IndeksRejestracjaSzukajFAQZaloguj

Share | 
 

 [JCh] [M] Skutki morderstwa (SYC)

Go down 
AutorWiadomość
Fia.
Moderator
Moderator
avatar

Female Wiek : 28
Skąd : Poznań (mission completed)
Liczba postów : 280
Rejestracja : 23/12/2014

PisanieTemat: [JCh] [M] Skutki morderstwa (SYC)   Pon Sty 11 2016, 22:03

Fandom: książki Joanny Chmielewskiej
Autor: Fia.
Beta: Saraknya
Paring: Joanna/Alicja
Garunek: crime, humor
Ostrzeżenia: brak
N/A: tekst pisany z perspektywy Alicji.Część serii Yuri Chmielewskie.

Seria „Yuri Chmielewskie” łączy w sobie szaleństwo mojego umysłu i geniusz umysłu Joanny, balansując pomiędzy książkami tej drugiej, a moją interpretacją jej twórczości i własnego chaotycznego życia. W serii dotychczas ukazały się cztery teksty, na pewno pojawi się więcej. Serię najlepiej czytać w kolejności:
1. Skutki morderstwa
2. Kto jest podejrzany?
3. Do czasu
4. Wszystko czerwone




Skutki morderstwa


Joanna, kochana, cudowna Joanna. Z genialnym umysłem, cudownymi oczami i ustami, które wyglądają tak ponętnie, kiedy pali te swoje papierosy. Gdyby tylko wiedziała, co też siedzi mi w głowie... Gdybym tylko mogła tak do niej podejść i spróbować, czy te usta smakują jej ulubioną malinową herbatą, czy jej dłonie są tak samo wprawne w pieszczotach, jak w kreśleniu wszystkich tych elewacji i wykończeń...
— Alicja! — Witek stał nade mną ze zniecierpliwioną miną. — Mogłabyś mi dać rysunek kamienicy na Brackiej? Inwestorzy chcieli sprawdzić, czy wszystko jest tak, jak sobie wymyślili.
— Co? Zaraz, zaraz, przecież się nie pali! — Machnęłam ręką na kierownika pracowni, dopijając ostatni łyk kawy i wstając w poszukiwaniu właściwej tuby.
Po chwili podałam mu odpowiednie papiery i usiadłam, znów spoglądając kątem oka na ukochaną przyjaciółkę. Niestety, odkąd pamiętam Joanna rozgląda się namiętnie za przepowiedzianym jej blondynem o niebieskich oczach. Blondyn o niebieskich oczach... Blondyn... Ja jestem naturalną blondynką!
— No jesteś, i co? Chcesz wrócić do blondu, że tak się zrywasz? — Joanna spojrzała na mnie oceniająco i dopiero wtedy zrozumiałam, że ostatnie zdanie wypowiedziałam na głos.
— Zastanawiam się. Blond i niebieskie oczy. — Uśmiechnęłam się do przyjaciółki i złapałam za ołówek. Czasem trzeba popracować.
— Blondynów z niebieskimi oczami mam chwilowo dość. — Chmielewska potrząsnęła głową. — I tak pewnie w końcu z jakimś wyląduję. Nie, zdecydowanie mam dość blondynów na najbliższy czas.
— A blondynek? — chlapnęłam głupio.
— Do blondynek nic nie mam. W planach matrymonialnych też żadne mi się nie kręcą.
— Naprawdę nic? — Rzuciłam jej, mam nadzieję, niewinne spojrzenie. — Nawet tak inteligentnych, pięknych i uroczych jak ja?
— Alicja, czy ty nam chcesz o czymś powiedzieć? — Marek wszedł do pokoju akurat w tym momencie, oparł się o mój stół kreślarski i uśmiechnął równym rzędem białych zębów.
— A idź ty mi! Dom kultury na ciebie czeka! A kysz! — Machnęłam na niego ołówkiem, prawie wbijając mu go w przedramię z roztargnienia.
Joanna nie odpowiedziała już nic, przez chwilę tylko patrzyła na mnie w zamyśleniu, odpalając papierosa.

***

— Alicja! — Joanna dogoniła mnie przy wyjściu z pracowni, szybko poprawiając lekko przekrzywioną platynową perukę.
— Coś się stało? — Spojrzałam na nią ciekawie.
— Masz czas? Może wpadniesz do mnie na kawę? — spytała zupełnie zwyczajnie.
Joanna często zaciągała mnie do siebie po pracy na kawę. Szczególnie, jeśli miała w zanadrzu jakiś ciekawy pomysł na powieść i był jej potrzebny ktoś, kto stwierdzi, czy w ogóle możliwe są perturbacje jej bohaterów. Teraz jednak na dnie jej oczu czaiło się coś dziwnego, czego nie mogłam rozszyfrować. Ciekawe, ciekawe...
— Pewnie. Znów piszesz o Ewie, Roju, Muldgaardzie czy innych duńskich pozostałościach?
— Nie. Tym razem piszę o tobie. I wczoraj mi umarłaś, ale coś mi w twojej śmierci nie pasuje. — Dotarła do swojego Opla i otworzyła drzwiczki.
— No wiesz! Taka ci jestem brzydliwa*, że trzeba było mnie zabić? — Spojrzałam na nią z udawanym wyrzutem.
— Nie, właśnie nie! Pałętałaś mi się po głowie zdecydowanie za bardzo i musiałam odpocząć parę minut. — Joanna bez problemu włączyła się w Warszawski ruch miejski. — I teraz nie wiem, co z tobą zrobić. Bo nie chcę cię takiej nieżywej zostawiać. Za dobra jesteś na to.
— No dziękuję ci bardzo. A przynajmniej jakoś ładnie mnie zabiłaś? — Dopytywałam się ciekawie.
— Sztyletem, prosto w serce. Na twojej własnej wersalce. Jezus Maria! — Ostatnia uwaga poczyniona została pod adresem jakiegoś niezrównoważonego pirata drogowego, który bezczelnie zajechał nam drogę.
— Spokojnie, Joanna, spokojnie. Nie jeden wariat po mieście jeździ. — Poklepałam ją po nodze. — Lepiej skup się już na drodze, pogadamy u ciebie.
Joanna nie powiedziała już nic, spojrzała tylko przelotnie na moją dłoń i wbiła wzrok w Mazdę przed nami.

***

Joanna mieszkała na czwartym piętrze. Niby nie było wysoko, ale stare budownictwo miało tendencję do niewygodnych, za wysokich schodów. Do tego winda była zepsuta i musiałyśmy wdrapywać się na górę, każda z dwiema tubami rysunków, które zabrałyśmy do domu w celu dokończenia przed weekend ostatnich wymiarów.
— Przytrzymaj to, muszę znaleźć klucze. — Podała mi swoje tuby i zaczęła przetrząsać torebkę, w której z powodzeniem zmieściłaby pół pracowni. Nagle upuściła ją i rozsypała połowę zawartości pod naszymi nogami.
— Joanna, cholera jasna! To jest ciężkie. — Poskarżyłam się, patrząc na nią z wyrzutem.
— Już, znalazłam! — Zostawiając resztę rozsypanych rzeczy przekręciła klucz w zamku, chwilę posiłowała się z klamką, po czym otworzyła drzwi i zabrała tuby ode mnie, stawiając je pod wieszakiem.
Pochyliłam się, by pomóc jej pozbierać wszystko i nasze oczy się spotkały. W jej wzroku znów znalazłam tę dziwną iskrę, której nie potrafiłam do niczego przyrównać. Poczułam się dziwnie odkryta pod tym spojrzeniem. Po chwili jednak wstałyśmy i ta atmosfera minęła.
— Idź do pokoju, zaparzę kawę — powiedziała gospodyni i zniknęła w kuchni obwieszonej suszącym się praniem.
Żeby móc usiąść w pokoju musiałam dokonać kilku dziwnych operacji, starając się bez zniszczeń przenieść plik rysunków z wersalki na stół kreślarski i uprzątnęłam szybko kawałek stolika, na którym walały się aktualne reklamy Klubu Książki i kilka innych gazet. Joanna wróciła po chwili z dwiema filiżankami kawy i usadowiła się obok mnie, niedbale spychając kolejne gazety w kąt za wersalką.
— Słuchaj. Skoro mnie już zabiłaś, to po co ci tak naprawdę jestem? — Spojrzałam na nią znad parującego napoju.
— Bo mi właśnie coś w twojej śmierci nie pasuje. Ktoś cię czymś zadźgał, prosto w serce. A byłaś świeżo po remoncie mieszkania, taka strata! — Joanna zapaliła papierosa i westchnęła głośno.

***

— To ja ci tam umieram, a ty ubolewasz nad moim domniemanym remontem, którego, swoją drogą, nie mogę się dorobić już pół roku? No zlituj się, kobieto. — Potrząsnęłam głową i odstawiłam do połowy pustą już filiżankę. — Swoją drogą, jak mnie dźgałaś, to pamiętałaś, że mam serce po prawej?
— O cholera! Właśnie zapomniałam! Już wiem, co mi się nie zgadzało! Morderca przepięknie przedziurawił cię idealnie w miejscu, w którym każdy normalny człowiek ma serce... — mówiła coraz ciszej. — Mogę? — Nagle wyciągnęła rękę, przykładając ją do mojej klatki piersiowej.
— Nie tu, debilko. — Przesunęłam jej rękę tak, by poczuła bicie mojego serca. — Widzisz? Tutaj jest. Myślałam, że o tym nie zapomnisz... — również mówiłam coraz ciszej, bo Joanna nagle zaczęła wpatrywać się prosto w moje oczy, a jej źrenice rozszerzyły się lekko.
— Alicja... Wiesz, dobrze by ci było w blondzie, naprawdę — powiedziała cicho, lekko skłaniając głowę w moją stronę.
W tym momencie znów napadły mnie myśli o jej dłoniach, oczach, ustach... Niewiele myśląc pochyliłam się jeszcze odrobinę i zetknęłam nasze wargi. Nie mam pojęcia, co mnie do tego ostatecznie pchnęło, niemniej stało się i teraz siedziałam, z ustami przyciśniętymi do ust najlepszej przyjaciółki, wdychając nikły zapach papierosów, kawy i jej własnego, słodkiego perfumu, który przywoziłam jej z Kopenhagi. Jej usta były przyjemnie ciepłe i gładkie, takie... idealne. Po chwili jednak opamiętałam się i odsunęłam na bezpieczną odległość.
— Alicja... Ja... — Joanna patrzyła na mnie zagubionym wzrokiem, niepomna dogasającego w popielniczce papierosa i stygnącej kawy.
Nie minęło kilka sekund, jak sama wychyliła się i pocałowała mnie ponownie. To był delikatny pocałunek, pełen niepewności i napięcia, które po chwili jednak zaczęło ulatniać się razem z dziwnym skrępowaniem, pozwalając mi uchylić wargi i posmakować jej ust, a w końcu wsunąć się w nie. Nasze języki zawirowały we wspólnym tańcu, słodko-gorzkim od posmaku kawy i papierosów. Odsunęłyśmy się od siebie dopiero, kiedy zabrakło nam powietrza.
— Alicja... Ja... — Joanna zerknęła szybko na maszynę do pisania i drgnęła. — A niech mnie piekło pochłonie, a cię wskrzeszę. Nie umrzesz mi od jakiegoś głupiego dźgnięcia, nawet nie w serce.
Siedziałam zbaraniała, kiedy Chmielewska nagle odsunęła się ode mnie i z ogromną szybkością zaczęła stukać w klawisze, absolutnie zapominając o całym świecie i przebrzmiałym pocałunku. Pozostał mi tylko jej odurzający zapach i słodko-gorzki smak.
Po dwóch godzinach gapienia się na pisarkę, która wyglądała, jakby zatonęła w jakimś dziwnym transie, wyszłam z jej mieszkania, cicho zamykając drzwi. Porozmawiamy, jak już mnie wskrzesi — zawyrokowałam.

_____
* nie jest to literówka, a określenie, którego namiętnie używa u mnie starsze pokolenie, więc je sobie zapożyczyłam.

___________________________________

                           




Ostatnio zmieniony przez Fia. dnia Czw Kwi 07 2016, 00:04, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Olgie.
Stenograf
Stenograf


Female Liczba postów : 349
Rejestracja : 03/01/2016

PisanieTemat: Re: [JCh] [M] Skutki morderstwa (SYC)   Czw Lut 04 2016, 14:52

Aaaaa cudowne! Do tej pory twardo siedziałam w potterowskich ff ale po przeczytaniu tego tekstu wiem ile traciłam. To słowo "brzydliwe" świetnie pasuje do stylistyki Chmielewskiej.
Cytat :
bez problemu włączyła się w Warszawski ruch miejski
 Słowo "warszawski" pisze się małą literą.
Całość jest cudowna i taka chmielewska. Very Happy
Powrót do góry Go down
Wirka.
Admin
Admin
avatar

Female Wiek : 28
Liczba postów : 916
Rejestracja : 21/12/2014

PisanieTemat: Re: [JCh] [M] Skutki morderstwa (SYC)   Pon Gru 03 2018, 23:00

Ten komentarz sponsoruje kończący się dwuRok Kobiet Very Happy

Ten o to promt: 26. Skomentuj tekst zaczynając każde zdanie tą samą literą

Teraz do rzeczy. Tak sobie wpadłam tutaj, choć kanonu już prawie że nie pamiętam. To nie wpływa jednak na odbiór, bo jak już kiedyś Ci zdaje się mówiłam, w tym fandomie jest Ci dobrze. Trafne słowa, dobre zwroty. Tempo jest takie AKURATNE <3 Trzeba przyznać, zgrabna miniatura Ci wyszła, może nawet mogłabyś z tego rozkręcić rozdziałowca - gdybyś tak pokusiła się o własną intrygę i prawdziwy kryminał, nawet z zapożyczoną postacią?

Taka rzecz do przemyślenia. To jest gatunek, w którym mogłoby Ci chwycić Very Happy

___________________________________



Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: [JCh] [M] Skutki morderstwa (SYC)   

Powrót do góry Go down
 
[JCh] [M] Skutki morderstwa (SYC)
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Skutki wybuchu atomowego

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
~.Imaginarium.~ :: FANFICTION :: Literatura & Ekranizacja :: Femslash :: +12-
Skocz do: