IndeksRejestracjaSzukajFAQZaloguj

Share | 
 

 [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Lampira7
Bard
Bard
avatar

Female Liczba postów : 360
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: Re: [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]   Pon Lip 09 2018, 19:16

Rozdział 23: I bez dalszych ceregieli, pewne sytuacje z punktu widzenia Snape’a

Niespokojny Lupin prowadził Snape’a korytarzami, aż dotarli do lochów.

— Ten gówniarz Malfoy odkrył, że Harry jest gejem i zaszantażował go tym — poinformował z napięciem mistrza eliksirów.

— Tak przypuszczałem, zanim z taką niecierpliwością wyciągnąłeś mnie z sali — odparł sucho Severus. Starał się nie patrzeć z utęsknieniem na swoją szafkę z alkoholem. Nie było nawet dziewiątej i miał zajęcia do poprowadzenia. Z pewnością miał lepszą kontrolę nad sobą.  — To by się nie stało, gdyby Potter był wystarczająco dyskretny i nie ofiarowywałby Draconowi tej wiedzy — dodał nieuważnie.

— Severusie Snapie.

Warknięcie w tych słowach przywróciło jego umysł do teraźniejszości i skupił się na zmrużonych oczach Lupina. Zauważył bursztynowy błysk i chłód jego spojrzenia. Ile lat minęło, odkąd widział te oczy? Nie iskrzące łagodnością lub wiedzą, ale dzikim, zwierzęcym szaleństwem. Stłumił dreszcz i uniósł brwi. To zawsze było skuteczne, a Lupin trochę się uspokoił.

— Harry nie musi ukrywać tego, kim jest — powiedział stanowczo mężczyzna. — Nie zasługuje na to, by wstydzić się tego, kim jest.

Tak, Lupin miał rację. To Severus zasłużył na to, chociaż mistrz eliksirów nie powiedział tego na głos.

— I mam zamiar całkowicie go wspierać. Powiedziałem mu o swoich własnych preferencjach. Musi wiedzieć, że są inni tacy ludzie i że nie jest dziwakiem.

W jego głosie wydawało się pobrzmiewać aluzja pytania i Severus udzielił mu swojego najzimniejszego spojrzenia.

— Cóż, bądź jego ikoną dla gejów, ale wiedz, że nie powiem mu, żeby zwracał się do mnie z prośbą o pomoc lub radę. Jeśli ty lub Black nigdy nie wyjaśniliście mu sprawy z ptaszkami i pszczółkami, to na pewno nie zamierza wysłuchać tego ode mnie. I lepiej żebyś pamiętał, że to nie jest interes pana Pottera, kim jestem i nie zamierzam mu tego mówić. — Severus pociągnął nosem i odwrócił wzrok. — Jeśli to był powód, dla którego zmarnowałeś mój czas i nie pozwoliłeś zjeść, to będziesz musiał pogodzić się z rozczarowaniem. Wierzę, że to był właśnie powód tego wszystkiego?
Wilkołak wyglądał na zirytowanego.

— Nie pogrywaj sobie ze mną. Doskonale wiesz, dlaczego w rzeczywistości muszę z tobą porozmawiać. Wiem, co się dzieje.

Snape poczuł, jak jego żołądek opadł i po raz pierwszy spojrzał na Lupina z czymś co przypominało prawdziwy strach. Wilkołak nie mógł wiedzieć. Potter nie mógł być taki głupi, by powiedzieć mu, ale Severus wątpił w to, że Lupin byłby tak spokojny, gdyby chodziło o jego pseudo-chrześniaka. Z drugiej strony, Lupin był często spokojny w najbardziej dziwacznych okolicznościach, więc może podchodził do tego z chłodną postawą. Severus zwalczył mizerne poczucie winy.

— Rozumiem. Wiesz?

Severus wolałby wiedzieć, czy mężczyzna planował rozerwać go na strzępy podczas następnej pełni. Gdyby wiedział, że i tak miałby umrzeć, Severus czuł, że poważnie rozważyłby wślizgnięcie się pewnej nocy do dormitorium Gryfindoru, żeby porwać Harry’ego i go posiąść. Jeden raz na pewno nie zrobiłby chłopcu wielkiej krzywdy. Prawda?

— Wiem, że jesteś opiekunem Slytherinu, wiem, że twoje zadanie polega na szpiegowaniu i pilnowaniu Śmierciożerców oraz ich dzieci. Wiem, że twoim zadaniem jest poinformowanie nas o działaniach Voldemorta.

Severus skrzywił się.

— Po pierwsze, chcę abyś wiedział, że nie każde dziecko ze Slytherinu jest krwiożerczym potworem, a nawet ci, którzy mogą być, niekoniecznie są zatrudnieni przez Czarnego Pana i nie zasługują na to, aby byli sądzeni za to, kim są w tak młodym wieku. Nie zasługują na piętno lub wygnanie, które pochodzi z bycia niebezpiecznym przestępcą, kiedy nie są jeszcze mądrzy ani wystarczająco dojrzali, aby zdali sobie sprawę z różnicy między rzekomym „światłem”, a wielką złą „ciemnością” Po drugie, nie sądzę, że Czarny Pan uknuł jakiś zły plan, który tylko Draco Malfoy mógł wykonać, nie mówiąc już o tym, że polegałby na ujawnieniu preferencji seksualnych chłopca-który-przeżył. Lub jeśli inaczej to spojrzeć, zaszantażować go, by do niego przyszedł. Jestem pewien, że Draco nie miał naprawdę podstępnego planu. No cóż, nie więcej niż miał w twoim przypadku twój kochany Syriusz Black.

Lupin zarumienił się.

— Przypuszczam, że masz rację, co do dzieci w domu Slytherina. Zagalopowąłem się sugerując, że oznacza to bycie złym, ale wierzę, że możesz mylić się co do Voldemorta, a nawet jeśli nie, to Malfoy mógłby teraz próbować uzyskać jego pomoc, z powodu niesłusznie urażonej szkolnej dumy i zemsty. I nie masz racji, jeśli myślisz, że nie jest niebezpieczny. Ma zbyt dużo szacunku do siebie samego i to bez powodu. Ten rodzaj dumy jest zawsze niebezpieczny.

— Dobrze. Jeśli naprawdę sądzisz, że Voldemort mógł być zaangażowany w dzisiejsze małe fiasko, to jak najszybciej zaaranżuję spotkanie, by o tym porozmawiać, a choć z pewnością nie przyzna mi się do tego, będę mógł się wiele dowiedzieć widząc jego reakcję na te informacje. — Westchnął ze zmęczeniem. — W każdym razie spodziewałbym się, że ogłosi taką rzecz. — Lupin z powagą skinął głową. — Będziesz musiał ponownie przejąć areszt, jeśli będziesz tutaj — dodał Severus.

— Przepraszam, ale mam wkrótce wyjechać z kraju. Nie powinienem tu teraz być, ale nie mogłem pozwolić, by Harry sam się z tym zmierzył.

Severus słysząc to burknął markotnie.

— Przypuszczam, że zawsze Filch stanowi jakąś opcję. W każdym razie, nie zamierzam tracić więcej nocy — ciągnął dalej, tak jakby starał usprawiedliwić swoją nieobecność.

Remus poczuł się źle ze względu na dzieci i przyłapał się na tym, że już planuje wysłanie listów i zmianę swoich planów.

— Jeśli to tylko dzisiejszy wieczór, to przypuszczam, że mogę zostać tak długo — ustąpił. — Ale kiedy odejdę, to masz czuwać nad Harrym. Nie, nawet nie zaczynaj, bo nie mam zamiaru tego słuchać. Syriusz jest… martwy, tak jak i James. Jestem kiepskim substytutem każdego z nich, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że prawie nigdy mnie nie ma. Nie proszę, abyś był dla niego ojcowską figurą, czy cokolwiek innego.

Cholerny Lupin. Pilnowałem go bardziej niż ktokolwiek. Na pewno nie potrzebuję, żeby mi o tym mówiono.

— Miałeś najbystrzejsze oczy ze wszystkich osób na naszym roczniku i żądam, żebyś obiecał, że utrzymasz swój wzrok na nim oraz na wszystkim, co może mu zaszkodzić, podczas gdy mnie tu nie ma. Nawet nie myśl o odmowie — dodał stanowczo.

— Z pewnością nie będę celowo odwracał się plecami, kiedy chłopiec będzie umierał… — powtórzył Snape —…ale lepiej, żebyś pamiętał, jakim jest ziółkiem. Cóż za nieszkodliwym, psotnym, śliczną małą poszukiwaczem przygód dla ciebie. — Słodkim dla kogo, Severusie? — A frustrującym, ryzykownym, powodującym zatrzymanie serce z powodu swoich przygód dla mnie. Zakłada tę pelerynę i robi wszystko, co mu się podoba. Przechodzi przez piekło, głęboką wodę lub przekleństwa. Nie bierze tego na poważnie. Jestem po prostu za stary, by za nim nadążyć.

Snape odetchnął, zastanawiając się nad tym. Czyż nie była to najprawdziwsza prawda?

Lupin westchnął.

— Porozmawiam z nim o tym. Jeśli coś wiem, to jak poradzić sobie z ogromną ilością winy. I chociaż jest impulsywny, to nie jest naiwny. Doskonale wie, do czego zdolny jest Voldemort. Często widział skutki jego działań. Ale masz absolutną rację. Będzie nas czekać długa rozmowa.

— Sam widzisz. Sam Merlin wie, że próbowałem wszystkiego, co tylko mogłem wymyślić, ale z pewnością mnie nie posłuchał.

Severus musiał zagryźć wargę, by nie dodać „niemożliwy chochlik”, ponieważ wiedział, że kiedy to powie, zabrzmi to jak czułość. Może tak było.

— Może pójdziesz ze mną… — zasugerował Lupin —…kiedy będę z nim rozmawiać. Jeśli powiem mu w twojej obecności, że oczekuję od niego szacunku do ciebie i tego co mówisz, to może zrozumie, że jestem poważny. Poza tym, naprawdę jesteś bardziej spostrzegawczy niż ja, jeśli chodzi o ludzkie reakcje i chciałbym móc po tym usłyszeć twoją opinię o tym, czy Harry zrozumiał to, co powiedziałem i miałem na myśli.

Więcej czasu spędzonego z Harrym, co za radość. Oczywiście, młodzieniec prawdopodobnie go znienawidził i zasłużył na to. Nie był w stanie spojrzeć mu w oczy, odkąd to się stało. Chłopiec był zbyt łatwy do odczytania, a ból był większy niż Severus mógł znieść.

— Dobrze — westchnął i z zadowoleniem zauważył, że było w tym słychać niechęć. Byłoby wystarczająco źle, że było mu źle z powodu tego wszystkiego. Nie zniósłby, gdyby ktokolwiek wiedział o jego uczuciach. — Jeśli tak bardzo nalegasz.

OoO

Ron i Hermiona przez jakiś czas mieli przerwę od problemów Harry’ego, ponieważ podczas lunchu Seamus przyciągnął go, by spotkał się z „niektórymi innymi wróżkami”. Najwyraźniej czuł się trochę źle, gdy zareagował tak nieprzyzwoicie na wielką mowę Harry’ego i próbował mu to wynagrodzić. Seamus — inny Gryfon na tym samym roku, co Harry, i ktoś, kto wychował się z jednym mugolskim rodzicem — był w Hogwarcie idealnym przewodnikiem po świecie gejów.

— Czy jest nas wielu? — zapytał Harry z zainteresowaniem. Nigdy nie wyobrażał sobie, że będzie miał rozmowę tego typu.

— Nie. Garstka z każdego domu jest homo i „kilka wyjątków ze Slytherinu”, ale jak mówiłem, nie są „gejami”, tylko po prostu „upośledzeni moralnie”. Będą pieprzyć wszystko, co nie ucieka na drzewo. Och, Jack! Harry, to mój chłopak. Myślę, że już go poznałeś.

Uśmiechnął się szeroko, gdy Harry otworzył szeroko oczy ze zdziwienia.

— Też jesteś gejem?! — wykrzyknął bez zastanowienia. Zastanowił się nad tym. Jednym z tych, którzy byli wygodni z innymi nazywającymi ich wróżkami. — Och, ale większość Ślizgonów to robi? Te gejowskie rzeczy.

Jack kiwnął poważnie głową.

— Chociaż wątpię, czy jestem równie melodramatyczny jak ty — odparł. — Tak naprawdę nigdy bym tego nie odgadł. Tak dobrze to ukrywałeś… Wyobrażam sobie, że okropne, wielkie niczym na słonia ubrania były częścią przykrywki?
Harry pochylił głowę, krzywiąc się.

— Nie. To wszystko, co mam.

— Na pewno będziemy musieli coś z tym zrobić — odpowiedział Jack.

Harry podniósł wzrok i zobaczył, że chłopak uśmiecha się szeroko, a jego piwnych oczach widoczny jest dobry humor, gdy Seamus zdecydowanie kiwnął głową.

— Co masz na myśli?

— Nie możemy pozwolić, byś wyglądał w ten sposób — wyjaśnił Seamus. — Jesteś jednym z nas. Musisz wyglądać absolutnie zaje....

— olśniewająco… — wtrącił się Jack.

— Bo to jak wyglądasz, będzie miało wpływ na nas wszystkich. Również prezentowany przez ciebie wygląd będzie wpływać na to, jak my wszyscy jesteśmy postrzegani.

Harry właśnie tego potrzebował. Jeszcze większej presji.

— Ponieważ jestem chłopcem-który-przeżył — mruknął ponuro.

— Nie — odparł stanowczo Seamus. — Ponieważ jesteś wróżką. Mamy obraz tego jak jesteśmy postrzegani do utrzymania! Szczerze mówiąc, teraz obniżasz wartość całej okolicy, ale nie martwcie się. Dostaniemy książkę o tym czy coś innego… A teraz chodź, są jeszcze inni geje do spotkania.

OoO

Po wprowadzeniu Harry’ego do wszystkich, Seamus wyznaczył wróżkowego chłopca, aby usiadł koło niego na każdych zajęciach i wyjaśnił wszystko. Pomimo wszystkiego, przerwa na lunch nie trwa nieskończenie długo, a Harry miał mnóstwo pytań kotłujących się w głowie.

Pod koniec zajęć, Harry miał trudności z przyswojeniem wszystkiego, co mu powiedziono. Dowiedział się, że w każdym domu jest kilku gejów i nikt nie zastanawia się nad tym, że zbierają się razem w interesach i spędzają razem noc. Większość z nich uznała Harry’ego za czarującego i jego mowę za bardzo zabawną. Ich „interesy”, na które się powoływali, były jeszcze bardziej szokujące. Istniała grupka chłopców, którzy żartobliwie nazywali się „Czerwonymi Kapturkami”, lub bardziej swojsko „Czerwonymi” z powodu ich zainteresowania, nie kto innym, a samym profesorem Lupinem. Umysł Harry’ego miał zwarcie, by uchronić go przed traumą, która mogłaby go prześladować aż do późnego wieku, i odmówił przetworzenia informacji, że mężczyzna, który przejął obowiązki jego ojca chrzestnego, może być pociągający. Była mniejsza grupa nazywana „Czarnymi Ptakami”, która miała obsesję na punkcie Snape’a. Harry nie spotkał żadnego z ich członków, ale nie był zaskoczony, słysząc, ze większość z nich była Ślizgonami i zdaniem Seamusa, masochistami. To było prawdziwe zaskoczenie, gdy to usłyszał. Z jednej strony była to ulga, wiedzieć, że nie był kompletnym wybrykiem natury, ale z drugiej, jak śmieli fantazjować o jego… cokolwiek. Ale jeśli ktokolwiek z nich położyłby dłonie na Severusie, to zapłacą.

Ostatecznie, Harry nauczył się więcej w ciągu jednego dnia, niż kiedykolwiek wcześniej. Został również upomniany przez dwóch nauczycieli (Binns i McGonagall) za rozmowę podczas, gdy próbowali prowadzić zajęcia. Po prostu nie mógł się powstrzymać. Było tyle rzeczy, o których nie wiedział i tyle szokujących, z jakimi się zmagał, że naprawdę nie mógł skoncentrować się na lekcjach. Był głęboko wdzięczny, że przynajmniej nie miał dzisiaj eliksirów, chociaż wiedział, że później będzie musiał stawić czoło Snape’owi. Miał nadzieję, że ten człowiek będzie dobry i nie w humorze. Miał dość mdłej fasady Severusa. Miał nadzieję, że uda mu się przekonać profesora, żeby na niego krzyknął, a jeszcze lepiej znieważył.

Spotkał się z Ronem oraz Hermioną na kolacji i omówił z nimi niektóre rzeczy, których się nauczył. Ron przyjmował to wszystko najlepiej jak mógł. Po prostu dawał znać przyjacielowi, kiedy temat stawał się zbyt przerażający lub szczegółowy, poprzez zasłonięcie uszu dłońmi i głośnym śpiewem. Hermiona uderzyła go kilka razy, próbując go powstrzymać, ale Harry nalegał, że mu to nie przeszkadza. Chociaż w ostatecznym rozrachunku odpędziło to wszystkich siedzących w pobliżu.

W większej części, zarówno Ron jak i Hermiona odczuli ogromną ulgę. Oboje mieli pytania i uwagi, ale nie było tak źle, jak Harry na początku sądził. Niektórzy uczniowie nawet go wspierali, chociaż jak zauważył, Ron musiał przekląć dwie osoby i uderzyć jednego Ślizgona w nos. Hermiona właściwie nikogo nie uderzyła, chociaż zapewniła Harry’ego, że każdy, kto będzie narzekał do niej, otrzyma dobry, staromodny, dezaprobujący wykład.

OoO

Kiedy ich trójka, w towarzystwie Ginny, Seamusa i Colina Creevy’ego, wreszcie weszła na górę, zwolniła swój krok, gdy zobaczyła nieznaną postać ubraną na czarno, opartą niedbale o ścianę obok portretu Grubej Damy. Cóż, w każdym razie kogoś, kto nie był widziany przed pokojem wspólnym Gryffindora. Stojąc z jednym ramieniem opartym o ścianę, z nogami skrzyżowanymi w kostce, jakby rywalizując o nagrodę „Najbardziej Stylowego Próżniaka” uśmiechając się jak kot z Alicji, znajdował się Blaise Zabini.

Seamus i Hermiona wymienili porozumiewawczy uśmiech. Blaise zaczął iść w stronę Harry’ego. Dziewczyna pociągnęła Rona za ramię, mówiąc:

— Zostawmy ich w spokoju, dobrze? — Co spowodowało kolejną rundę śpiewania „Laska maga ma na czubku gałkę, podczas, gdy Ron, kuląc się zakrywał uszy. Kiedy Hermiona przeciągnęła go przez otwarte wejście, Harry niewyraźnie usłyszał, jak powiedziała coś w stylu: — Rozumiesz konotację tej piosenki? Bo tak naprawdę…” — Po czym nastąpił zduszony krzyk Rona, przytłumiony przez portret, który ukrył wejście do wieży.

— Ech… Cześć — powiedział Harry, przełykając kilka razy.

Blaise był niższy niż on, więc dlaczego, do licha, Harry czy się tak onieśmielony? Poza niepokojącym uśmiechem, nie było nic niebezpiecznego w Ślizgonie. Jego ciemne loki otaczały twarz niczym aureola, a jego szerokie, niebieskie oczy, ciemne rzęsy i doskonała cera służyły jedynie podkreśleniu jego niewinności. Był naprawdę wspaniały. Harry miał trudności walcząc z hormonami, żeby kontrolować swoje ciało. Cofnął się nerwowo.

— Cześć, Harry — odpowiedział cicho Blaise, a Harry nie mógł powstrzymać dreszczu. To był ten chłopak, o którym tak wielu pisało na ścianach w łazience? Ten, który ma reputację tak wielką, jak sam Hogwart? Harry nie mógł w to uwierzyć. Wcale nie znał dobrze Blaise’a, ale wyglądał jak bożonarodzeniowy anioł. Ubrany w dość ciasne, czarne spodnie, ale wciąż anioł. — Słyszałem, co powiedziałeś o mnie podczas śniadania. — Nadal zbliżał się do niego, podchodząc bliżej, a Harry cofnął się bez zastanowienia, aż znalazł się naprzeciwko przeciwnej ściany. Blaise posłał mu dość zalotny uśmiech. — Czy miałeś to na myśli?

— Ech. — Łał. Harry nie był pewien, czy w ogóle zdoła wypowiedzieć jakieś słowa. Dłonie mu się pociły i nie mógł zaprzeczyć, że był podekscytowany, że jeden z najgorętszych facetów w Hogwarcie zwracał na niego tak baczną uwagę. Inna jego część odczuwała ogromne poczucie winny, ponieważ pragnął Severusa. Tylko Severusa i nikt inny nie mógłby zająć jego miejsca. — Cóż, jasne — powiedział z większą pewnością siebie niż posiadał. — Kto nie sądzi, że jesteś gorący? W przeciwieństwie do Malfoy’a nie byłeś nigdy dla mnie okropny.

Blaise uśmiechnął się leniwie i pochylił się do przodu, opierając dłoń na ścianie obok głowy Harry’ego, któremu przyszło na myśl, że między nimi był niecały metr, który mógłby zostać łatwo zniwelowany.

— Masz na myśli, zmuszenie cię do ujawnienia się przed całą szkołą? — odpowiedział złośliwie Blaise.

Jesteś pewien, że Severus jest tym, którego chcesz? — odezwał się zdradziecki głosik w głowie Harry’ego. — Chociaż on nigdy nie będzie chciał cię w zamian?

— Ech. Tak. Coś w tym stylu. Lub nazywanie mnie upokarzającymi rzeczami, takimi jak „Gryffońska dziwka”. — Harry, nieco zdyszany, zgodził się z nim.

— Mmm, albo wywieszanie w wspólnym pokoju Slytherinu  pergaminów z twoim odręcznym pismem, głoszącymi że czujesz miętę do jakiegoś anonimowego mrocznego Ślizgona? — Blaise przygryzł uwodzicielsko dolną wargę.

Och, Boże — pomyślał Harry.

OoO

Snape wraz z Lupinem skręcił za róg i niemal zatrzymał się jak rażony piorunem, gdy zobaczył roztaczający się przed nim obraz. Harry przyciśnięty do ściany i przytłaczającego go ofensywnie Blaise’a, który pochylał się nad nim w niewielkiej odległości i przechyloną głową, by móc spojrzeć w oczy drugiemu chłopakowi z tym swoim cherubinowym, fałszywym uśmiechem na twarzy. Dobrze. To nie powinno być zaskoczeniem. Chłopak nie był nazywany za nic Ślizgońską dziwką. Severus zacisnął mocno usta. Zabini’ego czekała niespodzianka, jeśli uznawał się za wystarczająco sprytnego, by znaleźć się w łóżku Pottera. Harry czasami cierpiał na ataki debilizmu, ale Severus był pewien, że nie był zupełnym kretynem. Snape patrzył, jak Zabini bezmyślnie zatrzepotał rzęsami i okręcił kosmyk włosów wokół palca dłoni, którą nie ograniczał drogi ucieczki Harry’emu.

Och, to prawda. Jestem całkowicie nieszkodliwy. Ach. Każdy mógłby przejrzeć tą oczywistą nieszkodliwość — pomyślał Snape.

Snape poczuł, jak skręca mu się żołądek, gdy Harry przestąpił z nogi na nogę i w odpowiedzi zafundował Zabini’emu, nieśmiały, krzywy uśmiech.

Cóż, może nie „każdy”. Co jest najlepszą i najgorszą cechą Harry’ego. To absolutnie irracjonalne pragnienie ujrzenia dobroci w najgorszych ludziach. Takich jak ja.

— Ech, Harry? — Lupin przerwał to, odchrząkując. Chłopiec drgnął z poczuciem winy. — Muszę z tobą porozmawiać.

Severus zaplótł gwałtownie ramiona na piersi, by powstrzymać wściekłą, całkowicie nieuzasadnioną zazdrość. Nie miał do tego prawa. Musiał ciągle sobie o tym przypominać.

— W porządku, profesorze. To znaczy Lupin. Remusie — poprawił się Harry, czując się jak kompletny osioł.

Było to trudniejsze, niż miało prawo być, ale czy ktoś mógł mieć do niego pretensje, że nie było mu łatwo myśleć przy mężczyźnie, którego kochał i najpiękniejszym chłopaku w szkole stojącymi tam i patrzącymi na niego? Cóż, naturalnie, Severus się krzywił. Harry był niezmiernie z tego zadowolony.

Próbował wyglądać na wyluzowanego, kiedy uśmiechnął się do Remusa. Lupin przeniósł swój wzrok z Harry’ego na Blaise i odchrząknął. Seveus zaczął iść groźnie w kierunku Pottera, ale Lupin położył dłoń na jego ramieniu i to powstrzymało mistrza eliksirów.

— Jeśli nie masz nic przeciwko temu, najpierw zamienię kilka słów z profesorem Snapem — powiedział, a Harry pokiwał niepewnie głową.

— Być może nie był to najlepszy pomysł. — Remus powiedział Severusowi. — Wygląda na to, że Harry posunął się znacznie dalej, niż się spodziewałem i sądzę, że po prostu dam mu rozmowę o tym. Wiem, że są bardziej wyrafinowani niż my byliśmy w ich wieku, ale jestem prawie pewien, że Harry nie jest tak doświadczony jak Blaise Zabini. Dlaczego nie miałbym załatwić tego wszystkiego i później przyjść do ciebie, by opowiedzieć, jak to się skończyło?

OoO

Harry patrzył, jak Remus nachylił się i jeszcze raz szepnął coś do ucha Snape’a. Czuł rosnące napięcie w brzuchu. O co chodzi? Snape tylko z irytacją pokiwał głową na słowa Remusa i zaczął odchodzić. Podniecenie Harry’ego odrobinę opadło.

— Spójrz, Harry, lepiej będzie jak pójdę — powiedział Blaise. — Ale możemy, ja… mu… no wiesz, zobaczymy się jutro?

Harry zarumienił się i żałował, że nie ma większej kontroli nad sobą. Musiało istnieć jakieś zaklęcie! Pierwszą rzeczą jaką zrobi jutro, będzie szukanie go.

— Och! Pewnie. Ja, um, chciałbym… — odpowiedział zaskoczony, gdy zdał sobie sprawę, że to była prawda.

Blaise puścił do niego oko, zanim oddalił się. Harry patrzył z podziwem, gdy odchodził.

OoO

Gdy Severus oddalił się, nie mógł powstrzymać się od spojrzenia za siebie. I tak Harry nie patrzył. Był… no cóż. Wpatrujący się w dość dobrze ukształtowaną część anatomii Zabini’ego, gdy chłopiec sunął ku lochom, wybierając alternatywną trasę, niż tą którą wziął Severus. Zatem, jeden z nastolatków nie był nieświadomy. Nie ten, o którym myśleli. Całą drogę powrotną do swoich pokoi szedł z chorym uczuciem niezadowolenia. Gdy dotarł na miejsce, wypił prawie całą butelkę dżinu.

Kiedy leżał w łóżku, obrazy Harry’ego wciąż pojawiały się nieproszone w jego umyśle. Harry uśmiechał się do niego. Śmiał się. Wyglądał na przestraszonego, zdyszanego i rozkosznego. Usta Harry’ego na jego. O Boże. Musiał przestać to robić.

— Nie jestem rozpustnym zboczeńcem — pijany, oznajmił głośno.

Jego lustro, które było pod każdym względem Ślizgonskim lustrem, a więc bardziej cyniczne i bezwzględne niż większość ludzi, natychmiast odpowiedziało:

— Um. Dalej to sobie powtarzaj.

Severus prychnął.

— Czy kiedykolwiek słyszałeś wyrażenie „siedem lat pecha”? — warknął.

— A czy ty kiedykolwiek słyszałeś wyrażenie „duży odłamek szkła w gałce ocznej”? — zrzędziło pogardliwie.

Severus chrząknął gniewnie. Położył poduszkę na głowie, usiłując zasnąć.

___________________________________


2018 rok
Opublikowałam 91 rozdziałów
Opublikowałam 38 miniatur
Rozpoczęłam 11 opowiadań
Zakończyłam 11 opowiadań
Powrót do góry Go down
Online
Lampira7
Bard
Bard
avatar

Female Liczba postów : 360
Rejestracja : 16/01/2015

PisanieTemat: Re: [HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]   Pon Wrz 17 2018, 17:58

Rozdział 24: Zakręcone umysły skręcone wiatrem

Harry, czując się dziwnie, wszedł za Remusem do pokoju wspólnego. Blaise Zabini był… cóż, pewnym sobą. Na pewno wyglądało to tak, jakby… z nim flirtował. Harry nie wiedział, co o tym myśleć. Był jednocześnie zaintrygowany, jak i przerażony. Chłopak był Ślizgonem, jak Malfoy, ale także jak Severus. I był dla Harry’ego milszy niż każdy z nich. Jeśli Severus naprawdę go nie chciał… ale nie. Sposób, w jaki serce Harry’ego boleśnie się zacisnęło, jasno dawało mu znać, że nie miało to znaczenia. Nie mógł przestać kochać Severusa, nawet jeśli sam mężczyzna nigdy by go nie obdarzył cieplejszym uczuciem. Zastanawianie się nad mistrzem eliksirów zniszczyło jego entuzjazm i sprawiło, że znów był nieszczęśliwy i niepewny. Na serio myślał, że czarodziej mógłby posiadać… jakieś, niewielkie zainteresowanie nim. W innym przypadku, nie mógł zrozumieć, czemu mężczyzna go pocałował! Dłonie w jego włosach mogły być przez niego wymyślone, ale pocałunek! To była najbardziej realna i niesamowita rzecz, jakiej Harry kiedykolwiek doświadczył. Ten człowiek musiał cokolwiek poczuć.

Remus poprosił go o prywatną rozmowę w jego pokoju, więc Harry zdziwiony pośpiesznie się tam udał. Dlaczego Remus przyprowadził ze sobą Snape’a, a później go odesłał? Co szeptał do mistrza eliksirów? Dlaczego Severus odszedł, nie komentując nawet zachowania Lupina? Patrzył na Remusa, gdy ten z niepewnością usiadł przed nim.

Lupin zdawał się wpatrywać w niego tymi jasnymi, piwnymi oczami przez długi czas, zanim zadał niespodziewanie pytanie:

— Harry, czy wiesz, skąd biorą się dzieci?

Harry przez chwilę był po prostu zszokowany. Potem padł na podłogę, śmiejąc się do upadłego. Usłyszał zmęczone westchnięcie Lupina, ale upłynęło jeszcze trochę czasu, zanim zdążył się opanować.

— Mój Boże — sapnął, ocierając łzy. — To najśmieszniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek powiedziałeś. Po prostu nie mogę w to uwierzyć. Tak, wiem. Wiem skąd pochodzą — odpowiedział między napadami śmiechu.

— Harry… — upomniał go Remus, brzmiąc na zmartwionego. — To naprawdę bardzo ważne. Proszę, postaraj się być dojrzały w tej sprawie.

Harry kiwnął głową. Zanim się odezwał, odetchnął kilka razy.

— Lupinie… nie musisz mnie uświadamiać o seksie. Um. Mam na myśli, żadnych podstaw ani nic takiego. — Zawstydzony, przełknął nerwowo. — To znaczy, wiem, gdzie wszystko ma pójść i… niektóre z miejsc, gdzie może być włożony. — Odwrócił wzrok, rumieniąc się wściekle.

— Tak, cóż, wiedza i doświadczenie to dwie zupełnie różne sprawy. A poza tym, jakakolwiek posiadana wiedza jest tylko tak dobra, jak miejsce z którego ją zdobywasz.

Harry rzucił mu jedno z tych spojrzeń.

— Wiesz, że Ron ma pięciu starszych braci.

— Zdaję sobie z tego sprawę. Przypuszczam, że to dobry początek, ale nie chcę, żebyś był… niedoinformowany. Istnieją konsekwencje eksploracji seksualnej, nawet w czarodziejskim świecie.

Remus spojrzał na Harry’ego, starając się zmusić chłopca do spoważnienia.

— Martwisz się, że skończę w ciąży? — odpowiedział z parsknięciem Harry. — Nie. Wiem, o co ci chodzi. To po prostu… łał, to jest naprawdę dziwne. To znaczy, to wszystko. Nie myślałem, że usłyszę coś takiego z twoich ust, ale cały dzień był surrealistyczny.

— Zdaję sobie z tego sprawę. Robię to po części dlatego, że… To dlatego, że… Pan Zabini jest… — Harry zaczerwienił się jeszcze bardziej, niż wcześniej. Remus dawał mu wykład na temat seksu z powodu Blaise’a Zabiniego? Czy naprawdę sądził, że Harry mógłby… cóż, biorąc pod uwagę okoliczności. Co więcej, czy to znaczyło, że sądził, iż Blaise mógłby…? Łał. — Wiele się zmieniło, odkąd byłem w twoim wieku. Kiedy po raz pierwszy powiedziałem moim przyjaciołom, że jestem gejem byli… pamiętaj, że było to inne miejsce i czas, niż w twoim przypadku, ale nie przyjęli tego tak dobrze, jak twoi.

— Mój tata był wściekły z tego powodu? — Harry zastanawiał się. To było coś, o czym dużo myślał.

— Niezbyt… Był bardziej… zadowolony, że ma mniejszą konkurencję w zdobywaniu względów kobiet. Przypuszczam, że sądził, że Lily coś do mnie czuła we wcześniejszych latach. Może tak było, szczerze nie wiem. Ale w każdym razie, musiał prześcignąć w tamtym czasie Syriusza, który był przez wielu uważany za kogoś, za kim szalała połowa szkoły. Dlatego też twój ojciec był z tego naprawdę bardzo zadowolony. Szkoda, że musiał to również wyrażać w bardzo głośny sposób. — Uśmiechnął się lekko na pytające spojrzenie Harry’ego. — Ach. Jeśli dobrze pamiętam, to było podczas kolacji w Wielkiej Sali, tuż po zaklęciach, kiedy twoja matka weszła do pokoju i krzyknął: „Hej! Evans! Czy wiesz, że Remus Lupin jest gejem kochającym męskie tyłki?” Wiem, że jadłem wtedy puree ziemniaczane, bo uderzyłem głową w stół i skończyłem z pokrytą nimi twarzą. Tak, podsumowując, to był dobry wieczór.

Harry był przerażony.

— Co powiedzieli inni? Co Syriusz powiedział?

— Cóż, Jamesowi udało się przekonać większość uczniów, że to tylko żart, więc nie zrobił jakieś wielkiej szkody, ale przeżyłem mnóstwo dokuczania. Nie byłem gotowy się ujawnić. Przynajmniej nie w tym wieku, nie mówiąc już o ogłoszeniu tego publicznie przed ukończeniem szkoły. A co do Syriusza… cóż, w tym czasie nie rozmawiał ze mną, więc nie był obecny podczas tego ogłoszenia. Nie było mu łatwo tego zaakceptować. Dopiero po kilku tygodniach, gdy zaczął się w końcu do mnie ponownie odzywać, przyłapał mnie, jak całowałem Severusa Snape’a.

Harry’emu opadła szczęka, a jego oczy wyszły na wierz. To mogło wydawać się komiczne komuś innemu, ale nie Harry’emu, ponieważ czuł zbyt wielkie zdumienie i zazdrość, by rozważając własną reakcję, a co dopiero Lupina, który był zapatrzony we wspomnienia i mimo wszystkiego, przeżywał bardzo bolesny i kłopotliwy moment.

— Er… To po prostu… stało się. Byliśmy partnerami na eliksirach i dobrze się dogadywaliśmy, jak przypuszczam, bo mówimy tu o Severusie Snape… i od czasu do czasu siedzieliśmy razem w bibliotece… i nie wiem, tak się stało. Nie sądzę, żeby którykolwiek z nas sądził, że cokolwiek to znaczyło. To skończyło się bardzo szybko i obaj odskoczyliśmy od siebie. Czuliśmy się niezręcznie i zaskoczeni… a wtedy… Książka spadła ze stołu i obaj podskoczyliśmy ponownie. Powiedział, że musi iść i odszedł, cóż… Wychodziłem i wpadłem na bardzo wkurzonego Syriusza Blacka, który był absolutnie przekonany, że Snape… molestował mnie. Prześladował. Syriusz w odwecie, podstępnie nakłonił Snape’a do pójścia do Wrzeszczącej Chaty. — Remus westchnął. — Syriusz powiedział, że nie miał nic przeciwko temu, kim byłem, ale nie sądzę, że mógłby znieść widok tego, co to oznaczało.

— Syriusz nakłonił Snape’a, żeby to zrobił, ponieważ… ponieważ zobaczył ciebie… całującego go i jego odwzajemniającego się?

Harry wpatrywał się w niego z niedowierzaniem. Przecież mieli się nawzajem nienawidzić. Każdy z nich. Czy może jednak nie?

— Och, Harry — powiedział Remus, źle interpretując zdenerwowanie Harry’ego. — Syriusz nie odrzuciłby cię. Za bardzo cię kochał. To, co zrobił Severusowi wynikało z tego, że był zdenerwowanym, impulsywnym nastolatkiem, ale po tym, jak trochę dojrzał, naprawdę nie miał problemów z zaakceptowaniem mnie lub mojego stylu życia. Nadal byłby z ciebie dumny, Harry.

Harry zamrugał, marszcząc brwi.

— To… dobrze — powiedział powoli, myśląc o innych rzeczach.

Kiedy Lupin przybył dzisiejszego ranka, pierwszą rzeczą jaką zrobił było udanie się wprost do Snape’a. Nawet wcześniej z nim nie porozmawiał. Szli razem po schodach. Lupin położył dłoń na ramieniu mistrza eliksirów, a Snape nawet się nie wzdrygnął. A potem, wilkołak coś szepnął mu do ucha, a Severus odszedł, jak posłuszny baranek. Harry zaczął się wściekać.

— Co jeszcze chciałeś mi powiedzieć? — spytał wprost.

Przyszli, by powiedzieć mu o swoim… związku? Więc on co, poczułby się zrozumiany? Tak jakby miał z kim porozmawiać, jeśli by tego potrzebował? Jak Snape mógł się na to zgodzić, gdy niedawno całował go w szafie? Może dlatego był naburmuszony… bo Lupin zmusił go, żeby to zrobił i martwił się powiedzeniem mu, że… Harry przygryzł mocno wargę, rozmyślając.

Lupin, myśląc, że Harry nareszcie podszedł do tematu z należytą powagą, ledwo to zauważył. Zaczął wyszczególniać przeszkody i zalety, z którymi napotykało się dwóch czarodziejów, zaczynających związek.

Harry prawie nic z tego nie słyszał, chociaż kiwał głową i od czasu do czasu próbował patrzeć na Lupina.

Więc dlatego mnie nie chciał — pomyślał smutno Harry. Przez cały ten czas był zakochany w kimś innym… Jak mógł mi to zrobić? Powiedział, że może stwierdzić, że posiadam do niego uczucia. Jak mógł mnie pociągnąć tą drogą, wiedząc, że przez cały ten czas był… co, sypiając z przyjacielem mojego byłego ojca chrzestnego? Jezusie. Harry poczuł się chory i odwrócił głowę, wiedząc, że Lupin pomyśli jedynie, że był zaniepokojony tematem wykładu. Jeśli faktycznie tak jest, to nie jest w rzeczywistości osobą, w której się zakochałem. Jest tylko nieznajomym, a osoba, którą kocham jest mitem. A potem odszedł, jakby go do kurwy nędzy nawet to nie obchodziło! Cóż, niech tak będzie, Severusie Snape! Jeśli naprawdę jesteś takim kompletnym kutasem, jeśli naprawdę używasz mnie w ten sposób, to w porządku! Może nie będę już o ciebie więcej dbał! Może po prostu zobaczę, czy Blaise jest w stanie wykazać jakieś szczere zainteresowanie!

OoO

Severus obudził się tuż nad ranem, gdy ktoś uderzył głośno do drzwi jego komnat. Wciąż nieco nietrzeźwy, na wpół przytomny i bardzo wkurzony, udał się, by odpowiedzieć na pukanie. Spojrzał mętnym spojrzeniem na wilkołaka, który wpatrywał się w niego z niepokojem.

— Czekałem prawie dziesięć minut! — poinformował go Lupin. — Dlaczego nie odpowiadałeś?

— Spałem — odpowiedział krótko i wrócił do środka, prowadząc Lupina do biura. — Co się stało?

— Cóż… — zaczął Remus, brzmiąc na zadowolonego z siebie —sądzę, że do niego dotarłem! Pod koniec traktował mnie z powagą i powiedziałem mu, że musi cię absolutnie słuchać podczas mojej nieobecności. — Skrzywił się. — Nie podoba mu się to, ale byłem stanowczy! Myślę, że miałem na niego odpowiedni wpływ.

— Hmmm — odpowiedział Severus, a potem ziewnął.

— Boże, Severusie. Mogę poczuć zapach alkoholu w twoim oddechu z odległości… ech, po prostu oddychaj w tamtą stronę. Osobiście mogłem prawdopodobnie wyczuć twój stan z każdego miejsca w zamku. Dlaczego wypiłeś tak wiele? — zapytał tak taktownie, jak tylko było możliwe.

Severus wzruszył ramionami. Nie chciał o tym rozmawiać. Potem uświadomił sobie, że mężczyzna patrzył na niego wyczekująco. Lupin nie zamierzał porzucić tematu.

Ponieważ jestem seksualnie sfrustrowany? Tak, to z pewnością by pomogło. Ponieważ pomogło mi stracić przytomność? To nie było wielką poprawą, ponieważ miałem dziwne sny. Niewyraźne, niepokojące, kalejdoskopowe wizje uczniów w ich pierwszych cielesnych doznaniach… Pana Pottera i mnie podczas gorącego stosunku albo na uwodzeniu się. Jaka była w ogóle różnica… albo to, że wyrywam serce Zabiniego i trzymam je, wciąż bijące, przed jego twarzą…

— Nie jestem pewien — odpowiedział. — Miałem problem z zaśnięciem.

Byłem zbyt zaniepokojony tym, czy Harry będzie nękał mnie do końca życia, każąc mi tęsknić za tym, czego już nigdy nie będę mógł dotknąć. Co za bzdury dzisiaj wymyślasz, Severusie.

— Martwisz się o spotkanie z Voldemortem? — Lupin zapytał ze spokojną uwagą.

Wszechmogący Boże, zupełnie o tym zapomniałem.

— Tak. Przypuszczam, że to mnie kłopotało. A przy okazji, co do licha zajęło ci tak długo? Będę musiał wkrótce wyjść! Bez wątpienia pan Malfoy wysłał sowę do ojca. Jeśli Lucjusz skontaktuje się z Czarnym Panem, to Voldemort będzie wściekły, że pierwszy nie zgłosiłem raportu z tego.

— Kłam więc. — Lupin wzruszył nieznacznie ramionami. — To jest w opisie pracy, czyż nie? Powiedz mu, że Dumbledore cię wezwał, chcąc wiedzieć, jak Malfoy pozyskał te informacje.

— Po prostu genialne. Będzie mógł mi wtedy zadać to samo pytanie. Nie rozumiesz mechaniki radzenia sobie z Czarnym Panem. Nie mogę kłamać, mogę jedynie… być wybiórczy, jeśli chodzi o to, jakie prawdziwe informacje mu podam. I uwierz, to wymaga znacznie większych umiejętności.

Severus lekko się wzdrygnął, na samą myśl o tym.

— Powinieneś się zbierać — Lupin zauważył z pewnym zaniepokojeniem. Severus skinął nieznacznie głową w podziękowaniu i wstał, aby odprowadzić mężczyznę do drzwi. — Harry ma jutro mecz quidditcha — stwierdził wilkołak. — Nie może się tego doczekać. Mam nadzieję, że będziesz tam, aby mieć na niego oko.

— Ponieważ ten mecz jest rozgrywany przeciwko mojemu własnemu domowi, zgłosiłem się na ochotnika do sędziowania. Doskonale zdaję sobie sprawę z nadchodzących zawodów sportowych pana Pottera — odpowiedział Snape z takim entuzjazmem, jaki tylko mógł wywołać.

Remus uśmiechnął się ze znużeniem.

— Powodzenia, Severusie — powiedział i wyszedł w poszukiwaniu swoich komnat, by pójść spać.

OoO

Następnego dnia, Harry obudził się wcześnie rano w dobrym humorze, co wydawało się cudem, biorąc pod uwagę, że nieco ponad dwadzieścia cztery godziny temu był przekonany, że nie przeżyje do tego czasu. Wyskoczył z łóżka i pobiegł pod prysznic. Jego serce biło szybko. Dzisiaj był mecz przeciwko Slytherinowi. Nie mógł przegrać. Podczas ostatnich meczów nie był sobą i właściwie przegrał jeden. Tym razem im pokaże. Pokaże Snape’owi. Temu zimnemu draniowi. Zacisnął zęby na myśl o mężczyźnie, jednocześnie spłukując mydliny. Było to zupełnie odmienne od tego, co zawsze robił, gdy był pod prysznicem i myślał o mistrzu eliksirów. Tak, trzeba iść do przodu. Nigdy więcej żebrania, kopania Harry’ego Pottera, gdy ten był na samym dnie. Od dzisiaj, Harry Potter kontrolował wszystko. Obojętny i znudzony Harry Potter. Właśnie tak.

OoO

Kiedy opuścił razem z resztą drużyny szatnię i ruszyli w stronę boiska, Harry uświadomił sobie trzy rzeczy, w krótkim odstępie czasu. Po pierwsze, Blaise czekał w cieniu tuż przy wyjściu. Po drugie, Snape unosił się na granicy jego pola widzenia, naruszając teren tuż przy drodze. Zbliżał się. Wydawało się, że Severus był niezwykle blady i spięty. Harry wahał się przed długi moment. Znów poczuł ukłucie czułości. Co się stało i jak mógł mu pomóc? Rozważał zawołanie mężczyzny, ale wtedy uświadomił sobie ostatnią rzecz. Miał rozwiązany but.

Gdy się mijali, Blaise odszedł od cienia. Jego szczupła sylwetka wyróżniała się w ciemnościach. Krew Harry’ego popłynęła szybciej przez jego ciało. Gryfon spojrzał na swój but i Ron zatrzymał się, spoglądając na niego.

— Chcesz, żebym na ciebie zaczekał, Harry?

— Nie. W porządku. Za chwilę was dogonię — odpowiedział Harry, klęcząc, by zawiązać sznurówki. Kiedy się wyprostował, Blaise stał tuż przed nim, z rękami za plecami, uśmiechając się łagodnie. Harry niemal sapnął. Czy chłopak nie miał pojęcia o osobistej przestrzeni? — Hej, Blaise — przywitał go, mając nadzieję przyciągającym, swobodnym głosem. — Co tutaj robisz?

Kątem oka zauważył, że Severus zbliżył się jeszcze bardziej. Lupin nie wspomniał, dlaczego Snape odszedł zeszłej nocy, ale Harry był niemalże pewien, że tylko dlatego, że wilkołak uświadomił sobie, jak bardzo Harry nie lubił tego człowieka. Co stało się dosyć trafnym opisem.

— Och, wiesz. To ważny mecz i wszystko. Również przeciwko Draco. Poza tym, co wydarzyło się wczoraj, pomyślałem, że możesz się trochę denerwować, więc postanowiłem przyjść i życzyć ci szczecią. — Zarumienił się uroczo, a umysł Harry’ego został zdmuchnięty. Łał! Chociaż raz, ktoś zarumienił się z jego powodu. — Pomyślałem, że jeśli to zrobię, to mogę skończyć jako parias, wiesz, skoro jestem Ślizgonem.

— Och! — powiedział Harry z lekkim westchnięciem. — Rany. To bardzo miłe z twojej strony.

Bardziej, jak podstępnie z twojej strony — uznał wściekłe Severus. Za każdym razem, kiedy widział tego gnojka, nienawidził go coraz mocniej. Diabelnie dobry, mały aktor. A ten rumieniec został zagrany! Szli teraz w jego stronę, ale byli tak pochłonięci sobą, że nie zważali na nic wokół. Harry przejdzie obok mnie, zapominając o moim istnieniu — pomyślał beznamiętnie. Ale potem zatrzymali się, kilka metrów dalej.

— Nie powinienem ci już dłużej towarzyszyć — powiedział z żalem Blaise. — Ale przyjdę obejrzeć mecz, po tym jak dojdziesz na boisko — zaproponował.

— W porządku. — Harry uśmiechnął się. — Komu będziesz kibicować?

Blaise odwrócił się.

— Nie będę nikomu kibicować. Żadnych wiwatów. — Harry, słysząc to, pomachał na pożegnanie, a potem odwrócił się, by odejść, ale wtedy drugi chłopak złapał go za ramię. — Poczekaj. Nie mogę ci kibicować, ale mogę dać ci coś na szczęście — zaproponował.

— Tak?

Harry uniósł brwi. Blaise przez większą część czasu trzymał ręce za plecami. Harry słyszał początek wiwatów. Inni zawodnicy weszli już na boisko. Zastanawiał się, co Zabini mógł mu dać. Zaniemówił, kiedy Ślizgon chwycił kołnierz jego stroju do quidditcha i przyciągnął go do bardzo namiętnego pocałunku.

Severus chciał krzyczeć, wrzeszczeć i zaspokoić swą niezmiernie nieubłaganą żądzę krwi. Ten hultaj właśnie chwycił Harry’ego i wetknął swój język do jego gardła.

Czy nawet nie widzi, jak bezczelny… jak, jak wyuzdany, podstępny, pozbawiony skrupułów, po prostu obrzydliwy… czy nie widzi jak głupio łatwa jest ta mała lafirynda?

Snape przygryzł wnętrze policzka, aż poczuł smak krwi, próbując oddychać równomiernie, grzmiąc, krzycząc, płacząc i krwawiąc wewnętrznie przez cały czas.

Kiedy Blaise „ostatecznie” wycofał się, zrobił to w bardzo leniwy sposób, ciągnąć za sobą dolną wargę Harry’ego tak daleko jak mógł. Potter znajdował się w całkowitym oszołomieniu. Nie pamiętał, żeby kiedykolwiek coś takiego mu się przydarzyło. Powoli przyłożył dłonie do twarzy, dotykając palcem swojej zmaltretowanej wargi. Czyli to takie było uczucie. Różniło się od pocałunku Snape’a, ale wcale nie było tak źle. Jego wzrok ponownie zaczął się skupiać i zobaczył przed sobą Blaise’a wyglądającego na zadowolonego z siebie. Najwyraźniej czegoś oczekiwał.

— Łał — powiedział szczerze Harry. — To było… To było po prostu… Łał.

Spóźniłeś się na mecz, panie Potter. Co oznacza, że rozpoczęcie go zostało opóźnione z twojego powodu. Minus pięćdziesiąt punktów dla Gryffindoru za marnowanie mojego czasu.

Harry usłyszał za plecami odrażająco okrutny głos Severusa, a to z jakiegoś powodu sprawiło, że się uśmiechnął.

Severus patrząc, jak olbrzymi, głupkowaty uśmiech pojawia się na twarzy Harry, stracił wszelką zdolność do gniewu. Po prostu zniknął, pozostawiając po sobie ogromną, bolesną pustkę.

Ten rodzaj szczęścia pochodzi tylko z jednej rzeczy.

Harry, wciąż uśmiechając się głupio, zrobił krok w tył i skończył na swoim tyłku. Przez chwilę wyglądał na zaskoczonego, po czym spojrzał na swoje stopy i zobaczył, że jego but był ponownie rozwiązany. Spojrzał na Blaise’a, który uśmiechnął się szeroko. Harry odwzajemnił uśmiech i bezradnie wzruszył ramionami. Zawiązał jeszcze raz but i wstał. Odwrócił się, żeby odejść, sądząc, że słyszy, jak Blaise szepcze, i poczuł, że jego sznurówka znowu się rozwiązała. Pochylił się, by się nią zająć i obejrzał się przez ramię na chłopaka, który wciąż miał różdżkę wycelowaną w stopy Gryfona. Czyli to właśnie miał za plecami. Harry spodziewał się, że będzie wyglądać na winnego, gdy został przyłapany, ale kiedy Harry wstał i obdarzył go spojrzeniem, Blaise po prostu mrugnął sugestywnie, po czym odszedł swobodnym krokiem, by znaleźć wolne miejsce na trybunach. Harry, potrząsając głową, roześmiał się i również odszedł, by dołączyć do reszty drużyny. Wygrana czy przegrana, kogo to obchodziło. Już latał.

Severus, pokonany, obserwował to wszystko w ciszy. Voldemort myślał, że wiedział, jak ranić ludzi. Tak. To było gorsze od jakiegokolwiek bólu, jaki Czarny Pan mógł mu zadać. Pomimo wielu, wielu lat, podczas których, dzięki pysze i silnej woli, nie uronił łzy, to patrząc, jak Harry beztrosko odchodzi w przyszłość, Severus Snape przypomniał sobie, jak to było płakać.

___________________________________


2018 rok
Opublikowałam 91 rozdziałów
Opublikowałam 38 miniatur
Rozpoczęłam 11 opowiadań
Zakończyłam 11 opowiadań
Powrót do góry Go down
Online
 
[HP][T][NZ] Plan generalny [SS/HP] [24/36]
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
~.Imaginarium.~ :: FANFICTION :: Literatura & Ekranizacja :: Harry Potter :: Slash :: +12-
Skocz do: