uwagę udręczonym głosem. — Harry nie zapisywał w tym dzienniku jedynie spraw z W.E.S.Z! To było... Znajdowało się tam... Były tam rzecz na temat czarnej magii i... inne rzeczy o których nie chcemy, żeby inny się dowiedzieli — wymruczała do niego przez zaciśnięte zęby.

Co?! — jęknął. — Pisze to! O tym! Czyim idiotycznym pomysłem było, żeby zapisywać to, gdzie każdy cymbał mógłby dorwać w swoje ręce? — Schował twarz w dłonie, gdy Hermiona skuliła się na swoim miejscu, wyglądając jednocześnie na wściekłą jak i na winną. — Mogłem się domyśleć — jęknął zrezygnowany. — Więc jaki jest nasz pierwszy ruch? Mamy zamiar go szukać?

Hermiona pokręciła głową, wciąż bardzo zaczerwieniona na twarzy.

— Nie chcemy zwracać na siebie uwagi — upierała się. Nawet jeśli ktoś go odnalazł, to nie znaczy, że przeczytał dziennik. Z drugiej strony, jeśli dowie się, że jest to ważne, to może to zrobić. Musimy zachowywać się normalnie.

Harry jęknął, siadając na swoich rękach, aby powstrzymać się przed zrobieniem czegokolwiek.

— A jeśli to był Neville lub Seamus albo Dean? — żalił się Ronowi, przybierając naprawdę nędzny wyraz twarzy.

Czuł, że jego ramiona drżą z rozpaczy. Pochylił się i oparł czoło o chłodny blat biurka.

Ron patrzył na przyjaciela z kombinującym wyrazem twarzy.

— Nie martw się, Harry. Będziemy ich obserwować, a kiedy będą sami, zapytamy, czy mają dziennik. Jeśli powiedzą, że nie, to rzucimy na nich lekkie Obliviate i pozwolimy im odejść. Jeśli będą go mieli, to odbierzemy dziennik i rzucimy na nich mocniejsze Obliviate, dzięki czemu nie będą pamiętać, co czytali. A potem weźmiemy ich do pani Pomfrey i powiemy jej, że znaleźliśmy ich w takim stanie oraz, że nie wiemy, co im się stało. Ech? Czy to wystarczy?

Hermiona spojrzał na niego wiele wymownym spojrzeniem: „Nie wiem, dlaczego zgadzam się z wami przebywać. Jesteśmy całkowicie różni. Ja jestem dziewczyną, a wy dupkami”. Harry z drugiej strony czuł się niespodziewanie pocieszony tym wsparciem.

— Tak, wszystko w porządku, Ron — powiedział, uśmiechając się słabo do rudowłosego chłopca. — Jeśli nie będziemy mogli go znaleźć nigdzie indziej, to będziemy przeklinać wszystkich, aż osiągniemy cel i odzyskamy dziennik.

Hermiona wyrzuciła ręce w górę w geście rozpaczy, a Harry ponownie oparł czoło o biurko. Życzyłby sobie, żeby nie chodził wszędzie z dziennikiem, przez co mógł go zgubić w dowolnym miejscu i absolutnie każdy mógł go znaleźć.

___________________________________

2019 rok
Opublikowałam 4 rozdziały
Opublikowałam 0 miniatur
Rozpoczęłam 0 opowiadań
Zakończyłam 1 opowiadanie
Powrót do góry Go down
Lampira7
Bard
Bard
avatar

Female Liczba postów : 385
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: Re: [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]   Czw Cze 08 2017, 10:39

Rozdział 20: Dziesiąty krąg piekła. Przeznaczony dla nastoletnich chłopców albo o Boże Angst! Angst! Ała, niech to się skończy!

Dziennik zniknął z powierzchni ziemi. To było jedyne wytłumaczenie. Szukali w całym zamku. Harry przegapił większość swoich zajęć, zakradając się do pokoi innych uczniów w pelerynie niewidce, aby grzebać w ich osobistych rzeczach w poszukiwaniu swojego cennego dziennika, którego założenie nie było najlepszym pomysłem. Musiał czekać ponad godzinę, zanim udało mu się zdobyć hasło do Slytherinu, by móc przeszukać rzeczy uczniów owego domu, co okazało się samo w sobie traumatycznym doświadczeniem. Kto by pomyślał, że Blaise miał taki zbiór łańcuchów, piór, olei, bielizny i zdjęć Snape'a! A Jack, który wydawał się względnie normalny, miał taki zapas.... rzeczy... i... innych rzeczy? Albo to, że Draco, który miał wspólny pokój z Crabble i Goyle’em i z inną osobą, miał całe ściany pokryte zdjęciami samego siebie? Lub to, że jeden z pokoi miał trochę prowizoryczny ołtarzyk poświęcony Harry’emu, którego zdjęcie wyglądało na zakłopotanego? Jednakże, bez względu na to gdzie szukał, nigdzie nie znalazł dziennika.

— To znaczy, że nikt go nie ma — oznajmiła stanowczo Hermiona, wbrew wszelkiej logice.

— A może ktoś go ma i wie, jak cenny jest w rzeczywistości, nie spuszcza go z oka, mając zamiar przekazać go do Voldemortowi? — powiedział gwałtownie Harry. — Wasza dwójka nic nie znalazła. Jestem martwy. On jest martwy. Wszyscy będziemy martwi. Co za cholerny błąd popełniłem tym razem. — Harry wsunął dłonie we włosy, ciągnąc za nie, wciąż surowo ganiąc siebie w swojej głowie.

— Przestań się obwiniać, Harry — powiedziała Hermiona. — Pamiętam, że czytałam o zaklęciu, które pomaga znaleźć zagubioną przez siebie rzecz. Muszę sobie tylko przypomnieć, w której to było książce. Czytałam ją w ostatnią Wielkanoc, czyli wtedy kiedy przygotowywałam wypracowanie na temat Naga. Nie, chwila, to było dwa lata temu, więc...

Ron pociągnął Harry’ego na bok i zaproponował własne pocieszenie.

— Jeśli nie znajdziemy go jutro, to zamkniemy Hermionę w bibliotece, a sami zaszalejemy z przekleństwami. Zaczniemy od Malfoya. Złapiemy go w łazience prefektów, a potem przeklniemy go na trzy sposoby, aż do niedzieli. A potem rzucimy na niego Oblivate. Będziemy tak posuwać się w dół listy osób, aż złapiemy złodzieja i zmusimy go do zwrócenia dziennika. Znajdziemy go w ten czy inny sposób. Dobrze?

Harry przytaknął niepewnie.

— Powinienem... powiedzieć Snape’owi. Przecież umieściłem tam jego nazwisko i inne rzeczy. Może być przeze mnie w wielkich tarapatach. Takich, jak posiadanie wielkiego ciężaru przywiązanego do kostek i rzucenie do wielkiego zbiornika z wodą. Dlaczego zawsze muszę być takim idiotą?

Ron wzruszył ramionami.

— Ponieważ jesteś sobą? Moim zdaniem, jest to jedna z najlepszych rzeczy w tobie. Daj spokój. Jeśli byłbyś sławny, bogaty, miły i ogólnie wszystko naj, a w dodatku byłbyś ostrożny, inteligentny oraz wrażliwy, byłbyś najbardziej znienawidzonym facetem w Hogwarcie. Totalna gejoza. Nie sądzę, że powinieneś poinformować o tym Snape’a. Jeszcze nie, Harry. — A potem dodał, zniżając zniechęcająco głos, gdy przyjaciel starał mu się przerwać. — Nie mogę sobie wyobrazić, co by z tobą zrobił. Nawet jeśli połączylibyśmy wszystkie dziewięć kręgów piekielnych tworząc jeden, naprawdę duży okręg bólu, to i tak byłoby to lepsze niż to, co Snape dla ciebie by przyszykował. Posłuchaj, po prostu zostaw to do jutra. Jeden dzień, to wszystko o co cię proszę, Harry!

Hermiona usłyszała to i przerwała im:

Trzeba mu powiedzieć, Harry. Tu nie chodzi tylko o twoje życie. To wpłynie również na niego. Uważam, że zasługuje na prawdę. Wiem, że będzie to trudne, ale nie byłoby lepiej, gdyby usłyszał o tym od ciebie? — Harry przygryzł wargę i skinął głową, przełykając żółć, która wzrosła mu w gardle. Powiedzieć Snape’owi prawdę? Dobry Boże. Wolałby być ugotowany żywcem, co niestety nie było nawet opcją. — Dobrze — powiedziała Hermiona. — Idę do biblioteki i spróbuję odnaleźć książkę zaklęciem, o którym mówiłam. Trzymaj się, Harry.

Kiedy odeszła, Ron odwrócił się w jego stronę i powiedział:

— Posłuchaj, powiedz Hermionie, że chcesz być sam, kiedy powiesz Snape’owi o dzienniku. Stwierdzisz, że zostaniesz po zajęciach, aby to zrobić. Tak czy inaczej, robisz to przez cały czas, więc nie będzie to podejrzane. A potem, jeśli nie chcesz, nie musisz mu nic mówić. Potem jej powiesz, że wszystko jest załatwione i nie będziemy o tym wspominać, dobrze? Następnie, sami o to zadbamy. Po prostu daję ci wyjście z tej sytuacji, Harry. Nie chcę zobaczyć mojego najlepszego kumpla w postaci dużych i małych kawałków wnętrzności porozrzucanych po pokoju, jak jakaś chorobliwa dekoracja śmierciożerców na przyjęcie! Po prostu o tym pamiętaj! — dodał rozpaczliwie.

Gdy Hermiona wróciła z naręczem książek z biblioteki, Harry modlił się, żeby w jednej z nich było zaklęcie, które mogło im pomóc.

— Och... właśnie ta. „Jak mieć cudowną pamięć”, pomaga ci przypomnieć, gdzie widziałeś ostatnio... Och. To tylko pomaga zapamiętać rzeczy od momentu rzucenia czaru, tak że już nigdy o nich później nie zapomnisz.

— To może być całkiem niezłe. Zapominam o dość wielu rzeczach — powiedział uprzejmie Ron. — A co z tym? Redderus Redigere zaklęcie, które... zmusza osobę do oddania tego, co ukradł. To może być całkiem przydatne, gdy dowiemy się, kto ma dziennik. Ktoś ma zakładkę?

— Wszystkie moje są w użyciu — powiedziała nieco rozdrażniona Hermiona. Miała tylko około stu zakładek.

Harry westchnął i zaczął grzebać w kieszeniach, aż znalazł kawałek papieru.

— Użyj tego. Musi być w tej książce coś użytecznego. Co z tym? Reverserum. Jeden łyk tego eliksiru wymusza, żebyś zrobił wszystko, co niedawno robiłeś, ale w odwrotnej kolejności. Przynajmniej wiedziałbym, gdzie byłem. — Zdjął okulary i przetarł oczy. — Ale wiem o wszystkich miejscach, w których byłem, a dziennika nigdzie tam nie było, więc musiał zostać przeniesiony. Albo zabrany.

— Ma zasięg tylko kilku godzin. Czy próbowałeś ponownie zaklęcia przywołującego? — zapytała Hermiona.

Zaczynało to być punktem spornym między nimi. Dziewczyna nigdy nie słyszała o żadnym zaklęciu, które nie działałoby prawidłowo.

— Tak, próbowałem go dzisiaj z pięćset razy — potwierdził Harry. — To nie przyniosło żadnego, ale to żadnego efektu. I nie, nie wiem dlaczego. Może masz rację i jest to moja wina. Być może nie koncentruję się wystarczająco mocno. Nie wiem. Jedyne co wiem, to że zaklęcie nie działa. Ech. Nic nie działa.

— Dobrze. — Hermiona westchnęła z żalem, sprawdzając godzinę. — Lepiej ruszajmy, inaczej spóźnimy się na... szlaban. Przykro mi, Harry. Zabrakło nam czasu. Ale.. na pewno on będzie wiedział, co zrobić. — Uśmiechnęła się do niego słabo, ale żaden z nich nie czuł się lepiej.

— Granger, Potter przepisywanie. Weasley oklumencja. Wyciągnijcie różdżki — przywitał ich opryskliwie Snape, gdy weszli do pokoju.

Harry został uderzony przez fakt, na jak zmęczony i zachrypnięty brzmiał jego głos. Oczywiste było, że nie mógł mu powiedzieć o dzienniku. Jak mógłby dodać dodatkowy ciężar na jego barki, gdy mężczyzna już niósł zbyt wiele?

Wymienili razem z Hermioną zaniepokojone spojrzenia, gdy podeszli do swoich tablic, aby znaleźć bardziej niż trochę przerażające zdania. Formuła Rona brzmiała: „NIE PRZYJDĘ Z PŁACZEM DO PROFESORA SNAPE’A”, a Hermiony: „TROJE MOŻE DOCHOWAĆ TAJEMNICY, JEŚLI DWÓJKA Z NICH NIE ŻYJE”, które wydawała się wyjątkowo złowieszcze. Żołądek Harry’ego obrócił się w lód, gdy przepisywał zdanie: „PEWNEGO DNIA PROFESOR SNAPE NIE BĘDZIE TAM, ABY ZROBIĆ TO ZA MNIE”.

Pod koniec zajęć był kłębkiem nerwów. Kiedy nadszedł czas, aby wyjść, powiedział swoim przyjaciołom:

— Zastanę na chwilę. Muszę o coś zapytać profesora.

Ron pokazał mu kciuk w górze, a Hermiona współczująco poklepał go po ramieniu. Wreszcie Harry, wziąwszy kilka uspokajających oddechów, odwrócił się do profesora.

— Panie Potter.

— Proszę pana, ja. — Harry musiał kaszlnąć kilka razy, próbując wymusić słowa przez nagle wysuszone gardło. — Zgubiłem coś. Miałem pewien dziennik, w którym pisałem i być może mogłem wymienić pewne... rzeczy o tobie, tych zajęciach i... innych rzeczach, których zdałem sobie sprawę, że nie powinienem zapisywać. Możesz mnie zabić, jeśli chcesz, bo całkowicie na to zasługuję. Nie mogę wymyślić żadnego powodu, dlaczego miałbyś pozwolić mi żyć. Ech, jest ta rzecz z Voldemortem. Mam być jedynym, który go zabije. Tak czy inaczej, gdzie ja byłem? Och tak, zgubiłem go. Jest mi niewiarygodnie przykro i nie wiem, co zrobić. Um. Oprócz proszenia o przebaczenie i obietnicy, że się zmienię i mam nadzieję, że masz jakiś dobry pomysł, jak go znaleźć, ponieważ ja już nic nie mogę wymyślić. — Severus podszedł do niego z kamienną twarzą. Harry upadł na kolana. Zacisnął powieki i jęknął: — Boże, naprawdę mi przykro! Naprawdę!

— Zgubiłeś swój dziennik — stwierdził Severus grobowym głosem.

— Tak, proszę pana. To był tylko zeszyt, który miał... um. Małą... twarz narysowaną na okładce.

— Rozumiem. Czy to jest właśnie on? — Harry otworzył oczy i znalazł swój dziennik z uśmiechniętą buźką i wszystkimi innymi bazgrołami kilka milimetrów od swojego nosa.

Jego pierwszą reakcją była ogromna ulga. Voldemort go nie miał. Malfoy również. Siły zła nie mogły go użyć przeciwko niemu i nie wiedziały o... Severusie, który go miał. Uśmiechnięta buźka wydawała się wyszczerzyć na tę myśl. Harry ponownie zamknął oczy, mając nadzieje, że ten obraz zniknie. Teraz ulga zeszła na dalszy plan, a zażenowanie walczyło ze wstydem, które z nich będzie dominującym uczuciem. Dobry Boże. Harry powoli wstał, czując jak jego całe ciało drży, gdy patrzył jak Severus idzie z powrotem do swojego biurka.

— Eee. Gdzie go znalazłeś? — zapytał Harry wysokim głosem, obciążonym nastoletnią obawą.

Severus zatrzymał się i odwracając się, spojrzał na niego kwaśno.

— W moim łóżku, Potter. Wszedłem do niego i poczułem, że moja stopa dotyka czegoś pod kołdrą. Mogę cię zapewnić, że nie było to najszczęśliwsze zdarzenie dla nas obu. Czy masz pojęcie, co zrobiłeś? Ile lat ciężkiej pracy i poświęcenia zostałyby zmarnowane bezużytecznie, gdyby ten dziennik wpadł w niepowołane ręce? Nie wspominając już o niebezpieczeństwie, w którym umieściłbyś siebie, mnie i swoich przyjaciół oraz wszystko, co cenisz.

— Tak, proszę pana — wyszeptał Harry. Łzy spływały mu na dolną ramkę okularów, aby później spłynąć dalej, pozostawiając miejsce dla zbliżających się następców. — Bardzo przepraszam. To było głupie. Nigdy...

Spojrzał na ziemię, czując ostre zawroty głowy i tak jakby ciężki kamień umieścił się gdzieś między jego żołądkiem, a sercem. Nic, co Snape mu kiedykolwiek zrobił lub powiedział nie miało na niego takiego wpływu. Nigdy mężczyźnie nie udało się wywołać u niego takiego poczucia winy.

— Kiedy zorientowałem się co to jest, umieściłem na tym zaklęcia zabezpieczające... wszystkie, o których mogłem pomyśleć. Nawet nie pomyślałeś, żeby zrobić coś takiego. Czułem, że używasz na niego zaklęcia przywołującego. „Accio” nie zadziała, gdy istnieje kilka zaciemniających zaklęć na danym obiekcie. Zamierzam zniszczyć ten dziennik i zakazuję ci nawet rozważanie założenia kolejnego. Czy jest to zupełnie jasne?

— Tak, proszę pana. Krystalicznie jasne, proszę pani. To się nie powtórzy, tak długo jak żyję. Boże, tak mi przykro — dodał gwałtownie.

Patrzył w milczeniu na Severusa, który po kolei zdejmował z dziennika zaklęcia zabezpieczające.

Kiedy zostało to już zrobione, mężczyzna odwrócił się do kominka.

Exterpato Conlagrarus! — powiedział, rzucając nieszczęsny dziennik w płomiennie.

Potem westchnął i stał przed dłuższy czas, nie patrząc na nastolatka. Jego ramiona były opuszczone, tak jakby to on był wypełniony wstydem. Harry przełknął kilka razy, życząc sobie, by móc wyjaśnić. Nie chciał, żeby to się stało. Żeby cokolwiek się stało.

Wreszcie Snape wyprostował się i zwrócił się do Harry’ego, jego ciemne oczy były nieczytelne.

— Jak zwykle udało ci się dokonać złego wyboru w danej sytuacji. Robisz to za każdym razem, gdy daję ci szansę. Nie będę tylko ciebie obciążać całą odpowiedzialnością. To było coś, czemu można byłoby zapobiec, ale nie miałem woli ani rozsądku, aby to zrobić. Od jakiegoś czasu było oczywiste, że żywisz pewne zauroczenie... do mnie, które nie powinno być akceptowane. Ignorowałem twoje zachowanie, tak długo jak... w pewnym stopniu stanowiło to twoją motywację do nauki. Zdaję sobie sprawę, że nie jestem bez winy w tym, że pozwoliłem ci na utrzymanie tych romantycznych iluzji... To było niewłaściwe. A ponadto, jeśli Czarny Pan odkryłby twoje zaobserwowanie moją osobą, to z pewnością oznaczałoby to dla mnie śmierć i podatność u ciebie. Miałem nadzieję, przypuszczałem, że zdasz sobie z tego sprawę i użyjesz tego jako impulsu do treningu oklumencji. Liczyłem również, że uświadomisz sobie w pewnym stopniu z niemożliwości swoich pragnień. Nawet ty musisz to przyznać, że oznaczało by to dla mnie potępienie i naganę od Dumbledore’a i Ministerstwa oraz reszty czarodziejskiego świata oraz tortury i śmierć z rąk Czarnego Pana. Najwyraźniej to było nad wyraz, by dać taką odpowiedzialność, sądząc, że będziesz potrafił potraktować tę sytuację z ostrożnością i dojrzałością na jaką zasłużyła. Czuję, że muszę ci powiedzieć, ze względu na wszelkie przyszłe nieporozumienia, że twoje uczucia są całkowicie jednostronne. Przepraszam, że bez wątpienia zranię cię, ale jak najbardziej nie mam niezdrowych fantazji o chłopcu w twoim wieku. Nie będę banalny i nie powiem, abyś znalazł kogoś w swoim wieku, ale dam ci ostrzeżenie. Wszelkie próby zbliżenia się do mnie, nie będą mile widziane.

Harry czuł się, jakby tonął. Umierał. Snape go nie ukarał, nie upokarzał go. Zamiast tego wręcz odrzucał go, a co gorsza, starał się być przy tym miły. Spokojny, racjonalny. Dobry Boże, mężczyzna starał się być odpowiedzialny. Harry otworzył i zamknął usta, chcąc znaleźć sposób, by przemówić, ale to jak Snape mówił tworzyło nieprzeniknioną ścianę między nimi. I co Harry mógł powiedzieć? Odkrył, że nie może wykrztusić pojedynczego słowa na swoją korzyść, czy w obronie.

— Byłoby najlepiej, żebyś nie odwiedzał moich komnat lub zostawał po zajęciach. Uważam, że miałbyś większe korzyści ze znalezienia kogoś młodszego, kogoś kto odwzajemniłby twoje uczucia. — Snape wyglądał... cóż, Harry nie mógł dokładnie określić. Prawdopodobnie na zmęczonego, ale kto nie czułby się tak, odpierając zaloty jeszcze nie siedemnastoletniego chłopca? — Jestem zaskoczony mówiąc to, ale oczekiwałem od ciebie czegoś lepszego, panie Potter. Nie sądziłem, że przełożysz swoich przyjaciół oraz bezpieczeństwo na rzecz czegoś tak małego i ulotnego jak szkolne zauroczenie.

Wreszcie było coś, czemu Harry mógł się sprzeciwić.

— To nie jest szkolne zauroczenie — odpowiedział zapalczywie. — Jak śmiesz zachowywać się tak, jakbym nie miał prawa do własnych uczuć i pragnień! Nie obchodzi mnie, co o mnie myślisz. Nie mam nad tym żadnej kontroli. Ale nie próbuj mi powiedzieć, co powinienem do ciebie czuć! Uważasz, że nie jestem świadomy, w jak wielkie tarapaty mogę wpakować nas wszystkich? Myślisz, że nie zdaję sobie sprawy, jak całkowicie nieodpowiednie są moje uczucia w stosunku do ciebie? — Jego głos się załamał, a po policzkach spływały łzy. — Sądzisz, że chciałem się w tobie zakochać, że jest to dla mnie coś niesamowicie wesołego? Nie jestem głupi. Doskonale wiedziałem, że jest to coś, co może cię zabić i starałem się z tym walczyć z całych sił! Ale nie mogłem! Nie mogłem, do cholery, tego zwalczyć! Przepraszam! Po prostu, kurwa, nie mogę przestać tego czuć! Jedyną rzeczą, która mi pomogła to pisanie o tym! Starałem się być ostrożny. Trzymałem go przy sobie. Starałem się nie wymieniać zbyt często nazwisk lub robieniu czegoś podobnego. Przepraszam. — Harry drżał teraz ze strachu, bezsilnej wściekłości i rozpaczy. — Doskonale wiedziałem, że nigdy mnie nie pokochasz. Byłbym szczęśliwy, nigdy nie mówiąc o tym nikomu, a zwłaszcza tobie! Przepraszam. Wiem, że ryzykujesz swoje życie, a ja narażam je jeszcze bardziej. Przestałbym, gdybym mógł. Przepraszam. Przepraszam, że cię kocham.

Harry odwrócił się i wybiegł na oślep z klasy, dławiąc się szlochem, który pozostawiał go niemal bez tchu.

Gdy dotarł do wieży Gryffindoru, usiadł pod ścianą, owinął ramiona wokół kolan i pozwolił sobie na drżenie i na to, by smutek go ogarnął. Czekał, aż do świtu, ale mistrz eliksirów nie przyszedł po niego. Nie ruszył się z miejsca, aż do momentu, gdy Irytek zaczął go przedrzeźniać i szarpać go za włosy. Po tym zrezygnował z wejścia do wieży i udał się wprost na śniadanie.

Pierwszą rzeczą, jaką zrobili Ron i Hermiona, gdy go ujrzeli, było odciągnięcie go od stołu.

— Co się stało? Czy był bardzo zły? Och, Harry, przepraszam! Powinniśmy zostać z tobą i wspólnie mu o tym powiedzieć! To był w całości mój pomysł! — jęknęła skruszona Hermiona, gdy zauważyła jego pobladłą twarz i zaczerwienione oczy.

— Co ci zrobił? — zażądał w międzyczasie Ron, ściskając ramię Harry’ego. — Ten drań! Czy cię otruł? Nie obchodzi mnie, co to było, tym razem się nie wywinie! Dalej, Harry, wyśle sowę do Freda i George, żeby byli w gotowości. Tylko jedno twoje słowo i będzie o jednego żałosnego śmierciożercę mniej. I nie obchodzi mnie, czy jest po stronie Dumbledore’a. Nie zamierzam pozwolić mu tego robić! Cokolwiek by robił! I to tobie! Co za kompletny drań!

Był całkowicie zaskoczony, gdy Harry rzucił mu się w ramiona i rozpłakał, chowając twarz w jego ramieniu. Ron miał przerażony wyraz twarzy, gdy zupełnie zdezorientowany, spojrzał na Hermionę nad głową przyjaciela. Widział, że stara się mu coś cicho przekazać, pokazując na Harry’ego.

— Jak dziewczynę — szeptała. — Traktuj go jak dziewczynę! Wystarczy udawać, że jest dziewczyną.

Nie był pewien, czy jest to w ogóle pomocne. Nie miał więcej doświadczenia z dziewczynami, które wpadły w histerię, niż z miał z chłopcami.

— Ech. W porządku, kolego, jest dobrze — powiedział, mając nadzieję, że w kojący sposób. — Nie mam zamiaru uciec. — Przełożył delikatnie ramię przez chude ramiona Harry’ego i poklepał go po plecach. Drugą dłonią starał się wygładzić włosy przyjaciela, które jak zwykle sterczały we wszystkie strony i robiły co mogły, by dostać się do nosa Rona. — Pójdziemy i po prostu zabijemy tego paskudnego, starego bydlaka, co nie kolego? Ty, ja oraz Fred oraz George, a wtedy on będzie martwy i będzie tego żałować! Ech? A potem wszystko wróci do cholernej normalności...

___________________________________

2019 rok
Opublikowałam 4 rozdziały
Opublikowałam 0 miniatur
Rozpoczęłam 0 opowiadań
Zakończyłam 1 opowiadanie
Powrót do góry Go down
Lampira7
Bard
Bard
avatar

Female Liczba postów : 385
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: Re: [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]   Pią Gru 08 2017, 13:08

Rozdział 21: Jedna cholerna rzecz po drugiej

Wreszcie pobudzenie opadło u Harry’ego na tyle, że zdał sobie sprawę, że wisi na ramieniu Rona niczym małpa na drzewie i odsunął się ze zgrozą.

— Boże, przepraszam — udało mu się wykrztusić. Zamilkł. — Faktycznie to straciłem rachubę, ile razy to ostatnio powiedziałem.

Udało mu się uśmiechnąć drwiąco, próbując złagodzić atmosferę. Nie zadziałało w najmniejszym stopniu. Prychnął i potarł nos.

— Do licha, Harry — powiedział Ron i Harry przeżył chwilę wyjątkowej grozy, podczas której wyobrażał sobie, że przyjaciel domagał się wiedzieć, jak Harry mógł przytulić w taki sposób innego faceta i że nazwie go dziwakiem. Zamiast tego, chłopak kontynuował: — Będziesz chciał wydmuchać nos. Nie masz pojęcia, jak bardzo się zasmarkałeś się w ciągu tych kilku minut. Hermiono, daj mu chusteczkę albo coś. Dziewczyny zawsze mają coś takiego przy sobie.

Harry wydmuchał nos, gdy naprzemiennie szlochał i śmiał się szaleńczo. Hermiona pochyliła się, aby powiedzieć coś swojemu przyjacielowi, ale wtedy spojrzała na Rona i przemyślała to. Przez dłuższą chwilę przygryzała wargę, zanim stwierdziła:

— Och, czy wspominałam o tym, co powiedział mi wczoraj Malfoy na Numerologii? — Zarówno Ron jak i Harry byli zdziwieni tą nagłą zmianą tematu i potrząsnęli głową w zaprzeczeniu. — Nazwał mnie puszczalską — powiedziała beznamiętnym głosem i szczęki obydwu chłopców opadły.

— On… CO?! — krzyknął, rozwścieczony Ron. — Dobra, znajdę go i właściwy sposób wyprostuje jego zachowanie. — Był tak czerwony i rozgniewany, że wydawał się inną osobą. — GDZIE ON JEST?

Hermiona wskazała miejsce, gdzie Malfoy, zaczynając się wdzięczyć, pochylał się nad Pansy Parkinson.

— Lepiej weź się za to zanim Crabble i Goyle skończą jeść — dodała cicho.

Ron poderwał się i zaczęła się gwałtowna kłótnia.

Hermiona odwróciła się do Harry’ego.

— Teraz, co się stało?

Harry musiał potrząsnąć głową, zanim zdołał zignorować wrzaski oraz rozlew krwi i wrócić do istotnego problemu.

— Miał go. I przeczytał go, Hermiono — przyznał się jej z rozpaczą. — I on… on… nie czuje tego samego — jęknął i zaczął szlochać.

Chwilę później, ten szloch zmienił się w rozpaczliwe lamentowanie. Hermiona przytuliła go, a on pochylił się i oparł o jej ramię przez chwilę, zanim desperacko zaczął próbować doprowadzić się do ładu. Ledwo słyszał, jak nauczyciel rozdziela i beszta Rona oraz Malfoya. Wiedział, że będzie lepiej, jeśli się uspokoi.

— Nie mów nic jeszcze Ronowi. O niczym. Dobrze? — Błagał ją. Hermiona natychmiast się zgodziła. Popatrzył na nią z boku i zapytał, dlaczego wspomniała o Malfoy’u.

— Musiałam — odpowiedziała spokojnie. — Musiałeś dać upust emocjom, a Ron nie był na to przygotowany. Musiałam się na chwilę go pozbyć — wyznała, obserwując dwóch spoconych, wściekłych chłopców, którzy nadal wygrażali sobie. — Poza tym, było to zabawne. Coś jak kopanie śpiącego niedźwiedzia, ale nic mi się nie stało. — Harry uśmiechnął się do niej. Zmarszczyła nos, wyglądając na skruszoną, gdy Ron wrócił do nich z krwawiącym nosem i posiniaczonymi knykciami. — Jaką dostałeś karę? — zapytała go.

— Nic szczególnego… Więcej szlabanów. Będą musieli pomyśleć o czymś innym, gdy zdadzą sobie sprawę, że w tym przypadku mój czas jest zarezerwowany na jeden solidny. Nieważne… Harry, w porządku? Co dokładnie zrobił Snape? Znał zaklęcie, które pomoże odnaleźć notatnik? — Wyglądał na przerażonego, gdy twarz Harry’ego przybrała wyraz jakby miał się znów załamać psychicznie.

Poklepał ramię Harry’ego i Hermiona zapewniła go, że Snape w końcu ochłonie.

— Jest wystarczająco spokojny — zapewnił Harry. — Nie powinniście się tym martwić. Nie, Ron. Nie musisz kłopotać tym bliźniaków. Cała ta sprawa się skończyła. To koniec, w porządku? W każdym razie, to nic wielkiego. Snape miał dziennik przez cały ten czas. — Zignorował ulgę Rona, która szybko przerodziła się w niepokój, gdy uświadomił sobie, że to nie koniec historii. — Jestem pewien, że nie rozumiesz. Nie będę zajmować się szczegółami, ale nie tworzy żadnego, wielkiego i strasznego planu zemsty, która mogłaby spowodować, że wejdziesz na wojenną ścieżkę. Głównie wyrzucił mnie z klasy i powiedział mi, jakim wielkim rozczarowaniem jestem. Wiesz, standardowe bzdury.

— Nie rozumiem, czemu byłeś przez to taki roztrzęsiony i zrozpaczony! — odpowiedział oszołomiony Ron.

— Było tego więcej — wykrztusił Harry, nie spotykając wzroku Hermiony. — Po prostu nie chcę o tym rozmawiać. W porządku? Naprawdę nie chcę o tym mówić. Nie jesteś na mnie zły? — dokończył, a jego głos załamał się lekko.

— Co? Dlaczego miałbym? — spytał szczerze zaskoczony Ron. — Och! Ja tylko… byłem… zaskoczony, ale dobrze, znasz mnie przecież. Jestem twardy. Wszystko spływa po mnie jak po kaczce — pochwalił się, machając ręką bez pośpiechu. — Nie musisz, eee… Zobaczyć Madame Pomfrey? — kontynuował ostrożnie. Wydawało się, że nie wiedział, czy ma wierzyć Harry’emu czy nie, kiedy ten potrząsnął głową.

— Dobrze… — wtrąciła się Hermiona — Zajęcia zaczną się za dwadzieścia minut. Odniosę te książki do biblioteki. Nie będziemy ich chyba już potrzebować? — Harry potrząsnął głową, zastanawiając się, dlaczego to nie sprawiło, że był choć odrobinę szczęśliwszy.

Harry żałował utraty jego związku ze Snape’em, był też w żałobie z powodu utraty swojego cennego dziennika. Nie mógł przelać swojego strasznego smutku w zapisanych słowach i czuł, jak to uczucie pożerało go od środka. Stracił człowieka swoich marzeń, a jedyny sposób w jaki mógł to wyrazić, został stracony. Nawet wspomnienia, które przechowywał dziennik zostały utracone, oprócz jednej nędznej strony. Kiedy Harry o tym pomyślał, to nie był pewien, gdzie znajduje się ta kartka. Znalazł ją pod łóżkiem i zachował ją, podczas poszukiwań reszty dziennika… tylko gdzie ona teraz była? Ach, cóż, to nie było aż tak ważne. Kiedyś się znajdzie.

OoO

To działo się mniej niż dwadzieścia cztery godziny przed następną wielką katastrofą. Udali się na szlaban, aby znaleźć nie tylko ekstremalnie oziębłego Severusa Snape’a, ale także zadowolonego z siebie, choć nieznacznie poobijanego Draco Malfoy’a, szydzącego z nich. Ron zatrzymał się gwałtownie powodując, że Harry na niego wpadł.

— Co on, do cholery, tutaj robi? — warknął Ron. Gdyby był kotem, jego sierść byłaby zjeżona.

Harry spojrzał na profesora.

Severus nigdy nie unikał wzroku Harry’ego.

— Od kiedy twoje szlabany wydają się nie mieć żadnego wpływu na twoje zachowanie… — powiedział spokojnie Ronowi —…dam ci wybór. Być przez rok usuniętym z drużyny Quidditcha… — uśmiechnął się, kiedy chłopak burknął z oburzenia —…albo możesz przepisywać linijki pana Malfoya za niego i robić swoje własne.

— Dlaczego sam nie może przepisywać swoich zdań? — warknął Ron.

— Ponieważ uczestniczy w zaawansowanych zajęciach i potrzebuje czasu do nauki… — odparł spokojnie Snape, gdy Malfoy zachichotał, wyglądając na jeszcze bardziej zadowolonego z siebie —…a także upokorzenie może być lepszym środkiem odstraszającym cię od ponowienia swoich niedawnych… degenerujących skłonności do używania pięści.

Przez całą noc w milczeniu przepisywali swoje zdania. To był dopiero drugi raz, gdy robili jedynie to, ale Harry był wdzięczny za to. Przynajmniej nie musiał patrzeć prosto w twarz Snape’owi. Nie wiedział, jak kiedykolwiek będzie w stanie to zrobić. Zastanawiał się, skąd Snape wiedział, co czuje do niego, wiedząc, że Snape nie czuł do niego tego samego, co on. Starał się o tym nie myśleć i cierpiał w ciszy.

Kiedy nadszedł koniec szlabanu, profesor powiedział:

— Potter, poświęć mi chwilę czasu, jeśli możesz. W każdym razie jestem pewien, że zmarnowałbyś go i tak. — Serce Harry’ego zabiło mocniej, gdy poczuł nadzieję, że Snape powie mu coś, co sprawi, że poczuje się mniej… pusty. Mniej jak pęknięty na boku dzban, który był bezużyteczny, ponieważ wszystko z niego wyciekało. — Malfoy, ruszaj. Jeśli złapię cię czającego się na korytarzu, to odejmę ci punkty i mam właśnie to na myśli. Nie mam dzisiaj cierpliwości. — Malfoy skulił się i wyszedł z sali. Harry spojrzał na Snape’a z nadzieją, ale mężczyzna nie patrzył na niego. Wyciągnął pudełko spod biurka i podał je Harry’emu. — Pozbądź się tego — polecił.

I to wszystko. Harry spojrzał na pudełko i westchnął smutno, gdy zobaczył Juniora. Harry nigdy nie był tak przygnębiony. Niestety, nie było żadnej cholernej rzeczy, którą mógłby z tym zrobić. Wyglądało na to, że stracił jakąkolwiek szansę, jaką miał kiedyś z Severusem. Snape go nie chciał. I Harry wiedział, że jeśli Severus Snape coś postanowił, to ani Niebo, ani Piekło czy Dumbledore albo Czarny Pan nie mogli sprawić, by zmienił zdanie. To był koniec. Gdy stało się oczywistym, że Snape nic więcej nie powie, Harry utrzymując wysoko głowę przeszedł koło niego. Miał nadzieję, że wydawał się spokojny i opanowany, gdy wewnątrz aż kipiał z emocji.

Gdy na korytarzu skręcił za róg, prawie wpadł na Malfoya, który bezczelnie opierał się o ścianę. Ślizgon nic nie powiedział, gdy Harry gwałtownie się zatrzymał i spiorunował go spojrzeniem, jedynie jego uśmiech stał się szerszy, a spojrzenie chytrzejsze. Żołądek Harry’ego zacisnął się nieprzyjemnie. To było już na tyle złe mieć do czynienia z Malfoyem, gdy to naturalna osobowość chłopaka drażniła go. Teraz to było dziesięć razy gorsze, patrzeć jak ten podlizuje się Snape’owi i jeszcze gorszym było to, że mężczyzna nic nie mówił na ten temat, tak jakby Draco był jego ulubieńcem.

— Brzydka fretka — przywitał chłodno chłopca.

— Żałosny, ukrywający się ciota — odparł spokojnie Malfoy. Harry zamarł, starając się nie pokazywać emocji. To była taka sama zwykła zniewaga, jakiej Malfoy zawsze używał, nie więcej. Przełknął ślinę, ignorując swój przyspieszający puls. — Wierzę, że mam coś, co należy do ciebie — kontynuował Draco, trzymając kartkę papieru pomiędzy dwoma palcami. — Wydaje się, że to tylko urywek większej całości, ale i tak jest całkiem interesujący. Jestem gotów się założyć, że reszta Hogwartu zgodzi się ze mną.

Co do licha? Harry patrzył z niezrozumieniem na papier. Nagle przyszło mu do głowy, że jest to brakująca strona z jego dziennika.

— Skąd ją do cholery wytrzasnąłeś? — warknął, zaciskając dłonie w pięści.

— Och, mała ptaszyna mi ją dała — powiedział nonszalancko Draco. Zbliżył kartkę do twarzy Harry’ego, by ten mógł ujrzeć własne pismo na niej. Słowa układały się w zdania: „…wszyscy Ślizgoni wyglądają dobrze w czarnym, ale on wygląda szczególnie wspaniale. Boże, chciałbym go pocałować. Jego ciemne…” — Retidus Domo — mruknął Draco, a papier skurczył się i zwinął do środka, aż zniknął. — Nie martw się, kochanie. Ukryłem to w bezpiecznym miejscu. — Jego uśmiech był drapieżny.

Harry zacisnął zęby.

— Oddaj ją.

— Och, dostaniesz ją z powrotem, kiedy będę zadowolony i gotowy, aby ją oddać. — Jego oczy zmrużyły się w złośliwym wyrazie. Harry nie przegapił tej dwuznaczności. Cofnął się, wpatrując się w Ślizgona.

— Czego chcesz? — zapytał, wiedząc już, że nie będzie to nic dobrego. Malfoy pochylił się i szepnął mu do ucha. Harry brutalnie go odepchnął. — Nie zrobię… tego! I to dla ciebie! Boże, sprawiasz, że jest mi niedobrze! — To nie chodziło o sam akt, ale o to, co uzyskałby Malfoy, gdyby to zrobił. Uczyniłby to czymś poniżającym i zdeprawowanym. — Po prostu, kurwa, trzymaj się ode mnie z daleka, zboczeńcu! — Harry odsunął się i zaczął iść w kierunku Wieży Gryffindora, ale Malfoy zawołał za nim:

— Nic dobrego dla ciebie nie wyjdzie, jeśli uciekniesz, Potter! — Harry zatrzymał się i spojrzał na niego, wściekły, oburzony i chory przez to wszystko. — Jeśli nie zgadzasz się na moją propozycję, to dam tę kartkę Codziennemu Prorokowi i cały czarodziejski świat dowie się kim jesteś. Istnieją zaklęcia, które mogą udowodnić, że to twoje pismo. Ilu z nich będzie później walczyło po stronie Dumbledore, hmmm? Pozwól, że powiem ci coś o poczuciu wartości przez ludzi. Woleli być prowadzeni przez tyrana niż przez dziwaka. — Harry otworzył usta z przerażenia. To mogłoby doprowadzić to tego, że wielu czarodziejów stanęłoby po stronie Voldemorta. Kluczowym czynnikiem w ostatecznym zwycięstwie Voldemorta mogła być słabość Harry’ego. Draco uniósł triumfalnie głowę, widząc zrozumienie na twarzy Gryffona. — Dam ci trochę czasu, abyś to przemyślał. Co ty na to? — zaproponował Draco. — Jestem rozsądnym dżentelmenem. Chcę uzyskać twoją odpowiedź, powiedzmy, do środy? — Odwrócił się i ruszył cicho w kierunku pokoi Ślizgonów. — Ale jeśli nie uzyskam twojej zgody… — ostrzegł przez ramię —…to wszyscy dowiedzą się o twojej dewiacji. — Roześmiał się, odchodząc.

OoO

Harry poszedł do Wieży Astronomicznej, mając nadzieję, że znajdzie tam Rona i Hermionę, ale nikogo tam nie było. Zastanawiał, czy się nie rzucić z wieży, ale to było tchórzliwe rozwiązanie — ślizgońskie. Siedział w miejscu przez długi czas, ale gniew wzrastał i wzrastał w środku niego. Było tego… za wiele… zbyt wiele emocji dla jednego młodego chłopaka. Cała tę rozpacz, ból, a przede wszystkim nieprzemijającą wściekłość, trzymał zbyt mocno w sobie, aż uczucia osiągnęły swój szczyt. Wiedział, że to będzie złe, ale gdzieś ta energia musiała iść. To albo wybuchnie. Wycelował różdżką w niebo i powiedział pierwsze zaklęcie, które przyszło mu do głowy, a potem drugie i kolejne, dopóki nie zmieniło się w to niespójny strumień magii. Bezcelowej, całkowicie zabronionej, ale jakże to wszystko było odurzające.

Iskry leciały z wieży. Płomienie wystrzeliwały z różdżki. Tajemnicze kształty wystrzeliwały z niej, kręcąc się wokół niego, aż rozpadły się i skrzekliwy rodzaj muzyki dominował nad tym wszystkim. Harry krzyczał, nie dbając o późniejsze konsekwencje. Gotowy do wstrząśnięcia światem i ku chwale swojej mocy. Uświadomił sobie, że ktoś woła za nim. Obejrzał się przez ramię i zobaczył przerażonego Snape’a oraz Dumbledore’a. Niechętnie przestał rzucać zaklęcia, aż wszystko się zakończyło.

Severus zrobił ku niemu dwa duże kroki, wyglądając na bardziej wściekłego niż kiedykolwiek Harry widział, ale został powstrzymany przez Dumbledore’a, który położył mu na ramieniu rękę.

— Severusie, wiem, że się troszczysz… ech. Masz na sercu jak najlepszy interes chłopca… — powiedział ze zwykły błyskiem w oku —…ale myślę, że ja i pan Potter musimy na osobności zamienić ze sobą parę słów. I tak naprawdę, to nie było takie niespodziewane. Ciężko być w ferworze dojrzewania i powstrzymywać się od robienia rzeczy, których moglibyśmy później żałować. — Spojrzał znad okularów na Mistrza Eliksirów, sprawiając że Severus wyglądał na niezadowolonego. Wciąż jednak ruszył do wyjścia pozostawiając ich samych.

— Przepraszam, profesorze Dumbledore — powiedział Harry, kiedy byli sami. — Nie mogłem się powstrzymać. Musiałem coś zrobić. Cokolwiek. Nie wiem. Przepraszam.

— Harry… — zaczął współczująco Dumbledore. — Tego rodzaju… wybuchy… przyciągają do ciebie mrok. Przypominają Voldemortowi o tym, czego pragnie i o tym, kim jesteś.

— A kim jestem? — zapytał, całkowicie szczerze Harry.

— Bardzo zdezorientowanym młodym człowiekiem — odpowiedział natychmiast Dumbledore. — Ale również wielkim zagrożenie dla niego. Harry, kiedy tracisz kontrolę w ten sposób, dajesz Voldemortowi możliwość do ataku. Daje mu to jedyną rzecz, którą może cię skusić: moc. Nie wolno ci afiszować się tą mocą. To jest zbyt niebezpieczne. Jest to bez wątpienia droga, przez którą spróbuje do ciebie dotrzeć i może łatwo cię pokonać. To jest tajemnica siły, Harry. Jest tak łatwo niezrozumiana, nawet przez Voldemorta. Z całym swoim doświadczeniem, rozumie ją bardzo mało i nie wie jakim kosztem się ją zdobywa. Nigdy nie zrozumiał, że przez poświęcenie uzyskuje się prawdziwą siłę lub przez takie rzeczy jak bezwarunkowa miłość, wiara i uczciwość, które są warte poświęcenia. I jedynym sposobem, w jaki można wykorzystać tę siłę, nie jest wcale dominacja, ale dzielenie się, akceptowanie i ofiarowywanie.

Dumbledore brzmiał tak bardzo podobnie do reklamy Media Markt, że aż Harry prychnął.

— Aktualnie nie czuję szaleńczej potrzeby związanej z miłością i dawaniem, profesorze — powiedział Harry lekko zgorzkniałym głosem.

Dumbledore jedynie się uśmiechnął.

— No cóż, przypuszczam, że trzeba było tego oczekiwać. Ostatecznie nastoletni chłopcy są notorycznie samolubni. — To spowodowało, że Harry umilkł. Dumbledore, poklepał go po kolanie, a potem mruknął: — Jesteś zupełnie normalny, Harry i staraj się pamiętać, że bardzo ciężko jest przeżyć nasze nastoletnie lata. Stanowią one część tego, kim jesteśmy, a dla niektórych nas, tym kim nie chcemy zostać. Trzeba jedynie pamiętać, że ludzie którzy robią, to co najlepsze dla nas, niezależnie od tego, co im to przyniesie, są osobami, które naprawdę nas kochają.

Harry sądził, że się rozpłacze. Dumbledore wiedział wszystko. Ale czy było to nawiązanie do Severusa, czy kompletne niezwiązanym kimś?

— Profesorze… jestem gejem — wyznał z przerażeniem.

Musiał powiedzieć prawdę Dumbledore’owi. Gdyby wpłynęłoby to na walkę z Voldemortem, to Dumbledore musiał być na to przygotowany.

— Och? Cóż, nie przepuszczam że było to umieszczone w ciasteczku z wróżbą, ale to brzmi dość prawdziwie. A poza tym?

Harry gapił się na niego. Ciastko z wróżką? Co do cholery to oznaczało?

— Ech, jeśli inni się dowiedzą, to mnie znienawidzą i nie będą chcieli… — Odwrócił wzrok. — Nie staną razem z tobą przeciwko Voldemortowi.

— Jeśli ludzie się dowiedzą, to poznają cię lepiej. Być może trochę bardziej niż wcześniej. Niektórzy będą zdenerwowani, a inni, którzy uważali cię za dobrego i niewinnego, aby nawiązać z nimi kontakt, zrozumieją, że ty także jesteś zwykłym człowiekiem. I będzie to nawet lepsze dla ciebie. Myślę, że ostatecznie nie ma to znaczenia, kogo serce chce miłować, tylko to, że ma tyle miłości, żeby to zrobić. To da ci siłę. Teraz czuję, że potrzebuję filiżanki herbaty, po tym najbardziej zdumiewającym pokazie mocy. Bardzo podobał mi się ta fontanna zielonych i fioletowych iskier, które pojawiły się na sam koniec. Zechcesz do mnie dołączyć? Nie? Dobrze… Pamiętaj, że prawda nigdy nie boli tak samo jak kłamstwo, bo w końcu wyjdzie ona na jaw i będzie dużo gorzej, po tym jak została ukryta.

Spojrzał ostro na Harry’ego przed wyjściem. Gryfon przez dłuższy czas siedział, starając się uporządkować tą chaotyczną rozmowę i jeszcze bardziej rozbiegane myśli.

OoO

Następnego ranka, Harry starał się złapać Hermionę na osobności, ale Ron nie pozwalał na to.

— Nie. Jestem już chory od tego wszystkiego. Kiedy ostatnim razem zostaliście sam na sam, wpadła na niesamowity pomysł, abyś umieścił swoje najskrytsze sekrety w dzienniku, który każdy głupiec mógł przeczytać. Nie pozwolę wymykać się wam i decydować o rzeczach beze mnie. Nic dobrego z tego nie wychodzi. Nie jest bezpiecznie zostawiać was samych. Nie ma więc żadnych sekretów przed Ronem, okej? Jaki jest nowy kryzys? Dawaj, Harry. Wykrztuś to. Domagam się, byś mi powiedział.

Harry wpatrywał się w niego, rozdarty między rozdrażnieniem, a wyczerpaniem. Czy nie mógł mieć normalnego, spokojnego i szczęśliwego dnia, bez szaleństwa oraz sytuacji, które niszczyły mu życie?

— Draco Malfoy próbuje mnie zaszantażować, żebym zrobił mu loda — wykrztusił ostrożnie Harry.

Ron wyglądał tak, jakby miał zemdleć albo zwymiotować, albo to i to i być może w tym samym czasie.

— Nie musiałeś mi tego mówić! — powiedział drżącym głosem.

— Przed chwilą stwierdziłeś, że domagasz się, żebym ci powiedział — warknął Harry. — Nalegałeś!

— Tak, ale nie musiałeś mi faktycznie o tym mówić — odparł Ron. — Myślę, że ogłuchłem od samych tych plugawych słów.

— Zaskakujące, słyszysz bardzo dobrze jak na kogoś głuchego — wtrąciła się gorzko Hermiona.

— Taa, może to postępująca głuchota — bronił się Ron. — Prawdopodobnie rozwija się, gdy słowa dochodzą do głowy. Może mogę je usunąć.

— W takim razie idź i zrób to — stwierdził Harry. — Jeśli nie podobało ci się to(,) co powiedziałem, co jeszcze bardziej nie spodoba ci się druga część.

Ron jęknął:

— Wtedy mogę usłyszeć to od kogoś innego?

— Jedynie wtedy, jeśli nie zrobię loda Malfoy’owi.

— Czy muszę usiąść, objąć ramionami kolana i bujać się w przód i tył przez jakiś czas? Nie, Boże. Po prostu wykrztuś to. Co to takiego? Co jest gorsze od tego?

— Harry… — ostrzegła go Hermiona, kładąc mu dłoń na ramieniu, jakby mogła go powstrzymać od mówienia.

— Dobrze. Nic nie powiem. Nie mówmy już teraz więcej o tym, dobrze? Muszę pomyśleć.

Hermiona skinęła głową, a Ron zgodził się z nią. Nie wiedział, co chciał wyjawić Harry, ale miał już dość informacji na dzisiaj.

___________________________________

2019 rok
Opublikowałam 4 rozdziały
Opublikowałam 0 miniatur
Rozpoczęłam 0 opowiadań
Zakończyłam 1 opowiadanie
Powrót do góry Go down
Lampira7
Bard
Bard
avatar

Female Liczba postów : 385
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: Re: [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]   Pon Lip 09 2018, 17:44

Rozdział 22: Jeden Ślizgon to dużo, dwa to tłum, a troje – jesteś martwy

Po zajęciach, Harry zakradł się do sowiarni, gdzie poprosił Hedwigę o dostarczenie listu, który wcześniej przygotował. Pracował nad nim prawie przez cały dzień. Nie miał zbyt wielkiej nadziei, że coś to zmieni (prawdopodobnie wiadomość nawet nie dotrze do zamierzonego odbiorcy, zanim skończy się ta cała katastrofa), ale Harry czuł dziwną potrzebę zrobienia tego. Przynajmniej może uda mu się uchronić Lupina przed totalnym szokiem, kiedy zobaczy Proroka Codziennego. Przeredagował list w swojej głowie przynajmniej siedemset razy. Przepisał tylko raz. Prawdę powiedziawszy, Harry rozwinął ostrą paranoję polegającą na zapisaniu czegokolwiek na pergaminie. Trudno było ustalić, co i ile powiedzieć Remusowi i czy powinien spróbować się wytłumaczyć i jakoś to wszystko źle szło. W końcu zdecydował się, że krótki i zwięzły list będzie najlepszy. Przynajmniej był tak krótki, jak tylko mógł go napisać, nie pomijając niczego, co uważał za ważne.

Drogi Lunatyku,

Mam nadzieję, że u ciebie wszystko dobrze. Wiem, że nie powinienem się z tobą kontaktować, ale chciałem, żebyś się ode mnie o tym dowiedział. Jestem gejem. Przepraszam. Po prostu Malfoy się o tym dowiedział i prawdopodobnie niedługo ta informacja pojawi się w gazetach, więc wydaje się, że wychodzę z szafy, czy tego chcę czy nie. Próbuje mnie szantażować, ale nie sadzę, żebym mógł zrobić to, czego on chce. I tak nie mógłbym mu zaufać, że utrzyma to w tajemnicy. Nadal nie jestem pewien, jak sobie z tym poradzić. Ten list prawdopodobnie nie dotrze do ciebie przed tym wszystkim, ale pomyślałem, że powinienem chociaż spróbować. Jak powiedziałem: przepraszam. Mam nadzieję, że nie nienawidzisz mnie teraz, ale nie będę cię winić, jeśli nie będziesz chciał już być moim przyjacielem.

Twój przyjaciel (jeśli nadal chcesz) Harry

— Tutaj — powiedział do sowy, gdy delikatnie dotykał piór na jej głowie. — Proszę, pośpiesz się, jeśli możesz. To ważne.

Hedwiga mrugnęła do niego uspokajająco, zanim w profesjonalny sposób zacisnęła dziób na pergaminie. Harry obserwował, jak leci, aż stała się plamą w zapadającym zmierzchu. Westchnął ciężko. Czy wilkołak uzna go za nienormalnego? Nie potrafił zgadnąć.

OoO

Tej nocy na szlabanie, Snape zachowywał się dziwnie poprawnie. Kompletny nieznajomy nie wiedziałby, że istniały jakieś problemy między mistrzem eliksirów i Harrym. Zauważyłby tylko tyle, że mężczyzna unikał spojrzenia Harry’emu w oczy. Nigdy nie był nieuprzejmy (co przerażało Rona znacznie bardziej, niż jego najbardziej jadowite zniewagi), ale także był bardzo odległy.

— Bardzo dobrze, panie Potter — powiedział Harry’emu ostrym głosem podczas oklumencji. — Sądzę, że możemy osiągnąć lepsze wyniki od kiedy wykazałeś znaczną poprawę, kiedy użyłeś tego… narzędzia medytacyjnego, białego pokoju. Myślałem, że techniki wizualizacji mogę być pomocne. Teraz, gdy następnym razem zaatakuję, chcę żebyś wyobraził sobie…

Harry starał się być tak dojrzałym jak tylko było to możliwe, oraz spokojnym i opanowanym jak Snape. Bardzo ciężko było poradzić sobie z tak drastycznie odmiennym mężczyzną. Dla Harry’ego to nie był Severus Snape. To była oddzielna osobowość, której Harry nigdy nie spotkał. Ten człowiek nawet nie spowodował zamieszania poprzedniej nocy. Udzielał szczerych, choć małym komplementów. Nigdy nie zadał sobie trudu, by obrażać Harry’ego, gdy ten zrobił coś głupiego. Był chłodny i nijaki oraz uprzejmy. Harry nienawidził go.

Kiedy Harry i jego przyjaciele wrócili do wieży, zastali oczekującą Hedwigę. Harry był naprawdę zaskoczony. Czy go znalazła i już wróciła? Wyciągnęła nogę, niecierpliwie pohukując. Harry pośpiesznie do niej ruszył. Najwyraźniej była do tego zdolna i znalazła szybko Remusa.

— Łał — powiedział do niej szczerze. — To było niesamowite. Następny razem wiem do kogo mam się udać, kiedy czas będzie istotny. — Hedwiga nastroszyła pióra i odwróciła wzrok, jakby to było nic wielkiego, ale Harry mógł powiedzieć, że była zadowolona i czuła się trochę szczęśliwa z tych komplementów. — Leć do sowiarni — powiedział. — Dopilnuję by skrzaty przyrządziły ci specjalną ucztę na śniadanie. — Harry spojrzał niepewnie na Rona, po czym rozłożył list drżącymi dłońmi. — Najpierw sam to przeczytam, dobrze? Jeśli możesz poczekać z pięć minut…

— Jasne, w porządku — odpowiedział zdziwiony Ron, opadając na kanapę obok Hermiony, która udawała, że czyta.

Hermiona przyjęła tę wiadomość bardziej przychylnie i próbowała zainteresować Rona dyskusją na temat zaklęcia Skulkingowego, które Snape zaprezentował im wcześniej. Ron skinął głową i udawał, że słucha, ale obserwował Harry’ego kątem oka.

Harry,

Nie masz absolutnie żadnego powodu, by za cokolwiek przepraszać. Przykro mi, że musisz przez to przejść. To nie w porządku, by w twoim wieku mieć tyle na swoich barkach. Czuję, że powinienem ci powiedzieć (czuję się nieswojo robiąc to, ale w końcu byłeś ze mną całkowicie szczery), że nie mogę cię w żaden sposób osądzać, ponieważ sam jestem homoseksualistą.

Nalegam, abyś nie ulegał żadnym szantażom. Ledwo mogę stwierdzić, jak głupie by to było. I nie ufaj Malfoy’owi. Z pewnością ujawniłby twoje preferencje, dręcząc cię przy tym. Obawiam się, że musisz po prostu zaakceptować sytuację, że ludzie będą o tym wiedzieć i powiedzieć o tym osobom, które są dla ciebie ważne, zanim stracisz na to szansę. Proszę, poinformuj również Dumbledore’a, jeśli Malfoy spróbuje nakłonić cię do zrobienia czegoś nielegalnego. Być może byłoby lepiej, jeśli niezależnie od wszystkiego powiesz o tym dyrektorowi.

W każdym razie, jak możesz się domyślać z szybkiego powrotu Hedwigi, jestem niedaleko. Mam coś, co muszę dzisiaj wieczorem zrobić, ale przyjdę się z tobą zobaczyć tak szybko, jak tylko będę mógł. Prawdopodobnie wczesnym rankiem. Do tego czasu, drogi chłopcze, trzymaj się. Zapamiętaj, jesteś silną osobą i uczciwą. Nikt nie może ci tego odebrać.

Bez względu na wszystko,

Twój przyjaciel Lunatyk

— Eee… — powiedział Harry, gdy uświadomił sobie, że Ron wciąż sprawdzał, czy przeczytał już list. — Remus twierdzi, że prawdopodobnie wróci jutro rano, a wtedy porozmawiamy. I wiesz, zatrzymał się tam i wszystko. Reszta jest… osobista — powiedział, wkładając pergamin do kieszeni. Nagle uświadomił sobie coś. — Mały mól książkowy! — krzyknął, powodując, że Hermiona i Ron podskoczyli. — Myślałem, że miał na myśli Hermionę, ale wiedziałem, że nie zrobiłaby tego, więc nie miało to sensu.

— Wszystko okej, czy znowu dostałeś przed nami bzika? — wtrącił się taktownie Ron.

— Ta strona z mojego dziennika! Zastanawiałem się, jak ją zdobył? Włożyłem ją do kieszeni, a kiedy szukaliśmy zaklęć, by znaleźć resztę dziennika, potrzebowaliśmy zakładki. Pamiętacie? Sięgnąłem do kieszeni i…

— Cholerny idiota — powiedział czule Ron, patrząc jak Harry wyciąga list Remusa. Ron i Hermiona wymienili spojrzenia tuż przed tym, jak obalili przyjaciela i zabrali mu pergamin. — Przepraszam, kolego — powiedział przez hałaśliwe protesty chłopaka. — To jak danie zapałek rocznemu dziecku. Jesteś zbyt niebezpieczny dla swojego dobra.

— Zgadza się. — Hermiona przyznała mu rację, biorąc list od Rona, pomimo jego zmarszczonych brwi. — Zatrzymam go. Nie przeczytam, ani nie pozwolę nikomu innemu go przeczytać… W porządku Harry, myślę, że nadszedł czas, aby wrócić na jakiś czas do bycia rozsądnym. Wszystkie te katastrofy sprawiają, że moja głowa jest trochę niejasna. — Jakby dla zilustrowania tego, potrząsnęła lekko głową. Jej loki podskakiwały. — Harry, jeśli Lupin będzie tu rano, to myślę, że powinniśmy poczekać, aż z nim porozmawiasz, zanim zdecydujemy co robić dalej. A w międzyczasie, wszyscy powinnyśmy się przespać. Mam przejmujące uczucie, że jutrzejszy dzień będzie jednym z tych dni.

Harry upierał się, że nie będzie w stanie spać, dopóki Ron nie próbował go uspokoić za pomocą czasu i drastycznie z nim przesadzając, powodując, że Harry upadł u ich stóp, chrapiąc. Hermiona spojrzała na Rona i przewróciła oczami, kiedy uśmiechnął się smutno, wzruszając ramionami. Musiała mu pomóc zanieść przyjaciela do łóżka.

OoO

Dość późnym rankiem Harry obudził się, widząc niewyraźnie okrągłą i niespokojną twarz Neville’a, spoglądającą na niego z góry.

— Naprawdę Harry, uważam, że to poważne… — nalegał Neville.

Harry po omacku sięgną po okulary i zsunął nogi z łóżka.

— O so chosi? — wymamrotał pół przytomny, próbując przywrócić swoje ciało do życia.

— Ron powiedział, żeby przyjść i obudzić cię — powiedział Neville z irytacją, z uczuciem kogoś, kto musiał powtarzać coś więcej niż raz.

— Mmm. Och, Merlinie. — Ziewnął rozdzierająco. — Czy powiedział, dlaczego?

Harry sięgnął po dżinsy, wkładając w nie jedną nogę, wiedząc, że cokolwiek się stało, było to złe i powinien się śpieszyć. Wstał i musiał wykonać kilka prób, zanim jego cel był wystarczająco dobry, aby włożyć drugą nogę w spodnie.

— To Ślizgoni. Mówią o tobie. — Harry natychmiast się wywrócił. — Wszystko w porządku?

— Przyprowadź Rona, powiedz mu, żeby szybko tutaj przyszedł. Ech… Czy wiesz, co mówią?

Harry zmagał się z ubraniem, upadając na podłogę, desperacko próbując, cóż, zapiąć spodnie. Był niezbyt świadomy, że prawdopodobnie wyglądał jak miotająca się na podłodze zielonooka, rozczochrana ryba. Nagle przyszło mu na myśl, że Severus uznałby to za bardzo zabawne i poczuł ostry ból.

— Nikt nie wie — odpowiedział Neville, zatrzymując się w drzwiach. — Ale Draco Malfoy powiedział, że chce wszystkim, począwszy od Ślizgonów, coś pokazać i dotyczy to ciebie.

Skinął z pełnym współczuciem Harry’emu, zanim pobiegł po Rona.

Harry przeklął, turlając się po podłodze. Powinien był wiedzieć, że Malfoy faktycznie nie dałby mu czasy, żeby to przemyśleć. Że ten blady, zboczony ból dupy przyjdzie i wywinie taki numer. Przecież nie był honorowym człowiekiem.

Ron i Hermiona przybyli chwilę później. Dziewczyna próbowała uspokoić Harry’ego, podczas gdy Ron starał się z całych sił sam ukoić swoje nerwy. Nie był zadowolony. Spojrzał ponuro na przyjaciela, gdy Harry jąkając się, próbował znaleźć sposób na wyjaśnienie tego. I Harry, na Merlina, nie śpieszył się z tym. Był tego pewien.

Harry nie był pewien, czy był w stanie to zrobić. Przez chwilę walczył ze sobą. Potrzebował pomocy. Musiał coś zrobić z Malfoy’em. A może… musiał się przyznać. Czy Ron był wystarczająco dobrym przyjacielem, by zaakceptować go takim jakim był?

— Posłuchaj, nie chcę ci tego mówić, ale Malfoy i tak powie wszystkim, bo znalazł tę jedną stronę i… Tak to jest. To ma związek z tym. Ech. Ze Snapem. Ale bardziej ze mną. Jestem gejem. To tyle. Powiedziałem to. Jestem gejem… Jestem gejem! Napisałem w swoim dzienniku, że zakochałem się w Snape i Malfoy to odkrył.

Ron przyłożył dłonie do uszu i zaczął głośno śpiewać.

— Laska czarodzieja ma na czubku gałkę, ma na czubku gałkę, na czubku….

Hermiona złapała go za łokieć i odciągnęła jego rękę od ucha.

— Ronaldzie Weasley! W tej chwili zabierz ręce od uszu! — Zrobił to, wpatrując się w Hermionę, która kontynuowała swoją tyradę. — Przestaniesz się zachowywać jak ignorancka świnia! Harry jest dla ciebie bardzo dobrym przyjacielem i musisz nauczyć się radzić z tym!

Radzę sobie z tym! — wrzasnął na nią. — Nazywa się to zaprzeczeniem i jest bardzo skutecznym narzędziem do radzenia sobie z trudnościami i do tej pory działało to cholernie dobrze, mogłem całkowicie zignorować fakt, że Harry był śliniącym się, z rozmarzonym wzrokiem cholernym zakochanym szczeniakiem, który ciągle robił z siebie głupka przed Snapem! Ale teraz nie mogę, więc muszę przejść do następnego kroku, który jest złością. Na pewno dam ci znać, kiedy się uspokoję i będę gotowy do następnego etapu, okej? Harry, czy Snape dał ci eliksir albo coś innego? Miłosny napój? Mógłby to zrobić, jako wcielone zło… Dalej, Harry, pomyśl o tym, przecież to nie ma żadnego sensu. Nawet Draco Malfoy jest fizycznie mniej odrażający, więc to musi być eliksir i zrobił to w celu upokorzenia cię. Mam rację?

— Nie, z pewnością tak nie jest! — Harry odpowiedział ze złością, nieświadomie broniąc Severusa, którego Ron tak rażąco nazwał nieatrakcyjnym. — Stało się to dlatego, że jest zabawny i inteligentny i w rzeczywistości również bardzo dobrze całuje, tak żebyś wiedział.

— Grrryyy! Dobrze, możesz temu zaprzeczać, ale czy musiałeś również zanegować moją żałosną próbę racjonalizacji? To całkowicie nieczułe, nie próbujesz się ugadać z kimś będącym w desperackiej wrzawie trzeciego etapu będącego żałobą!

Wystarczy, Ron — upomniała go Hermiona. — Musisz się z tym pogodzić. Bądź mężczyzną. Ślizgoni są tutaj… aby coś zrobić! Musimy wspólnie stawić im czoła!

— Jeszcze nie dotarłem do czwartego etapu! — zawył Ron. Jego ramiona opadły. — Och, bardzo dobrze. W każdym razie, to beznadziejne. Mógłbym się po prostu rozpłakać. — Zakaszlał, co podejrzanie brzmiało jak szloch. — Czwarty etap — dodał przygnębionym tonem. — Cóż, przynajmniej wiemy przeciwko czemu wystawią nas Ślizgoni.

— Jednak myślałam, że powiedziałeś, że ta strona była całkowicie nieszkodliwa, Harry! — wykrzyknęła z niepokojem Hermiona. — Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, ponieważ zapewniłeś mnie, że treść na niej nikogo nie skrzywdzi.
— To było, zanim zobaczyłem złośliwe spojrzenie Draco Malfoy’a — wyjaśnił Harry. — Nie wymieniłem żadnych nazwisk. Nie pisałem również o rzeczach ze szkoleń, tylko… Um. Nie pamiętam dokładnie. Napisałem, że lubię kogoś… faceta… i to Ślizgon. Myślę, że wiedzą tylko to.

— Mogli lub nie stwierdzić, że to Snape, ale możemy w tej sprawi tylko spekulować — westchnęła Hermiona. — Będziemy musieli się modlić i mieć nadzieję i… Ich, nie wiem. Liczyć na jakiś cud lub coś? Lepiej pójdźmy i zobaczmy, co możemy z tym zrobić.

— Cholera, cholera, cholera, cholera, cholera. — Harry szeptał z trwogą do siebie, biorąc po dwa schodki na raz.

Ron i Hermiona praktycznie biegli, by nadążyć za nim. Cóż, Hermiona musiała, ponieważ drugi chłopak był tak wysoki, że mógł całkiem nieźle dopasować się do kroku przyjaciela. Harry spiorunował wzrokiem Śmierciożercę, który obdarzył go dziwnym spojrzeniem. Nie, nie „Śmierciożercę”. Ślizgona, tylko Ślizgona… W każdym razie, nie był „koniecznie” Śmierciożercą. Może mały Śmierciożerca, Śmierciożerca na treningu. Uczeń Śmierciożercy. Syn Smierciożercy. Oblubieniec Śmierciożercy. Dlaczego ten tok myślenia się nie kończył?

Ponieważ wszyscy na niego patrzyli, Harry zrozumiał to, gdy weszli do Wielkiej Sali. Nie wszyscy, ale niektórzy. Wystarczająco. Ślizgoni posyłali w jego stronę zaskoczone, wiedzące, pełne kpiny lub w kilku cennych przypadkach niedowierzające spojrzenie.

— O Boże. Już powiedział niektórym. Oczywiście, że tak. Cała szkoła powinna już o tym wiedzieć. Cała szkoła będzie wiedzieć do końca dnia.

Ale nie powiedział w kim. Tego Harry właśnie się trzymał, że Malfoy powiedział, ze zakochał się w facecie, ale nie powiedział w kim. Tak więc była szansa. Oczywiście nie dla Harry’ego, ponieważ wszyscy rzuciliby się na szansę uwierzenia, że było coś „złego” w nim. Wszystko co mógł zrobić, to wpłynąć na to, co to będzie.

— Powiem im — oznajmił Ronowi i Hermionie, gdy wkroczyli do Wielkiej Sali.

— Powiesz komu? I, co, tutaj? — Ron potykał się o słowa. Śmierciożerca, Ślizgon, zachichotał, gdy przeszedł koło ich grupy. — Zamkniesz tę swoją jadaczkę wypluwającą czarno magiczne klątwy, słyszysz mnie?! — krzyknął Ron. — Albo ja to zrobię. Powiem Fredowi i Georgowi, że masz ich nagie zdjęcia! Poczekaj, aż o tym usłyszą! Co? — Odwrócił się do Hermiony, mówiąc o wiele ciszej. — Nie ma znaczenia, czy to prawda — kontynuował znacznie spokojniejszym tonem. — Ponieważ nie będziesz mógł sobie wyobrazić ich obmyślonej zemsty!

Ślizgoni, nie Śmierciożercy, przypominał sobie Harry, dawno już zniknęli z zasięgu słuchu. Nawet Gryfoni spoglądali na Rona z powątpiewaniem.

— Och, przestań — powiedział Harry. Zaciągnął go do stołu Gryffindoru. — Posłuchajcie. Oboje zostaniecie przy mnie, prawda? — Przytaknęli poważnie. — Mogę przetrwać wszystko, co się zdarzy, jeśli tylko mam was przy sobie.

Hermiona wyglądała tak, jakby miała się rozpłakać, a Ron znów przewrócił oczami.

— Merlinie, nie pozwól, by się teraz rozkleiła! Nie poradzę sobie z waszą dwójką, która naraz przechodzi kryzys emocjonalny! — Hermiona uderzyła go w ramię, ale lekko się uśmiechnęła. — W porządku. Zróbmy to, co należy. Pamiętaj, że nie osiągnąłem jeszcze piątego etapu, więc to może być tylko rozpaczliwy fatalizm, ale powiem to: Śmiało. Obaj będziemy przy tobie. Jedno z nas, aby przekląć twoich wrogów, a drugie, by pouczyć ich, jak ogłosić się „tępym ciotą”.

Harry próbował się zaśmiać i lekko pokręcił głową. Co pomyśli reszta Gryfonów? Co powie pozostała część uczniów? Nie mógł się teraz o to martwić. Wziąwszy głęboki oddech, przepchnął się między Ginny i Deanem Thomasem, wspinając się na stół Gryffindoru. Po rzuceniu Sonorousa, rozejrzał się po pomieszczeniu i czekał, aż wszyscy na niego spojrzą. Chyba lepiej zrobić to za jednym razem. Cha, cha, oczywiście, że tak. Oraz zniweczyć plan Malfoy’a. Musiał odnaleźć swoje jaja (cokolwiek to miało znaczyć) i opowiedzieć okropną prawdę.

— Wiem, że wszyscy zastanawiacie się, co robię… Cóż, muszę wam coś powiedzieć. Ech. — To nie był zbyt dobry sposób na rozpoczęcie przemówienia. Boże, czego by nie dał,za talent ubierania wypowiedzi w odpowiednie słowa, jaki miał Severus. Bardzo uważał, aby nie patrzeć na mężczyznę, kiedy kontynuował: — Dowiedziałem się, że Draco Malfoy miał powiedzieć, że… Um. Powiedzieć coś o mnie i że ma coś do pokazania wam. Cóż, nie przejmuję się tym. Słyszycie mnie? Nie obchodzi mnie to! Może wam się to nie podobać, ale to nic, bo jeśli tak jest, to chrzanić was. I wiem wszystko, co on, ponieważ dowiedziałem się o tym pierwszy. Um, Tak. I to dotyczy czegoś o Ślizgonie i o „nim”. Chwila. — Harry naprawdę tracił wątek przemowy. — W każdym razie, jestem tutaj, by powiedzieć wam, że moje preferencje seksualne prawdopodobnie różnią się od waszym, chyba że jesteście dziewczynami i lubicie chłopców — wyjaśnił. Tak, było o wiele lepiej. — Podsumowując. Jestem gejem, a Draco Malfoy jest chujem! — Zobaczył, jak Ron uderza się dłonią w czoło. Zamilkł, by zastanowić się mocniej nad swoim ostatnim zdaniem. — O, cholera.

Harry’emu przyszło do głowy, że właśnie nieodwołanie połączył swoje imię z Draco Malfoy’em. Mówił o swoich seksualnych preferencjach. To nie było dobre. Ludzie zamierzali „rozmawiać”. I nie będą miłosierni.

To interesujące małe objawienie doprowadzało Harry’ego do coraz większego upokorzenia. Kątem oka dostrzegł Lupina, który wślizgnął się do pokoju i ruszył nerwowo w stronę stołu nauczycielskiego. Spojrzał na Snape’a, obserwując jego zmieniające się niczym pogoda emocje. Gdy temperatura spadała poniżej zera, Harry poczuł, że nadchodzi zdecydowanie zimny front.

— Miałem to na myśli. Ale nie tamto. Nie z Malfoy’em. Ponieważ nie dbam o to, jaki jest przystojny. Nie zrobiłbym tego. Nie dotknąłbym go! To znaczy, mogę wymyślić tuzin szybszych i mniej bolesnych sposobów, żeby umrzeć! To znaczy… — Zimny front Severusa napotkał się teraz z gorącą desperacją Harry’ego, połączoną z silnym podtekstem idiotyzmu i z dużym prawdopodobieństwem bełkotania niczym niemowlę, dopóki nie zmusił się do milczenia. Harry desperacko próbował zniwelować wszelkie obrażenie i bezlitośnie wyrządził więcej szkód niż te, które próbował naprawić. — Ja nigdy… to znaczy ze Ślizgonem! Cóż, nie. Tak, Zabini Blaise jest gorący, to fakt. Nie żeby… — Snape patrzył na niego gniewnie. Czuł to nawet bez spoglądania na mężczyznę. Odwrócił głowę i zobaczył, jak Lupin szepcze do ucha Snape’a. Severus skinął głową i dołączył do Lupina, odchodząc od stołu. — Um. Więc nie ufajcie Draco Malfoy’owi i nie wierzcie we wszystko, co ma do powiedzenia o mnie. Um. To wszystko, jak sądzę — dokończył niezręcznie i szybko zszedł ze stołu.
Cóż. Nie było tak źle, prawda? To było tylko najgorsze doświadczenie w całym jego popieprzonym, okropnym i nędznym życiu. Harry usiadł obok Ginny, chowając głowę w ramionach. Istniejący śmiech, o ile nie tworzył braterskiej więzi między domami, to z pewnością wypełniał między nimi pewną lukę.

— To było cholernie genialne, Harry — poinformował go Dean Thomas, po tym jak niemal udusił się grzanką. — Kiedy Seamus się tutaj ujawnił, nie był aż tak zabawny!

Harry wyprostował się na swoim miejscu.

— Seamus jest gejem?

— Seamus siedzi naprzeciwko ciebie… — odparł sam wymieniony — …więc mógłbyś cholernie dobrze zapytać jego samego.

— Och. Jesteś nim?

Harry był zszokowany. Nie wiedział nawet, że istnieją takie rzeczy, jak gejowscy czarodzieje.

— Ta. Ale przykro mi, ale muszę cię poinformować się, że mam własnego Ślizgońskiego chłopca zabawkę, więc nie jestem w ogóle zainteresowany tobą, nawet jeśli jesteś chłopcem-który-przeżył, by zrobić z siebie kompletnego kretyna podczas ujawniania swojej orientacji. — Podniósł szklankę soku pomarańczowego. — Za Harry’ego, najgłupszego, najbardziej upośledzonego umysłowo dziwaka, który kiedykolwiek ujawnił się w Hogwarcie — wzniósł toast. Zostało to z entuzjazmem pochwycone przez innych Gryfonów, co sprawiło, że twarz Harry’ego jak zwykle zaczerwieniła się intensywnie. — Chryste, Harry, myślałeś, że to taka wielka sprawa? — Seamus zapytał go ze swoim grubym akcentem. — Mogłeś po prostu zapytać kogoś o to.

Harry starał się, by nie ujawnić zbytnio swojego wielkiego zdumienia.

— Masz na myśli innych. Innych gejów? Innych ludzi… takich jak my?

Seamus prychnął i odczuł intensywny ból, gdy sok pomarańczowy wyleciał mu przez nos.

— Boże, Harry, gejami są wszystkie stworzenia — zauważył Dean. — Słyszałem o psach gejach, ptakach, aligatorach! Jeże! — Uderzył w stół. — Seamus co sądzisz o jeżach będących gejami? — sapnął. — Nie! Nie ma w tym nic dziwnego! — Popadł w hałaśliwy, histeryczny śmiech, podczas gdy wyraźnie przerażona Ginny wpatrywała się w nich.

— Słuchaj Harry, to nie jest wielka sprawa — uświadomił go Seamus, gdy trochę się uspokoił i oczyścił się z powstałego bałaganu. — Pewni Ślizgoni… cóż, nie ma żadnych gejowskich Ślizgonów poza Zabinim, chociaż prawdopodobnie większość z nich jest gejami. Widzisz, tak to jest. Mają tak wielkie parcie na czystokrwistość, że uważa się za ogromne marnotrawstwo, gdy czarodziej się nie żeni, dlatego też Ślizgoni mają chłopaka lub dwóch na boku, jeśli chcą, ale nie przyznają się, że są gejami, rozumiesz?

Harry lekko pokręcił głową.

— To niesprawiedliwe!

Ginny wybuchnęła tuż przy nim.

— Wszyscy dobrzy faceci są zajęci albo gejami! — Wstała, strapiona.

— A czym ja jestem? — zawołał urażony Dean. — Pokrojoną wątróbką, duszonymi ślimakami?

Wstał i ruszył za Ginny, a Hermiona i Ron zajęli swoje miejsca po obu stronach Harry’ego.

— Myślałem, że wszyscy zwariują, gdy dowiedzą się, że jestem gejem. — Harry powiedział Ronowi. — Zachowywałeś się tak, jakby to było coś strasznego, a Seamus twierdzi, że są inni homoseksualni czarodzieje.

Ron wzruszył ramionami.

— Wciąż nie chcę o tym myśleć, ale to nie twój homoseksualizm przeszkadzał mi w pierwszej kolejności. — Pochylił się i wyszeptał do ucha Harry’emu: — To mały fakt, że stałeś się taki przez Snape’a! Myślałeś, że będę z tego szczęśliwy?

___________________________________

2019 rok
Opublikowałam 4 rozdziały
Opublikowałam 0 miniatur
Rozpoczęłam 0 opowiadań
Zakończyłam 1 opowiadanie
Powrót do góry Go down
Lampira7
Bard
Bard
avatar

Female Liczba postów : 385
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: Re: [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]   Pon Lip 09 2018, 19:16

Rozdział 23: I bez dalszych ceregieli, pewne sytuacje z punktu widzenia Snape’a

Niespokojny Lupin prowadził Snape’a korytarzami, aż dotarli do lochów.

— Ten gówniarz Malfoy odkrył, że Harry jest gejem i zaszantażował go tym — poinformował z napięciem mistrza eliksirów.

— Tak przypuszczałem, zanim z taką niecierpliwością wyciągnąłeś mnie z sali — odparł sucho Severus. Starał się nie patrzeć z utęsknieniem na swoją szafkę z alkoholem. Nie było nawet dziewiątej i miał zajęcia do poprowadzenia. Z pewnością miał lepszą kontrolę nad sobą.  — To by się nie stało, gdyby Potter był wystarczająco dyskretny i nie ofiarowywałby Draconowi tej wiedzy — dodał nieuważnie.

— Severusie Snapie.

Warknięcie w tych słowach przywróciło jego umysł do teraźniejszości i skupił się na zmrużonych oczach Lupina. Zauważył bursztynowy błysk i chłód jego spojrzenia. Ile lat minęło, odkąd widział te oczy? Nie iskrzące łagodnością lub wiedzą, ale dzikim, zwierzęcym szaleństwem. Stłumił dreszcz i uniósł brwi. To zawsze było skuteczne, a Lupin trochę się uspokoił.

— Harry nie musi ukrywać tego, kim jest — powiedział stanowczo mężczyzna. — Nie zasługuje na to, by wstydzić się tego, kim jest.

Tak, Lupin miał rację. To Severus zasłużył na to, chociaż mistrz eliksirów nie powiedział tego na głos.

— I mam zamiar całkowicie go wspierać. Powiedziałem mu o swoich własnych preferencjach. Musi wiedzieć, że są inni tacy ludzie i że nie jest dziwakiem.

W jego głosie wydawało się pobrzmiewać aluzja pytania i Severus udzielił mu swojego najzimniejszego spojrzenia.

— Cóż, bądź jego ikoną dla gejów, ale wiedz, że nie powiem mu, żeby zwracał się do mnie z prośbą o pomoc lub radę. Jeśli ty lub Black nigdy nie wyjaśniliście mu sprawy z ptaszkami i pszczółkami, to na pewno nie zamierza wysłuchać tego ode mnie. I lepiej żebyś pamiętał, że to nie jest interes pana Pottera, kim jestem i nie zamierzam mu tego mówić. — Severus pociągnął nosem i odwrócił wzrok. — Jeśli to był powód, dla którego zmarnowałeś mój czas i nie pozwoliłeś zjeść, to będziesz musiał pogodzić się z rozczarowaniem. Wierzę, że to był właśnie powód tego wszystkiego?
Wilkołak wyglądał na zirytowanego.

— Nie pogrywaj sobie ze mną. Doskonale wiesz, dlaczego w rzeczywistości muszę z tobą porozmawiać. Wiem, co się dzieje.

Snape poczuł, jak jego żołądek opadł i po raz pierwszy spojrzał na Lupina z czymś co przypominało prawdziwy strach. Wilkołak nie mógł wiedzieć. Potter nie mógł być taki głupi, by powiedzieć mu, ale Severus wątpił w to, że Lupin byłby tak spokojny, gdyby chodziło o jego pseudo-chrześniaka. Z drugiej strony, Lupin był często spokojny w najbardziej dziwacznych okolicznościach, więc może podchodził do tego z chłodną postawą. Severus zwalczył mizerne poczucie winy.

— Rozumiem. Wiesz?

Severus wolałby wiedzieć, czy mężczyzna planował rozerwać go na strzępy podczas następnej pełni. Gdyby wiedział, że i tak miałby umrzeć, Severus czuł, że poważnie rozważyłby wślizgnięcie się pewnej nocy do dormitorium Gryfindoru, żeby porwać Harry’ego i go posiąść. Jeden raz na pewno nie zrobiłby chłopcu wielkiej krzywdy. Prawda?

— Wiem, że jesteś opiekunem Slytherinu, wiem, że twoje zadanie polega na szpiegowaniu i pilnowaniu Śmierciożerców oraz ich dzieci. Wiem, że twoim zadaniem jest poinformowanie nas o działaniach Voldemorta.

Severus skrzywił się.

— Po pierwsze, chcę abyś wiedział, że nie każde dziecko ze Slytherinu jest krwiożerczym potworem, a nawet ci, którzy mogą być, niekoniecznie są zatrudnieni przez Czarnego Pana i nie zasługują na to, aby byli sądzeni za to, kim są w tak młodym wieku. Nie zasługują na piętno lub wygnanie, które pochodzi z bycia niebezpiecznym przestępcą, kiedy nie są jeszcze mądrzy ani wystarczająco dojrzali, aby zdali sobie sprawę z różnicy między rzekomym „światłem”, a wielką złą „ciemnością” Po drugie, nie sądzę, że Czarny Pan uknuł jakiś zły plan, który tylko Draco Malfoy mógł wykonać, nie mówiąc już o tym, że polegałby na ujawnieniu preferencji seksualnych chłopca-który-przeżył. Lub jeśli inaczej to spojrzeć, zaszantażować go, by do niego przyszedł. Jestem pewien, że Draco nie miał naprawdę podstępnego planu. No cóż, nie więcej niż miał w twoim przypadku twój kochany Syriusz Black.

Lupin zarumienił się.

— Przypuszczam, że masz rację, co do dzieci w domu Slytherina. Zagalopowąłem się sugerując, że oznacza to bycie złym, ale wierzę, że możesz mylić się co do Voldemorta, a nawet jeśli nie, to Malfoy mógłby teraz próbować uzyskać jego pomoc, z powodu niesłusznie urażonej szkolnej dumy i zemsty. I nie masz racji, jeśli myślisz, że nie jest niebezpieczny. Ma zbyt dużo szacunku do siebie samego i to bez powodu. Ten rodzaj dumy jest zawsze niebezpieczny.

— Dobrze. Jeśli naprawdę sądzisz, że Voldemort mógł być zaangażowany w dzisiejsze małe fiasko, to jak najszybciej zaaranżuję spotkanie, by o tym porozmawiać, a choć z pewnością nie przyzna mi się do tego, będę mógł się wiele dowiedzieć widząc jego reakcję na te informacje. — Westchnął ze zmęczeniem. — W każdym razie spodziewałbym się, że ogłosi taką rzecz. — Lupin z powagą skinął głową. — Będziesz musiał ponownie przejąć areszt, jeśli będziesz tutaj — dodał Severus.

— Przepraszam, ale mam wkrótce wyjechać z kraju. Nie powinienem tu teraz być, ale nie mogłem pozwolić, by Harry sam się z tym zmierzył.

Severus słysząc to burknął markotnie.

— Przypuszczam, że zawsze Filch stanowi jakąś opcję. W każdym razie, nie zamierzam tracić więcej nocy — ciągnął dalej, tak jakby starał usprawiedliwić swoją nieobecność.

Remus poczuł się źle ze względu na dzieci i przyłapał się na tym, że już planuje wysłanie listów i zmianę swoich planów.

— Jeśli to tylko dzisiejszy wieczór, to przypuszczam, że mogę zostać tak długo — ustąpił. — Ale kiedy odejdę, to masz czuwać nad Harrym. Nie, nawet nie zaczynaj, bo nie mam zamiaru tego słuchać. Syriusz jest… martwy, tak jak i James. Jestem kiepskim substytutem każdego z nich, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że prawie nigdy mnie nie ma. Nie proszę, abyś był dla niego ojcowską figurą, czy cokolwiek innego.

Cholerny Lupin. Pilnowałem go bardziej niż ktokolwiek. Na pewno nie potrzebuję, żeby mi o tym mówiono.

— Miałeś najbystrzejsze oczy ze wszystkich osób na naszym roczniku i żądam, żebyś obiecał, że utrzymasz swój wzrok na nim oraz na wszystkim, co może mu zaszkodzić, podczas gdy mnie tu nie ma. Nawet nie myśl o odmowie — dodał stanowczo.

— Z pewnością nie będę celowo odwracał się plecami, kiedy chłopiec będzie umierał… — powtórzył Snape —…ale lepiej, żebyś pamiętał, jakim jest ziółkiem. Cóż za nieszkodliwym, psotnym, śliczną małą poszukiwaczem przygód dla ciebie. — Słodkim dla kogo, Severusie? — A frustrującym, ryzykownym, powodującym zatrzymanie serce z powodu swoich przygód dla mnie. Zakłada tę pelerynę i robi wszystko, co mu się podoba. Przechodzi przez piekło, głęboką wodę lub przekleństwa. Nie bierze tego na poważnie. Jestem po prostu za stary, by za nim nadążyć.

Snape odetchnął, zastanawiając się nad tym. Czyż nie była to najprawdziwsza prawda?

Lupin westchnął.

— Porozmawiam z nim o tym. Jeśli coś wiem, to jak poradzić sobie z ogromną ilością winy. I chociaż jest impulsywny, to nie jest naiwny. Doskonale wie, do czego zdolny jest Voldemort. Często widział skutki jego działań. Ale masz absolutną rację. Będzie nas czekać długa rozmowa.

— Sam widzisz. Sam Merlin wie, że próbowałem wszystkiego, co tylko mogłem wymyślić, ale z pewnością mnie nie posłuchał.

Severus musiał zagryźć wargę, by nie dodać „niemożliwy chochlik”, ponieważ wiedział, że kiedy to powie, zabrzmi to jak czułość. Może tak było.

— Może pójdziesz ze mną… — zasugerował Lupin —…kiedy będę z nim rozmawiać. Jeśli powiem mu w twojej obecności, że oczekuję od niego szacunku do ciebie i tego co mówisz, to może zrozumie, że jestem poważny. Poza tym, naprawdę jesteś bardziej spostrzegawczy niż ja, jeśli chodzi o ludzkie reakcje i chciałbym móc po tym usłyszeć twoją opinię o tym, czy Harry zrozumiał to, co powiedziałem i miałem na myśli.

Więcej czasu spędzonego z Harrym, co za radość. Oczywiście, młodzieniec prawdopodobnie go znienawidził i zasłużył na to. Nie był w stanie spojrzeć mu w oczy, odkąd to się stało. Chłopiec był zbyt łatwy do odczytania, a ból był większy niż Severus mógł znieść.

— Dobrze — westchnął i z zadowoleniem zauważył, że było w tym słychać niechęć. Byłoby wystarczająco źle, że było mu źle z powodu tego wszystkiego. Nie zniósłby, gdyby ktokolwiek wiedział o jego uczuciach. — Jeśli tak bardzo nalegasz.

OoO

Ron i Hermiona przez jakiś czas mieli przerwę od problemów Harry’ego, ponieważ podczas lunchu Seamus przyciągnął go, by spotkał się z „niektórymi innymi wróżkami”. Najwyraźniej czuł się trochę źle, gdy zareagował tak nieprzyzwoicie na wielką mowę Harry’ego i próbował mu to wynagrodzić. Seamus — inny Gryfon na tym samym roku, co Harry, i ktoś, kto wychował się z jednym mugolskim rodzicem — był w Hogwarcie idealnym przewodnikiem po świecie gejów.

— Czy jest nas wielu? — zapytał Harry z zainteresowaniem. Nigdy nie wyobrażał sobie, że będzie miał rozmowę tego typu.

— Nie. Garstka z każdego domu jest homo i „kilka wyjątków ze Slytherinu”, ale jak mówiłem, nie są „gejami”, tylko po prostu „upośledzeni moralnie”. Będą pieprzyć wszystko, co nie ucieka na drzewo. Och, Jack! Harry, to mój chłopak. Myślę, że już go poznałeś.

Uśmiechnął się szeroko, gdy Harry otworzył szeroko oczy ze zdziwienia.

— Też jesteś gejem?! — wykrzyknął bez zastanowienia. Zastanowił się nad tym. Jednym z tych, którzy byli wygodni z innymi nazywającymi ich wróżkami. — Och, ale większość Ślizgonów to robi? Te gejowskie rzeczy.

Jack kiwnął poważnie głową.

— Chociaż wątpię, czy jestem równie melodramatyczny jak ty — odparł. — Tak naprawdę nigdy bym tego nie odgadł. Tak dobrze to ukrywałeś… Wyobrażam sobie, że okropne, wielkie niczym na słonia ubrania były częścią przykrywki?
Harry pochylił głowę, krzywiąc się.

— Nie. To wszystko, co mam.

— Na pewno będziemy musieli coś z tym zrobić — odpowiedział Jack.

Harry podniósł wzrok i zobaczył, że chłopak uśmiecha się szeroko, a jego piwnych oczach widoczny jest dobry humor, gdy Seamus zdecydowanie kiwnął głową.

— Co masz na myśli?

— Nie możemy pozwolić, byś wyglądał w ten sposób — wyjaśnił Seamus. — Jesteś jednym z nas. Musisz wyglądać absolutnie zaje....

— olśniewająco… — wtrącił się Jack.

— Bo to jak wyglądasz, będzie miało wpływ na nas wszystkich. Również prezentowany przez ciebie wygląd będzie wpływać na to, jak my wszyscy jesteśmy postrzegani.

Harry właśnie tego potrzebował. Jeszcze większej presji.

— Ponieważ jestem chłopcem-który-przeżył — mruknął ponuro.

— Nie — odparł stanowczo Seamus. — Ponieważ jesteś wróżką. Mamy obraz tego jak jesteśmy postrzegani do utrzymania! Szczerze mówiąc, teraz obniżasz wartość całej okolicy, ale nie martwcie się. Dostaniemy książkę o tym czy coś innego… A teraz chodź, są jeszcze inni geje do spotkania.

OoO

Po wprowadzeniu Harry’ego do wszystkich, Seamus wyznaczył wróżkowego chłopca, aby usiadł koło niego na każdych zajęciach i wyjaśnił wszystko. Pomimo wszystkiego, przerwa na lunch nie trwa nieskończenie długo, a Harry miał mnóstwo pytań kotłujących się w głowie.

Pod koniec zajęć, Harry miał trudności z przyswojeniem wszystkiego, co mu powiedziono. Dowiedział się, że w każdym domu jest kilku gejów i nikt nie zastanawia się nad tym, że zbierają się razem w interesach i spędzają razem noc. Większość z nich uznała Harry’ego za czarującego i jego mowę za bardzo zabawną. Ich „interesy”, na które się powoływali, były jeszcze bardziej szokujące. Istniała grupka chłopców, którzy żartobliwie nazywali się „Czerwonymi Kapturkami”, lub bardziej swojsko „Czerwonymi” z powodu ich zainteresowania, nie kto innym, a samym profesorem Lupinem. Umysł Harry’ego miał zwarcie, by uchronić go przed traumą, która mogłaby go prześladować aż do późnego wieku, i odmówił przetworzenia informacji, że mężczyzna, który przejął obowiązki jego ojca chrzestnego, może być pociągający. Była mniejsza grupa nazywana „Czarnymi Ptakami”, która miała obsesję na punkcie Snape’a. Harry nie spotkał żadnego z ich członków, ale nie był zaskoczony, słysząc, ze większość z nich była Ślizgonami i zdaniem Seamusa, masochistami. To było prawdziwe zaskoczenie, gdy to usłyszał. Z jednej strony była to ulga, wiedzieć, że nie był kompletnym wybrykiem natury, ale z drugiej, jak śmieli fantazjować o jego… cokolwiek. Ale jeśli ktokolwiek z nich położyłby dłonie na Severusie, to zapłacą.

Ostatecznie, Harry nauczył się więcej w ciągu jednego dnia, niż kiedykolwiek wcześniej. Został również upomniany przez dwóch nauczycieli (Binns i McGonagall) za rozmowę podczas, gdy próbowali prowadzić zajęcia. Po prostu nie mógł się powstrzymać. Było tyle rzeczy, o których nie wiedział i tyle szokujących, z jakimi się zmagał, że naprawdę nie mógł skoncentrować się na lekcjach. Był głęboko wdzięczny, że przynajmniej nie miał dzisiaj eliksirów, chociaż wiedział, że później będzie musiał stawić czoło Snape’owi. Miał nadzieję, że ten człowiek będzie dobry i nie w humorze. Miał dość mdłej fasady Severusa. Miał nadzieję, że uda mu się przekonać profesora, żeby na niego krzyknął, a jeszcze lepiej znieważył.

Spotkał się z Ronem oraz Hermioną na kolacji i omówił z nimi niektóre rzeczy, których się nauczył. Ron przyjmował to wszystko najlepiej jak mógł. Po prostu dawał znać przyjacielowi, kiedy temat stawał się zbyt przerażający lub szczegółowy, poprzez zasłonięcie uszu dłońmi i głośnym śpiewem. Hermiona uderzyła go kilka razy, próbując go powstrzymać, ale Harry nalegał, że mu to nie przeszkadza. Chociaż w ostatecznym rozrachunku odpędziło to wszystkich siedzących w pobliżu.

W większej części, zarówno Ron jak i Hermiona odczuli ogromną ulgę. Oboje mieli pytania i uwagi, ale nie było tak źle, jak Harry na początku sądził. Niektórzy uczniowie nawet go wspierali, chociaż jak zauważył, Ron musiał przekląć dwie osoby i uderzyć jednego Ślizgona w nos. Hermiona właściwie nikogo nie uderzyła, chociaż zapewniła Harry’ego, że każdy, kto będzie narzekał do niej, otrzyma dobry, staromodny, dezaprobujący wykład.

OoO

Kiedy ich trójka, w towarzystwie Ginny, Seamusa i Colina Creevy’ego, wreszcie weszła na górę, zwolniła swój krok, gdy zobaczyła nieznaną postać ubraną na czarno, opartą niedbale o ścianę obok portretu Grubej Damy. Cóż, w każdym razie kogoś, kto nie był widziany przed pokojem wspólnym Gryffindora. Stojąc z jednym ramieniem opartym o ścianę, z nogami skrzyżowanymi w kostce, jakby rywalizując o nagrodę „Najbardziej Stylowego Próżniaka” uśmiechając się jak kot z Alicji, znajdował się Blaise Zabini.

Seamus i Hermiona wymienili porozumiewawczy uśmiech. Blaise zaczął iść w stronę Harry’ego. Dziewczyna pociągnęła Rona za ramię, mówiąc:

— Zostawmy ich w spokoju, dobrze? — Co spowodowało kolejną rundę śpiewania „Laska maga ma na czubku gałkę, podczas, gdy Ron, kuląc się zakrywał uszy. Kiedy Hermiona przeciągnęła go przez otwarte wejście, Harry niewyraźnie usłyszał, jak powiedziała coś w stylu: — Rozumiesz konotację tej piosenki? Bo tak naprawdę…” — Po czym nastąpił zduszony krzyk Rona, przytłumiony przez portret, który ukrył wejście do wieży.

— Ech… Cześć — powiedział Harry, przełykając kilka razy.

Blaise był niższy niż on, więc dlaczego, do licha, Harry czy się tak onieśmielony? Poza niepokojącym uśmiechem, nie było nic niebezpiecznego w Ślizgonie. Jego ciemne loki otaczały twarz niczym aureola, a jego szerokie, niebieskie oczy, ciemne rzęsy i doskonała cera służyły jedynie podkreśleniu jego niewinności. Był naprawdę wspaniały. Harry miał trudności walcząc z hormonami, żeby kontrolować swoje ciało. Cofnął się nerwowo.

— Cześć, Harry — odpowiedział cicho Blaise, a Harry nie mógł powstrzymać dreszczu. To był ten chłopak, o którym tak wielu pisało na ścianach w łazience? Ten, który ma reputację tak wielką, jak sam Hogwart? Harry nie mógł w to uwierzyć. Wcale nie znał dobrze Blaise’a, ale wyglądał jak bożonarodzeniowy anioł. Ubrany w dość ciasne, czarne spodnie, ale wciąż anioł. — Słyszałem, co powiedziałeś o mnie podczas śniadania. — Nadal zbliżał się do niego, podchodząc bliżej, a Harry cofnął się bez zastanowienia, aż znalazł się naprzeciwko przeciwnej ściany. Blaise posłał mu dość zalotny uśmiech. — Czy miałeś to na myśli?

— Ech. — Łał. Harry nie był pewien, czy w ogóle zdoła wypowiedzieć jakieś słowa. Dłonie mu się pociły i nie mógł zaprzeczyć, że był podekscytowany, że jeden z najgorętszych facetów w Hogwarcie zwracał na niego tak baczną uwagę. Inna jego część odczuwała ogromne poczucie winny, ponieważ pragnął Severusa. Tylko Severusa i nikt inny nie mógłby zająć jego miejsca. — Cóż, jasne — powiedział z większą pewnością siebie niż posiadał. — Kto nie sądzi, że jesteś gorący? W przeciwieństwie do Malfoy’a nie byłeś nigdy dla mnie okropny.

Blaise uśmiechnął się leniwie i pochylił się do przodu, opierając dłoń na ścianie obok głowy Harry’ego, któremu przyszło na myśl, że między nimi był niecały metr, który mógłby zostać łatwo zniwelowany.

— Masz na myśli, zmuszenie cię do ujawnienia się przed całą szkołą? — odpowiedział złośliwie Blaise.

Jesteś pewien, że Severus jest tym, którego chcesz? — odezwał się zdradziecki głosik w głowie Harry’ego. — Chociaż on nigdy nie będzie chciał cię w zamian?

— Ech. Tak. Coś w tym stylu. Lub nazywanie mnie upokarzającymi rzeczami, takimi jak „Gryffońska dziwka”. — Harry, nieco zdyszany, zgodził się z nim.

— Mmm, albo wywieszanie w wspólnym pokoju Slytherinu  pergaminów z twoim odręcznym pismem, głoszącymi że czujesz miętę do jakiegoś anonimowego mrocznego Ślizgona? — Blaise przygryzł uwodzicielsko dolną wargę.

Och, Boże — pomyślał Harry.

OoO

Snape wraz z Lupinem skręcił za róg i niemal zatrzymał się jak rażony piorunem, gdy zobaczył roztaczający się przed nim obraz. Harry przyciśnięty do ściany i przytłaczającego go ofensywnie Blaise’a, który pochylał się nad nim w niewielkiej odległości i przechyloną głową, by móc spojrzeć w oczy drugiemu chłopakowi z tym swoim cherubinowym, fałszywym uśmiechem na twarzy. Dobrze. To nie powinno być zaskoczeniem. Chłopak nie był nazywany za nic Ślizgońską dziwką. Severus zacisnął mocno usta. Zabini’ego czekała niespodzianka, jeśli uznawał się za wystarczająco sprytnego, by znaleźć się w łóżku Pottera. Harry czasami cierpiał na ataki debilizmu, ale Severus był pewien, że nie był zupełnym kretynem. Snape patrzył, jak Zabini bezmyślnie zatrzepotał rzęsami i okręcił kosmyk włosów wokół palca dłoni, którą nie ograniczał drogi ucieczki Harry’emu.

Och, to prawda. Jestem całkowicie nieszkodliwy. Ach. Każdy mógłby przejrzeć tą oczywistą nieszkodliwość — pomyślał Snape.

Snape poczuł, jak skręca mu się żołądek, gdy Harry przestąpił z nogi na nogę i w odpowiedzi zafundował Zabini’emu, nieśmiały, krzywy uśmiech.

Cóż, może nie „każdy”. Co jest najlepszą i najgorszą cechą Harry’ego. To absolutnie irracjonalne pragnienie ujrzenia dobroci w najgorszych ludziach. Takich jak ja.

— Ech, Harry? — Lupin przerwał to, odchrząkując. Chłopiec drgnął z poczuciem winy. — Muszę z tobą porozmawiać.

Severus zaplótł gwałtownie ramiona na piersi, by powstrzymać wściekłą, całkowicie nieuzasadnioną zazdrość. Nie miał do tego prawa. Musiał ciągle sobie o tym przypominać.

— W porządku, profesorze. To znaczy Lupin. Remusie — poprawił się Harry, czując się jak kompletny osioł.

Było to trudniejsze, niż miało prawo być, ale czy ktoś mógł mieć do niego pretensje, że nie było mu łatwo myśleć przy mężczyźnie, którego kochał i najpiękniejszym chłopaku w szkole stojącymi tam i patrzącymi na niego? Cóż, naturalnie, Severus się krzywił. Harry był niezmiernie z tego zadowolony.

Próbował wyglądać na wyluzowanego, kiedy uśmiechnął się do Remusa. Lupin przeniósł swój wzrok z Harry’ego na Blaise i odchrząknął. Seveus zaczął iść groźnie w kierunku Pottera, ale Lupin położył dłoń na jego ramieniu i to powstrzymało mistrza eliksirów.

— Jeśli nie masz nic przeciwko temu, najpierw zamienię kilka słów z profesorem Snapem — powiedział, a Harry pokiwał niepewnie głową.

— Być może nie był to najlepszy pomysł. — Remus powiedział Severusowi. — Wygląda na to, że Harry posunął się znacznie dalej, niż się spodziewałem i sądzę, że po prostu dam mu rozmowę o tym. Wiem, że są bardziej wyrafinowani niż my byliśmy w ich wieku, ale jestem prawie pewien, że Harry nie jest tak doświadczony jak Blaise Zabini. Dlaczego nie miałbym załatwić tego wszystkiego i później przyjść do ciebie, by opowiedzieć, jak to się skończyło?

OoO

Harry patrzył, jak Remus nachylił się i jeszcze raz szepnął coś do ucha Snape’a. Czuł rosnące napięcie w brzuchu. O co chodzi? Snape tylko z irytacją pokiwał głową na słowa Remusa i zaczął odchodzić. Podniecenie Harry’ego odrobinę opadło.

— Spójrz, Harry, lepiej będzie jak pójdę — powiedział Blaise. — Ale możemy, ja… mu… no wiesz, zobaczymy się jutro?

Harry zarumienił się i żałował, że nie ma większej kontroli nad sobą. Musiało istnieć jakieś zaklęcie! Pierwszą rzeczą jaką zrobi jutro, będzie szukanie go.

— Och! Pewnie. Ja, um, chciałbym… — odpowiedział zaskoczony, gdy zdał sobie sprawę, że to była prawda.

Blaise puścił do niego oko, zanim oddalił się. Harry patrzył z podziwem, gdy odchodził.

OoO

Gdy Severus oddalił się, nie mógł powstrzymać się od spojrzenia za siebie. I tak Harry nie patrzył. Był… no cóż. Wpatrujący się w dość dobrze ukształtowaną część anatomii Zabini’ego, gdy chłopiec sunął ku lochom, wybierając alternatywną trasę, niż tą którą wziął Severus. Zatem, jeden z nastolatków nie był nieświadomy. Nie ten, o którym myśleli. Całą drogę powrotną do swoich pokoi szedł z chorym uczuciem niezadowolenia. Gdy dotarł na miejsce, wypił prawie całą butelkę dżinu.

Kiedy leżał w łóżku, obrazy Harry’ego wciąż pojawiały się nieproszone w jego umyśle. Harry uśmiechał się do niego. Śmiał się. Wyglądał na przestraszonego, zdyszanego i rozkosznego. Usta Harry’ego na jego. O Boże. Musiał przestać to robić.

— Nie jestem rozpustnym zboczeńcem — pijany, oznajmił głośno.

Jego lustro, które było pod każdym względem Ślizgonskim lustrem, a więc bardziej cyniczne i bezwzględne niż większość ludzi, natychmiast odpowiedziało:

— Um. Dalej to sobie powtarzaj.

Severus prychnął.

— Czy kiedykolwiek słyszałeś wyrażenie „siedem lat pecha”? — warknął.

— A czy ty kiedykolwiek słyszałeś wyrażenie „duży odłamek szkła w gałce ocznej”? — zrzędziło pogardliwie.

Severus chrząknął gniewnie. Położył poduszkę na głowie, usiłując zasnąć.

___________________________________

2019 rok
Opublikowałam 4 rozdziały
Opublikowałam 0 miniatur
Rozpoczęłam 0 opowiadań
Zakończyłam 1 opowiadanie
Powrót do góry Go down
Lampira7
Bard
Bard
avatar

Female Liczba postów : 385
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: Re: [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]   Pon Wrz 17 2018, 17:58

Rozdział 24: Zakręcone umysły skręcone wiatrem

Harry, czując się dziwnie, wszedł za Remusem do pokoju wspólnego. Blaise Zabini był… cóż, pewnym sobą. Na pewno wyglądało to tak, jakby… z nim flirtował. Harry nie wiedział, co o tym myśleć. Był jednocześnie zaintrygowany, jak i przerażony. Chłopak był Ślizgonem, jak Malfoy, ale także jak Severus. I był dla Harry’ego milszy niż każdy z nich. Jeśli Severus naprawdę go nie chciał… ale nie. Sposób, w jaki serce Harry’ego boleśnie się zacisnęło, jasno dawało mu znać, że nie miało to znaczenia. Nie mógł przestać kochać Severusa, nawet jeśli sam mężczyzna nigdy by go nie obdarzył cieplejszym uczuciem. Zastanawianie się nad mistrzem eliksirów zniszczyło jego entuzjazm i sprawiło, że znów był nieszczęśliwy i niepewny. Na serio myślał, że czarodziej mógłby posiadać… jakieś, niewielkie zainteresowanie nim. W innym przypadku, nie mógł zrozumieć, czemu mężczyzna go pocałował! Dłonie w jego włosach mogły być przez niego wymyślone, ale pocałunek! To była najbardziej realna i niesamowita rzecz, jakiej Harry kiedykolwiek doświadczył. Ten człowiek musiał cokolwiek poczuć.

Remus poprosił go o prywatną rozmowę w jego pokoju, więc Harry zdziwiony pośpiesznie się tam udał. Dlaczego Remus przyprowadził ze sobą Snape’a, a później go odesłał? Co szeptał do mistrza eliksirów? Dlaczego Severus odszedł, nie komentując nawet zachowania Lupina? Patrzył na Remusa, gdy ten z niepewnością usiadł przed nim.

Lupin zdawał się wpatrywać w niego tymi jasnymi, piwnymi oczami przez długi czas, zanim zadał niespodziewanie pytanie:

— Harry, czy wiesz, skąd biorą się dzieci?

Harry przez chwilę był po prostu zszokowany. Potem padł na podłogę, śmiejąc się do upadłego. Usłyszał zmęczone westchnięcie Lupina, ale upłynęło jeszcze trochę czasu, zanim zdążył się opanować.

— Mój Boże — sapnął, ocierając łzy. — To najśmieszniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek powiedziałeś. Po prostu nie mogę w to uwierzyć. Tak, wiem. Wiem skąd pochodzą — odpowiedział między napadami śmiechu.

— Harry… — upomniał go Remus, brzmiąc na zmartwionego. — To naprawdę bardzo ważne. Proszę, postaraj się być dojrzały w tej sprawie.

Harry kiwnął głową. Zanim się odezwał, odetchnął kilka razy.

— Lupinie… nie musisz mnie uświadamiać o seksie. Um. Mam na myśli, żadnych podstaw ani nic takiego. — Zawstydzony, przełknął nerwowo. — To znaczy, wiem, gdzie wszystko ma pójść i… niektóre z miejsc, gdzie może być włożony. — Odwrócił wzrok, rumieniąc się wściekle.

— Tak, cóż, wiedza i doświadczenie to dwie zupełnie różne sprawy. A poza tym, jakakolwiek posiadana wiedza jest tylko tak dobra, jak miejsce z którego ją zdobywasz.

Harry rzucił mu jedno z tych spojrzeń.

— Wiesz, że Ron ma pięciu starszych braci.

— Zdaję sobie z tego sprawę. Przypuszczam, że to dobry początek, ale nie chcę, żebyś był… niedoinformowany. Istnieją konsekwencje eksploracji seksualnej, nawet w czarodziejskim świecie.

Remus spojrzał na Harry’ego, starając się zmusić chłopca do spoważnienia.

— Martwisz się, że skończę w ciąży? — odpowiedział z parsknięciem Harry. — Nie. Wiem, o co ci chodzi. To po prostu… łał, to jest naprawdę dziwne. To znaczy, to wszystko. Nie myślałem, że usłyszę coś takiego z twoich ust, ale cały dzień był surrealistyczny.

— Zdaję sobie z tego sprawę. Robię to po części dlatego, że… To dlatego, że… Pan Zabini jest… — Harry zaczerwienił się jeszcze bardziej, niż wcześniej. Remus dawał mu wykład na temat seksu z powodu Blaise’a Zabiniego? Czy naprawdę sądził, że Harry mógłby… cóż, biorąc pod uwagę okoliczności. Co więcej, czy to znaczyło, że sądził, iż Blaise mógłby…? Łał. — Wiele się zmieniło, odkąd byłem w twoim wieku. Kiedy po raz pierwszy powiedziałem moim przyjaciołom, że jestem gejem byli… pamiętaj, że było to inne miejsce i czas, niż w twoim przypadku, ale nie przyjęli tego tak dobrze, jak twoi.

— Mój tata był wściekły z tego powodu? — Harry zastanawiał się. To było coś, o czym dużo myślał.

— Niezbyt… Był bardziej… zadowolony, że ma mniejszą konkurencję w zdobywaniu względów kobiet. Przypuszczam, że sądził, że Lily coś do mnie czuła we wcześniejszych latach. Może tak było, szczerze nie wiem. Ale w każdym razie, musiał prześcignąć w tamtym czasie Syriusza, który był przez wielu uważany za kogoś, za kim szalała połowa szkoły. Dlatego też twój ojciec był z tego naprawdę bardzo zadowolony. Szkoda, że musiał to również wyrażać w bardzo głośny sposób. — Uśmiechnął się lekko na pytające spojrzenie Harry’ego. — Ach. Jeśli dobrze pamiętam, to było podczas kolacji w Wielkiej Sali, tuż po zaklęciach, kiedy twoja matka weszła do pokoju i krzyknął: „Hej! Evans! Czy wiesz, że Remus Lupin jest gejem kochającym męskie tyłki?” Wiem, że jadłem wtedy puree ziemniaczane, bo uderzyłem głową w stół i skończyłem z pokrytą nimi twarzą. Tak, podsumowując, to był dobry wieczór.

Harry był przerażony.

— Co powiedzieli inni? Co Syriusz powiedział?

— Cóż, Jamesowi udało się przekonać większość uczniów, że to tylko żart, więc nie zrobił jakieś wielkiej szkody, ale przeżyłem mnóstwo dokuczania. Nie byłem gotowy się ujawnić. Przynajmniej nie w tym wieku, nie mówiąc już o ogłoszeniu tego publicznie przed ukończeniem szkoły. A co do Syriusza… cóż, w tym czasie nie rozmawiał ze mną, więc nie był obecny podczas tego ogłoszenia. Nie było mu łatwo tego zaakceptować. Dopiero po kilku tygodniach, gdy zaczął się w końcu do mnie ponownie odzywać, przyłapał mnie, jak całowałem Severusa Snape’a.

Harry’emu opadła szczęka, a jego oczy wyszły na wierz. To mogło wydawać się komiczne komuś innemu, ale nie Harry’emu, ponieważ czuł zbyt wielkie zdumienie i zazdrość, by rozważając własną reakcję, a co dopiero Lupina, który był zapatrzony we wspomnienia i mimo wszystkiego, przeżywał bardzo bolesny i kłopotliwy moment.

— Er… To po prostu… stało się. Byliśmy partnerami na eliksirach i dobrze się dogadywaliśmy, jak przypuszczam, bo mówimy tu o Severusie Snape… i od czasu do czasu siedzieliśmy razem w bibliotece… i nie wiem, tak się stało. Nie sądzę, żeby którykolwiek z nas sądził, że cokolwiek to znaczyło. To skończyło się bardzo szybko i obaj odskoczyliśmy od siebie. Czuliśmy się niezręcznie i zaskoczeni… a wtedy… Książka spadła ze stołu i obaj podskoczyliśmy ponownie. Powiedział, że musi iść i odszedł, cóż… Wychodziłem i wpadłem na bardzo wkurzonego Syriusza Blacka, który był absolutnie przekonany, że Snape… molestował mnie. Prześladował. Syriusz w odwecie, podstępnie nakłonił Snape’a do pójścia do Wrzeszczącej Chaty. — Remus westchnął. — Syriusz powiedział, że nie miał nic przeciwko temu, kim byłem, ale nie sądzę, że mógłby znieść widok tego, co to oznaczało.

— Syriusz nakłonił Snape’a, żeby to zrobił, ponieważ… ponieważ zobaczył ciebie… całującego go i jego odwzajemniającego się?

Harry wpatrywał się w niego z niedowierzaniem. Przecież mieli się nawzajem nienawidzić. Każdy z nich. Czy może jednak nie?

— Och, Harry — powiedział Remus, źle interpretując zdenerwowanie Harry’ego. — Syriusz nie odrzuciłby cię. Za bardzo cię kochał. To, co zrobił Severusowi wynikało z tego, że był zdenerwowanym, impulsywnym nastolatkiem, ale po tym, jak trochę dojrzał, naprawdę nie miał problemów z zaakceptowaniem mnie lub mojego stylu życia. Nadal byłby z ciebie dumny, Harry.

Harry zamrugał, marszcząc brwi.

— To… dobrze — powiedział powoli, myśląc o innych rzeczach.

Kiedy Lupin przybył dzisiejszego ranka, pierwszą rzeczą jaką zrobił było udanie się wprost do Snape’a. Nawet wcześniej z nim nie porozmawiał. Szli razem po schodach. Lupin położył dłoń na ramieniu mistrza eliksirów, a Snape nawet się nie wzdrygnął. A potem, wilkołak coś szepnął mu do ucha, a Severus odszedł, jak posłuszny baranek. Harry zaczął się wściekać.

— Co jeszcze chciałeś mi powiedzieć? — spytał wprost.

Przyszli, by powiedzieć mu o swoim… związku? Więc on co, poczułby się zrozumiany? Tak jakby miał z kim porozmawiać, jeśli by tego potrzebował? Jak Snape mógł się na to zgodzić, gdy niedawno całował go w szafie? Może dlatego był naburmuszony… bo Lupin zmusił go, żeby to zrobił i martwił się powiedzeniem mu, że… Harry przygryzł mocno wargę, rozmyślając.

Lupin, myśląc, że Harry nareszcie podszedł do tematu z należytą powagą, ledwo to zauważył. Zaczął wyszczególniać przeszkody i zalety, z którymi napotykało się dwóch czarodziejów, zaczynających związek.

Harry prawie nic z tego nie słyszał, chociaż kiwał głową i od czasu do czasu próbował patrzeć na Lupina.

Więc dlatego mnie nie chciał — pomyślał smutno Harry. Przez cały ten czas był zakochany w kimś innym… Jak mógł mi to zrobić? Powiedział, że może stwierdzić, że posiadam do niego uczucia. Jak mógł mnie pociągnąć tą drogą, wiedząc, że przez cały ten czas był… co, sypiając z przyjacielem mojego byłego ojca chrzestnego? Jezusie. Harry poczuł się chory i odwrócił głowę, wiedząc, że Lupin pomyśli jedynie, że był zaniepokojony tematem wykładu. Jeśli faktycznie tak jest, to nie jest w rzeczywistości osobą, w której się zakochałem. Jest tylko nieznajomym, a osoba, którą kocham jest mitem. A potem odszedł, jakby go do kurwy nędzy nawet to nie obchodziło! Cóż, niech tak będzie, Severusie Snape! Jeśli naprawdę jesteś takim kompletnym kutasem, jeśli naprawdę używasz mnie w ten sposób, to w porządku! Może nie będę już o ciebie więcej dbał! Może po prostu zobaczę, czy Blaise jest w stanie wykazać jakieś szczere zainteresowanie!

OoO

Severus obudził się tuż nad ranem, gdy ktoś uderzył głośno do drzwi jego komnat. Wciąż nieco nietrzeźwy, na wpół przytomny i bardzo wkurzony, udał się, by odpowiedzieć na pukanie. Spojrzał mętnym spojrzeniem na wilkołaka, który wpatrywał się w niego z niepokojem.

— Czekałem prawie dziesięć minut! — poinformował go Lupin. — Dlaczego nie odpowiadałeś?

— Spałem — odpowiedział krótko i wrócił do środka, prowadząc Lupina do biura. — Co się stało?

— Cóż… — zaczął Remus, brzmiąc na zadowolonego z siebie —sądzę, że do niego dotarłem! Pod koniec traktował mnie z powagą i powiedziałem mu, że musi cię absolutnie słuchać podczas mojej nieobecności. — Skrzywił się. — Nie podoba mu się to, ale byłem stanowczy! Myślę, że miałem na niego odpowiedni wpływ.

— Hmmm — odpowiedział Severus, a potem ziewnął.

— Boże, Severusie. Mogę poczuć zapach alkoholu w twoim oddechu z odległości… ech, po prostu oddychaj w tamtą stronę. Osobiście mogłem prawdopodobnie wyczuć twój stan z każdego miejsca w zamku. Dlaczego wypiłeś tak wiele? — zapytał tak taktownie, jak tylko było możliwe.

Severus wzruszył ramionami. Nie chciał o tym rozmawiać. Potem uświadomił sobie, że mężczyzna patrzył na niego wyczekująco. Lupin nie zamierzał porzucić tematu.

Ponieważ jestem seksualnie sfrustrowany? Tak, to z pewnością by pomogło. Ponieważ pomogło mi stracić przytomność? To nie było wielką poprawą, ponieważ miałem dziwne sny. Niewyraźne, niepokojące, kalejdoskopowe wizje uczniów w ich pierwszych cielesnych doznaniach… Pana Pottera i mnie podczas gorącego stosunku albo na uwodzeniu się. Jaka była w ogóle różnica… albo to, że wyrywam serce Zabiniego i trzymam je, wciąż bijące, przed jego twarzą…

— Nie jestem pewien — odpowiedział. — Miałem problem z zaśnięciem.

Byłem zbyt zaniepokojony tym, czy Harry będzie nękał mnie do końca życia, każąc mi tęsknić za tym, czego już nigdy nie będę mógł dotknąć. Co za bzdury dzisiaj wymyślasz, Severusie.

— Martwisz się o spotkanie z Voldemortem? — Lupin zapytał ze spokojną uwagą.

Wszechmogący Boże, zupełnie o tym zapomniałem.

— Tak. Przypuszczam, że to mnie kłopotało. A przy okazji, co do licha zajęło ci tak długo? Będę musiał wkrótce wyjść! Bez wątpienia pan Malfoy wysłał sowę do ojca. Jeśli Lucjusz skontaktuje się z Czarnym Panem, to Voldemort będzie wściekły, że pierwszy nie zgłosiłem raportu z tego.

— Kłam więc. — Lupin wzruszył nieznacznie ramionami. — To jest w opisie pracy, czyż nie? Powiedz mu, że Dumbledore cię wezwał, chcąc wiedzieć, jak Malfoy pozyskał te informacje.

— Po prostu genialne. Będzie mógł mi wtedy zadać to samo pytanie. Nie rozumiesz mechaniki radzenia sobie z Czarnym Panem. Nie mogę kłamać, mogę jedynie… być wybiórczy, jeśli chodzi o to, jakie prawdziwe informacje mu podam. I uwierz, to wymaga znacznie większych umiejętności.

Severus lekko się wzdrygnął, na samą myśl o tym.

— Powinieneś się zbierać — Lupin zauważył z pewnym zaniepokojeniem. Severus skinął nieznacznie głową w podziękowaniu i wstał, aby odprowadzić mężczyznę do drzwi. — Harry ma jutro mecz quidditcha — stwierdził wilkołak. — Nie może się tego doczekać. Mam nadzieję, że będziesz tam, aby mieć na niego oko.

— Ponieważ ten mecz jest rozgrywany przeciwko mojemu własnemu domowi, zgłosiłem się na ochotnika do sędziowania. Doskonale zdaję sobie sprawę z nadchodzących zawodów sportowych pana Pottera — odpowiedział Snape z takim entuzjazmem, jaki tylko mógł wywołać.

Remus uśmiechnął się ze znużeniem.

— Powodzenia, Severusie — powiedział i wyszedł w poszukiwaniu swoich komnat, by pójść spać.

OoO

Następnego dnia, Harry obudził się wcześnie rano w dobrym humorze, co wydawało się cudem, biorąc pod uwagę, że nieco ponad dwadzieścia cztery godziny temu był przekonany, że nie przeżyje do tego czasu. Wyskoczył z łóżka i pobiegł pod prysznic. Jego serce biło szybko. Dzisiaj był mecz przeciwko Slytherinowi. Nie mógł przegrać. Podczas ostatnich meczów nie był sobą i właściwie przegrał jeden. Tym razem im pokaże. Pokaże Snape’owi. Temu zimnemu draniowi. Zacisnął zęby na myśl o mężczyźnie, jednocześnie spłukując mydliny. Było to zupełnie odmienne od tego, co zawsze robił, gdy był pod prysznicem i myślał o mistrzu eliksirów. Tak, trzeba iść do przodu. Nigdy więcej żebrania, kopania Harry’ego Pottera, gdy ten był na samym dnie. Od dzisiaj, Harry Potter kontrolował wszystko. Obojętny i znudzony Harry Potter. Właśnie tak.

OoO

Kiedy opuścił razem z resztą drużyny szatnię i ruszyli w stronę boiska, Harry uświadomił sobie trzy rzeczy, w krótkim odstępie czasu. Po pierwsze, Blaise czekał w cieniu tuż przy wyjściu. Po drugie, Snape unosił się na granicy jego pola widzenia, naruszając teren tuż przy drodze. Zbliżał się. Wydawało się, że Severus był niezwykle blady i spięty. Harry wahał się przed długi moment. Znów poczuł ukłucie czułości. Co się stało i jak mógł mu pomóc? Rozważał zawołanie mężczyzny, ale wtedy uświadomił sobie ostatnią rzecz. Miał rozwiązany but.

Gdy się mijali, Blaise odszedł od cienia. Jego szczupła sylwetka wyróżniała się w ciemnościach. Krew Harry’ego popłynęła szybciej przez jego ciało. Gryfon spojrzał na swój but i Ron zatrzymał się, spoglądając na niego.

— Chcesz, żebym na ciebie zaczekał, Harry?

— Nie. W porządku. Za chwilę was dogonię — odpowiedział Harry, klęcząc, by zawiązać sznurówki. Kiedy się wyprostował, Blaise stał tuż przed nim, z rękami za plecami, uśmiechając się łagodnie. Harry niemal sapnął. Czy chłopak nie miał pojęcia o osobistej przestrzeni? — Hej, Blaise — przywitał go, mając nadzieję przyciągającym, swobodnym głosem. — Co tutaj robisz?

Kątem oka zauważył, że Severus zbliżył się jeszcze bardziej. Lupin nie wspomniał, dlaczego Snape odszedł zeszłej nocy, ale Harry był niemalże pewien, że tylko dlatego, że wilkołak uświadomił sobie, jak bardzo Harry nie lubił tego człowieka. Co stało się dosyć trafnym opisem.

— Och, wiesz. To ważny mecz i wszystko. Również przeciwko Draco. Poza tym, co wydarzyło się wczoraj, pomyślałem, że możesz się trochę denerwować, więc postanowiłem przyjść i życzyć ci szczecią. — Zarumienił się uroczo, a umysł Harry’ego został zdmuchnięty. Łał! Chociaż raz, ktoś zarumienił się z jego powodu. — Pomyślałem, że jeśli to zrobię, to mogę skończyć jako parias, wiesz, skoro jestem Ślizgonem.

— Och! — powiedział Harry z lekkim westchnięciem. — Rany. To bardzo miłe z twojej strony.

Bardziej, jak podstępnie z twojej strony — uznał wściekłe Severus. Za każdym razem, kiedy widział tego gnojka, nienawidził go coraz mocniej. Diabelnie dobry, mały aktor. A ten rumieniec został zagrany! Szli teraz w jego stronę, ale byli tak pochłonięci sobą, że nie zważali na nic wokół. Harry przejdzie obok mnie, zapominając o moim istnieniu — pomyślał beznamiętnie. Ale potem zatrzymali się, kilka metrów dalej.

— Nie powinienem ci już dłużej towarzyszyć — powiedział z żalem Blaise. — Ale przyjdę obejrzeć mecz, po tym jak dojdziesz na boisko — zaproponował.

— W porządku. — Harry uśmiechnął się. — Komu będziesz kibicować?

Blaise odwrócił się.

— Nie będę nikomu kibicować. Żadnych wiwatów. — Harry, słysząc to, pomachał na pożegnanie, a potem odwrócił się, by odejść, ale wtedy drugi chłopak złapał go za ramię. — Poczekaj. Nie mogę ci kibicować, ale mogę dać ci coś na szczęście — zaproponował.

— Tak?

Harry uniósł brwi. Blaise przez większą część czasu trzymał ręce za plecami. Harry słyszał początek wiwatów. Inni zawodnicy weszli już na boisko. Zastanawiał się, co Zabini mógł mu dać. Zaniemówił, kiedy Ślizgon chwycił kołnierz jego stroju do quidditcha i przyciągnął go do bardzo namiętnego pocałunku.

Severus chciał krzyczeć, wrzeszczeć i zaspokoić swą niezmiernie nieubłaganą żądzę krwi. Ten hultaj właśnie chwycił Harry’ego i wetknął swój język do jego gardła.

Czy nawet nie widzi, jak bezczelny… jak, jak wyuzdany, podstępny, pozbawiony skrupułów, po prostu obrzydliwy… czy nie widzi jak głupio łatwa jest ta mała lafirynda?

Snape przygryzł wnętrze policzka, aż poczuł smak krwi, próbując oddychać równomiernie, grzmiąc, krzycząc, płacząc i krwawiąc wewnętrznie przez cały czas.

Kiedy Blaise „ostatecznie” wycofał się, zrobił to w bardzo leniwy sposób, ciągnąć za sobą dolną wargę Harry’ego tak daleko jak mógł. Potter znajdował się w całkowitym oszołomieniu. Nie pamiętał, żeby kiedykolwiek coś takiego mu się przydarzyło. Powoli przyłożył dłonie do twarzy, dotykając palcem swojej zmaltretowanej wargi. Czyli to takie było uczucie. Różniło się od pocałunku Snape’a, ale wcale nie było tak źle. Jego wzrok ponownie zaczął się skupiać i zobaczył przed sobą Blaise’a wyglądającego na zadowolonego z siebie. Najwyraźniej czegoś oczekiwał.

— Łał — powiedział szczerze Harry. — To było… To było po prostu… Łał.

Spóźniłeś się na mecz, panie Potter. Co oznacza, że rozpoczęcie go zostało opóźnione z twojego powodu. Minus pięćdziesiąt punktów dla Gryffindoru za marnowanie mojego czasu.

Harry usłyszał za plecami odrażająco okrutny głos Severusa, a to z jakiegoś powodu sprawiło, że się uśmiechnął.

Severus patrząc, jak olbrzymi, głupkowaty uśmiech pojawia się na twarzy Harry, stracił wszelką zdolność do gniewu. Po prostu zniknął, pozostawiając po sobie ogromną, bolesną pustkę.

Ten rodzaj szczęścia pochodzi tylko z jednej rzeczy.

Harry, wciąż uśmiechając się głupio, zrobił krok w tył i skończył na swoim tyłku. Przez chwilę wyglądał na zaskoczonego, po czym spojrzał na swoje stopy i zobaczył, że jego but był ponownie rozwiązany. Spojrzał na Blaise’a, który uśmiechnął się szeroko. Harry odwzajemnił uśmiech i bezradnie wzruszył ramionami. Zawiązał jeszcze raz but i wstał. Odwrócił się, żeby odejść, sądząc, że słyszy, jak Blaise szepcze, i poczuł, że jego sznurówka znowu się rozwiązała. Pochylił się, by się nią zająć i obejrzał się przez ramię na chłopaka, który wciąż miał różdżkę wycelowaną w stopy Gryfona. Czyli to właśnie miał za plecami. Harry spodziewał się, że będzie wyglądać na winnego, gdy został przyłapany, ale kiedy Harry wstał i obdarzył go spojrzeniem, Blaise po prostu mrugnął sugestywnie, po czym odszedł swobodnym krokiem, by znaleźć wolne miejsce na trybunach. Harry, potrząsając głową, roześmiał się i również odszedł, by dołączyć do reszty drużyny. Wygrana czy przegrana, kogo to obchodziło. Już latał.

Severus, pokonany, obserwował to wszystko w ciszy. Voldemort myślał, że wiedział, jak ranić ludzi. Tak. To było gorsze od jakiegokolwiek bólu, jaki Czarny Pan mógł mu zadać. Pomimo wielu, wielu lat, podczas których, dzięki pysze i silnej woli, nie uronił łzy, to patrząc, jak Harry beztrosko odchodzi w przyszłość, Severus Snape przypomniał sobie, jak to było płakać.

___________________________________

2019 rok
Opublikowałam 4 rozdziały
Opublikowałam 0 miniatur
Rozpoczęłam 0 opowiadań
Zakończyłam 1 opowiadanie
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]   

Powrót do góry Go down
 
[HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
~.Imaginarium.~ :: FANFICTION :: Literatura & Ekranizacja :: Harry Potter :: Slash :: +12-
Skocz do: